Skip to main content

Full text of "Pamiętniki"

See other formats


This is a digital copy of a book that was preserved for generations on library shelves before it was carefully scanned by Google as part of a project 
to make the world's books discoverable online. 

It has survived long enough for the copyright to expire and the book to enter the public domain. A public domain book is one that was never subject 
to copyright or whose legał copyright term has expired. Whether a book is in the public domain may vary country to country. Public domain books 
are our gateways to the past, representing a wealth of history, culture and knowledge that's often difficult to discover. 

Marks, notations and other marginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journey from the 
publisher to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commercial parties, including placing technical restrictions on automated ąuerying. 

We also ask that you: 

+ Make non-commercial use of the file s We designed Google Book Search for use by individuals, and we reąuest that you use these files for 
personal, non-commercial purposes. 

+ Refrainfrom automated ąuerying Do not send automated ąueries of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a large amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attribution The Google "watermark" you see on each file is essential for informing people about this project and helping them find 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can't offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
any where in the world. Copyright infringement liability can be ąuite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's Information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps readers 
discover the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli text of this book on the web 



at |http : //books . google . com/ 




Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznych pólkach, zanim została troskliwie zeska- 
nowana przez Google w ramach projektu światowej biblioteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 
dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 
dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 
dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 
długą podróż tej książki od wydawcy do biblioteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady użytkowania 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prace takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostarczać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 

Prosimy również o: 

• Wykorzystywanie tych plików jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w niekomercyjnych 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysyłanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tłumaczeniami maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości tekstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny "Google w każdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowych 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 

• Przestrzeganie prawa 

W każdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana książka została uznana za część powszechnego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób traktowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych krajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej używać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 



tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem http : //books . google . com/ 



IDENER UBRAKY 

mirip 



IX NliJGT L 



/V/" /^ ^ooo 



^ 



Digitized by VjOOQ IC 



'>ll2/ j> 



3 J.Si 



Digitized by VjOOQ IC 



Digitized by CaOOSlC 



PAIIĘTIIKI 



FRYDERYKA HRABIEGO SKARBKA. 



POZNAŃ. 

KAKŁADEU i. K. 20PA]}SKIiaO. 

1878. 



Digitized by VjOOQ IC 



K P P 3to oo 



[UNIYERSITYI 
LIBRARY^ 
J AK 6,i%sJ 



Digitized by VjOOQ IC 



Spis treści 

niniejszych pamiętników. 



stronni ea 

Wstęp 1 

I. Pierwsze lata moje dziecinne 3 

II. Lata moje szkolne 10 

III. Zmiana polityczna 19 

IV. Rok pobytu na wsi. Podróż do Paryż i 29 

V. Pobyt mój w Paryżu 35 

VI. Powrót do kraju. — Pierwsze moje urzędowanie . . 44 

VIL Pierwsze lata Królestwa Polskiego 58 

VIII. Wejście moje do Uniwersytetu Warszawskiego . . . 7t> 

IX. Udział mój w Towarzystwie Przyjaciół Nauk .... 92 

X. Wspomnienia Warszawskie przed epoku rewolucyjną 120 

XI. Prace piśmiennicze i czynności moje do roku 1830 . 148 

XII. Wyjazd mój do Petersburga i pobyt w t6j stolicy . . 159 

XIII. Wyjazd mój z Petersburga i pobyt na Litwie . . . 180 

XIV. Powrót mój do Warszawy 196 

XV. Zajęcie moje szpitalami i więzieniami. . . . . . .211 

XVI. Warszawa za czasów księcia Paszkiewicza .... 224 

XVII. Dalsze zatrudnienia i działania, wypadki i zdarzenia 

ówczesne 241 

XVin. Podróż moja do Niemiec w roku 1846 259 

XIX. Wejście moje do rady administracyjnej 270 

XX. Wyjście moje ze służby rz^dowćj 2^9 

XXI. Powrót mój do prac naukowych 299 

XXII. Czasy trwogi i terroryzmu. Zakończenie 309 



Digitized by VjOOQ IC 



Digitized by VjOOQ IC 



^ 



WSTJgP. 

Urodziłem się w ostatnim dziesiątku XVIIIgo wieku, 
żyją jeszcze w drugiej połowie XIXgo. Kilkadzie- 
siąt lat pełnych zmian i zdarzeń nadzwyczajnych, 
przesunęło się przedemną, zostawiwszy w pamięci 
mojej wielki zapas wrażeń i wspomnień, które warto 
przy schyłku życia zachować dla następców moich. 

Jestem właśnie w tym wieku, w którym prze- 
szłość największą jest pociechą; gdzie się chętniej 
rozprawia o tem, co było, jak marzy o tem, co 
będzie ; a że umysł nie stępiał jeszcze zupełnie, że 
mi potrzeba miłego zajęcia w chwilach, w których 
usiłuję zapomnieć o tem, co mi dolega, więc za- 
czynam w imię Boże pamiętniki moje o czasach 
ubiegłych. 

Ale uprzedzam, że nie zamierzam pisać dzieła, że 
nie będę zbierał po książkach i pismach czasowych 
raateryałów do tych pamiętników, bo niechcę ani 
szukać jakiejbądż chwały pisarskiej z pogadanki 
mojej o tem, co mi się zdarzyło i na co patrzałem, 
ani brać na siebie odpowiedzialności za mniej do- 
kładne opisy, za błędne podania lub omyłki w da- 
tach i nazwiskach. 

Pamiętniki Fryd. hr. Skaibka. 1 



Digitized by VjOOQ IC 



- II — 

Wszak to nie jest historya, lecz tylko poga- 
danka starego ; niema ona nauczać, lecz tylko ma 
innych zająć chwilowo wspomnieniem na dawne 
czasy. 

Uprzedzam jeszcze, że nie będę mówił o tem, 
czegom sam nie widział lub nie słyszał, o czdm 
z własnego przekonania sądzić nie mogłem. Miejsca 
i czasy, w których żyłem, stanowią granice moich 
opowiadań i wspomnień, a osobiste wypadki moje, 
ów wątek, z którym się wiążą ogólne zdarzenia. 
Pruska dzielnica dawnej Polski, Księstwo War- 
szawskie i Królestwo Polskie, oto są miejsca i czasy, 
w których żyłem i o których, jako o starożytnej 
historyi, mówić będę. 

Szkoły, w których się kształciłem, zakłady i to- 
warzystwa naukowe, do których należałem, prace 
moje piśmiennicze i urzędy, jakie piastowałem, po- 
służą mi do wykazania, jakim sposobem doszedłem 
do tego, abym mógł służyć krajowi. 

Nie zamierzam usprawiedliwiać się z mego po- 
stępowania, bo wiem, że opinia publiczna mało 
ceni samolubne wyrażenia; ale osiągnę cel, do ja- 
kiego zamierzam w tych pamiętnikach, jeżeli póź- 
niejsi czytelnicy polubią postać główną, która w nich 
występuje i przyznają mi, żem usiłował przez całe 
życie zasłużyć sobie na dobre imię, które potoni- 
kom moim chcę zostawić w spuściznie. 



Digitized by VjOOQ IC 



L 
Pierwsze lata moje dziecinne. 

U rodziłem się roku 1792, w sam koniec zapust, w chwili 
gdy ojciec mój wraz z licznemi towarzyszami zabawy, na 
redutach toruńskich z kielichem w ręku, kolejne spełniał 
zdrowia; za czem poszło, że urodzenie moje ogłoszone zo- 
stało hucznym toastem, po spełnieniu którego ojciec do 
cierpiącej matki mojej pośpieszył, aby mnie nowonaro- 
dzonego powitać. Biorąc wróżbę z roku urodzenia i ze 
sposobu powitania mnie na tym świecie, wnosić można 
było, że będę rewolucyonistą i rozpustnikiem; cały zbieg 
życia mego dowiódł, że podobnym horoskopom wierzyć 
nie można. 

Którego dnia miesiąca Lutego przyszedłem na świat ? 
tego z zupełną pewnością nie wiem, bo gdy matka moja, 
która to najlepiej wiedzieć była powinna, naznaczała dzień 
urodzin moich na 22. Lutego, dodając zawsze, iż się gnie- 
wała na to, że tak gminne imię, to jest Piotra, sobie przy- 
niosłem, tymczasem urzędowa metryka moja z kościoła 
ś. Jana w Toruniu wyjęta, o siedm dni wprzódy urodzić 
mi się kazała. Niemasz już na świecie takiego, coby tę 
wątpliwość rozstrzygnął i wypada wierzyć dokumentowi 
urzędowemu, choćbym miał być o kilka dni starszym. 

Dziwne to jest usposobienie człowieka, że wrażenia 
pierwszych lat dziecinnych tak dobrze zachowuje w pa- 
mięci; iż przy schyłku życia przypomina sobie najdro- 
bniejsze szczegóły początkowTch lat życia swego, i że 
wrażenia te wpływają na sposób myślenia w dojrza- 
li 



Digitized by VjOOQ IC 



4 PAMIĘTNIKI 

]jm wieku,, lubo się zdaje, źe dziecko nie może jeszcze 
pojmować i zachować w pamięci tego, co się około siego 
dzieje. 

Że to być nie moie, tego doświadczyłem na sobie 
samym, bo labo tylko sześć lat chowałem się w domu 
dziadka mego, pamiętam przeciei ten dom obfitujący we 
wszystko, a nie odznaczający się ani wystawnością ani 
zbytkiem ; pamiętam Toruń, to miasto, w którem się uro- 
dziłem i ludzi, wśród których byłem wychowany. Byłem 
bardzo pieszczony, ale nie psuty pieszczotami, bo miałem 
ochmistrzynią, która mnie chroniła od zbytniej pobłażli- 
wości dziadka, chociaż ten ciągle mnie otaczał tem, co 
szczęście dziecka stanowi. Woził mnie z sobą na spacery 
i do znajomych swoich w okolicy ; z tych odwiedzin po- 
zostało w pamięci mojej wrażenie spokojnego a swobod- 
nego pożycia wielu rodzin niemieckich, a między niemi 
pastora luterskiego, który w okolicy Torunia wśród licz- 
nej familii patryarchalne prowadził życie. Pamiętam ruch 
handlowy tego miasta, owe śpiewy mierników, które ze 
spichrzów rozlegały się po ulicach przy mierzeniu zboża, 
wyrażające liczbę szefli odmierzanych, i tych tragarzy bie- 
gających z wązkim workiem około szyi na ramionach, 
niesionym do statków nad brzegiem Wisły ładowanych. 
Pamiętam zamożne a nieokazałe mieszkania kupców to- 
ruńskich, w których się krewni i przyjaciele na poobiednią 
kawę zbierali i obraz poufnego i swobodnego pożycia przed- 
stawiali. W tych pierwszych latach moich, zaszczepiła się 
we mnie bez wiedzy mojej, skłonność do pracowitej rząd- 
ności, zamiłowanie skromnego i cichego życia, oraz odraza 
do zbytków. 

Sześć lat miałem, gdy mój dziad umarł. Pogrzeb j^o 
był dowodem, ile szacunku u ludzi uzyskał, ile między 
niemi wdzięcznych i przychylnych sobie posiadał ; cała ł)o- 
wiem ludność Torunia odprowadziła go na miejsce wiecznego 
spoczynku, a policya pruska skazała ojca mego na karę 
pieniężną za to, ie pomimo zakazu, pogrzeb ten wieczorem, 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 5 

prz; wielkiem oświetlenia i zbiegowisku ludu odbyć 
kazał. 

Po śmierci dziada mego, przeszedłem w inny zupełnie 
świat i w inne domowe stosunki. Ów pieszczony dotąd 
wnuczek, któremu wszystko było wolno i który pierwszą 
był niemal osobą w domu dziadunia, przeszedł pod mniej 
pobłażające, lecz więcej stosowne dla siebie rajądy matki, 
której tkliwe przywiązanie nie mogło pozwolić na to, abym 
wyrósł na. rozpustnego chłopaka. Ze spokojnego i rząd- 
nego domu, dostałem się .do zgiełku pańskiego domU; 
w którym goście i gale były zwyczajnym trybem życia^ 
a spokojnośó wyjątkiem. Tara się wszyscy mną zajmo- 
wali, tutaj prócz matki nikt nie dbał o mnie. 

Z czasu przemieszkiwania rodziców moicłi w Izbicy 
(w Kujawacli), mniej wspomnień zostało w pamięci mojej, 
jak z pierwszych lat dziecinnych, lubo ciągłe zabawy i oka- 
załości świetnego życia powinny były mocniejsze czynie 
wrażenie na dziecku; dowodem to jest, że wszelki blask 
olśniewa oczy, a pogodne i spokojne światło rzeczywiście 
oświeca i trwalsze pozostawia ślady. 

Tam w Izbicy miał ojciec mój przy sobie dwóch sy- 
nów z pierwszego małżeństwa, którcmi się sam nie zaj- 
mował, ale powierzył ich zupełnie jakiemuś guwernerowi 
z zagranicy zapisanemu, bez żadnego wykształcenia nau- 
kowego, który mieszkał z nimi na folwarku, uczył ich mó- 
wić i pisać po francuzku i tańcować ze służącemi; nadto 
tak moralnie ich prowadził, że ojciec wreszcie wypędził 
mentora; starszego z synów na junkra do rajtarów pru- 
skich w Warszawie konsystujących oddał, a młodszego 
w konwikcie Pijarów tamże pomieścił. Dla mnie zaś spro- 
wadzonym został pedagog z Warszawy z pomiędzy zaczy- 
nających się rozpleniać frankistów, zalecających się jedy- 
nie piękną wymową francuzką i graniem na skrzypcach; 
ale ten ani jednego ani drugiego mnie nie nauczył, i w ogóle 
mało się troszczył o mnie, przeważnie biorąc udział w za- 
bawach towarzyskich, i będąc ulnbieńcem ojca mego. To- 



Digitized by VjOOQ IC 



6 PAMIĘTNIKI 

warzyszył on wraz zemną ojcu w podróży, którą tenże od- 
był do Królewca, jako deputowany z części nowych pro- 
wincyj pruskich na homagium w tej starej stolicy Prus, 
Fryderykowi Wilhelmowi III przy wstąpieniu jego na tron 
składane. 

Z tej pierwszej podróży, pozostały mi w pamięci wra- 
żenia : morza z daleka widzianego, oraz uroczystości w Kró- 
lewcu odprawianych, a między temi przedstawienie polo- 
wania nadpowietrznego za pomocą licznych balonów, to 
dzikie zwierzęta, to uganiających się za niemi strzelców 
wyobrażających. Snuje mi się dziś jeszcze przed oczami 
to piękne przedstawienie, ale przytem przypominam sobie 
także strach wielki, jakim przejęty byłem, gdy guwerner 
mój więcej o swoje zabawę niż o mnie dbająoyi przez 
głuchoniemego do hotelu odprowadzić mnie kazał, z którym 
długo po ulicach zapłakany błądziłem. 

Kilka lat następnych mało dobrych wspomnień mi 
nastręczają; wtedy rodzice moi zamieszkiwali w Warsza- 
wie i żyli tam wystawnie nad stan nadwerężonego już 
majątku. Mnie poruczono kierownictwu nauczyciela Po- 
laka, który szczególną układnością swoją umiał wzbudzić 
zaufanie obojga rodziców moich i wpoić w nich mniema- 
nie, że równie był uczonym jak moralnym człowiekiem, 
kiedy tymczasem był tylko przebiegłym łotrem. Do zu- 
pełnego niedbalstwa o nauki moje, łączył najgorsze przy- 
wary, które surową powierzchownością umiał pokrywać. 
Wszystkie lekcye kazał nam (to jest mnie i koledze rów- 
nego zemną wieku, synowi przyjaciela rodziców moich, 
w domu naszym zamieszkałemu) głośno i razem wypowia- 
dać, a sam nic nie wykładał i zwykle nawet nie słuchał 
tego, co&my oba na głos wrzeszczeli ; ale po każdej niemal 
skończonej lekoyi smagał nas po kolei dyscypliną, utrzy- 
mując, że to jest dla nas wielkim zaszczytem, iż nas ka-' 
rze za złe wydanie lekcyi dyscypliną jedwabną, plecioną 
przez jakąś księżnę, w której domu dawniej zostawał. 
Nareszcie zdradziły go dwie kobiety, które się do niego 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 7 

W jednym czasie na wieś zjeehały, i które były obie jego 
żony, skutkiem czego rozumie się natychmiast przez ojca 
mego wypędzonym został. 

Po zbyt kosztownym pobycie w Warszawie, wrócili 
rodzice moi na wieś, nie już do Izbicy do Kujaw, ale do 
wsi Żelazowawola pod Sochaczew, pięknej bardzo z po- 
łożenia swego, lecz nader malej w porównania z poprze- 
dniemi dobrami już sprzedanemi. Wprawdzie kupił był 
ojciec jeszcze* majętność Czubin pod Błoniem, ale na jej 
zapłacenie zaciągnął znaczny dług z kassy depozytowej 
pruskiej, zaczem poszło, że dobra drogo i na kredyt na- 
byte, stały się tylko ciężarem i skutkiem tego później ze 
znaczną stratą sprzedanemi być musiały. Słowem, szybko 
zbliżała się chwila upadku całego majątku ojca mego 
i napróżno usiłował on ukrywać przed światem ruinę swoją, 
prowadząc dalej jeszcze wystawne życie, kiedy już nie 
było czem opędzać pierwszych potrzeb utrzymania domu. 

Pamiętam świetną bardzo uroczystość w rocznicę imie- 
nin matki mojej w Żelazowejwoli wyprawioną. Świat ele- 
gancki z Warszawy zjechał się na nią i kilkadziesiąt osób 
ze służącemi i końmi gościło u nas przez dni kilka. Uczty 
przerywane były tańcami i przedstawieniami scenicznemi, 
a między niemi kilka dam i młodych kawalerów w ubio- 
rach tyrolskich przyprowadzili na podwórze dworskie tyleż 
krów z Tyrolu sprowadzonych, ofiarując je przy stosow- 
nych śpiewach matce mojej na wiązarek. . 

Wśród tych dni rozkoszy jedna tylko była osoba 
dotknięta ciężką zgryzotą, kryjąc łzy przed wesołymi 
gośćmi, a tą była nieszczęśliwa matka moja, która wie- 
działa o tem dobrze, że te zbytki i ta wystawnośó były 
ostatnim połyskiem gwiazdy szczęścia ojca mego. Jakoż 
wkrótce po tej uroczystości, zajechała pewnego dnia zwy- 
czajna bryczka przed dom rodzicielski, zaprząg i pakunek 
nie okazywały aby miała być przeznaczoną do dalszej po- 
dróży; mówiono tylko, że pan domu na krótko i nieod- 
ległe odjeżdża ; ale ani my dzieci, ani nikt z domowników 



Digitized by VjOOQ IC 



8 PAMIĘTNIKI 

nie wiedział dokąd jedzie i kiedy powróci? Uderzyło 
mnie wtedy to, że ojciec cznlej jak zwykle pożegnał się 
z matką i że nas z rozrzewnieniem uściskał; pozwy zaś 
wkrótce po wyjeździe jego wedle procedury pruskiej na 
drzwiacłi dworu przybite, a objawiające zajęcie i sprzedaż 
przez publiczną licytaeyę rucbomości do ojca należących, 
przykre na mnie uczyniły wrażenie; lecz długo nie wie- 
działem o tem, że ojciec przed wierzycielami ujechał za 
granicę, i że matka dla ocalenia reszty własnego swego 
majątku, musiała przeciw niemu proces rozwodowy wy- 
toczyć. 

Odtąd zmienił się zupełnie dom rodzicielski: zbytki, 
wystawność i ustawiczne rozrywki, ustąpiły miejsca go* 
spodamej rządności i skromnemu pożyciu. Trapiona przy- 
kremi interesami matka, ograniczała się w wydatkach 
swoich i ciągle mieszkała na wsi, wyjąwszy zimowej 
pory, którą pomimowolnie spędzać musiała w Toruniu, a to 
z powodu, że magistrat tego miasta niewiadomo na mocy 
jakiego prawa, toczył z nią proces, aby jako właścicielka 
domów, tamże część roku mieszkała, lub sprzedała takowe. 
Pobyt w Torunia był w owych czasach bardzo przyjemny 
i ożywiony, gdyż liczni obywatele polscy zjeżdżali się doń 
na karnawał z rodzinami swemi, skutkiem czego tak 
miejscowa ludność jako i załoga pruska, ustępowały im 
pierwszeństwa i miasto przybierało wtedy postać polskiego 
grodu. Duch zabaw i towarzyskiego pożycia, mowa 
wszędzie słyszana, hałaśliwość swobodna i czasem nawet 
zagłośna, zalotność i intrygi miłosne, wreszcie hulanki, 
zwady i pojedynki; wszystko to przytrafiało się podów- 
czas w Toraniu i dawało mu powierzchowne znamię praw- 
dziwie polskiego miasta. Dom matki mojej był przez 
całe tameczne towarzystwo licznie uszczęszczany i wielce 
poważany, tak, iż musiała ona prawie pomimo woli swej 
przodkować w zebraniach i zabawach polskiej narodowości. 

W jednej z podróży swych, letnią porą do Torunia 
odbytej, zostawiła mnie matka u znajomej swej starościny 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. nu. SKARBKA. 9 

Łączyńskiej, pod dozorem guwernera Francuza Chopin^ 
który miał przejść do nas na nauczyciela. W domu sta- 
rościny miał on za uczniów prócz dwócli jej synów znacz- 
nie odemnie starszych i dwie jej córki, z których młodsza 
Marya, wówczas około 14 lat mieć mogąca, rzadką od- \ 

znaczała się pięknością. Lubiła ona bawić się ze mną 
lOletnim chłopcem i ujmującą dobrocią swoją jako i nie- 
wymownym powabem wdzięków swoich, braterskie po- 
niekąd przywiązanie we mnie rozbudziła. Ten tak za- 
chwycający przedmiot dziecinnej miłości mojej, słynął 
później z piękności, która ówczesnego władzcę Europy 
Napoleona I. zajęła. Wrażenia niewinnych zabaw w to- 
warzystwie jej spędzonych, pozostały mi na zawsze w pa- 
mięci z tej epoki życia mego, tern mocniej że po upływie 
kilku lat miałem sposobność widywać ją wśród zbytków 
i świetności wielkiego paryzkiego świata, i doznawać od 
niej przychylnej uprzejmości, podobnej do tej, jakiej 
w dziecinnym wieku dała mi dowody. 

Mikołaj Chopin, ów guwerner, pod którego dozorem 
bawiłem w obcym domu, został nauczycielem moim i prze- 
pędziwszy lat kilkanaście przy mnie i braciach moich, 
przeszedł następnie na professora języka francuzkicga 
w Liceum Warszawskiem, gdzie do póżnój starości nau- 
czał i emetury się dosłużył. Nie był on ani emigrantem, 
ani napół wyświęconym księdzem , jak wówczas byli po 
większej części guwernerowie francuzcy, którzy tak nie 
narodowy kierunek wychowaniu młodzieży polskiej nadali. 
Chopin przybył do Polski jeszcze przed rewolucyą fran- 
cuzką, jako pisarz czy rachmistrz przy fabryce tabacznej, 
przez rodaka swego w Warszawie założonej. Nie był on 
przejęty ani zasadami przesadzonej wolności republikań- 
skiej, ani udaną bigoteryą emigrantów francuzkich; nie 
był także rojalistą bałwochwalczą czcią dla tronu i ołtarza 
przejętym, ale był moralnym i poczciwym cdowiekiem, 
który poświęciwszy się wychowaniu młodzieży polskiej, 
nie zaUadał sobie nigdy tego, aby ją przekształcać na 



Digitized by VjOOQ IC 



10 PAMIĘTNIKI 

Francuzów i wpajać w nią zasady we Francyi górujące. 
Szanując Polaków i wdzięczny będąc ziemi i ludziom, 
między któremi gościnne znalazł przyjęcie i odpowiedni 
sposób utrzymania życia ; wypłacał się im szczerze z obo- 
wiązku wdzięczności, sumiennem kształceniem icłi po- 
tomków na użytecznych obywateli. Przez długoletni po- 
byt swój w kraju naszym , przez stosunki przyjacielskie 
z domami polskiemi, a głównie przez ożenienie się z Połką^ 
a ztąd przez związki małżeńskie i rodzicielskie stał się 
rzeczywiście Polakiem i w starości swej, doczekał się tej 
pociechy, że był powszechnie poważanym, jako zasłużony 
nauczyciel szkół publicznych ; że był kochanym od uczniów 
swoich i ich rodziców i że naostatek miał syna, który 
głośno i wszędzie mieniąc się być Polakiem, zjednał oj- 
czyźnie swojej tę chwałę, iż była kolebką jednego z naj- 
większych gieniuszów muzycznych. 

Pod tym czcigodnym nauczycielem, który dozgonnie 
był najlepszym moim i całej rodziny mojej przyjacielem, 
otrzymałem najpierwsze moje naukowe usposobienie, które 
w chwili gdym do szkół przechodził, zasadzało się więcej 
na ogólnem rozwinięciu władz umysłowych, niż na szcze- 
gółowem wyuczeniu przedmiotów naukowych. 

II. 
Moje lata szkolne. 

Z upodobania w f rancuzczyznie, jakie u nas od czasów 
Stanisława Augusta i następnie pod panowaniem pruskiem 
przemagało nad czcią narodowości, wynildo błędne wy- 
chowanie dzieci po najznakomitszych domach polskich, 
tern mniej usprawiedliwione, że za Prusaków niezbywało 
-wJtraju na dobrych zakładach wychowania publicznego. 
Pod tym względem największe zasługi położyli ks. Pi- 
jarzy, którzy w wielu miejscowościach kraju obok zgro- 
madzeń i^woich, utrzymywali tak zwane konwikty, do 
których p^nsyonarze z oby watelskich domów napływali. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR, HR. SKARBKA. U 

Bez ukrytej dążności innym zgromadzeniom właściwej, 
wychowywali Pijarzy powierzoną sobie młodzież bogo- 
bojnie i po ojcowsku, tak iż każdy icli wychowaniec po- 
święcał im wdzięczną pamięć za chwile młodości pod ich 
dozorem w konwiktach spędzonej. Należy im to przyznać, 
że po zagładzie politycznej bytu naszego, przechowali oni 
w swoich zakładach naukowych wychowanie prawdziwie 
narodowe, którego skutki objawiały się nietylko w mło- 
dzieży, która z ich szkół wychodziła, ale i w dobrych nau- 
czycielach, jakich w seminaryach swoich kształcili, a którzy 
nietylko w szkołach pijarskich lecz i winnych zakładach 
naukowych naszych, długo zaszczytne miejsca zajmowali, 
opuściwszy, po pierwszem lub drugiem święceniu, zgroma- 
dzenie. 

W roku 1804 założył rząd pruski Liceum Warszawskie, 
w zamiarze zrównoważenia wpływu szkół pijarskich wy- 
łącznie polskich, szkołą głównie niemiecką, której dobre 
urządzenie i gruntowne w niej nauczanie, mogło z czasem 
zjednać wziętość a przez to doprowadzić do tego, aby 
Liceum przysposabiało uczniów do akademii niemieckich. 
Lubo sprowadzono do tej szkoły znakomitych professorów 
niemieckich, nie chciano jednak ograniczyć wykładu nauk 
w języku, o którego upowszechnienie starano się; iecz 
czując to dobrze, że szkoła, w którejby tylko w języku 
obcym nauki wykładano, nie mogłaby mieć wziętości 
i powodzenia, raz dla wstrętu, jakiby w polakach obu- 
dzała, drugi raz dla braku dostatecznej liczby uczniów do 
słuchania nauk w języku niemieckim, zaprowadzono przeto 
w Liceum podwójne klassy, jedne niemieckie, drugie pol- 
skie i powierzono w nich nauczanie obok niemców, pro- 
fessorom miejscowym. Do powodzenia tej szkoły nie 
mało się przyczynił trafny wybór rektora, w osobie Sa- 
muela Bogumiła Linde, uczonego rodem z Torunia, nie- 
mieckiego pochodzenia, ale dla stosunków ze znakomitemi 
literatami polskiemi i z powodu zajmowania się ułożeniem 



Digitized by VjOOQ IC 



12 PAMIĘTNIKI 

słownika tego narzecza, powszechną wziętośe i dobrd 
imię w kraju mającego. 

Liceani zostało oddane pod zwierzchni nadzór od- 
dzielnej władzy ^eforatem^ zwanej, a złudzi naukowych 
w Warszawie osiadłych złożonej, która tak starannie 
nauczanie w tej szkole zaprowadziła i tak odpowiednio 
godziła zamiary rządu z wymaganiami obywateli krajo- 
wych, iż Liceum początkowo w gmachu pojezuickim za- 
prowadzone , przeniesione być musiało w rok potem do 
obszerniejszego lokalu w pałacu Saskim i że niektóre 
klassy dla zbyt wielkiej liczby uczniów podwojone zostały. 

Nauczanie było gruntowne i bez dążności politycznych. 
Professorowie niemcy nauczali języków starożytnych i nie- 
mieckiego, tudzież historyi powszechnej i geografii, a Po- 
lacy wykładali nauki matematyczne i przyrodzone, hi- 
storyą i literaturę, a to z zupełną niepodległością nie wy- 
nosząc, ani nie upokarzając jednej narodowości dla drugiej. 
Tym sposobem osiągnęli cel główny usiłowań swoich, to 
jest że wzbudzili chęć i upodobanie w naukach i że ocu- 
cili w młodzieży niejaką czynność umysłową, która zapo- 
wiadała nastanie lepszej epoki rozwoju zdolności polskich. 

To, co u Pijarów świadczył konwikt, to zastąpione 
było przy Liceum pensyami prywatnemi dla młodzieży, 
utrzymywanemi przez samych professorów tej szkoły, 
które się mieściły w budowlach do pałacu Saskiego na- 
leżących. 

W roku 1805 oddała mnie matka do Liceum War- 
szawskiego, w zamiarze usposobienia do słuchania kursów 
na jakiej akademii niemieckiej. Obznajmiony od dzie- 
ciństwa z językiem tym, dostałem się do klassy czwartej nie- 
mieckiej (Dmtsch-guarta) a to pomimo zupełnej nieznajo- 
mości łaciny, przez wzgląd jedynie na ogólne usposobienie 
moje i na znajomość języków żyjących. Pamiętam stu- 
denckie powodzenie, jakie miałem przy pierwszym wstępie do 
klassy, w której nie było uczniów wy szły eh z pod rąk guwer- 
nerów francuzkich; koledzy moi okazali mi przed przyjściem 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 13 

do szkoły, cztery wiersze francuzkiej deklamacyi na ten 
dzień zadanej , których się z łatwością nauczyłem ; gdy 
nadeszła lekcya francazka, oświadczyli koledzy professorowi 
Rousseau, że nowo przybyły student chce wyrecytować 
deklamacyą, a gdym z wlaściwem żakowi napuszeniem 
wiersze zadane wydeklamował, przywołał mnie professor, 
uściskał i oświadczył, że nie mam się już czego uczyć na 
jego lekcyi, jakoż przez cały czas pobytu mego w Liceum 
nie uczęszczałem woale na wykłady języka francuzkiego. 

Jeżeli mi się tak powiodło z francuzczyzną, przeciwnie 
się stało z łaciną. Gdy pierwszy raz dostałem zadanie 
łacińskie, niemogąc sobie poradzić z przetłumaczeniem 
z niemieckiego niedługiego ustępu, pokładłem wyrazy ła- 
cińskie w miejsce niemieckich , tak , jak je znalazłem 
w dykcyonarzu , za czem poszło, iż na jednej stronnicy 
popełniłem 79 błędów gramatykalnych ; a że professor ła- 
ciny był człowiek porywczy i bezwzględny, tak mnie 
przeto za moje ramotę zgromił i wyszydził wobec całej 
klassy, że wróciwszy do domu ze łzami prosiłem matki, 
aby mi dała nauczyciela prywatnego do języka łacińskiego. 
Ta okoliczność była następnie powodem do nauczenia się 
i do zamiłowania języka i literatury łacińskiej, tak iż 
mogę powiedzieć: że Niemiec professor wpędził mi stra- 
chem łacinę do głowy. 

Przeważnie zaś winien byłem obznajmienie się z ję- 
zykami starożytnemi professorowi Stelazyuszowi, u którego 
mnie matka początkowo umieściła. Był to człowiek uczony, 
dobry i umiejący wpoić w uczniów swoich zamiłowanie do 
nauk, które wykładał, to jest literatury starożytnej i nie- 
mieckiej ; za jego to pomocą znaczne uczyniłem postępy 
w tych przedmiotach i nawet w języku greckim, którego 
znajomość doprowadziłem do tego, iż mogłem Iliadę 
czytać i rozumieć bez słownika. Jemu także winienem 
był pojęcie piękności literatury i poezyi niemieckiej, którą 
on w wyższych klassach, ze znakomitem estetycznem uspo- 
sobieniem wykładał. 



Digitized by VjOOQ IC 



14 PAMIĘTNIKI 

Ca się zaś tyczy języka i literatury polskiej , jeielim 
w tym zawodzie niejakie położył zasługi, zawdzięczam to 
Konstantemu Wolskiemu eIcs-Pijarowi, który rozwinął we 
mnie zdolności do piśmiennictwa, jaką nieraz nietrafność 
nauczyciela przytłumić może; on bowiem bez podsycania 
zarozumiałości umiał zachęcić mnie do pracy, wtedy gdy 
pierwsze próby moje studenckie zaledwie na pobłażanie 
zasługiwały. Pamiętam jedno szkolne powodzenie, które 
za wpływem Wolskiego, stało się dla mnie wielkim bodźcem 
do usiłowań na tem polu. 

Przy rozpuszczeniu klass na wakacye, zadał on uczniom 
swoim za przedmiot do wypracowania na ten czas wy- 
poczynku, opisanie, w jaki sposób go przepędzili. Jedni 
sadzili się na poetyczne i szumne opisy piękności natury, 
drudzy wyrazili trywialnie swawole i baraszkowanie swoje 
w domach rodzicielskich; ja zaś zamiast wymyślać zda- 
rzenia, lub silić się na wymuszone frazesa, przedstawiłem 
w wypracowaniu mojem szczerą tylko prawdę, to jest to 
czem się istotnie na wsi zwykle zajmowałem, a miano- 
wicie : że często chodziłem łowić ryby na wędkę, oraz że 
czytałem zajmujące powieści, których treść wraz ze zda- 
niem mojem w piśmie professorowi złożonem zamieściłem. 
Tę skromną pracę moje uznał Wolski za najlepszą i kazał 
mi ją w głos klassie przeczytać , aby posłużyła na wzór 
dla tych, którzy zadanie źle pojęli i nietrafnie je wypra- 
cowali. Ten mały tryumf miał wielki wpływ na dalsze 
powołanie moje w zawodzie piśmienniczym. 

Lata moje szkolne były owym wiekiem złotym, który 
dla każdego z nas wżyciu zabłysnąć może, byleby dobre 
wychowanie i szlachetne uczucia, usposobiły serca nasze 
do pojmowania tego szczęścia młodocianego wieku i by- 
leby udzielanie nauk poruczone zostało nauczycielom umie- 
jącym pokierować i dobremi cbęciami i zdolnościami na- 
szemi. 

Kiedym już był przebył pierwsze najmozolniejsze ćwi- 
czenia szkolne nauki języków i zasad gramatykalnycb^ 



Digitized by VjOOQ IC 



/ 



1 



FR. Hll. SKARBKA. ' 15 

i gdym doszedł do tego, że mogłem już używać staro- 
żytnych i nowożytnycłi języków, jako środka poznawania 
skarbów i piękności literatury, obudziła się we mnieclięe 
próbowania własnych sił w piśmiennictwie, a mianowicie 
tak pospolita u młodzieży skłonność do poezyL Mówię 
skłonność, bo ani u mnie, ani u większej części młodych 
rymokletów, talentem tego zwać nie można było. Dosyć, 
że usiłowałem liczyć zgłoski, dobierać rymy i składać 
wiersze, natchnione dziełami Horacyusza i Szyllera, ulu- 
bionych poetów moich. Że moje pierwsze poetyczne próby 
żadnej nie miały wartości, to każdy łatwo pojmie i mo- 
żebym nie był nigdy pomyślał o literackim zawodzie, gdy- 
bym był natrafił na nauczyciela, któryby był zganił te 
żakowskie ramoty. Ale Wolski postąpił sobie ze mn% 
z takiem pobłażaniem i z taką względnością, że wyznać 
muszę, iż onto pierwszy wpłynął na to, żem się w dal- 
szem życiu mojem w zawód piśmiennictwa zapuścił. 

Na to usposobienie moje wpłynęło także przyjacielskie 
zajęcie się dalszem mojem kształceniem, rektora Liceum 
Lindego, który na prośby matki mojej, a dawniej jeszcze 
swej uczennicy w Toruniu, przyjął mnie do siebie, lubo 
innych pensyonarzy nie trzymał. Tam miałem przed sobą 
wzór uczonego, ciągłą pracą zajętego, nie szczędzącego 
mi rad naukowych i używającego mnie nawet do pomocy 
w układaniu materyałów do słownika swego. Kiedy Linde 
przez niewłaściwe wdanie się swoje w sprawy polityczne, 
ściągnął był na siebie niechęć opozycyi, znaleźli się tacy, 
którzy usiłowali zaprzeczyć mu prawa do zasługi w pi- 
śmiennictwie polskiem i utrzymywali: że sławny Słownik 
języka polskiego nie był jego dziełem, lecz znalezionym 
rękopismem nieznajomego pisarza, jaki sobie przywłaszcył. 
Na zbicie tej potwarzy przytoczyć mogę to, że będąc 
w domu Lindego, widziałem, jak codziennie pracował nad 
tera znakomitem dzieleni, że miał jeden pokój cały zasta- 
wiony szufladami z przegrodami do zecerskich kaszt po- 
dobnemi, w których znajdowały się porządkiem liter, kartki 



Digitized by VjOOQ IC 



16 PAMIĘTNIKI 

Z wypisami autorów, lub zdefinicyami wyrazów do Słow- 
nika wchodzących i że ja sam układałem i porządkowa- 
łem^vte]-kartki, które on codziennie do rękopismu Słownika 
wpisywał. 

Podczas pobytu mego u Lindego, miałem także przy- 
stęp do tworzącej się biblioteki Liceum Warszawskiego, 
skutkiem czego mogłem każdocześnie wertować w tym 
księgozbiorze, który później stał się pierwszym zawiązkiem 
biblioteki publicznej warszawskiej. Pamiętam, że obok 
sali bibliotecznej był gabinet wykwitnemi freskami i złoeo- 
nemi rzeźbami ozdobiony, w którym zwykle pracowałem, 
oddychając świeżem powietrzem ogrodu Saskiego, a który 
za czasów Augusta III nie był zapewne gabinetem do 
naukowej pracy. 

Wypadki roku 1806 przerwały nauki większej części 
młodzieży szkolnej ówczesnej. Gdy wojska francuzkie 
stolicę państwa pruskiego zajęły, gdy deputacya polska 
w Berlinie przed Napoleonem stanęła i gdy zaczętO' roz- 
głaszać nadzieje odrodzenia narodu, ocuciły się umysły 
młodzieży. Rozrywki i fraszki poszły w zapomnienie, nauki 
przestały zajmować i wszyscy rozprawiali tylko o Fran- 
cuzach, a szkoła nasza, do której młodzież polska i nie- 
miecka wespół uczęszczała, podzieliła się na dwa obozy, 
między któremi słowne i czynne nawet walki toczyć się 
zaczęły, w których i ja miałem udział z powodu zajścia 
z kolegą niemcem, który donosił policyi pruskiej o tem, 
co się w szkole działo, a który pomimo tego, wszedł 
później do wojska polskiego i był dzielnym oficerem; 
szczęściem, że pobłażająca ówczesna władza, nie zważała 
na te studenckie rozprawy, i że prześladowaniem kra- 
jowców nie drażniła. 

Lecz gdy w końcu roku 1806 powołano młodzież 
polską do wojska , opróżniło się w jednej chwili Liceum 
Warszawskie i wyższe klassy tej szkoły mieszczące w sobie 
wielu dwudziestoletnich młodzieńców, zaledwie po kilku 
uczniów zachowały. Jakkolwiek mnie równie jak innych; 



Digitized by VjOOQ IC 



■-JMŁ1hfJ«^.«fc Ifr^^ 



FR. flR. SKARBKA. 1? 

szał ówczesnej chwili ogarnął, nie opuściłem przeciei 
szkoły, bo byłem za młody do służby wojskowej, do 
której zresztą nigdy żadnego powołania nie miałem. 

Z powodu nieustannych przechodów wojsk i wyni- 
kającego ztąd niepokoju na wsi, przeniosła się matka 
moja z całym domem do Warszawy i odebrała mnie 
z pensyi od Lindego , tak iż wróciłem znowu pod przy-- 
jacielski nadzór dawnego nauczycieła mego Ghopin^a 
i uczęszczałem tyiko na nauki do Liceum. Tak prze* 
pędziłem rok 1807 i doszedłem do najwyższej klasy 
ośmej, w której przed publicznym egzaminem w r. 1808 
zostało jedynie trzech uczniów, a że z tych jeden nieuczę- 
szezając od pewnego czasu na wykłady, nie stawił się do 
tegoż egzaminu, drugi zachorował; zostałem przeto sam 
jeden i musiałem występo)vaó przed publicznością za całą 
najwyższą klassę. Ponieważ zaś nie uczyłem się wcale 
matematyki, do której żadnej zdolności nie miałem, zatem 
professor tej nauki, nie mając żadnego ucznia do wystą- 
pienia na popisie publicznym, przywołał własnego syna, 
już wówczas w artylerył służącego, aby z nim egzamin 
z nauk ścisłych przed publicznością odbyć. 

Występowanie moje w różnych przedmiotach nauko- 
wych, na egzaminie tym , zjednało mi przychylność wszyst- 
kich obecnych, a to tem bardziej, że oprócz zwykłych 
szkolnych badań, popisywałem się jeszcze z nędznemi wier- 
szami memi, do ówczesnych okoliczności zastósowanemi^ 
a mianowicie: jednemi do prezesa Izby edukacyjnej Sta- 
nisława Potockiego, z drugiemi na mieszkanie Juliana 
Niemcewicza świeżo z Ameryki przybyłego, napisanemi 
z powodu sztychowanego widoku domu jego w tamtej 
części świata; widoku który pod ten czas rozkupowanym 
był w Warszawie, jako dowód czci dla znakomitego wy- 
chodźcy. Wiersze te, jakkolwiek żadnej wartości nie ma- 
jące, były drukowane w gazetach warszawskich, a Lite-* 
racka Gazeta Hallska, wspominając o egzaminie w Liceum 

ramiętniki Fr hr. Skarbka« 2 



Digitized by VjOOQ IC 



18 PAMIĘTNIKI 

naszem odbytym , amieściła następnj%oy pamiętny i pochle- 
bny dla mnie ustęp: 

„Den Anfang machte die Priifang in der Polniscben 
Sprache, wobey ein viel yersprechenderZogling, Graf Skar- 
bek , zwey-artige poetische Yersucbe yorlass, einen an den 
Grafen Stanislaus Potocki, den andem, auf Niemcewicz 
Wohnung in America.** 

Na tym egzaminie otrzymałem świadectwo z ukończe- 
nia nauk w Liceum i egzemplarz Eneidy Wirgiliusza, jako 
premium, które przy poklasku całej publiczności, przez 
Potockiego doręczonem mi zostało '). Do zwiększenia ra- 
dości i tryumfu szkolnego mojego przyczyniła się jeszcze 
jedna okoliczność. Był wówczas rezydentem francuzkim 
w Warszawie baron Serra, człowiek uczony, biegły łacin- 
nik, który był świeżo ogłosił drukiem dziełko w stylu 
Tacytowskim po łacinie napisane pod tytułem: „de Bello 
Germanico'' zawierające opis ostatniej wojny niemieckiej 
Napoleona. Dla przypodobania się temu wielkiemu podów- 
czas dygnitarzowi, który raczył zaszczycić swoją obecno- 
ścią nasz egzamin, kazał mi professor Wolski, tłóraaczyć 
z łacińskiego na francuzki, ustęp z tegoż dzieła; co tern 
było trudniejsze, że styl autora był zwięzły i wyszukany, 
oraz że poprzednio pisma tego nie miałem w ręku, a mój 
professor nie biegły w języku francuzkim, nie mógł mi. 
nawet podpowiadać. Udało mi się wszakże tak, iż baron 



') Dzieło to w 2- eh tomach „P. YirgiUi Maronis opera in ti- 
ronum gratiam perpetua annotiane noyis Ciyis illustrata, a Chr, 
Gottl. Heyne, Lipsiae, sumtibus Gasperi Fritsch MDCCC." w czer- 
wonej oprawie, na zwierzchniej okładce mieszczące drukowany 
złotem napis: Testimonium Studii Literar. Morumąue Friderico 
Skarbek in exam. publ. Lyc. Varsav. d. 28 Sept. 1808** i na pierw- 
szej stronnicy napis: Najwyższa Izba Edukcyjna w Warszawie 
d. 28 września 18U8'' i podpisy następujące: Stanisław Potocki 
Sen. Woj. Prezes Eduk. Nar., Walenty Sobolewski Sen. Kaszt., 
Onufiy Kopczyński, Staszic, Prażmowski, Diehl, S. Linde, A. Po- 
tocki, Mr. Lipiński Sekr. liny, znajduje się w księgozbiorze po 
zmarłym autorze pozostałym. 



Digitized by VjOOQ IC 



FK. HE. SKARBKx\. 19 

Serra, zaprosiwszy rektora Lindego na obiad, z powodu 
bytności swej na egzaminie dawany, dodał w liście swoim 
te wyrazy: „Amenez aussi le jeune eUoe, qui a si hien subi 
son examm de IcUin/^ Co to był za nowy tryumf dla mnie, 
a radość dla matki mojej ! Pamiętam jak była zafrasowaną 
tem, że nie miałem fraka do wystąpienia na tę wielką 
uroczystość i jak przepłacić musiała krav^ca, który podjął 
się dostarczyć mi takowy nazajutrz; dalej z jakiem to 
uszanowaniem i podziwem, patrzałem u stołu na tego ba- 
rona Serrę, dlatego że był reprezentantem Napoleona i że 
przytem łacińską książkę napisał. Żadne przedstawienie 
się w późniejszem życiu mojem, samym monarchom na-^ 
wet, nie uczyniło na mnie takiego wrażenia* 

III. 

Zmiana polityczna. 

Kiedym był w szkole, zaszła zmiana polityczna w kraju, 
która wpłynęła na mnie, podobnie jak i na wszystkich 
ziomków moich, pod względem ducha jakim zostali prze- 
jęci, tudzież losu i powołania swego. 

Uśpione od lat 12 nadzieje odrodzenia się Polski 
ocuciły się raptownie w jesieni roku 1800, gdy wojna mię- 
dzy Francyą a Prusami wypowiedzianą została. Ci co już 
byli powzięli przekonanie: że Polska niedzwignie się ze swo- 
jej niewoli, zaczęli się pocieszać otuchą odrodzenia naro- 
dowego. Pamiętam,. że od najmłodszych lat moich obijały 
się zawsze o uszy moje, utyskiwania rodziców i starszych 
obywateli nad tem, że wszystko jest już na wieki stra- 
cone, skutkiem czego, nawykłem sam do podobnego prze- 
konania, że powołany jestem do pożycia nieczynnego na 
wsi, tak jak rodzice moi, i że w urzędniku i oficerze pru- 
skim uznawać będzie trzeba pana; tćm samem nawet wyo- 
brażenia kraju rządzonego przez rodaków niemiałem. Aż 
tu nagle po dojściu do nas wiadomości o bitwie pod Jena 
a następnie o zajęciu Berlina przez Francuzów, zmieniło 



Digitized by VjOOQ IC 



20 PAMICTNIKI 

się wszystko w usposobienia i w mowie polaków. Ci eo 
niedawno rozpaczali, unosili się z niepowściągnionym za- 
pałem za sprawą Napoleona, o którym nikt niewątpil ie 
dlatego tylko pokonał Prusaków, aby Polskę przywrócić; 
i jeżeli w tym zapale niewzięli się od razu do broni , to 
jedynie dlatego, że mieli przekonanie, iż on sam wszyst- 
kiego dokona i że dopiero wtedy odda nam Polskę, gdy 
z niej Prusaków wypędzi. Lecz obok tefio biernego ponie- 
kąd stanu krajowców, w pierwszej chwili pokonania wojsk 
pruskich , przyspasabiali się wszyscy do tego, aby na pier- 
wsze zawołanie wielkiego bohatera wieku utworzyć za- 
stępy narodowe. 

Liczyłem wtedy dopiero 14ty rok życia, nieraogłem 
przeto wstąpić w szeregi tworzącego się wojska , ale poj- 
mowałem już dopiero co ocuconą we mnie miłość ojczyzny 
i świetną przyszłość, jaka się przed nami otwierała; czci- 
łem wraz ze starszemi bałwochwalczo Napoleona i poczy- 
tywałem Francuzów, za istoty nadludzkie przez Opatrzność 
na wybawienie nasze, do Polski zesłane, których prze- 
mocy nic oprzeć się niezdoła. 

Nim jeszcze wydano uniwersały i rozkazy powołujące 
Polaków do służby wojennej, wymykali się już z Warszawy 
i z innych okolic kraju, młodzi ludzie, w zamiarze zacią- 
gania się do wojska. Między innemi, jeden z pierwszych 
pojechał do Poznania, podówczas już przez Francuzów 
zajętego, Jan Nepumocen Dziewanowski, przyjaciel domu 
naszego i wrócił potajemnie do Warszawy, z poleceniem 
od jenerała Francuzkiego powzięcia pewnej wiadomości, 
o sile wojska Rossyjskiego, które pod jenerałem Kamin- 
skoj, Pragę zajmowało. Pamiętam, że bardzo byłem za- 
jętym tym wypadkiem, z którym się przedemną nietajono; 
że czułem jak dalece należało mi bydż przezornym, aby 
się z tym sekretem niewygadać i że wielkie miałem powa- 
żanie dla Dziewanowskiego , zwłaszcza gdy spełniwszy 
on szczęśliwie posłannictwo swoje wszedł do Warszawy 
z pierwszemi Francuzami, jako adjutant jenerała Milhaud, 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 21 

dowodzącego przednią strażą korpusu wojska przez Mu- 
rata do stolicy Polski prowadzonego. Jest to ten sam zna- 
komity oficer polski, który w r. 1808 zginął w Hiszpanii 
na czele trzeciego Szwadronu Szwoleżerów Gwardyi Napo- 
leona przy pamiętnem zdobyciu wąwozu Samosierra. 

W całej publiczności polskiej była taka wiara wnie- 
zwyciężoną przewagę Francuzów, że nie było w Warsza- 
wie ani chwili obawy lub trwogi, wtedy nawet, gdy woj- 
ska Rossyjskie Pragę zajęły i przednie straże kozackie, 
aż pod Łowicz się posunęły i tam kilka potyczek stoczyły, 
skutkiem których, rannych przez miasto przewożono, 
co wszystko zdawało się zapowiadać: że Warszawa sta- 
nie się pobojowiskiem. Ostatni wieczór, który poprzedził 
wyjście z niej Prusaków był tak spokojny, jak gdyby ża- 
dnych wojsk nieprzyjacielskich w okolicy niebyło. Teatr 
francuzki od roku w pałacu Radziwiłłowskim istniejący był 
licznie zajęty eleganckiem towarzystwem i csdą tą [publicz- 
nością, która zwykle doń uczęszczała i w nocy dopiero, gdy 
się już wszyscy na spoczynek udali, usłyszano na ulicach do 
mostu wiodących, stąpanie licznych żołnierzy, którzy w naj- 
większej cichości na Pragę przechodzili; następnie gdy 
ostatni oddział wojska tego stanął był na tamtym brzegu, 
nagle ujrzano wielką łunę, na środku Wisły, pochodzącą 
od zapalonego przez Pinisaków mostu. 

Nigdy niezapomnę dnia, który po tej nocy nastąpił. 
Była to rzadka w życiu narodowem chwila zupełnej prze- 
miany wszystkiego co było, bez żadnego wstrząśnienia , 
i bez najmniejszego współdziałania mieszkańców miasta, 
których to jednak najmocniej obchodziło, a poniekąd bez 
ich wiedzy się odbyło. Wczoraj kładli się spać Prusakami, 
dziś zaś obudzili się, jeżeli nie polakami, to przynajmniej 
oswobodzonemi, z pod obcej praemocy. Niebyło to wybi- 
cie się z niewoli, lecz proste opuszczenie przez panów, 
poddanych swoich, zostawiając ich własnemu losowi; kró- 
tka chwila zupełnej niezależności od nikogo, a ta chwila 
przejścia i opuszczenia, nastąpiła tak nagle i tak niespo- 



Digitized by VjOOQIC 



22 PAMIĘTNIKI 

, dzianie, że jej nikt ani dobrze ocenić, ani z niej korzy- 
stać nieumiał. Odurzenie, niepewność przyszłości i oczeki- 
wanie nowych panów, wpłynęły na to, że nikoma nieprzy- 
szło do głowy jużto aby użyć chwilowej wolności, jużto 
nawet aby trochę poswawolić sobie. 

Był to poranek posępny i zimny, jak zwykle Listo- 
padowy. Wśród lekkiej mgły na Wiśle, wił się dym rzadki 
z niedopałek mostu, poziomo po powierzchni wody. Równo 
z dniem, zaczęli mieszkańcy miasta wychodzić z domów, 
a pierwsi wychodzący, zawiadamiali o tem co się stało, 
pozostałych, którzy co żywo ukazywali się na ulicach, 
tak że w kilka niemal minut, cała ludność Warszawy, była 
na nogach i na bruku. Kto wyjść niemógł, wyglądał oknem 
i jedni drugich pytali: jakby wątpili o tem, na co patrzeli, 
jakby niewierzyli temu, co było oczjrwistem. Wszyscy ży- 
wo rozmawiali z sobą, witali i ściskali się znajomi i nie- 
znajomi, jak gdyby jedno uczucie było owładnęło ogół 
jakoby to byli bracia i przyjaciele, którzy po długiem roz- 
łączeniu poraź pierwszy spotykają się z sobą. 

Na odwachach nie było żołnierzy, oraz tych powierz- 
chownych oznak wojskowych , które przez lat tyle w tych 
miejscah widziano. Na wartach stali jacyś ludzie w płasz- 
czach i kożuchach i niektórzy tylko porządniej ubrani, 
wszystko uzbrojeni w broń myśliwską, w szable, lub ja- 
kiebądż narzędzia do oręża podobne. Młodzi ludzie ze znacz- 
niejszych domów, eleganci stolicy, trzymali warty tam 
gdzie co do utrzymania porządku, na pospólstwo spuszczać 
się nie można było, a wszczególności w bramie Zamkowej 
na taras wiodącej, do której trzeba było bronić przystępu 
tłumowi ludu cisnącemu się tamże w celu przypatrzenia się 
Pradze, gdzie wojska staJy i mogły dać ognia z armat, 
dla rozpędzenia zebranego na tym brzegu pospólstwa. 

Na rogach ulic, zgromadzeni ciekawi, przysłuchiwali 
się z natężeniem, czytanym w głos obwieszczeniom objawia- 
jącym, że Prusacy opuszczając Warszawę, powierzyli ko- 
mendę miasta, księciu Józefowi Poniatowskiemu i że ten 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 23 

chwilowy rządca wzywał mieszkańców do spokojnego 
zachowywania 8i§ i dopełnienia służby straży wewnętrz- 
nej miasta, pod Jego zwierzchnictwem a komendą setni- 
ków i dziesiętników z pomiędzy obywateli miejscowych, 
wybranych. 

Po pierwszej chwili odurzenia nastąpiła radość po- 
wszechna, ale cicha, bez okrzyków i ruchów burzliwych, 
tak iż zdawało się, jakoby wszyscy pozostawali jeszcze 
pod wpływem przemocy tych , którzy nas opuścili, a prze- 
czuciem uległości tym, którzy przybydż mieli. Był ruch 
niezwykły i ogólny, ale spokojny, podobny do roju mró- 
wek, kiedy kto ich mrowisko poruszy. Udzielano sobie 
wzajemnie mniej więcej zmyślone nowiny; rozprawiano 
o nadziejach i więcej okazywano pociechy z tego co bę- 
dzie, niż nienawiści kutemu co było. W ten sposób stra- 
wiono dzień cały, na podobnym ruchu bez celu i tłumnem 
gromadzenia się, w których nie było ani żadnej myśli ani 
żadnego zamiaru; nikt bowiem nieśmiał ani radzić, ani 
działać, w oczekiwaniu tych, którzy za nas działać i roz- 
kazywać nam mieli; zdawało się zatem, żeśmy poczyty- 
wali się za bezwłasnowolnych lub małoletnich, nieumłeją- 
cych cośkolwiek przedsiębrać w nieobecności wyszłych 
i oczekiwanych opiekunów. 

Oczekiwanie to było nie długie, gdyż jeszcze tego sa- 
mego dnia wieczorem ukazali się oni i wtedy dopiero 
rozległy się po ulicach okrzyki radości i całe miasto, a głów- 
nie Krakowskie przedmieście, .zajaśniało światłem po 
wszystkich oknach roztawionem. 

Pierwszy ten oddział jazdy francuzkiej był wówczas 
dla olśnionych mieszkańców zastępem aniołów zbawienia, 
poprzedzającym owego pomazańca Boskiego, który miał 
zwiastować Polsce odrodzenie , wolność, potęgę i szczęście. 

Te okrzyki , te uniesienia radości ponowiły się silniej 
jeszcze dnia następnego, gdy przednia straż wielkiej armii, 
pod dowództwem Murata weszła do Warszawy, a to tern 
bardziej, że wodzowi francuzkiemu towarzyszył w uroczy s- 



Digitized by VjOOQ IC 



24 PAMIĘTNIKI 

tym pochodzie, ksiąię Józef Poniatowski , przybrany w da* 
wny mandar Jenerała Polski ego, bo w nim upatrywano 
reprezentanta narodowości polskiej. 

Od tej chwili) całe obywatelstwo ziemi naszej, prze- 
jęte było ciągłym szałem uniesienia i poświęcenia bez gra- 
nic , dla Wielkiego Napoleona, o którym tak w pismach 
i mowach urzędowych , jako i w rozmowach potocznych , 
inaczej niewspominano, jak z dodawaniem tego przymiot- 
nika. Był to rodzaj jakiegoś bałwochwalczego ubóstwia- 
nia, które nadludzkie jestestwo w nim upatrywać kazało, 
a które niedozwalało rozeznawać rzeczywistości od złudze- 
nia, wtedy nawet, gdy same fakta powinny były już zni- 
weczyć tę ułudę nasz%. 

W parę tygodni po zajęciu Warszawy przez Francu- 
zów, niczem więcej się niezajmowano jak wyprawianiem 
młodzieży do wojska i dostarczaniem szeregowych branych 
z pomiędzy ludu wiejskiego. Eaidy syn obywatelski, lub 
sam dziedzic dóbr, w wieku zdolnym do służby wojsko- 
wej znajdujący się, występował uzbrojony swoim kosztem 
na własnym koniu, i jednego lub więcej szeregowców 
umundurowanych i uzbrojonych za sobą prowadził. Bez- 
dzietni, starcy i wdowy, musieli dawać zastępców, branych 
koniecznie z pośród drobnej szlachty, najmowanej za wy-* 
sokiem wynadgrodzeniem do służby wojskowej. Skutkiem 
tego, co też podówczas rozmaitych mundurów widziano 
w Warszawie! Każdy przybierał kolory swego wojewódz- 
twa, lubziemstwa, a wszyscy występowali konno w czwo- 
rograniastej kolorowej czapce na głowie i przy jakiej ta- 
kiej szabli, z czasów dawnej Rzeczypospolitej przecho-* 
wanćj. 

Czas ten pełen zapału i nadziei był bardz^o przykrym 
dla wszystkich mieszkańców kraju, jużto z powodu rozli- 
cznych ofiar i dostaw, które pomimo braku dochodów czy- 
nić trzeba było: jużto głównie z przyczyny, niesłychanych 
wymagań żołnierzy francuzkich, zajmujących codziennie 
kwatery po wsiach i miastach, w przechodzić swoim za 



Digitized by VjOOQ IC 



PU. nu. SKAUBK^. 25 

Wisłę i dalej , na pola bitew pamiętnych w bistoryi. Fran- 
cuzi do większych wygód, a mianowicie do wina i bia- 
łego chleba przyzwyczajeni, domagali się tego wszystkiego 
od biednych chłopów polskich, którzy im tylko, czarny 
chleb, wodę i prostą wódkę, oraz słomę na posłanie do- 
starczeó mogli, i- prześladowali srogo za to mieszkańców 
naszych, że w ubóstwie swojćm niemieii nawet wyobra- 
żenia o potrzebach, jakich zaspokojenia przybysze z za- 
chodu od nich domagali się. Nawet zamożniejsi obywatele 
po wsiach i miastach, niemogli podołać ich wymaganiom, 
zwłaszcza, iż nie tylko żołnierze, ale i oficerowie, niewy- 
łączając wyższych dowodzców, postępowali w tej mierze 
z niewyrozumiałą bezwzględnością i z takiem prześlado- 
waniem, jakby wkraczali do kraju nieprzyjacielskiego 
podbitego, a nie do narodu z calćm poświęceniem sobie 
przychylnego. Wtedy to, czuć się dał nieznośny ciężar kwa- 
terunku na całym trakcie wojennym, a mianowicie też 
w Warszawie, gdzie nietylko właściciele domów, ale na- 
wet i lokatorowie, ponosić musieli ciągły kwaterunek, 
z obowiązkiem dostarczania żywności i wszelkich wygód 
natrętnym gościom swoim. 

Był to pierwszy zawód w oczekiwaniach i wyobra- 
żeniach naszych; do owej chwili bowiem, wystawiano so- 
bie Francuza jako człowieka, wyżej wykształconego, zaw- 
sze grzecznego i uprzejmego, a przekonano się za pierw- 
szym ich wstępem na gościnną ziemię naszą, że to byli 
ludzie zdziczali w rzemiośle wojennem, bezwzględni w wy- 
maganiach swoich i równie dalecy od ogłady i obowiąz* 
ków towarzyskich, gdy szło o dogodzenie ich żądaniom 
jak żołnierze prostacy, z krajów, gdzie cywilizacya żad- 
nych jeszcze nieuczyniła postępów. 

Pierwsi Francuzi, których Warszawa widziała, należeli 
do wyborowych pułków jazdy, odznaczających się piękną 
powierzchownością ludzi i mundurów, ale gdy w końcu 
Listopada, weszła pierwsza piechota liniowa do stolicy na- 
szej, podziwiali wszyscy niejuż piękność wojska francuz- 



Digitized by VjOOQ IC 



26 % PAMIĘTNIKI 

skiego, lecz to: że żołnierze tak niepozorni, tak niskiego 
wzrostu i tak nędznie przybrani, mogli bydż zwycięz.cami 
tak olbrzymich i doborowych Prusaków, których od lat 
tylu widywano na paradach i wartach w mieście. Liniowa 
piechota Francuzka składała się wówczas z żołnierzy, po- 
wtarzam, małego wzrostu, w popielatych opiętych płaszczach 
i w rogatych kapeluszach z łyżką blaszanną, zamiast prom- 
pona w nich zatkniętą, postępujących bez szyku, niedbale 
i bez żadnej chęci zrobienia wrażenia na widzach, lecz 
natomiast jedynie o tóm myślących, jak sobie zapewnić 
wszelkie wygody na kwaterach. Lecz przyznać należy, 
że ci tak niepozorni i zaniedbani żołnierze, przybrali cał- 
kiem inną postać i przywrócili wiarę w bitnoso i męztwo 
swoje, skoro za przybyciem Nepoleona do Warszawy, wy- 
stąpili przed ubóstwianym wodzem swoim w paradzie 
w ogrodzie Saskim, gdzie Cesarz odbył ich przegląd. 

Pamiętam, jak na tę paradę wjechał on do tego 
ogrodu, na małym siwym koniu, w historycznym popiela- 
tym surduciku i małym rogatym kapeluszu; jak powitany 
powszechnym okrzykiem żołnierzy, zesiadłszy z konia, przed 
wszystkiemi szeregami przechodził i z pojedynczemi żoł- 
nierzami rozmawiał i jednemu z nich, który zaprezento- 
wawszy broń do niego przemówił, własny krzyż legii ho- 
norowej przypiął. Na to wystąpienie przed Cesarza 
przybrało się wojsko w granatowe mundury z białemi wy- 
łogami szeroko na piersiach rozpiętemi, a postawa żoł- 
nierzy, ich ruchy przy zwrotach i marszach, wreszcie wy- 
raz ich twarzy, kazały w nich uznawać wojowników z wojną 
oswojonych i do zwycięztwa przyzwyczajonych. 

Jeszcze przed przybyciem do Warszawy Napoleona, 
ustanowił był Murat książę Bergu i Ellewii, tytułując się 
Namiestnikiem cesarskim, pierwszy rząd krajowy pod 
nazwą Izby najwyższej wojennej i administracyjnej. 

Wkrótce potem, ustanowił Napoleon komissyę rządzącą 
dla kraju, później w Księztwo Warszawskie zamienionego, 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HU. SS.AUBKA. 27 

która składała się z siedmiu osób pod przewodDictwem 
powszechnie poważanego Stanisława Małacliowskiego. Na- 
leżeli do niej: Gutakowski, Stanisław Potocki, Działyński, 
Wybicki, Bieliński i Sobolewski, oraz Łuszczewski, jako 
sprawujący obowiązki sekretarza rady. Nazywano ich 
siedmioma królami i zwykłym trybem rzęczy ludzkich, po- 
zwalano sobie w publiczności szerzyć niezasłużone szyderstwa 
o tych, którzy osobiście na żadne zarzuty nie zasługiwali, 
lecz razem wzięci i ciało polityczne przedstawiający, nie 
mogli wzbudzać poszanowania, jako rząd silny i samo- 
dzielny, bo wszystkim wiadomem było, że ci tak zwani 
królowie, żadnej władzy nie posiadali. 

W owym czasie, zdarzyła mi się sposobność przemó- 
wienia do całej rady rządowej i poświęcenia jej nędznych 
moich wierszy studenckich. Cirządzcy, łudząc się tą na- 
dzieją, że i później będą składać rząd kraju, zaczęli wszy- 
stko urządzać i zwiedzali in corpore wszystkie magistra- 
tury i zakłady publiczne, odzywając się w nich w duchu 
patryotycznym o przyszłym losie kraju i o obowiązkach 
obywatelskich. Między innymi, przybyli oni w całym kom- 
plecie do Liceum, zasiedli na wywyższonóm miejscu 
w wielkiej sali egzaminacyjnej, w której zgromadzono 
wszystkich uczniów, jakoby na popis, ą raczej na uroczy- 
stość narodową. Z wyboru władzy szkolnej, dostał mi się 
zaszczyt witania tych heptarków imieniem współuczni mo- 
ich i wypowiedzenia wierszy, które na cześć ich przygo- 
towałem. Na powitanie to, odpowiedział najprzód Stani- 
sław Potocki, jako zawiadujący wydziałem oświecenia, 
a następnie długą miał mowę Wybicki, który przemówił 
do dzieci językiem zapalonego patryoty, nienawiścią ku 
Prusakom przejętego. 

To wystąpienie moje, powinno było wzbudzić wemnie 
zarozumiałość, skoro z polecenia przełożonych, dozwolono 
mi wygłosić na uroczystości publicznej wiersze moje na 
cześć ówczesnego rządu; ale ten zaszczyt spotkał mnie 



Digitized by VjOOQ IC 



28 PAMIĘTNIKI 

tylko z powoda nadzwyczajnego pobłażania, z jakiem przyj- 
mowano tego czasu najpospolitsze rymowania, w których 
zarodu nawet natchnień poetycznych znaleźć nie można było. 

IV. 
Rok pobytu na wsi. Podróż do Paryża. 

Za rządu pruskiego, dopóki było powszechne przeko- 
nanie: ie na zawsze pod tern panowaniem zostaniemy, 
zamierzała matka moja, po przebyciu szkół, wysłać mnie 
do jednej z akademii niemieckich, mianowicie do Ge- 
tyngi, dla dokończenia tamże nauk moich. Nieszło jej bo- 
wiem o to, abym się usposobił na urzędnika, lecz uzna- 
wała, że znajomość prawa i języka niemieckiego, była po- 
trzebną każdemu obywatelowi polskiemu, będącemu podda- 
nym pruskim, ażeby załatwiać mógł stosunki z władzami 
i zjednać sobie u nich pomoc przy prowadzeniu własnych 
interesów niezbędną. 

Wszystkie te względy ustały, od czasu zajęcia kraju 
przez Francuzów, natomiast nastało takie lekceważenie 
i pogardzanie tern wszystkiem, co było nicmieckiem, że 
nietylko nikt nie myślał o kształceniu młodzieży na 
wszechnicach niemieckich, ale że opinia publiczna potę- 
piała rodziców, którzyby taki zamiar powzięli. 

Do takiego upodobania we francuzczyznie, w towa- 
rzyskićm pożyciu, przyłączyło się ogólne mniemanie , że 
tylko we Francyi dobre ukształcenie naukowe jest mo- 
żliwe, a to tem bardziej, że kodeks Napoleona był pra- 
wem obowiązującem w Księstwie i że mieszkańcy kraju, 
pod władzą Francyi zostającego, będą mieli zawsze sto- 
sunki z urzędnikami i wojskami tej narodowości. Wszyscy 
więc uznawali potrzebę odbywania nauk w Paryżu, sądząc 
że tam tylko można było nabrać ogłady i dobrego tonu 
towarzyskiego, oraz zaczerpnąć wiadomości koniecznych 
do obeznania się z prawodawstwem i administracyą fran- 
cuzką. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 29 

Ale podrób do Paryża i utrzymanie młodzieńca tamże, 
były podówczas rzeczą tale trudną i kosztowną, że nawet 
mało było rodziców, letórzyby w opłakanym stanie ma- 
jątliów swoicb, mogli się odważyć na takie przedsięwzię- 
cie. Majątek matki mojej, obciążony dawnemi długami, 
zaledwie wystarczał na opędzenie pierwszych potrzeb 
życia i z powodu braku gotowych dochodów, musiała ona 
wyprowadzić się z Warszawy i wrócić na wieś do Żela- 
zowejwoli pod Sochaczew. Dla tej samej przyczyny nie 
mogła myśleć o tern, aby mnie zaraz po wyjściu ze szkół 
wyprawić za granicę i musiała odłożyć spełnienie zamiaru 
tego do chwili, w której zdoła uzbierać fundusz na podróż 
i utrzymanie moje w Paryżu. Ta okoliczność zatem spo- 
wodowała powrót mój także do ulubionego ustronia, w^któ- 
rdm rok cały spędziłem. 

O ! jakże drogą mi jest pamięć roku tego, najczyst- 
szych i najżywszych uczuć młodzieńczych! Miałem lat 
wtedy 17cie, głowa i serce były w ciągłćm uniesienia, 
a żywa wyobraźnia otaczała swobodą i powabem wszystko, 
co około mnie było. Co piesn Schillera o ideałach mło- 
dego wieku opiewa, tego doświadczyłem w ciągu owego 
roku. Jakże wzniosłem, jak pełnem natchnień i rozkoszy 
było dla mnie całe przyrodzenie, począwszy od pierwszego 
brzasku słońca do ostatniego połysku księżyca; od uma- 
jającej się kwiatem wiosny, do lśniącej się śniegiem zimy; 
od głośnego łoskotu grzmotów, do tkliwego kwilenia pta- 
sząt, wszystko mnie zachwycało I Czułem się szczęśliwym 
w samotności i pędziłem w cichości całe godziny, patrząc 
się na niebo, na przezrocze wody i używając chłodu pod 
cieniem drzew. Marzyłem wiele, rymowałem nieustannie, 
a jakkolwiek wiersze moje z owego czasu nie mają ża- 
dnej a żadnej wartości, czuję to wszakże dzisiaj, że wtedy 
byłem poetą, lubo nie umiałem oblec natchnień wyobraźni 
nioj^jj w szatę prawdziwej poezyi. 

Do tego wyegzaltowanego stanu duszy mojej, przy- 
czyniło się niemało czyste uczucie miłości, jaką dla jednej 



Digitized by VjOOQ[jC 



30 PAMIĘTNIKI 

Z sióstr moich stryjecznych przejęty byłem ; uczucie tćm 
silniejsze, że ani zslehęcane, ani żadną nadzieją poparte 
nie było. Kuzynka ta bowiem moja, była i starszą odemnie 
i zbyt bliskiem pokrewieństwem ze mną złączoną, a przy- 
tóm skutkićm niepowodzeń familijnych, tak podówczas 
ubogą, że matka z dwiema córkami swemi, dla braku 
utrzymania w domu naszym bawić musiała. Ale ileż aniel- 
skiej dobroci i innych jeszcze przymiotów miała ta nie- 
szczęśliwa osoba, która w parę lat później umarła, niemogąc 
znieść cierpień duszy, z powodu nieszczęść rodziny swo- 
jej. Nigdy nie wyjdzie z pamięci mojej, ten wzór po- 
święcenia i cnoty i zawsze błogosławić będę czystą mi- 
łość, jaką we mnie wzbudzić potrafiła, bo miłość ta ochro* 
niła mnie, w najniebezpieczniejszych latach młodości mojej 
od błędów i zboczeń, jakim zwykle młodzież ulega. 

Kiedy wspomnę sobie na ten rok marzeń i złudzeń 
na wsi spędzony, dziwię się samemu sobie, że z mło- 
dzieńca tak wyegzaltowanego, tak wrażeniom zbyt żywej 
wyobraźni poddanego, mógł wyrobić się człowiek spo- 
kojny i praktyczny, którego uniesienia i ekscentryczne po- 
budki, nigdy ze zwyczajnej kolei pożycia nie strąciły? Lecz 
to tłumaczy się zawodem, jakiego doznałem we wszystkich 
marzeniach i życzeniach moich, gdy rzeczywistość, miejsce 
złudzeń zajęła i na tóm co mi dawała, poprzestać zmu- 
siła. Dla tego nieraz powtarzam sobie z Schillerem : 
„Wie gross war diese Welt gestaltet, 
So lang die Knospe sie noch barg. 
Wie wenig, ach! bat sich entfaltet, 
Diess wenige, wie klein und karg.^ 
Kiedyśmy pędzili spokojne życie w miłem wiejskićm 
ustroniu naszćm i gdy nikt z nas nie spodziewał się przer- 
wania tej błogiej spokojności, dnia jednego w wiośnie 
1809 roku, usłyszeliśmy nagle buk dział, który w znacz- 
nem oddaleniu grzmiał przez dzień cały. Była to pa- 
miętna bitwa pod Raszynem, ów mężny opór kilku tysięcy 
Polaków, trzy razy większej armii austryackiej stawiony, 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 31 

który dozwolił słabszej stronie, przepisać mocniejszej, wa- 
runki poddania bezbronnego miasta i przejść jej za Wisłę 
aby tam wojnę odporną w zaczepną zamienić i o niemal 
drugie tyle ziemi polskiej, do Księztwa Warszawskiego 
przyłączyć. Nie zdołali bowiem Austryacy w żadnym 
punkcie przeprawić się przez tę rzekę w dostatecznej sile 
aby powstrzymać pochód wojska Polskiego do Galicyi, 
i aby oba brzegi Wisły opanować; ale za to zalegli z całą 
siłą swoją Warszawę i założyli wielki obóz w okolicy So- 
chaczewa, o pół mili od wsi naszej odległego. 

Odtąd pobyt na wsi stał się nieznośnym i niebez- 
piecznym nawet, bo lubo wojsko austryackie trzymane 
było przez arcyksięcia Ferdynanda w surowej i przykład- 
nej karności, to jednak przechody pojedynczych oddzia- 
łów i odwiedziny oficerów niemi komenderujących z jed- 
nej, a włóczenie się maruderów z drugiej strony, były 
źródłem przykrości i trwogi, trudnych do zniesienia. Trzeba 
było ciągle bydż na straży i bronić się od napaści, a na- 
wet potykać się z wojsko wemi włóczęgami, co było ła- 
twem, gdyż zwykle nachodzili oni wsie bez broni i to 
pod wielkim strachem, jużto kary dowódzców swoich, 
jużto zuchwałości włościan naszych. Stoczyłem niejedną 
podobną potyczkę z takimi maruderami, która się zawsze 
ich ucieczką kończyła, skoro się tylko chłopi za zwykłą 
bron swoją, to jest koły od płotów chwycili. Skutkiem 
częstych walk podobnych nabrałem pewnej odwagi, ale 
ta razu jednego, na wielkie niebezpieczeństwo mnie na- 
raziła. 

Było to w lipcu, w chwili, w której się już szala 
niepowodzenia na stronę Austryaków przechylała; pożar 
okazał się w lesie naszym ; domyślając się że ogień musiał 
być wznieconym przez włóczęgów żołnierskich, skradzione 
bydło po lasach piec zwykłych, wsiadłem na konia i w to- 
warzystwie jednego tylko człowieka, udałem się do miejsca 
w którem pożar wybuchł. Zwyczajem ówczesnym, ubrany 
byłem w granatową kurtkę i białą czapkę na głowie, 



Digitized by VjOOQ IC 



32 PAMIĘTNIKI 

skatkiem czego miałem powierzchowność napół wojskową. 
Przejechawszy przez cały las, gdyśmy się na wielki trakt 
do Warszawy wiodący, dostali, dostrzegliśmy znaczny 
oddział wojska ku temu miatu dążący, i służący mój , na* 
gle przelękniony zawołał na mnie, „Panie I uciekajmy, bo 
żołnierze idą.*^ Zaledwie na to ostrzeżenie zwrócił konia 
z zamiarem schronienia się do lasu, aliści usłyszałem krzyk 
i tentent koni po za sobą i ujrzałem kilkunastu huzarów 
pędzących z wymierzonemi ku mnie karabinami i pewno 
nie byłbym uszedł ich strzałów, gdybym nie miał przy- 
tomności zatrzymania konia mego w miejscu. W oka 
mgnieniu, zostaliśmy oba ze służącym otoczonymi i cały 
sztab wyższych oficerów sunął ku ^nie jakoby po jaką 
wielką zdobycz. „Kerl, was macJU er hier^ zeig er seine pa^ 
piere!^^ krzyknął groźnie pułkownik, poczytując mnie praw- 
dopodobnie albo za wojskowego polskiego, albo za zbiega* 
Jednocześnie z tern, zbliżył się do mnie, jakiś cywilny, 
dla którego wszyscy uszanowanie okazywali; zdaje się że 
to był sam arcy książę, bo ulitowawszy się nademną, roz- 
kazał nie brać mnie do niewoli, jak to inni radzili, lecz 
pozwolić mi powrócić tą samą drogą którą przybyłem, co 
natychmiast spełnionćm zostało, z oświadczeniem wszakże 
owego pułkownika huzarów: iż jeżeli się raz jeszcze wojsku 
austryackiemu pokażę, to natychmiast roztrzylanem zo- 
stanę. 

Cały ten sztab i pułk huzarów pomaszerował w wo- 
jennym szyku ku Warszawie tak, jakby hufce polskich 
powstańców w lesie miały bydż ukryte; ale bo też rzeczy- 
wiście już było się skończyło panowanie Austryaków u nas 
i od tej chwili widzieliśmy tylko pojedyncze oddziały 
tylnej straży, uchodzącej przed powstaniem wielkopolskićm. 
Pamiętam, jak ostatni patrol 5ciu huzarów węgierskich, 
na dzielnych koniach , w wiosce naszej, na pół godziny 
uprzedził przybycie doń czterech braci szlachty do zwyż 
rzeczonego powstania należących, którzy pomimo lichych 
swych chłopskich szkapek i uzbrojenia tylko w dzidy i po 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 33 

jednym pistolecie na temblaku, puścili sią w pogoń za te- 
mii huzarami i w drugiej sąsiedniej wiosce, wszystkich 
ciężko ranionych, do niewoli wzięli, głównie skutkiem tego, 
iż oni uciekając przed nacierającemi, na polu wżycie się 
zaplątali. Ale co to była za radość, gdy pierwszy po- 
rządnie uzbrojony pułk Krakusów przez wieś naszą ku 
Warszawie przechodził, przy odgłosie śpiewek narodowych 
z całą swobodą wolnych piersi śpiewanych! Trzeba prze- 
żyć taką chwilę przejścia od zwątpialości , do najpięk- 
niejszej otuchy, aby można pojąć jakie uniesienie wzbu- 
dza i jakie wrażenie na całe życie pozostawia. 

Gdy po zawarciu pokoju w roku 1809 wróciła spo- 
kojność do kraju, zaczęła matka moja myśleć o podaniu 
mi sposobności kończenia nauk moich, bo ani ona, ani ja 
nie chcieliśmy poprzestać na dotychczasowym wykształ- 
cenia, jakie w Liceum Warszawskiem otrzymałem. Rząd 
chcąc przysposobić dla szkół publicznych nauczycieli ro- 
daków, postanowił wysłać do Paryża trzech młodych lu- 
dzi pragnących się temu zawodowi poświęcić ; otóż matka 
moja korzystając z tego, porozumiała się z rodzicami tych 
kandydatów na professorów, aby mnie pod ich dozorem 
do stolicy Francyi wyprawić. Jakoż w jesieni tego sa- 
mego jeszcze roku wyjechało nas razem siedmiu: (Bro- 
dowski Antoni, Hujsson i Szubert, jako stypendyści rzą- 
dowi, Ciechomski Józef, dwaj bracia Tymowscy i ja, jako 
prywatni uczniowie) do Paryża, uważanego podówczas jako 
jedynego ogniska światła. Smutno wspomnieć, że z tych 
siedmiu młodych ludzi, dwóch nie ujrzało już ziemi oj- 
czystej i na obcej żywot swój zakończyło, a temi byli 
Hujsson i Antoni Tymowski. 

Dzisiaj osobliwym by się wydawał sposób, w jakiśmy 
odbywali podróż naszą do Paryża: raz ze względu czasu 
któryśmy na nią potrzebowali, powtóre środków jakicheśmy 
na to używali. Strawiliśmy bowiem przeszło dwa tygodnie 
na dostanie się do granicy francuzkiej, jadąc wynajętemi 
w Warszawie dwoma żydowskiemi furmańskiemi brykami 

PaAttteUd Fryd. hr. Skarbka. 3 



Digitized by VjOOQ IC 



34 PAMIĘTNIKI 

i końmi, mieszcząc oa nich prócz siebie; lokaja, tłomoki, 
pościel i odbywając codziennie długie popasy i noclegi. 
Przy tym rodzaju podróżowania, zdarzać się musiały różne 
epizody, jużto śmieszne, jużto nieprzyjemne. I tak: to 
trzeba było zdobywać wstępnym bojem, lub podstępem, 
miejsca na noclegi w karczmach polskich, zajmowanych 
przez przeciągające oddziały wojska i jeńców austryac- 
kich, wracających po dopiero co skończonej kampanii 
1809 roku; to uchodzić w Niemczech, bądź za wędrownych 
aktorów, bądź za żydów polskich i znosić niewygody 
i nieprzychylne przyjęcia po hotelach, w skutku poczyty- 
wania nas za ludzi niemogących dobrze płacić za po- 
mieszczenie ; to nakoniec znaleźć się w potrzebie rozłącze- 
nia się, gdy furmani uasi dalej jechać z nami odmówili, co 
się przytrafiło w Moguncyi, gdzie dla braku miejsca na ośm 
osób w dyliżansie, musieliśmy się rozdzielić i szukać ró- 
żnych sposobów dostania się do Paryża. Ja z Brodowskim 
zabrałem się malle-postą, to jest kuryerem wiozącym listową 
pocztę i jadącym dzień i noc dużym kabryoletem na 
dwóch kołach w parę koni, na jednym z których siedział 
pocztylion. Tego rodzaju podróży znieść nie mogłem i za- 
raz pierwszej nocy tak zachorowałem, iż musiałem po- 
zostać sam jeden na pobocznej stacyi pocztowej w Al- 
zacyi, położonej na trakcie, po którym dyliżanse nie kur- 
sowały, tylko powyższe malle-posty z listami dla bliższej 
drogi chodziły. Stacya ta leżała w wąwozie między gó- 
rami i zawiadywaną była przez poczthaltera niemca, który 
wraz z żoną prawdziwie* po rodzicieJsku zajął się delikat- 
nym i słabym chłopcem, daleko od kraju swego, pomiędzy 
obcemi pozostawionym. Wypocząwszy tam dzień cały, 
potrzeba mi było gonić za towarzyszami memi podróży, 
którzy innym traktem do Kayserslautern zmierzali. Można 
sobie łatwo wyobrazić obawę moje, kiedy z całem mie- 
niem mojóm w dukatach holenderskich w trzosie skórza- 
nym zachowanem, musiałem jechać konno d flanc śtri&Ty 
za pocztylionem poprzedzającym i przeprowadzającym mnie 



Digitized by VjOOQIC 



PR. HR. SKARBKA. 35 

do zwyż wspomnionego miasta, przez lasy i wąwozy, 
w których złapie mnie i nawet zabić, wszelka znajdowała 
się sposobność. 

Szczęściem mojem, że towarzysze moi najęli byli 
w Moguncyi tak zwaną wówczas pałasze, to jest pojazd 
dwukołowy najniewygodniejszy, przez jednego tylko konia 
co dwie mile przeprzęganego ciągniony, który noga za 
nogą postępował i później odemnie do Kayserslautem 
przybył. Tu nowy kłopot, bo w pałaszy już dla mnie 
miejsca nie było ; aby zatem módz się zabrać z kolegami 
memi, musiałem przepłacić woźnicę i lokaja, by ci na 
przemian piechotą podróż odbywali, z czego wyobrazić 
sobie można, jak szybką była jazda nasza. Zdarzało się 
często, żeśmy wszyscy wysiadać i iść piechotą musieli, 
a przytem popychać pałasze, gdy koń wciąganiu jej pod 
góry podołać nie mógł. Niech więc ci, co dziś swobodnie 
kolejami żelaznemi jeżdżą ocenią, jakie to było podróżo- 
wanie przed kilkudziesiąt laty, nawet po krajach naj- 
ucywilizowańszych. Po trzech dniach tej tak utrudzającój 
podróży, nareszcie szczęśliwie stanęliśmy w Paryżu, gdzie 
przedewszystkiem zachodziła potrzeba myśleć o tóm, w jaki 
sposób nie najwygodniej, ale najtaniój umieścić by się 
można. 

Pobyt mój w Paryżu. 

Pobyt nasz w Paryżu, różnił się zupełnie od zwyczaj- 
nego sposobu życia młodych ziomków, którzy w zamiarze 
bawienia się i obeznania się ze światem do stolicy tej 
pi;zybywali. Zamiast zamieszkiwania wtój części miasta, 
która była i jest zawsze siedliskiem uciech i zbytku, umie* 
ściliśmy się w tak zwanym pays latin, na przedmieściu 
St. Jacąues, naprzeciw szkoły prawa i Panteonu, w nader 
skromnych studenckich mieszkaniach en gami, po dwóch 
w jednym pokoiku z alkową, mających widok na brudne 
podwórka, gdzie się zwykle codziennie odbywały egze« 

3* 



Digitized by VjOOQ IC 



36 * PAMIĘTNIKI 

kucye biednych królików, poświęcanych na tak zwane 
giheloły, wcale niesmaczne potrawy francuzkich studentów. 
Mieszkaliśmy blisko Collage de France, szkół medycznej 
i prawnej, oraz ogrodu botanicznego; wszystko zakładów 
naukom poświęconym, ale/ bardzo daleko od eleganckich 
bulwarów i innego rodzaju zakładów, w których i dosko* 
nale bawić się i dobrze jeść można było. Zatrudnienia 
naukowe nasze z jednej, a szczupłość posiadanych fun- 
duszów z drugiej strony, nie pozwalały nam uczęszczać 
na przeciwległy drugi brzeg Sekwany i bardzo rzadko 
pozwalaliśmy sobie przechodzić mosty w zamiarze użycia 
za zbyt kosztownych przyjemności. 

Lecz za to z należytą pilnością oddawaliśmy się róż- 
nym studyom i uczęszczaliśmy najregularniej na rozliczne 
prelekcye przez znakomitych professorów w sąsiedztwie 
naszćm wykładane. W owym czasie nie było w Paryżu 
uniwersytetu, lecz natomiast dwie speeyalne szkoły, to 
jest, prawa i medycyny, obie z zapisem obowiązującym 
studentów, z egzaminami cało-kursowerai rocznemi i z udzie- 
laniem stopni akademickich. Ponieważ nie było zamiarem 
moim kształcić się na prawnika, atem mniej na doktora, 
przeto nie zapisałem się jako student, lecz chodziłem do 
Collćge de France na kursą języków starożytnych, prawa 
karnego i literatury francuzkiej; słuchałem w ogrodzie 
botanicznym wykładów chemii, mineralogii i ogrodnictwa, 
wreszcie uczęszczałem do biblioteki Cesarskiej po tamtej 
stronie Sekwany położonój, na prelekcye starożytności 
greckich i rzymskich, miewane przy okazywaniu medali 
przez uczonego Millin konserwatora zbioru tychże. 

W College de France miałem sposobność poznania 
sławnego podówczas poety Delilla, którego poemata za 
życia jego tak wysoko były cenione a później niezasła- 
żenię zapomniane zostały. Był on niewidomym i przybył 
do tej szkoły, dla otwarcia kursu literatury, której był 
tytularnym professorem ; lecz nie wstąpił na katedrę, tylko 
zasiadłszy między nader Hc^pie^gi^omadzoną publicznością,, 



Digitized by VjOOQIC 



Mitob 



FR. HR. SKARBKA. 37 

wypowiedział z pamięci kilka ustępów z ostatniego dzieła 
swego: Les Conver3aiions. 

Po nim objął katedrę professor Lemaire i wykładał 
Eneidę Wirgiliusza z wielką wymową i talentem* tak iż 
z upodobaniem przez dwa lata na tych prelekcyach by- 
wałem. Nadto sam jeden z ziomków moich uczęszczałem 
na wykłady języka greckiego , prof essora Gail , z którym 
się bliżej poznałem, bo nas kilku tylko miał za słuchaczy; 
skutkiem tego użył on mnie do pracy literackiej , to jest 
do koUacyonowania tekstów Tucydydesa, którego tłuma- 
czenie drukiem ogłosił; lecz ta robota była tak nudną, 
żem się nie mógł długo jej poświęcać, podobnież jak i syn 
Gaila, który uciekł z domu ojca , gdy go ten z greckiemi 
książkami zamykać zaczął. 

Dalej między professorami w Coltóge de France, 
szczególniej zajmowały mnie prelekcye łiistoryi' prawa 
kryminalnego, nader wymownie wykładane przez senatora 
hrabiego Pastoret. Uczony ten, wpłynął stanowczo na 
dalsze powołanie moje, widząc bowiem katedrę nauczy- 
cielską zajmowaną przez tak wysokiego dygnitarza i czło- 
wieka wysokiego urodzenia , a przytem świadkiem _będąc 
wziętości jaką zjednał sobie u licznych słuchaczy i po- 
klasków jakie od nich odbierał, powstało we mnie prze- 
konanie o piękności i wyższości powołania nauczyciel- 
skiego, które mnie później do tego skłoniło, żem się temuż 
powołaniu w Uniwersytecie Warszawskim poświęcił. 

Prócz tych kursów słuchałem jeszcze fizyki pod Le- 
fevre Junneau, mineralogii pod Delametherie, geologii pod 
Faujas de St. Fond, chemii pod Vauquelin i w ostatnim 
roku chodziłem na prywatny wykład tej ostatniej nauki 
professora Ghevreuilla, nadto letnią porą o 6-ej z rana 
biegałem do ogrodu botanicznego na kurs ogrodnictwa 
Thouaina. 

Lecz wszystkie powyższe prelekcye były tylko dla 
mnie pomocniczemi naukami, bo głównym przedmiotem, 
któremu chciałem się poświęcić była ekonomia polityczna 



Digitized by VjOOQ IC 



38 PAMIĘTNIKI 

i nauki administracyjne , a ponieważ podówczas nauki te 
publicznie w Paryżu wykładanemi nie były, przeto mu- 
siałem z kolegami memi wziąść doń nauczyciela prywat- 
nego, l^tórego z trudnością i to za drogą opłatą, bo po 
15 franków za godzinę zaledwie wynaleźć potrafiliśmy. 
Był nim niejaki Saint-Aubin, ekstrybun ludu za czasów 
rzeczypospolitej , współredaktor Gazety Roederera, czło- 
wiek uczony, ale zupełnie ubogi, bo źle wówczas od rządu 
widziany. Wykładał on teoryę Adama Smitha i dawał 
nam do wypracowywania praktyczne zadania admini- 
stracyjne, do których nam akta biurowe przynosił. Był 
on śmiesznej powierzchowności, bo noszący dawny strój, 
to jest frak z duźemi guzikami, spodnie krótkie, pończochy 
niebieskie , trzewiki z wielkiemi sprzączkami i wreszcie 
kapelusz stosowany na pudrowanej z harcapem z tyłu 
głowie. Bozprawiał nam wiele o oszczędności, jako za- 
sadzie bogactwa i powstawał przeciwko loteryi, jako przy- 
czynie demoralizacyi, a pomimo tego zawsze brał naprzód 
za lekcye pieniądze, które po większej części w tę loteryę 
przygrywał. 

Obok tego płatnego nauczyciela ekonomii politycznej, 
do wykształcenia mego w tym zawodzie, przyłożył się nie 
ms^o, zupełnie bezinteresownie ziomek Piotr Maleszewski, 
który służył niegdyś jako ordonator armii francuzkiej pod 
Bemadottem, a następnie osiadł w Paryżu. Był to czło- 
wiek prawdziwie uczony i bardzo prawy, który ciągle zaj- 
mował się rodakami swemi na nauki do Paryża przy- 
byłymi. On^także należał do rzędu ludzi, którzy prze- 
ważny wpływ na przyszłe powołanie moje wywarli; sza- 
nowałem w nim nietylko nauczyciela, bez żadnych osobi- 
stych widoków udzielającego mi nauki i rady, ale i czło- 
wieka pełnego zasług, z prawdziwie ojcowską troskliwością 
zajmującego się wykształceniem mojem. 

Pomimo tych wszystkich zajęć moich naukowych, pę- 
dziłem wieczory na nieszczęśliwem rymowaniu, które było 
jsłabością moją; kułem ciągle tysiące wierszy, wszystko 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 39 

żadnćj co się zowie wartości nie mającycTi, z których je- 
dynie odnosiłem tę korzyść, że umysł mój zajmował się 
wznioślejszemi myślami i rozwijał wyobraźnią, żądając 
od niej codziennego poniekąd myślenia. Są w papieracłi 
moicłi yolumina wierszy w owym czasie kleconych, które 
dowodzą przynajmniej z przedmiotu i myśli, że z poczci- 
wego i nieskażonego pochodziły serca; jest także i dzien- 
nik w ciągu dwóch lat, to jest 1810 i 1811 najskrupulat- 
niój co wieczór spisywany, a mieszczący w sobie spostrze- 
żenia nad sobą samym robione i wrażenia w każdym dniu 
doznane, nadto nawet wyrzuty sumienia nieraz sobie czy- 
nione. Do utrzymywania podobnego dziennika, skłoniło 
mnie dzieło p. Julien: Sur V emploi du teinps i pisałem go 
podług wzoru w nićm wskazanego. 

Eto mnie znał później, ten nie domyślał się nawet 
tego, że byłem w Paryżu osobliwego rodzaju melomanem 
grywając na najniewdzięczniejszym instrumencie, to jest 
klarynecie i że tą nieszczęśliwą muzyką moją wielce do^ 
kuczałem uszom współmieszkającym ze mną w hotelu Ta- 
ranne, do którego późniój się przeniosłem. Wyjątkiem 
tego był jedynie jakiś kardynał hiszpański, który jako 
jeniec wojenny, wywieziony z kraju, trzymanym był w Pa- 
ryżu; bo ten zajmując pierwsze piętro nademną, często 
przysłuchiwał się widocznie z upodobaniem z okna swego 
melodyom ojczystym swoim, jakie przypadkowo wygry- 
wałem. Przez całe życie moje darować sobie tego nie 
mogłem, żem tak niepotrzebnie czas i pieniądze marnował 
na lekcyach instrumentu, który za powrotom do kraju zu- 
pełnie porzuciłem. 

Nie tak się stało z drugim talentem, któremu się 
w ostatnim roku pobytu mego w Paryżu poświęciłem , to 
jest malarstwu krajobrazów, bo w tem do późnego wieku 
mego kształciłem się i z zamiłowaniem niem się zajmowałem. 
Liczne moje malowidła, lubo nie mają rzeczywisto) arty- 
stycznej wartości, stanowią przecież miłe dla dzieci moich 
pamiątki, bo przedstawiają po większej części widoki 



Digitized by VjOOQ IC 



40 PAMIĘTNIKI 

miejsc, w których jużto sam, jużto wraz z niemi zamiesz- 
kiwałem, lub w podróżach moich przebywałem. Do środ- 
ków użytecznego zajęcia czasu policzyć także muszę to, 
co zarazem najprzyjemniejszą rozrywkę dla mnie stanowiło, 
a tóm było uczęszczanie na teatra Paryzkie. Lubo epoka 
Napoleona I nie odznaczała się wielością i rozmaitością 
nowych dzieł dramatycznych, to wszelakoż wzorowe przed- 
stawianie tragedyi ikomedyi dawnych klassyków francuz- 
kich, przez znakomitych artystów, zajmowało umysł i wy- 
rabiało upodobanie i gust publiczności ówczesnćj, nie ubie- 
gftjącćj się, podobnie jak to dziś ma miejsce, w szukaniu 
w przedstawieniach teatralnych coraz nowych, a silnych 
i gorących wrażeń. 

Tym, którzy pragnęli wyrobić w sobie poczucie este- 
tyczne dobrego smaku i pojęcie piękna w dziełach sztuki, 
ówczesny Paryż wszelką ku temu nastręczał sposobność, 
bo skutkiem zdobyczy wojennych nagromadzono tam liczne 
posągi i obrazy dawnych mistrzów, jakie poprzednio w naj- 
odleglejszych od siebie punktach porozmieszczane były. 
Grabież ta, jakkolwiek bardzo dotkliwa dla muzeów, ko- 
ściołów i gmachów cudzoziemskich, była nieocenioną ko- 
rzyścią tak dla Francuzów jak i obcych artystów, bo 
mieli razom zebrane arcydzieła starożytndj i średniowiecz- 
nej sztuki, na których kształcić się i brać z nich wzory 
mogli. Apollin Belwederski, Wenus Medycyjska, Laokoon 
i inne najznakomitsze posągi najodleglejszej sięgające 
epoki, zdobiły dolne galerye Luwru; dzieła zaś Rafaela, 
Tycyana i innych włoskich mistrzów w połączeniu z dzie- 
łami Kubensa, Yandyka i najcelniejszych flamandzkich 
malarzy, zajmowały obszerne sale pierwszego piętra tegoż 
gmachu. Luksemburg, później siedlisko senatu, mieścił 
w sobie obrazy malarzy dawnój francuzkiej szkoły, tudzież 
prace spółczesnych artystów, dla których w roku 1810 
przeznaczono oddzielne sale w Luwrze, skoro Napoleon 
powziął i wykonał szczęśliwą myśl zebrania w jednój wy- 
stawie, najcelniejszych dzieł artystów francuzkich, pod 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 41 

panowaniem jego w ciągu lat 10 wykonanych, przezna- 
czywszy znakomitą nagrodę dla dzieła za najlepsze uzna- 
nego. 

Jakkolwiek podówczas przemagała szkoła Dawida, 
który naśladując ślepo wzory Grecyi i Rzymu, wprowa- 
dził doń smak surowy i zimny; znaleźli się przecież po- 
między artystami francnzkimi produkującymi się z pra- 
cami swemi na >vspomnianej wystawie tacy, którzy się 
wybili z pod despotyzmu tejże szkoły. Do rzędu tych na- 
leżał Gros w obrazie przedstawiającym Napoleona w szpi- 
talu zapowietrzonych w Jaffie, oraz Girodet w scenie wzię- 
tćj z potopu, tudzież w Atalii. Tego ostatniego uznawali 
ówcześni znawcy za zasługującego na pierwszą nagrodę, 
lecz tej, ani jemu, ani nigdy nikomu nie udzielono. 

Zwiedzanie muzeów, uczęszczanie do teatru i wszech- 
stronne spccery, były zwykłemi rozrywkami mojemi, bo 
nie miałem ani czasu, ani funduszów na to, aby puścić 
się w wir wyższych towarzystw francuzkich. Za to spę- 
dz^em wraz z kolegami memi bardzo miłe wieczory w kilku 
domach polskich, stale wówczas w Paryżu osiedlonych, a mia- 
nowicie: u księżnej Stanisławowej Jabłonowskiój i u wo- 
jewodziny Działyńskićj , której najmłodsza córka miała 
taki talent do tańca, że sławny Yestris ubolewał ciągle 
nad tem, że była córką senatora i baletowi poświęcić się 
nie mogła. 

. W piórwszym z tych zacnych domów, miałem spo- 
sobność poznania osobiście Kościuszkę i widzieć go tań- 
czącego w piórwszej parze, znanego pod nazwiskiem jego 
poloneza. Była to nader pamiętna dla mnie chwila, która 
jako niby poetę, natchnęła mnie do napisania na cześć 
jego wiersza, który poważyłem się mu doręczyć, za co 
mnie miły podówczas starzec serdecznie uściskid, mówiąc 
z. właściwą sobie skromnością, że nie zasłużył na po- 
chwały w wierszach moich wyrażone, Uściśnienie tego 
wielkiego męża pozostało na zawsze w pamięci mojćj 
jako drogie wspomnienie rzadkiej w życiu chwili. Kościu- 



Digitized by VjOOQ IC 



42 PAMIĘTNIKI 

szko mieszkał w owym czasie w Belleville pod Parjżem 
i rzadko tylko doń przyjeżdżała ale każdym razem gdy 
się w nim pojawił, mieszkanie jego stawało się poniekąd 
cudownem miejscem, do którego wszyscy w stolicy Francyi 
bawiący Polacy ciągłe pielgrzymki odbywali. 

Bywałem także u pani Walewskiej, owej ślicznej 
Maryi, z którą jak to wyżej już wspomniałem, znałem się 
jako 12-to letni chłopiec w domu jej matkr. W owym czasie, 
miała ona wielkie znaczenie jako przyjaciółka Napoleona, 
mogła była dumą wynosić się nad znajomemi i ziomkami 
swemi, lub intrygaitni dworskiemi wyrobić sobie jakieś 
polityczne stanowisko, ale taka dążność nie zgadzała się 
ani z jej skromnością, ani z dobrocią serca jakiemi się od- 
znaczała. Czyniła dobrze komu tylko mogła, nikomu nie 
szkodziła, dlatego też powszechnie lubioną i kochaną była. 
Mieszkała latem w pięknym pałacyku w miasteczku Bon- 
logne pod Saint-Glond, dokąd do niej, jako z lat dziecin- 
iiych jej znajomy, chodziłem czasem na dzień cały. Tam 
nieraz kołysałem i woziłem w wózku po ogrodzie , jako 
niemowlę, owego hraBiego Walewskiego, przyjaciela i mi- 
nistra Napoleona III-go. 

Do ożywienia towarzystwa polskiego w Paryżu, przy- 
czyniali się nie mało oficerowie rodacy, gwardyi polskiej 
cesarza, tak zwani Chevaux legers de la Gardę, którzy pod 
dowództwem Wincentego Krasińskiego stali w Chantilli, 
o kilka mil od Paryża i z tamtąd przybywali gościć w do- 
mach ziomków swoich. Piękność powierzchowna tego 
pułku ułanów polskich, dobór przystojnych ludzi, uprzej- 
mość i dobre wychowanie dowódzców, jednały im przy- 
chylność Francuzów, a w rodakach którzy ich bliżej znidi, 
zostawiały niezatarte wrażenie dzielnych wojowników, któ- 
rych pamięć wąwóz Samosierry potomności przekazał. 

Cały ten czas dwuletniego przeszło pobytu mego w Pa- 
ryżu, był świetną epoką dla tej stolicy, z powodu uro- 
czystości jakie się wniój odbywały: najprzód po zawarciu 
pokoju wiedeński^o, następnie podczas zaślubin Napo- 



Digitized by VjOOQI<^ 



FR. HR. SKARBKA. 43 

leona z Maryą Ludwiką i w końcu z powodu urodzin króla 
rzymskiego. Lud paryzki brał udział w tych uroczy- 
stościach dlań wyprawionych, z uciechą jaką każde igrzy- 
ska sprawiają ; lecz bez objawu przychylności i uniesienia, 
jakie tylko przywiązanie do kraju i monarchy rozbudzić 
mogą. 

Z rozłączenia się Napoleona z Józefiną czyniono dla 
cesarza złowróżbne wnioski i wszyscy okazywali więcej 
przychylności tej, która z tronu zchodziła, niż tej która 
nań wstępowała. Francuzi, którzy przy każdej podobno j 
okoliczności w dopcikach i dwuznacznikach zdanie opinii 
publicznej objawiać zwykli, mówili wówczas, czyniąc alu- 
zyę do upodobania Napoleona w polowaniu: LEmpermr 
aime Vlmperatrice et la chasse. O Maryi Ludwice- zaś po 
zawarciu ślubu cywilnego: Jamais Archiduchesae d'Atdriche 
n'a fait un mariage civiL Szydzili także z Napoleona z po- 
wodu że podczas wesela swego, wystąpił w stroju hiszpań- 
skim, to jest w zielonym aksamitnym płaszczyku, w birecie 
ze strusiemi piórami na głowie ; widziałem go w tym stroju 
w chwili gdy okazał się zgromadzonemu ludowi wśród 
illuminacyi na ganku pałacu Tuilleries od strony ogrodu. 

Ze wszystkich pomienionych uroczystości, najwięcej 
współudziału ludu wzbudził obchód urodzin syna Napo- 
leona w dniu 20. marca 1811 roku. Zapowiedziane było, 
że działa z Inwalidów ogłoszą przez 101 wystrzałów jeżeli 
będzie syn, a przez 25 jeżeliby się miała urodzić córka. 
Gdy pierwszy usłyszano wystrzał, otworzyły się nagle 
wszystkie okna w całym Paryżu, zwłaszcza że najpięk- 
niejszy poranek wiosenny zachęcał do tego i we wszyst- 
kich tych oknach ukazały się osoby rachujące wystrzały. 
Po 25tym wystrzale, zrobili artylerzyści czy umyślnie, czy 
przypadkiem dłuższą pauzę ; rozgłos niechęci powszechnej 
rozległ się po ulicach i wszystkie okna jakby na komendę 
zatrzaśniętemi zostały; lecz wkrótce rozwarły się na nowo 
z okrzykiem ogóbiźjradości: Cest ungarcon, gdy 26-y wy- 



Digitized by VjOOQ IC 



44 PAMIĘTNIKI 

strzał nastąpił po poprzednich i tem samem zwiastował 
że cesarz ma syna. 

Skończywszy zamierzone nauki, opuściłem Paryż w lipcu 
1811 roku bez żalu, lecz pełen otuchy o szczęściu, jakie 
mnie na rodzinnej ziemi i w familijnem kole czekać miało, 
nie domyślając się nawet tego, że przebyłem w stolicy 
Francyi oniemal najszczęśliwsze chwile życia mego, bo nie 
doznałem w nich żadnych dolegliwości , żadnych zgryzot 
i żadnych wyrzutów sumienia. Tam przeżyłem czas złu- 
dzeń nad przyszłością moją, wstępując w rzeczywistość 
która tak nielitościwie wszelkie marzenia obala. Lubo 
teraz gdy jestem blizkim końca zawodu mego na tej ziemi, 
dziękuję Bogu że przy różnych zmianach powodzenia, dał 
mi usposobienie, iż zawsze z losu mego byłem zadowolony, 
zataić wszakże tego nie mogę, że wspomnienie dwóch 
lat nauki w Paryżu spędzonych , do najmilszych wrażeń 
moich zaliczam. 

VI. 
Powrót do kraju. — Pierwsze moje urzędowanie. 

Powszechnym jest to błędem naszym, zwłaszcza pier- 
wszych lat młodości, że nie umiemy cenić wartości obecnćj 
chwili- ani przyjemności, jakie ona nam sprawia, i że zbyt 
łatwowiernie sięgamy uprzedzoną myślą do nieznanćj nam 
przyszłości, ciesząc się tą otuchą, że nam lepiej będzie. 
Podobnego zawodu w oczekiwaniach i nadziejach moich 
doznałem bardzo wcześnie i widziałem jak nikła prze- 
demną ułuda, którą w młodocianym wieku się pieściłem. 

W końcu lipca 1811 roku wróciłem do kraju i rodzin- 
nego domu, w którym spodziewałem się zastać wszystkie 
owe warunki domowego szczęścia, o jakich marzyłem. 
Zamiast tego, zastałem matkę moje zakłopotaną coraz 
więcćj upadającym stanem majątku naszego. Ciężary 
publiczne, dostawy dla wojska i mnogie podatki, obok 
bezcenności produktów, wyczerpywały nietylko szczupłe 



Digitized by VjOOQ IC 



B= 



FR. HR. SKARBKA. 45 

dochody z dóbr, lecz i wszelkie dawne zasoby. Długi 
hipoteczne, z taką łatwością za czasów praskich zaciągnione^ 
obarczały wielu właścicieli ziemi ciężarem, którego inaczej 
z siebie zrzupić nie mogli, jak przez wyzucie się z wła- 
sności dóbr, nie przynoszących intrat nawet na zaspoko- 
jenie procentów potrzebnych. Kraj cały tóm dolegliwszej 
ulegał niedoli, im większej przed kilku laty używał po- 
myślności; a niedostatek dokuczał nie tak dalece tej 
klassie, w której się rodzą ubodzy, ile raczej tej, która 
po przodkach zamożność i bogactwo nawet dziedziczyła. 
Zamiast przeto używać przyjemności spokojnego domo- 
wego pożycia, wulubionem ustroniu wiejskiem, zdawało 
się, że na to tylko powróciłem do niego, aby dzielić z matką 
trudy niepomyślnego gospodarstwa i naprzykrzania się 
natrętnych wierzycieli, których zaspokoić nie było środka. 
Istniał w owym czasie osobny rodzaj dolegliwości, pocho- 
dzącej z owej nieszczęśliwej łatwości zaciągania długów 
na dobra, która upadek tylu z nich za sobą pociągnęła. 
Depozyty bowiem sądowe z gotowych funduszów złożone, 
rozpożyczone zostały na majętności ziemskie, a gdy na- 
stępnie wierzyciele lub małoletni doszli do pełnoletności, 
upominali się o swoje należności u władzy : ta dawała 
im przekazy do właścicieli, podobne depozytowe pożyczki 
mających, tak właśnie jakby oni byli kapitalistami mo- 
gącymi w każdej chwili płacić okazicielom weksle na nich 
wystawione. Owe przekazy na drobne summy doręczane 
były przez władzę rządową każdemu z osobna z wierzycieli 
z poruczeniem im samym dopominania się i ściągania sobie 
drogą prawną pojedynczych cząstek całej pożyczki hipo- 
tecznej, jaką taż władza była powinna w całości odzyskać 
i dopiero co komu należało rozpłacić. Tym sposobem 
właściciele dóbr znacznym długiem obciążeni, w miejsce 
jednego wierzyciela, jakim był rząd udzielający im tej 
pożyczki, mieli ich kilkudziesięciu czasem, z których każdy 
oddzielnie pieniał ich, a w dodatku nie mogąc doczekać 
się odbioru swej należności, osobiście do nich przybywał, 



Digitized by VjOOQ IC 



46 PAMIĘTNIKI 

dopominając się już to procentów, już to kapitałów, któ- 
rych żadnym sposobem zapłacić nie było można. 

W takiem to przykrem położeniu znajdowała się matka 
moja i dom jej był niejako łiotelem, do którego zajeżdżali 
ciągle nieproszeni goście, których trzeba było uprzejmie 
przyjmować i ugaszczać, otrzymując od nich, jako wyna- 
grodzenie trudów i kosztów podejmowanych, dotkliwe wy- 
rzuty z powodu niespełnienia natarczywych ich żądań. 
W tym stanie rzeczy, niechcąc ta poczciwa matka, abym 
był świadkiem jój kłopotów i marnie na nich czas mój 
trwonił, zażądała, abym się postarał w Warszawie o umiesz- 
czenie w służbie publicznej, do której czułem największe 
powołanie. 

Pierwsze w tej mierze kroki moje, zwróciłem do mi- 
nistra spraw wewnętrznych Łuszczewskiego, który przej- 
rzawszy papiery moje naukowe, przyjął mnie bardzo 
grzecznie, ale objawił swe postanowienie użycia mnie, 
bez względu na usposobienie moje, w kancelaryi swej 
tylko do przepisywania ekspedycyi rządowych. Ponieważ 
nigdy nie należałem do rzędu kaligrafów i pragnąłem coś 
lepszego robić niż przepisywać, nadto gdy przekonałem 
się, że mam się dostać pod zwierzchnictwo dawnych ko- 
legów moich szkolnych, którzy po wyjściu z liceum nigdzie 
naukowo nie kształcili się i przez ten czas kiedym ja się 
uczył, oni przepisując, dwuletnie starszeństwo nademną 
osiągnęli; dla tych przeto powodów, nie przyjąłem ofia- 
rowanego mi miejsca bezpłatnego kancelisty i zniechęcony 
powróciłem na wieś, podawszy wszakże poprzednio prośbę 
o umieszczenie, do ministra skarbu. Był nim podówczas 
Tadeusz Matusewicz, mąż znakomity, należący do puław- 
skiego towarzystwa i do przyjaciół księcia Czartoryskiego 
generała ziem podolskich, który przez wysokie wykształ- 
cenie i zdolność swą powołanym został na to wysokie 
stanowisko w sprawach krajowych. Tym razem szczę- 
śliwie trafiłem, bo znalazłem w Matusewiczu tę opiekę 
i życzliwość, jakich potrzebowałem, aby się zupełnie nie 



Digitized by VjOOQIC 



BSS= 



FR. Hll. SKARBKA. 47 

odstręczyc od służby publicznej. Umieścił on mnie od 
razu w jednym z wydziałów ministeryum swego, polecając 
zajmować mnie nie przepisywaniem, lecz wypracowywa- 
niem robót, które pozwolił mi osobiście wnosić na posie- 
dzenia pod swą prezydencyą odbywane. Ta tak silna 
zachęta dodała mi bodźca do pracy i byłbym dłużej po- 
został na tem urzędowaniu, gdyby mój protektor nie był 
opuścił sam ministeryum skarbu, aby się poświęcić wyż- 
szemu politycznemu zawodowi, jaki mu się otwierał 
w skutek wypadków 1812 roku, niemniej stosunków z Na- 
poleonem i jego ambassadorem Pradtem w Warszawie 
utrzymywanych. Pozbawiony przeto wyższej opieki Ma- 
tusewicza policzonym tylko zostałem do zwykłych pracow- 
ników biurowych i z upragnieniem oczekiwałem chwili, 
której będę mógł znowu dostać się pod zwierzchnictwa 
tego znakomitego męża. 

W tem miejscu nawiasem wspomnieć muszę, jakie to 
było położenie ówczesnej młodzieży poświęcającój się służbie 
rządowej, do której wprawdzie przyjmowano ją w miarę 
usposobienia i zdolności, lecz pod wyraźnym warunkiem: 
aby się nie spodziewała jakiejkolwiekbądż płacy, albo- 
wiem starzy urzędnicy ulegali dywidendzie, to jest: część 
tylko oznaczonych im pensyi pobierali, a o nowych kan- 
dydatach nikt nie myślał i zostawiano ich własnemu prze- 
mysłowi. Ubóstwo skarbowe było wtedy tak powszech- 
nie znane, że żaden z nas nie łudził się nawet nadzieją, 
aby kiedykolwiek mógł otrzymać jaką płacę; a że ro- 
dzice nasi niebyli wstanie bardzo nas zasilać, przeto, jak 
to poprostu mówią, byliśmy tak goli, żeśmy zaledwo mieli 
o czem nader skromne prowadzić życie. Pamiętam śmieszny 
wypadek, jaki najlepiej scharakteryzować może ówczesną 
zamożność młodzieży warszawskiej, nawet do najmajęt- 
niejszych rodzin należącej. Eazu pewnego zebrało się nas 
kilkunastu w zamiarze odbycia spaceru popołudniowego, 
pieszo za rogatki do ogrodu publicznego w Powązkacłi 
położonego, gdzie pozwoliliśmy sobie zbytku kolacyi 



Digitized by VjOOQ IC 



48 PAMIĘTNIKI 

z kilku kurcząt i tyluż tylko butelek piwa złożonej. Gdy 
przyszło do zapłaty, okazało się, żeśmy razem wszyscy 
nie mieli dwunastu złotych przypadających za ten wybryk 
wydatkowy i że dwóch z nas pozostać musiało w zakła- 
kładzie u gospodarza do chwili wykupu ze strony ko- 
legów. Go do mnie w szczególności, dopóki pozostawałćm 
w ministeryum skarbu, mówiono, że bardzo właściwe zaj- 
mowałóm stanowisko, bo, z powodu nazwiska mego, by- 
łóm istnym reprezentantem skarbu Księztwa Warszaw- 
skiego. 

Nareszcie, tyle upragniona przemnie sposobność, przej- 
ścia do innój służby, nastręczyła się w wiośnie 1812 roku; 
po wypowiedzeniu bowiem wojny Rossyi, zawiązała się 
była w Warszawie z rozkazu Napoleona konfederacya ge- 
neralna polska, dziwny utwór polityczny, bez władzy i zna- 
czenia, a mimo tego z wielkim rozgłosem Europie oznaj- 
miony, który objawił się jako sejm koniederacyjny pod 
laską księcia Czartoryskiego, generała ziem podolskich, za- 
łożony i po krótkiem trwaniu w radę generalną konfedera- 
cyjną zamieniony. Przy tej radzie utworzono osobne bióro 
tłumaczów, złożone z młodzieży dostatecznie obeznanej z ję- 
zykiem fraucuzkim, na który przekładano tam z polskiego 
to wszystko, co taż rada ogłaszała. Otóż do tego to biura 
powołanym zostałem przez Matusewicza i w nióm prze- 
trwałem do czasu nieszczęśliwego spełznięcia wszelkich 
nadziei, jakie rok 1812 w kraju obudził. Zajmowałem 
się tam wraz z kilkunastu kolegami tłumaczeniem z Dzien- 
nika Konfederacyjnego akcesów tak obywateli jako i władz 
do konfederacyi ; pism jedno i toż samo zawierających, 
a odznaczających się jednaką przesadą w objawianiu go- 
towości do wszelkiego poświęcenia się, do jakiego nigdy 
nie przyszło. Tłumaczenia te były zawsze tak pilne i z ta- 
kim pośpiechem dopełniane, aby każdy kuryer do obozu 
Napoleona wysyłany, mógł doń zawieźć owe poprostu 
brednie polityczne, których tam nikt nie czytał. Przypo- 
minam sobie, jak raz wywołano nas kilku z balu przez 



Digitized by 



Google 



FR. HR. SKARBKA. 49 

prefekta warszawskiego dla Pradta dawanego^ aby i^esztę 
nocy spędzić na przekładzie podobnych kilka pism, nić 
ciekawego i zajmującego w sobie nie zawierających. 

Pamiętną mi dobrze z tej epoki jest pierwsza sessya 
sejmu koofederacyjnego, która się odbyła w zamku w sali 
senatorskiej. Była to naprzód ułożona scena polityczno- 
dramatyczna, która niespodziewanym objawćm miała za-^ 
chwycić licznie zebraną publiczność. Ganek sali zajętym 
został przez damy należące do koteryi puławskiej ; księżna 
Czartoryska matka siediała wraz z córką swą ordyna- 
tową Zamoyską, otoczone damami do jej towarzystwa na- 
leżącemi, wszystko jednostajnie^ to jest w suknie szafie 
rowe z obszyciem karmazynowem ubranemi. Książę wo- 
jewoda, piastując łaskę marszałkowską, zagaił posiedzenie 
i dał głos Matusewiczowi, mającemu objawić tak zamiary 
rządu, jako i nadzieje narodu. Z niecierpliwością pełną 
szczęśliwego przeczucia, oczekiwano tego objawu politycz- 
nego, znanego z góry głównym aktorom tego przedsta- 
wienia, oraz nawet kilku komparsom, do liczby których 
i ja jako podwładny Matusewicza należałem, a którzy 
rozstawieni byli w sali sejmowój, tak, aby we właściwych 
chwilach dać popęd do oznak radości. Jakoż, gdy po 
wyliczeniu wielkich zamiarów Napoleona przy rozpoczętój 
na Północy wojnie powziętych, zapewnił Matusewicz, że 
władzca Europy przywrócił Polskę i gdy wyrzekł te 
słowa: „będzie Polska, co mówię jest Polska," kilku z nas 
upoważnionych do tego wydało okrzyk: „niech żyje Pol- 
ska ! *^ a ten z zapałem przez wszystkich obecnych powta- 
rzany, przeniesionym został z sali, do ludu tłumnie zamek 
otaczającego. Hastała dłUga przerwa i zgiełk sali, po- 
czóm damy wyrzuciły z galery! na dół mnóstwo przepasek 
z kokardami konfederacyjnemi szafirowo-^karmazynowemi, 
któremi wszyscy obecni lewe ramię przewiązali, idąc za 
przewodem tych, którzy naprzód porozumieli się, do czego 
one służyć midy* 

Pamiętniki Fr hr. Skarbka^ 4 



Digitized by VjOOQIC 



50 PAMIĘTNIKI 

W owćj chwili, pomiędzy damami, siedziska na ganka 
jedna postać duchowna ze złowróżbnym wejrzenienićm 
i ironicznym uśmiechem na twarzy, która zdawała się po- 
wtarzać sobie po cichu: vulgus vuU decipi, decipiatur 
ergo ... a tą postawą Mefistofelesoską był rezydent i amba- 
sador cesarza Napoleona w Warszawie, arcybiskup Me- 
cUiński de Pradt, urągający temu powszechnemu oma- 
mieniu Polaków, wiedząc dobrze o tern, że cała ta uro- 
czystość narodowa była tylko komedyą, bez pewnego roz- 
wiązania przed Europą odegraną. 

Wyżej przywiedzione wyrazy Matnsewicza szybko, 
echćm rozradowanych serc, po całóm rozniosły sie mieście. 
Tłumy ciekawych gromadziły się po wszystkich ulicach 
i przyglądały się z zadziwieniem wychodzącym z zamka 
z owemi dotąd nie znanemi kokardami na ramieniu. Ogród 
Saski niebawem zapełnił się publicznością zwabioną wi- 
dokióm licznego grona pierwszych dam stolicy, wszystko 
w suknie kolorów konfederackich przybranych, które po 
środkowój alei szeregami długo się przechadzały. Kado- 
wano się przeto powszechnie, wzajemnie udzielając sobie 
powziętą wiadomość o przywróceniu Polski i ulegano z dzie- 
cinną łatwowiernością temu nowemu złudzeniu, które, po- 
dobnie jak wszystkie inne tego rodzaju, nigdy ziścić się 
nie miało. 

Nastide wypadki w końcu roku 1812 zniweczyły na- 
dzieje przed kilku miesiącami tak świetnie w całym krają 
ocucone, lubo znajdowało się jeszcze wielu takich, którzy 
nawet po klęsce pod Berezyną i po tajemniczym prze- 
jeździe Napoleona i kilkogodzinnym pobycie jego w Ho- 
telu Angielskim w Warszawie, wierzyć nie chcieli, ażeby 
ten, tak dotąd szczęśliwy bohater, mógł być pokonanym. 
Słyszałem sam mówiących wtedy, że on spieszy z powro- 
tom do Francyi, ażeby tam nowe silne hufce zorganizo- 
wać i z nimi przybyć nazad dla dokoficzenia rozpoczętego 
dzieła przywrócenia Polski. 



Dj^d by Google 



Pu. HR. SKARBKA. 51 

Lecz te pojedyncze złudzenia zastąpiła niezadłago żu^ 
pełna zwiątpiałość i Warszawa przybrała wkrótce postać 
smutną i trwogi pełne; wszędzie panowała żałoba potem, 
co szło do grobu i wzrastała obawa tego, co nastąpić 
miało. Najsmutniejszą podówczas była ta chwila, w któ- 
rój Austryacy, zawsze wątpliwi sprzymierzeńcy Napo- 
leona, jako otwarci nieprzyjaciele jego, Warszawę zajęli 
i skntkiem tego przerwali zapóźne usiłowania sformowa- 
nia powstania narodowego ; o któróm tyle tylko wiedziano^ 
że jest naznaczonych kilku regimentarzy, mających do- 
wodzić niepowołanem jeszcze pospolitym ruszeniom. Po- 
wtarzano sobie nazwiska tych komendantów wybranych, 
jak na urągowisko, ź pomiędzy takich, którzy poprzednio 
nigdy w wojsku nie służyli. Wielu ze znakomitych ludzi 
opuściło stolicę i rada ministrów rządziła jeszcze w imie- 
niu króla saskiego czas niejaki, ale bez siły i władzy; 
wesołe zaś nasze bióro tłumaczeń, rozpierzchło się na 
różne strony tak, iż sam jeden zostałem przy kancelaryi 
rady ministrów jako tłumacz francuzki aż do wiosny 1813 
roku, w którym to czasie nie mając już żadnych widoków 
przed sobą a nie pobierając żadnej płacy, wróciłem na 
wieś, by nie być dłużój ciężaróm matce mojej, którój 
trudno było dostarczać mi choć szczupłych funduszów na 
utrzymanie moje. 

Przed wyjazdem moim z Warszawy, oddalóm był dy- 
rekcyi teatru pierwszą moje sztukę trzy aktową pod ty- 
tyłóm „Modna Panna," która żadnćj nie miała wartości 
dramatycznej i dyrektor teatru byłby mi wyświadczył 
prawdziwą przysługę nie przyjmując tój ramoty poczyna- 
jącego pisarza^ Szczęściem dla mnie, że pierwsze jej 
przedstawienie przypadło w czasie, w którym powszechny 
smutek z powodu zajęcia Warszawy przez nieprzyjaciel- 
skie wojska, odstręczał każdego od wszelkich zabaw, a tóm 
samem i od uczęszczania na widowiska sceniczne. Na to 
pierwsze przedstawienie nędznój mój komedyi przybyłem 
umyślnie ze wsi tylko na to, aby doznać niemiłych wra- 

4* 



Digitized by VjOOQ IC 



52 PAMIĘTNIKI 

żeń, jakie każde niepowodzenie na poczynającym aatorze 
czynić masi. 

Na ostatnim sejmiku powiatu Sochaczewskiego , za 
Księztwa odbytym, obranym zostałćm radzcą powiatowym 
i jako taki spełniać musiałćm nader przykre czynności: 
ściągania dostaw dla wojsk, sposobćm rekwizycyi, od oby- 
wateli ziemskich wymaganych. Pamiętam, że jedne m 
z pierwszych podobnych na tćm polu zajęć moich był 
objazd z drugim radzcą powiatu, wszystkich spichrzów oby- 
watelskich w powiecie i spisywanie zapasów zboża, jakie 
się w nich znajdowały, a to celem by władza zwierzcłmia 
ocenić mogła, ile jeszcze z nich na potrzeby wojska da 
się zabrać, bez zupełnego ogłodzenia mieszkańców miej- 
scowych. Zostałem także delegowanym do Zakroczymia 
do generała rossyjskiego dowodzącego wojskami Modlin 
oblegającemi, a to dla wyjednania od niego zmniejszenia 
rekwizycyi zboża i furażu, jaką był na powiat Sochaczew- 
ski nałożjł. Tym dowodzącym był generał Paszkiewicz, 
ten sam, który w 18 lat póżniój, jako książę warszawski, 
sprawował rządy królestwa. Przyjął on mnie bardzo 
upzejmie, zatrzymał u siebie na obiedzie i na prośby moje 
przychylił się do odstąpienia od zbyt uciążliwych żądań 
swoich. W lat 30 po tej missyi mojej, gdy byłem z księ- 
ciem w większój zażyłości, przypominałem mu, iż znajo- 
mość nasza odleglejszej sięga epoki. 

Lecz najtrudniejszą z czynności, jakie z tytułu radzcy 
powiatowego na mnie spadły, było zastępowanie chorego 
podprefekta Sochaczewskiego i dziś nie bez zadziwienia 
wspominam sobie na to: jak można było powierzyć nie- 
spełna 221etniemu młodzieńcowi, jakim podówczas byłem, 
obowiązki tak trudne i mozolne, rządy całego powiatu 
i to w czasach wojennych do tego, przy nieustających 
Przechodach wojska, którego potrzebom, oraz samowol- 
nym wymaganiom zadość czynić wypadido. Lubo do- 
znałem wielu wtedy nieprzyjemności, zwłaszcza że strony 
wojskowych, to przecież szczęśliwie wyszedłem z tak trud- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. nu. SKARBKA. 53 

nego położenia i nawet gdybym był tego zapragnął, to 
miałom sposobność dostania się na wyższe urzędowanie. 
Zdarzyło się bowiem, że wtedy przybył do Sochaczewa 
i zanocował w mieszkaniu podprefekta, które czasowo zaj- 
mowałem, senator Łanskoj, prezes rady najwyższej tym- 
czasowej Księstwa Warszawskiego: Ten czcigodny mąż 
stanu, przepędziwszy ze mną wieczór cały na uprzejmej 
rozmowie, zaproponował mi, abym niezwłocznie przybył 
do Warszawy, gdzie mi da stanowisko urzędowe, usposo- 
bieniu memu odpowiednie. Lecz to był czas, w którym 
nikt jeszcze przewidzieć nie mógł, jaki los czeka Księztwo 
Warszawskie i nikt nie spodziewał się, aby kraj nasz 
miał zachować jakie znamiona narodowości, ale rozumiał, 
że będzie wcielonym i podzielonym na gubernie cesar- 
stwa. Z tąd, przy ówczasowóm wzburzeniu umysłów, każde 
zbyt skwapliwe przyjęcie służby rządowej, mogło być po- 
czy tanom za szukanie osobistych korzyści z poświęceniem 
czci i wiary narodowej sprawie przynależnej, dla tego bez 
namysłu wymówiłóm się od przyjęcia ofiarowanej mi po- 
sady, czego przyznać muszę senator Łanskoj wcale mi za 
złe nie wziął, skoro otwarcie wyznałóra mu pobudki, ja- 
kie mnie do tego kroku skłaniały. Pozostałem więc na 
wsi pełniąc dalój obywatelskie posługi do powołania radzcy 
powiatowego przywiązane i trudząc się niewdzięcznym go- 
spodarstwem rolnem, szukałem jedynie pociechy w pi- 
śmiennictwie, które odtąd przez całe życie moje osładzało 
mi wszelkie chwile przeciwieństw i zawodów, jakich tyle- 
kroć doznawałem. 

Rok 1814 ocucił niespodzianie przytłumione nadzieje 
Polaków, gdy się dowiedziano o liberalnych zamiarach 
cesarza Aleksandra. Powtarzano wszędzie przemowę jego 
do generałów Polskich miana, gdy powróciwszy wolność 
wszystkim jeńcom z wojska Księstwa Warszawskiego, 
szczątki onego do kzaju odprowadzić dozwolił. Udzielano 
sobie kopię korrespondencyi cesarza z Kościuszką i po- 
dziwiano, jak ten wspaniałomyślny monarcha szanował 



Digitized by VjOOQ IC 



64 PAMIĘTNIKI 

uczucie narodowości, skoro udzielił pozwolenie na odby- 
wanie w całym kraju nabożeństw żałobnych za duszę 
księcia Józefa Poniatowskiego, oraz na sprowadzenie zwłok 
jego na ziemię ojczystą, co w sierpniu 1814 roku nastą- 
piło. Okoliczność ta nader ważną dla mnie stanowi epokę 
bo nastręczyła mi sposobność mówienia publicznie po raz 
pierwszy w życiu i doznania z tego powodu nie małój 
zachęty. 

Generał Sokolnicki otrzymawszy polecenie udania się 
do Lipska po zwłoki księcia, zebrał tym celem hufiec 
z kilkudziesiąt oficerów wojska polskiego złożony, mający 
.pełnić służbę prostych żołnierzy, przy honorowym kon- 
woju szczątek zmarłego. Po przebyciu nieprzyjaznych 
nam I7iemiec, gdzie z urągliwóm politowanićm poglądano 
na tę garstkę wojowników; gdy orszak pogrzebowy sta- 
nął na granicy Elsięstwa, od tój chwili rozpoczął się nie* 
przerwany szereg obchodów żałobnych i mów z tój oka- 
zyi, nietylko w każdem mieście, lecz nawet i w każdćj 
parafii, przez które przechodził, odbywanych i wygła- 
szanych. 

Ale też, bo było czóm wzruszać i do ciężkiego żalu 
pubudzać umysły, gdy się patrzało na ten wóz grobowym 
kirem okryty, mieszczący martwe ciało synowca ostatniego 
króla Polskiego, który osobistą walecznością dobił się 
prawa do sławy i wdzięczności narodu, prawa, którego po 
stryju swoim nie odziedziczył, i gdy obok tego, poglą- 
dało się na ten szlachetny hufiec, który przez lat kilka 
prowadził żołnierzy do boju, a dziś za nieb straż przy 
zwłokach naczelnego wodza trzyma w tóm smutnćm mnie- 
maniu, że z niemi razem nadzieje ojczyzny do grobu złożył 

Ponieważ w Warszawie nie były jeszcze ukończone 
w kościele Śgo. Krzyża przygotowania do tej wielkiój uro- 
czystości żałobnój, przeto postanowiono tymczasowo za- 
trzymać pochód w Łowiczu i przysłano do tego miasta 
pidkownika Chodkiewicza wraz z urzędnikiem prefekta- 
riftlnym celem przyjęcia i złożenia czasowego zwłok księcia 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 55 

W kościele miejscowej koUegiaty. Delegowani ci, na gra- 
nicy powiatu Sochaczewskiego, przyjmowali orszak ża- 
łobny, a mnie dostał się zaszczyt powitania go przy wej- 
ściu do samego miasta za mostom, gdzie do licznie zebra- 
nego tłumu wszech stanu osób oraz zgromadzonych władz 
przemówiłem w te słowa: 

„Przezacne rycerstwo! Jeden żal, jeden święty obo- 
wiązek, rozliczne tłumy rodaków na Twe przybycie gro- 
madzi. Nie wita Was okrzyk radości, ani głos uwielbie- 
nia walecznemi czyny wywołany, lecz czuła i niczóm nie- 
utulona ł>oIeść serca przyjmuje świetny wasz orszak, któ- 
remu w chlubnym dostało się udziale, wrócić ojczystćj 
ziemi, drogie jej szczątki nieśmiertelnego bohatera. 

„Mniemaliśmy dawnićj, słodką uniesieni nadzieją, iż 
po drogach kwiatami usłanych, iść będhiemy witać wodza 
na czele mężnych hufców swoich; widzieliśmy w ułudze- 
niu naszem odwrócone od nas nieszczęsne wróżby, a przy 
zjawieniu się upragnionej swobody, tak lubego syna oj- 
czyzny odbierającego hołd wdzięczności od współbraci 
swoich, los zawisny, który niweczy od dawna wszelkie 
Polaków dobre zamiary i chęci i tój nam nie dozwolił po- 
ciechy. Dziś tylko żałość całej rodowitój krainy, czułe 
łzy na cześć zimnych popiołów roni. 

„Niewymuszone to narzekania, nieobłudne strapienia, 
ani wreszcie blask okazałości, lecz głuchy na ukojenie 
smutek, wszystkie umysły jednoczy. Czujący wielkość 
straty, lud cały, w posępnóm milczeniu, na zbliżający się 
orszak żałobny pogląda, nie wiedząc jeszcze czy głośnemi 
jęki, czyli też cichem żalu westchnieniem, najdroższe ma 
przyjąć zwłoki. 

„Ten chołd czułości, tak bliski rozpaczy, najszczersza 
tylko wdzięczność usprawiedliwić i oddać może; wdzięcz- 
ność tak tkliwa i tak powszechna, że pomiątka jej po- 
tomkom przekazana, wielkość straty naszej udowodniać 
będzie. Każdy kochający ojczyznę Polak, jakoby prze- 
widując opatrzne przeznaczenie, lękał się nieustraszonego 



Digitized by VjOOQ IC 



56 PAMIĘTNIKI 

męztwa bohatera, którego skon dziś opłakujemy. Każdy 
śledził troskliwości wzrokiem, wszystkie waleczności jego 
SMiwody, drżał widząc go narażającego się na niebezpie- 
czeństwa i gotów był nieść mu natenczas życie swoje 
w obronie, lecz gdy ujrzał, pogrążony w głębokim smutku 
spełnione obawy swój przeczucie, zdumiał się wtedy do- 
piero nad wielkością skonu księcia i uznał, że dla sławy 
swojej inaczój zginąć nie mógł!^ 

„Nie ten bowiem umysł jest wielkim, który dla nie- 
pewnćj szczęścia nadziei, chwile niedoli znieść potrafi, lecz 
ten prawdziwie wielką obdarzony jest duszą, który wi- 
dząc ważące się wyroki przeznaczenia, gardzi choć pewną 
nadzieją i najsroższemu poddaje się losowi, w przekona* 
niu, że jednym krokiem z chlubnej nie zejdzie drogi. Ta- 
kim się pokazał nieśmiertelny książę, tem większym, że 
płilubnie zginąć potrafił. 

„Płaczcie waleczni rycerze tego, który was walczyć 
i ginąć nauczył, płaczcie go młodzi, którym nie dostało 
się w udziale pod jego służyć dowództwem, płaczcie go 
matki, bo on był wzorem i przewodnikiem osieroconych 
dzieci waszych; płaczcie go na ostatek obywatele, bo on 
umiał duch wojenny z obywatelskim pogodzić duchem. 
Męztwo i ludzkość, nieustraszony zapał wojenny i dobro- 
czynność, wreszcie cnoty rycerza i obywatela, żalu i uwiel- 
bienia od was żądają. 

„Wy zaś przezacni mężowie, których pieczy ten drogi 
skarb jest poruczonym, zanieście go do przybytku chwały 
i oddajcie go ojczystój ziemi; niechaj każdy żołnierz na 
grobowcu wiekopomnego męża poprzysięgnie tak walczyć 
i umierać, jak on walczył i umarł. ^ 

To przemówienie moje zostało bardzo dobrze przyjęte 
Itak przez generała Sokolnickiego, który na nie odpowie- 
dział, jako i przez wszystkich obecnych i jednało mi 
jawną u współobywateli wziętość, w skutku której póż- 
nieej do służby obywatelskiej z ich wyboru powołany zo- 
ptatem. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 57 

Odtąd czas długi przebywałćin na wsi, w majętności 
własnej Orły, ulubionem zaciszu mojem, tak przyległóm 
mieszkaniu matki auojej w Żelazowej woli, że oddzielnego 
nie potrzebowałem prowadzić domu i że tak jak dawniej 
do rodzinnego należałem kółka, w niźm żyjąc i zajmując 
się wciąż, prócz gospodarstwa rolnego, pracami literackiemi/ 

W owym to czasie dokończyłem od dawna rozpoczęte 
tłumaczenie, z tekstu greckiego, pieśni Anakreonta^ które 
w oczach osób naukowo wykształconych, zajmujących się 
literaturą stażożytną, za posiadające niejaką wartość pod- 
ówczas uznanera było, dziś zaś zdaje się, że zupełnemu ule- 
gło zapomnieniu. Rozumiem wszakże że wykonałem do- 
syć trudne zadanie, przepolszczając wiernie te pieśni wier- 
szem, w którym prozodya greckiego poety ściśle zacho- 
waną była i do którego dla odpowiedzenia wymaganiom 
literatury naszej i rymy dołączyłem. Praca ta wielką mi 
sprawiała przyjemność, bo Anakreont był ulubionym poetą 
moim; nosiłem go zawsze z sobą w przechadzkach moich 
samotnych i przekładem jakiejciś pieśni zajmowałem, do- 
póki całego dziełka nie wykończyłem, które, we dwa lata 
dopiero później w Warszawie, drukiem ogłosiłem. 

Jednocześnia wtedy, zajęty także byłem dosyć nie- 
wdzięczną pracą, to jest tłumaczeniem dwutomowego dzieła 
Ganilha „O dochodzie publicznym" nie z własnego pomysłu, 
lecz z natchnienia ordynata Zamoyskiego podjętem, które 
żadnego praktycznego użytku dla kraju naszego nie miała. 
Dawszy słowo, wykończyłem ten mozolny i nudny prze- 
kład, ale gdy przyszło do zajęcia się drukiem jego, nie 
dawano mi przyobiecanego na ten cel zasiłku, skutkiem 
czego, musiałem sam ogłosić prenumeratę i oddać cały 
z nićj przychód, bez żadnej dla siebie korzyści, drukarzowi 
Dąbrowskiemu, któremu się ledwo nakład wydania tego 
powrócił. 

Przy takich zatrudnieniach na wsi, mało się zajmo- 
w^em sprawami publicznemi i rzadko kiedy bywałem 



Digitized by VjOOQ IC 



58 PAMIĘTNIKI 

W stolicy, z samotności mojej dowiadując się tylko o ocu- 
cenia się życia politycznego i literackiego w Warszawie, 
w pierwszych chwilach nowego zawodu narodowego, 

VII. 

Pierwsze la)[a Królestwa Polskiego. 

Po coraz niepomyślniejszych dla Polski wiadomościach, 
w pierwszych miesiącach 1815 roku z Wiednia do niój docho- 
dzących , nadeszło nareszcie z tamtąd pismo cesarza Ale- 
ksandra do prezesa senatu Ostrowskiego wystosowane, które 
nagle przywróciło otuchę w obywatelach kraju, zwiastując 
im utworzenie Królestwa Polskiego z tej części Księstwa 
Warszawskiego, jaka pod berło tegoż monarchy przeszła. 
Jakoż w dniu 20. czerwca tegoż roku, odbył się w War- 
szawie uroczysty obchód ogłoszenia rzeczonego Królestwa 
i odebrania od jego mieszkańców przysięgi, od której po- 
przednio król saski był ich już zwolnił. 

Kok 1815 był czasem gorączkowego oczekiwania tego 
co będzie, pobudzanego przez szybko po sobie następujące 
wypadki, które to wzmagały dawne złudzenia o pomocy 
z zachodu otrzymać się mogącej, to kazały polegać na 
szlachetnych zamiarach Aleksandra. Skłonność ku temu 
ostatniemu zdaniu, popartą została, przez przyjęcie, jakiego 
doznała od cesarza, deputacya polska, do Paryża doń wy- 
słana, której oświadczył: „że jednem tylko prawidłem po- 
„woduje się względem narodu polskiego, to jest utrzyma- 
„niem jego narodowości." Dodawały także otuchy publi- 
czności Warszawskiej uroczystości narodowe w niój od- 
byte, a mianowicie obchód żałobny za Księcia Józefa 
w kościele św. Krzyża i rozdanie chorągwi pułkom pol- 
skim, które się odbyły ze swobodnem objawieniom uczuć 
patryotycznych. 

W miesiącu listopadzie zapowiedziano przybycie ce- 
sarza do kraju, skutkiem czego przedsięwzięto w nim 
różne ku temu przygotowania, a między innemi, postano- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 59 

ivioDO urządzić w tych powiatach, przez które z Berlina 
miał przejeżdżać, gwardyą honorową, złożoną z młodych 
obywateli, mającą w mundurach obywatelskich, od stacyi 
do fitaeyi konno konwojować pojazd monarchy. Lecz ce- 
sarz* poleciwszy za tę posługę podziękować , nie przyjął 
takowćj, przez co wielu bardzo, a w szczególności i mnie, 
pozbawił przyjemności popisywania się w tej kalwakacie 
na wpół rycerskiej; ale za to, nie mógł uniknąć wygła- 
szanych do niego na granicach każdego powiatu, oraz po 
miastach rozlicznych mów, których z cierpliwością słuchał, 
i uprzejmemi wyrazy na nie odpowiadał, co pewno o wielu 
nudniejszem nie było, niż dopuszczenie młodzieży do ga- 
lopowania przy powozie jego, 

W ten sposób odbywając popróż 11. listopada, stanął 
cesarz w Nieborowie i tam w domu właścicieli tćj majęt- 
ności, księstwa Badziwiłłów, noc spędził, nazajutrz zaś 
konno, w mundurze generała wojsk polskich, ze wstęgą 
Orła Białego na sobie, odbył uroczysty wjazd do stolicy 
przez Aleję Ujazdowską i plac Trzech Krzyżów, na którym 
w wystawionćj bramie tryumfalnćj, witanym był przez wła- 
dze miasta i tłum zgromadzonćj publiczności. Z tamtąd, 
udał się najprzód na- plac Saski do zebranego na nim 
wojska, a następnie do zamku, gdzie go przyjmowały naj- 
wyższe władze krajowe, przez prezesa senatu Ostrowskiego 
przedstawiane. 

Przyjęcie monarchy w Warszawie było bardzo świetne 
i serdeczne nawet, bo sama ujmująca powierzchowność jego 
i przybranie się w kolory narodowe wzbudzały uniesienie 
i przychylność, nietylko w ludzie zapełniającym ulice, ale 
i w obywatelach 9 silniejszćmi pobudkami do okazania tój 
przychylności wiedzionych. Oświetlenie miasta odznaczs^o 
się według ówczesnego zwyczaju mnóstwem różnorodnych 
przezroczów, mniej więcej trafne napisy w językach pol- 
skim i łacińskim opatrzonych. Szczególnićj też powszecłmą 
uwagę zwrócił cały dom na Nowyna Świecie, pałacem Olie- 
rów zwany, przez zamieszkającego w nim generiUa Sokol- 



Digitized by VjOOQ IC 



60 PAMIĘTNIKI 

nickiego w gorejącą allegoryą, zamieniony. W 9ciu oknach 
domu tego znajdowało się w każdem , po jednój literze, 
wyraz „Alexander'^ składających; na dwóch zaś gankach, 
umieszczono piramidy, na których na jednej był jakoby 
skon Polski przedstawiający, widok spustoszonej okolicy, 
wktórój jećTno tylko drzewko laurowe pozostało, a na niem 
napis: Własną cnotą iyje, a na drugiój ręka z obłoków 
wystająca podnosząca niewiastę z napisem: I my z Piastów 
i Jagiellonów rodu, • Zamieszczam ten szczegółowy opis, 
jako dowód ówczesnego gustu, ale wstrzymuję się od przy- 
taczania różnych wierszy, jakiemi wtedy wychodzące ga- 
zety były zapełnione, bo one jeszcze mniej o wartości 
poezyi owej epoki świadczą. 

Przez cały czas pobytu swego w Warszawie, zadziwiał 
i zajmował cesarz wszystkich łaskawością i uprzejmością 
swoją. Przy wejściu do zamku, gdy mu prezydent miasta 
Węgrzecki, podał klucze, rzekł do niego: „Nie przyjmuję 
tych kluczy, bo nie przybywam jako zdobywca, ale jako 
opiekun, przyjaciel wasz, pragnąc widzieć wszystkich szczę- 
śliwymi j" przyjął zaś chleb i sól, jakie mu dawnym oby- 
czajem prezes rady municypalnej ofiarował. 

Nazajutrz po przybyciu swojem, dawał cesarz wielki 
obiad, następnie zaś sam przyjmował zaproszenia na obiady 
i bale u prywatnych osób, jakoto generała Wincentego 
Krasińskiego, księcia Sułkowskiego, księcia Czartoryskiego 
i Stanisława Potockiego. Był on niezmordowanym w udzie- 
laniu posłuchań władzom i korporacyom, a razu pewnego, 
kazał sobie przedstawić 164 jeńców polskich z Kaukazu po- 
wróconych, do których po ojcowsku się odezwał. Towa- 
rzystwo Przyjaciół Nauk doznało nader uprzejmego przy- 
jęcia i nawet kahał Warszawski dostąpił zaszczytu od- 
dzielnego przedstawinnia się. Wreszcie po dwudziestu 
dniach pobytu swego, odjechał cesarz do Petersburga po- 
zostawiając wszystkich ujętych nadzwyczajną dobrocią 
i łaskawością swoją, a damy zachwycone osobą i grzecz- 
nością jego. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 61 

Jeżeli pobyt monarchy w jednćj ze stolic państwa 
zawsze dostarcza wielkiego zajęcia dla ciekawości pu- 
blicznej, to ciekawość ta zwiększa się jeszcze po odjeździe 
jego, bo wtedy dopiero urzeczywistniają się lub nikną 
różne pogłoski i domysły o tern co dla kraju zrobić za- 
myśla. Tak się stało i wtedy, gdyż dopiero po wyjeździe 
z Warszawy cesarza Alexandra, dowiedziano się o na- 
daniu Królestwu polskiemu konstytucyi i o mianowaniu 
generała Zajączka namiestnikiem królewskim. Przy zu- 
pełnóm uznaniu: że konstytucya ta była daleko liberał- 
niejszą niż tego oczekiwać można było, dziwiono się temu, 
iż na stanowisko namiestnika nie powołanym tsostał książę 
Czartoryski, który był osobistym przyjacielem monarchy 
i główną sprężyną wszystkich działań jego tyczących si$ 
Polski, lecz generał Zajączek, pomimo że ani jego zdol- 
ności, ani zasługi, ani wreszcie wziętość u ziomków^ 
żadnego mu prawa do tego niedawały. Konstytucyi nie- 
dowierzano, a wybór Zajączka powszechnie się niepodobał, 
bo wiedziano, że dlatego tylko został on na to stanowisko 
powołanym; aby bydż biernem narzędziem rządu i ule- 
głym sługą WKsięcia Konstantego. 

W samą wigilią Bożego Narodzenia nastąpiło ogło- 
szenie tak konstytucyi jako i nominacyi Zajączka, który 
zaraz wykonał na ten urząd przepisaną przysięgę i po 
zainstallowaniu się w dniu 27. grudnia, objął władzę 
w kraju po rządzie tymczasowym, który mu takową od- 
dał, zamieściwszy w pismach publicznych pożegnanie swe 
z krajem. W dniu zaś 1. stycznia 1816 roku, czytano już 
w tychże pismach, pierwszą odezwę do narodu nowego 
nemiestnika; można zatem powiedzieć, że z dniem ostatnim 
ubiegłego 1815 roku, skończyła się trzechletnia epoka 
przejścia i tymczasowości, po której ster kraju przeszedł 
w ręce rządu konstytucyjnego powstałego Królestwa. 

W tym krótkim przeciągu czasu, zaszła wielka zmiana 
w sposobie i myślenia i w dążnościach obywateli polskich; 
z upadkiem bowiem Napoleona i ustaniem przemocy Frań- 



Digitized by VjOOQ IC 



62 PAMIĘTNIKI 

cuzów, objawił się w nich duch więcej samoistny. Prze- 
stano ufać tym poprzednio za zbawców uważanym cudzo- 
ziemcom i wierzyć ślepo wszechwładnemu ich wodzowi, 
a nieśmiano jeszcze pokładać ufności w zamiarach cesarza 
Alexandra, ani cljciano ulegać wpływowi narodu, który 
nie mógł sobie przywłaszczać przewagi oświaty nad nami. 

Podczas kongressu Wiedeńskiego ubolewali nad tem 
patryoci Polscy, ie na tćm zebraniu pełnomocników wszyst- 
kich mocarstw Europejskich żadnego reprezentanta swego 
nie mieli. Byli nawet tacy w Warszawie, którzy czynili 
próżne starania aby zwrócić uwagę kongressu na sprawę 
Polską, i w tym celu napisali i wydrukowali tutaj odezwę 
w łacińskim języku do Monarchów w Wiedniu zgroma- 
dzonych, zawierającą przytoczenie praw narodu Polskiego 
i prośbę o przywrócenie jego niepodległości. Niemasz 
siadu co się stało z tą odezwą i czy została urzędownie 
złożoną wkongressie? Ani o tem czy się nią ktokolwiek 
zajmował. Wiem to tylko, że pomimo iż wtenczas nie 
było jeszcze Cenzury, pismo powyższe było potajemnie 
odbite w małej liczbie eiemplarzy, skutkiem czego dziś 
do wielkich rzadkości należy. Eto był autorem tego me- 
moryału i kto wpływał do jego redakcyi oraz przesłania 
go gdzie należało? to zostało tajemnicą. 

Pomimo najoczywistszych dowodów upadku Napo- 
leona, znajdowali się jeszcze długo u nas, zwłaszcza po- 
między wojskowymi tacy, którzy dopóki pozostawał on na 
wyspie Elbie, nie wierzyli w ustanie jego potęgi i którzy, 
zwłaszcza w chwili wylądowania jego na brzegi Francyi, 
najzarozumialsze szerzyli przepowiednie, tem samom od- 
pychając od siebie wszelką myśl zbliżenia się przychylnym 
uczuciem do nowo uorganizowanego rządu. Obywatele 
wiejscy, odznaczający się zwykle większą niezależnością 
od tych, którzy pod wpływem jaki dostojeństwa, urzędy 
i dworszczyzna wywierają, żyli podówczas w stolicy, nie- 
wierzyli już w Napoleona, złorzeczyli mu nawet skutkiem 
zawiedzienia ich nadziei i zniszczenia przez wojny i rząd 



Digitized by VjOOQIC 



FE. HR. SKARBKA. 63 

E&ięstwa majątków swoich ale niedowierzali takie dobrot* 
liwym chęciom nowego pana, ani okazywanej przez niego 
chęci szanowania narodowości naszej. Przestali oni kochać 
tych, którzy zawiedli ich nadzieje, ale niemogli jeszcze 
znaleźć pobudek do przychylności dla tego, który za wiele 
obiecywał, aby wierzyć można było że obietnic swoich 
dotrzyma. 

W Warszawie zaś, mianowicie w wyższym towarzystwie 
do koteryi Puławskiej należącem, której przewodniczył 
książę Czartoryski syn, lepiej znano i ceniono dążności 
cesarza Alexandra, a tem samem szczerzej mu przychylne 
uczucia okazywano ; lecz koteryi tój opinia publiczna wcale 
nie sprzyjała i bardzo niesłusznie dotykała ją obmową 
i krzywdzącemi nawet wyrzutami. Na dowód tego przy- 
wiodę tę okoliczność, że lubo wybór Zajączka na namiest- 
nika, jak to już wyżej wspomniałem, niechętnie był wi- 
dzianym, to wszelakoż byli tacy, którzy cieszyli się z tego, 
że godność ta w udziale księciu Czartoryskiemu się niedo- 
stała i puścili wówczas pomiędzy publiczność następujący 
epigram przez wszystkich powtarzany, a najlepiej sposób 
ich myślenia wystawiający: 

. „Siedzi stary Zając pod miedzą, 
A Puławy o nim nie wiedzą." 

Obok zajęcia się sprawami pospolitemi, objawił się 
w roku 1815 ogólny ruch w czynnościach tyczących się 
dobra kraju i literatury jego. W owym to czasie, nadała 
Ordynatowa Zamoyska właściwego bodźca miłosierdziu 
publicznemu, przez zaprowadzenia w Warszawie Towa- 
rzystwa Dobroczynności. Przewodnicząc wyższemu towa- 
rzystwu stolicy, do którego jój rodzina i pokrewnione 
z nią znakomite domy należały, potrafiła^ ona pomiędzy 
niemi, zebrać znaczne składki, a przy tem zachęcić całą 
pabliczność Warszawską do przyczynienia się darami do- 
broczynnemi do uzbierania zakładowego kapitału dla tój 
tyle użytecznój instytucyi. Należało to wówczas do do- 
brego tonu, składać ofiarę swą na ołtarzu cierpiącćj ludz- 



Digitized by VjOOQ IC 



64 PAMIĘTNIKI 

kości, i gazety zamieszczały wciąi nazwiska osób; które 
bądżto jednorazowym datkiem, bądźto rocznemi stałemi 
składkami, przyczyniały się do osiągania zamiarów Towa- 
rzystwa dobroczynności. Na cześć jego Kazimierz Bro- 
dziński napisał wiersz drukowany w gazetach, który skwa- 
pliwie był czytany; w rzędzie ofiarodawców ogłoszonym 
został W. Książe Konstanty, który na ten cel dp. 2000 
nadesłał. 

Wtedy również zajmowano się bardzo teatrem naro- 
dowym i kilku z literatów, a między niemi Franciszek Mo- 
rawski, zawiązało było spółkę literacką przeznaczoną głów- 
nie na ocenę przedstawianych dzieł dramatycznych oraz 
krytykę gry artystów. Spółka ta znaną była pod nazwą 
Jx6w, a to z powodu, iż wszystkie artykuły przezeń ogła- 
szane, podznaczane były literą X. Zajęcie się to sceną 
narodową wywołało zaprowadzenie szkoły dramatycznej, 
której otwarcie odbyło się uroczyście pod powagą władz 
rządowych, pomimo, że teatr był wówczas przedsiebier- 
stwem prywatnem pod dyrekcyą Ludwika Osińskiego, 
który objął to stanowisko po tyle zasłużonym w zawodzie 
dramatycznym Bogusławskim, teściu swoim. 

W marcu 1815 r. miała miejsce osobliwa w swoim 
rodzaju uroczystość literacka, to jest uczta, dana przez 
członków Towarzystwa Przyjaciół Nauk, dla rektora Liceum 
Warszawskiego Lindego, z powodu ukończenia przez niego 
druku Słownika Polskiego. Obiad ten miał być czysto 
narodowy, to jest, z dań i napojów samych tylko polskich 
złożony; jedynie do miodu i piwa dołączono i wino wę- 
gierskie, któremu nadano indygenat z tytułu, że się zwy- 
kle w Polsce wychowuje, co zapewne niemałą dla gosz- 
czących było pwyjemnością. W pośrodku jadalnego stołu 
w miejsce tortów i cukrów, ustawiono wszystkie tomy 
słownika, uwieńczone laurem uwitym z gałązek uciętych 
w Willanowie z drzewa laurowego, niegdyś przez króla 
Sobieskiego tamże zasadzonego. Po różnych mowach 
i toastach na tej uczcie wygłoszonych, gospodarz jój 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 65 

Niemcewicz wniósł zdrowie Lindego, a Staszic, prezes 
\ Towarzystwa Przyjaciół Nauk, korzystając z dobrego uspo- 
sobienia biesiadujących, zachęcił obecnych i zebrał od nich 
9000 zip., które były pierwszym zawiązkiem składki na 
pomnik Kopernika przezuaczonój. 

Podobne zajmowanie się zakładami pożytecznemi dla 
kraju, oraz literaturą ojczystą, było dowodem pewnego 
uspokojenia tęsknot krajowych i nastania czasu, w^którym 
można już było myśleć o czem innem, jak o wyprawach 
wojennych i o poświęcaniu wszelkich zasobów na po- 
trzeby wojska; dowodziło słowom, że nadeszły spokoj- 
niejsze i pomyślniejsze chwile, od tych, jakie za czasów 
Księstwa w niedostatku i ciągłych rekwizycyach wojsko- 
wych spędzać trzeba było. 

W epoce tej Julian Ursyn Niemcewicz, położył wielką 
zasługę przez ogłoszenie drukiem swoich śpiewów histo- 
rycznych, wypielęgnowanych w wyższem towarzystwie dam 
polskich i przyozdobione wykonanemi przez nie rysunkami 
i utwoifami muzycznemi. Dzieło to poniekąd stanowi naj- 
ważniejszą pracę Niemcewicza, bo lubo je nie odznacza 
wyższy duch poetyczny, to przecież pieśni w nidm zawarte 
niewątpliwie zaszczepiły pomiędzy niewiastami polskiemi 
upodobanie do powieści ojczystych rymowym językiem 
opowiadanych, tudzież dostarczyły eleganckiemu ówczes^ 
nemu światu, nieznającemu dostatecznie dziejów narodu, 
pierwsze w tym przedmiocie cenne wiadomości. 

Pomimo tylolicznych pobudek do natchnień rymo- 
twórczych, z powodu wypraw wojennych, uroczystości na-^ 
rodowych i nadzwyczajnych zdarzeń, nie pojawił się żaden 
współczesny poeta, któryby się odważył te bohaterskie 
czyny opiewać. Zamieszczano wprawdzie w pismach pu- 
blicznych poezye Franciszka Wężyka, Kantorberego Ty^ 
mowskiego. Góreckiego i innych, ale te pomimo niejakich 
zalet niemogą być poczytywąnemi za tradycye pieśni lu- 
dowych i żołnierskich owej epoki, w pamięci przyszłych 
pokoleń przechowywać się mające* 

Pamiętniki Fryd. hr. Skarbka. 5 



Digitized by VjOOQ IC 



66 PAMIĘTNIKI 

Literatura dramatyczna Bkierowaną bjła główflie do 
dziel tragicznych, z których: Jadwigę, Ludgardę, Barbarę 
Radziwiłłównę przedstawiano w owym czasie w teatrze 
Warszawskim. Utrzymywała się także jeszcze wziętośó 
tragedyi francuzkich, przez Ludwika Osińskiego tłuma- 
czonych, i w ogóle upodobanie do przekładu wszelkich 
poezyi irancuzkich, na dowód czego przytoczę, że ów 
znakomity minister Matusewicz, przepolszczył wtedy poe- 
mat Delila „o Imaginacyi" i czytał go na posiedzenia 
Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Ale ówczesna poezya nie 
mogła otrząsnąć się z dawnych nawyknień do przesady, 
z używania metafor i odwoływania się do muz, oraz bóstw 
Olimpu. Zawsze gdy wspominać miano o krajach i lu- 
dziach, to wyszukiwano im nazwy greckie lub łacińskie 
i zdawano się unikać w wyrażeniach prostoty i prawdy, 
skutkiem czego, poetyczne te utwory, dalekie jeszcze były 
od owej samoistności i owego natchnienia duchem sławiań- 
skim, jakiemi się następnie rymotwórcy polscy tak wysoko 
odznaczali. 

Do epoki tej, należy pojawienie się pierwszego nie- 
mal romansu polskiego, o którym przed ukazaniem się 
jeszcze jego, dużo mówiono, naprzód chwalić kazano, 
a krytykować wcale nie śmiano. Była nim powieść: „Mal- 
wina czyli domyślność serca" pióra księżnej Wirtemberg- 
skiej, do rodziny i koteryi puławskiej należącej, która 
jako kobieta-autorka, z wyższem wykształceniem, jakiem 
się jej dzieło odznaczało, zasługiwała rzeczywiście na 
względy publiczności bez okazywania dążności koteryjnej 
wychwalania i bronienia jój pracy. Ale wtenczas nie było 
niepodległości w krytyce i dzieła nawet bardzo mierne 
ulubieńców wyższego towarzystwa, mogły być pewne, je» 
żeli nie pobłażliwego sądu, to przynajmniej zupełnego 
milczenia tejże krytyki. Przykładem tego była komedya 
Niemcewicza p. t. „Jan Kochanowski." Gdy bowiem ktoś 
odważył się nadesłać do gazety jej ocenę, to nietylko ta- 
kowćj nie przyjęto, ale zamieszczono prosto ogłoszenie 



Digitized by VjOOQ IC 



FK. HR. SKARBKA. 67 

W słowach: „wyszła nowa komedya ze śpiewami p. Juliana 
Ursyna Niemcewicza p. t: „Jan Kochanowski/ jakoby 
przestrogę, że o takim antorze inaczej jak z pochwałą, 
mówić nie jest wolno. 

Jako ciekawość czyli osobliwość literacką w swoim 
rodzaju, w czasach zajęcia się ogólnego dobroczynnemi 
zamiarami cesarza Alexandra, przytoczę drukowaną w War- 
szawie w języku francuzkim broszurę pułkownika Neu- 
mana pod tytułem: „Plan de regeneration de la nation 
Polonaise" w której autor proponuje założenie w całym 
kraju pensyonatów dla młodzieży, a to celem wykształ- 
cenia jój w nich do razu na ludzi ucywilizowanych a na- 
wet uczonych. Na to pismo ekscentryczne przygotowałem 
i również drukiem ogłosiłem maleńką sarkastyczną od- 
powiedź zatytułowawszy ją: „Serre chaude poIitique ou 
moyen seul et unique de transformer les sauyageons de la 
population polonaise en plantes exotiques"*). 

W roku 1816 wydałem wyżej już wspomniony prze- 
kład dzieła Ganilha „o dochodzie publicznym^, niemniój 
prawie jednocześnie podobnyż przekład raportu hrabiego 
Capo dlstria o Instytucie Fellenberga w Hofwylu, który 
do tłumaczenia z sekretaryatn stanu został mi nadesłanym, 
z poleceniem złożenia obu tych prac u stóp tronu, co też 
dopełniłem i za co otrzymałem przy liście pochwalnym 
kosztowny pierścień od monarchy, W ogłoszeniu o tej 
nagrodzie, powiedziano w gazetach, że mi udzieloną zo- 
stała za Ganilha, kiedy rzeczywiście ta zaszczytna oznaka 
spotkała mnie za przepolszczenie wzmiankowanego ra- 
portu. Cesarz Alexander bowióm zajmując się troskliwie 
wszystkiem, cokolwiek do pomyślności i oświaty ludu za- 
mierzało, upatrzywszy szczególne zalety i wielką użytecz^ 
ność instytutu wychowawczego Fellenberga w Szwajcaryi, 
wysłał był ministra swego hr. Capo dlstria, dla zwiedzenia 



*) Cieplarnia polityczna czyli jedyny sposdb hodowania dzicz- 
ków ludności polskićj i uszlachetniania ich w rośliny egzotyczni; 



Digitized by VjOOQ IC 



68 PAMIĘTNIKI 

zakładu tego i kazał raport z tej missyi złożony, drukiem 
ogłosić, a następnie za małoznaczącą pracę moją przy 
tłumaczeniu raportu tego podjęta, hojnie mnie wyna- 
grodził. 

Od roku 1815 obj^ł był Feliks Bentkowski redakcy^ 
Pamiętnika Warszawskiego, poprzednio jeszcze za czasów 
pruskich, przez Dmochowskiego, tłumacza Iliady wyda- 
wanego i zmienił dążność pisma tego na bardziej samo- 
istną i swojską, zamieszczając w niem mniej cudzoziem- 
skich przekładów, a więcej krajowych pism, spraw oj- 
czystych dotyczących. Do Pamiętnika przeto tego, z wiej- 
skiego ustronia mego, przesyłałem różne artykuły treści 
politycznej i ekonomicznej, niemniej niektóre poezye moje- 
Między innemi pracami mojemi, w Pamiętniku drukowa- 
nemi, znajdowało się kilka korrespondencyi, pod pseudo- 
nimem „Agapita Lisiewicza'' ogłoszonych, z okazyi wy- 
chodzącego wtedy satyrycznego pisma: „Świstek kry- 
tyczny** pod zasłoną tajemniczości, przez Stanisława Po- 
tockiego bezimiennie wydawanego. Nieznanemi mi były . 
zamiary autora i nie wiedziałem nawet ktoby nim był, pi- 
sałem jedynie te korrespondencye, znalazłszy upodobanie 
w satyrycznych dowcipach „Świstka," walczącego przeciwko 
obskurantyzmowi, który za Burbonów groził przeniesieniem 
się do Polski pomiędzy zwolenników żarliwego pietyzmu* 

W owym czasie zostawałem pod wpływem dwóch 
pisarzy zagranicznych: jednego bardzo dawnego, to jest 
Anglika Sterna, drugiego spółczesnego Niemca Bucholza, 
który wydawał w Berlinie dziennik polityczny : Journal fUr 
Deutschland, historisciien und politischen Inhalts. Dziennik 
ten nietylko mnie, ale i innych pisarzy naszych zajmował, 
bo był zręcznie z dążnością niby liberalną, a w duchu 
rządowym redagowanym. Częste z niego wyjątki zamiesz- 
czane były w Pamiętniku Warszawskim. Mnie zaś w szcze- 
gólności rozprawy jego były wzorem i przewodnikiem 
w ówczesnych pismach moich treści politycznej i nie mało 
wpłynęły na umiarkowanie popędu ultraliberalnego. Stern 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 69 

także był ulubionym autorćm moim, jego „Trystram Schandy " 
dał mi myśl do napisania powieści humorystycznej „Pan 
Antoni/^ a druga powieść moja tego rodzaju „Fodrói bez 
celu^^ była naśladowaniem jego tak słynnej „Podróży sen- 
tymentalnej." 

W końcu roku 1817, kraj cały zajętym był wybo- 
rami politycznemi takiposłów i deputowanych, jako i człon- 
ków rad obywatelskich na sejmikach powiatowych i zgro- 
madzeniach gminnych odbywanemi. To nastręczyło mi 
sposobność do przyjęcia czynniejszego udziału w służbie 
obywatelskiej, do której bez żadnych zabiegów z mej 
strony, bądź to przez rząd, bądź też przez współobywateli 
powołanym zostałem. Czy to dla tego, że powiat Socha- 
czewski, w którym mieszkałem, ubogim był w obywateli 
do służby publicznój uzdolnionych, czy też dlatego, że już 
dałem się poznać przy spełnianiu poprzednio poruczonych 
mi obowiązków; dosyć, że w 25 roku życia mego, dosłało 
mi się dostojeństwo, zwykle dla starszych i zasłużeńszych 
przeznaczone, to jest zanominowanym zostałem przez rząd 
marszałkiem sejmiku powiatu mego, sejmiku pierwszego, 
jaki pod rządom konstytucyjnym miał się odbyć. Skut- 
kićm tego nastręczyła mi się po raz drugi sposobność mó- 
wienia publicznie, tak przy zagajeniu jako i zamknięciu 
rzeczonego sejmiku, na którym nie mogąc ubiegać się 
o zaszczytne stanowisko posła dla braku prawom przepi- 
sanego wieku, obranym zostałem członkióm rady obywa- 
telskiój województwa mazowieckiego. 

W skutek wyboru tego, wszedłszy do rady wspom- 
nionćj, rozpocząłem zupełnie nowy dla siebie zawód służby 
tćm trudniejszy, że poświęcony był instytucyi świeżo w ży- 
cie wprowadzonej, którćj prawa i obowiązki zbyt ogółowo 
tylko w konstytucyi określonemi zostały i w samej prak- 
tyce dopiero rozwijać się miały. Na pierwszej zaraz sessyi 
tejże rady, wybrano mnie na pióro-trzymającego, to jest 
na radzcę protokóły posiedzeń prowadzić i wszystkie pra- 
wie interesa ogólne przedstawiać obowiązanego; a że 



Digitized by VjOOQ IC 



70 PAMIĘTNIKI 

prezydujący w radzie był najstarszy wiekiśra obywatel, 
jak się to zwykle przytrafia mniśj już zdolny do zajmo* 
wania podobnego stanowiska i nieobznaj miony z formami 
urzędowego postępowania, przeto poszło za tern: że lubo 
najmłodszy ze wszystkich radzców, musiałem pomimowol- 
nie i potrafiłem przy usilności zapewnić sobie przemaga^ 
jacy wpływ w czynnościach rady. Nie było to wcale 
rzeczą łatwą utrzymywać porządek i zachowywać właściwe 
formy w zgromadzeniu z kilkudziesiąt osób złożonem, w po- 
czet których wchodziło kilku obywateli pamiętających Rzecz- 
pospolitą polską, a tem samem przejętych dawnemi wyobra- 
żeniami sWobody politycznej i chwytających lada sposob- 
ność do popisywania się ze swoją polityfakundyą ; dalej 
obok tych, byli nowi liberaliści, zwolennicy nowego kon- 
stytucyonalizmu francuzkiego ; wreszcie należało jeszcze 
do grona obradujących kilkunastu kupców i fabrykantów, 
nieokazujących żadnej spólnej dążności z poprzedzającemi 
i mających potrzeby i interessa zupełnie od obywateli 
ziemskich odmienne. Przy takim składzie rady obywatel- 
skiej, nadto przy wpływie miłości własnój pojedynczych 
jej członków, oraz przy ogólnej dążności przywłaszczenia 
fiobie większej powagi i znaczenia nad te, jakie prawo 
nadawało; łatwo pojąć czem było to zgromadzenie poli- 
tyczne i że takowe raczój za rodzaj sejmiku, na którym 
wiele bardzo rozprawiano i wetowano, na to tylko, by nader 
niało:&naczący skutek osiągnąć, uważać należało. W szcze- 
gólności co mnie osobiście dotyczy, śmiało powiedzieć 
mogę: żem poświęcił więcej czasu i trudu, niż to warto 
było na tych posługach obywatelskich, bo nietylko przez 
dwie czteroletnie kadencye prowadziłem protokół wspom- 
nionej rady i zawiadywałem jój kancelaryą, lec» obok 
tego należałem do delegacyi z grona jćj wyznaczonej, do 
ukończenia rachunków po byłej radzie departamentowój 
za Księztwa pozostałych; pracy mozolnój, którą przez 
bjisko lat sześć piastowałem, nie otrzymawszy od pikogo 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 71 

tak za nią, jako i w ogóle urzędowania moje, rozumie się 
zupełnie bezpłatne, żadnego nawet podziękowania. 

Obok znamion rozpoczętego życia politycznego, na- 
stępowały jedne po drugich publiczne objawy podsycające 
duch narodowy i rokujące dobre nadzieje dla kraju* 
W roku 1817 przeprowadzono uroczyście do Krakowa 
zwłoki księcia Józefa Poniatowskiego, po odbytem solen- 
nem nabożeństwie w kościele św. Krzyża. Książe Adam 
Czartoryski i jenerał Mokronowski otrzymali od rządu 
pozwolenie zbieranie składek na pomnik dla tegoż księcia 
i ogłosili odezwę do narodu w tym celu. Ledwo że prze- 
brzmiały dzwony żałobne przy obchodach w całym kraju 
za wodza tego odbywanych, aliści w tych samych miastach 
i w tym samym kościele św. Krzyża odprawiono żałobne 
nabożeństwo za Kościuszkę, zmarłego w Solurze w dniu 
15. października 1817 roku i wszędzie z największą wol- 
nością miewano mowy patryotyczne na cześć Naczelnika 
dawnej rewolucyi Polskićj. Między innemi Niemcewicz 
godząc dawne uczucia z ówczesnemi względami, po wspom- 
nieniu o wypadkach 1794 roku, wyrzekł następujące słowa: 
„Uciśniona ojczyzna chwyciła miecz i oddała go w ręce 

„Kościuszki związki , które nas łączą z ludem po- 

„bratnim, wspólność Pana i wdzięczność dla Alexandra, 
„nie każą się rozciągać nad tą pamiętną wojną. ^ 

Z kolei odbyło się także w Łowiczu nabożeństwo ża- 
łobne za Kościuszkę, na którem miano trzy mowy: jedną 
ksiądz miejscowy z ambony w duchu religijnym, drugą 
kapitan jazdy polskiej w imieniu wojskowych, wreszcie 
trzecią ja jako hołd obywatelstwa wszystkie zwolnem 
wynurzeniem uczuć patryotycznych. 

Za czasów Księztwa, jedynemi przedmiotami zajęcia 
ogólnego, były wojna i wojskowość, jako środki przy- 
wrócenia krajowi bytu jego politycznego; po zaprowa- 
wadzeniu zaś Królestwa i nabraniu pewności o ustaniu 
wojny, głównie każdego obchodzić zaczęła polityka we- 
wnętrzna, a mianowicie nowo nadane swobody konstytu- 



Digitized by VjOOQ IC 



"■^^^^ 



72 PAMIĘTNIKI 

cyjue. W tych pierwszych latach zmiany formy rządu, 
piśmiennictwo krajowe wyłącznie poświęcone było roz- 
biorom zasad nowego nkladu naszego politycznego, jużto 
w oddzielnie drukowanych tym celem rozprawach, jużto w ar- 
tykułach pomieszczanych w ówczesnych pismach peryodycz- 
nych. Do rzędu pism tych, należał dziennik z dążnością spe- 
cyalnie polityczną, p, t. „Orzeł biały," przez Brunona Ki- 
cińskiego wydawany ze współpracownictwem kilku mło- 
dych ludzi, do których i ja zawezwany zostałem*). Szcze- 
gólniej zajęły publiczność przez ciąg kilku numerów pisma 
tego, bezimiennie ogłaszane „Myśli polaka konstytucyjnego, ** 
których autora długo odgadnąć nie mogła, a był nim Al- 
bert Grzymała, głośny z późniejszych czasów ; myśli, czer- 
pane z dzieł Benjamina Constant , oraz z Minerwy f ran- 
cuzkićj, zręcznie do położenia naszego stosowane były, 
z dążnością wszakże przyswojenia i upowszechnienia w kraju 
naszym zasad doktrynerskich ówczasowego liberalizmu fran- 
cuzkiego, tak niezgodnych ztradycyami i potrzebami na- 
szemi. To też nie długo trwały te usiłowania młodej 
szkoły doktrynerów polskich, którzy sami wynieśli się na 
nauczycieli rządu i narodu, nieprzewidując tego, że władza 
nie jest tak uległą, aby miała słuchać tam, gdzie rozka- 
zywać może. Czego dowodem, iż wtedy blacha bardzo 
okoliczność, to jest karmelek w ustach aktorki francuzkiej, 
z którym na scenę wystąpiła i przez to zajście dwóch 
przeciwnych sobie obozów, to jest jednych gwiżdżących 
polaków, a drugich klaskających rossyan, sprowadziła, 
dała powód do zakazu policyjnego, przez plakaty ogłoszo- 
nego, objawiania wszelkich oznak niezadowolenia w teatrze. 
Gdy bowiem zakaz ten wywołał nader ostry artykuł Ga- 
zety Codziennej, przez redakcyę Orła białego wydawanej, 
przeciw temu rozporządzeniu władzy, taż z tytułu tego 

Artykuły moje podznaczałem literą T i ważniej szemi z nicli 
były: słowo o wyborach (w Nr. 4), Pan Ignacy (w Nr, 9), Cnot- 
liwy urzędnik (w Nr. 12) i o Radach obywatelskich (w Nr. 5) 
wszystko w Tomie I-ym zawarte. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 73 

pierwszą znalazła pobudkę, do ustanowienia cenzury rzą- 
dowej na gazety i wszelkie pisma peryodyczne. 

Od tćj chwili ustała rozumie się wszelka polemika 
prassy z rządem, i Oraeł biały przymuszony stosować się . 
do czynionych ograniczeń, straciwszy całą wartość swoją, 
przestał zupełnie wychodzić. Pomimo tego, przyznać na- 
leży, że ówczesna Cenzura nie była zbyt surową, bo lubo 
nie przepuszczała pism wyraźnym duchem opozycyi tchną- 
cych i krytykujących postępowanie rządu, to wszelakoż 
dozwalała rozprawiać^ z umiarkowaniem o sprawach kra- 
jowych, oraz drukować utwory podnoszące dawne tradycye, 
a nawet niekiedy znosiła przymówki i allnzye tegoczesnych 
okoliczności dotyczące. 

Między pismami peryodycznemi owej epoki, które 
pod żartobliwą pokrywką ogłaszały podobne alluzye, od- 
znaczał się szczególnićj „Momus," przez Alojzego Żółkow- 
skiego, ulubionego komika sceny warszawskićj, i bardzo 
w swoim rodzaju dowcipnego człowieka wydawany. Żół- 
kowski należy do tych osobistości miejsca i czasu, o któ- 
rycłi wspomnieć się godzi, dla uznania rzeczywistej umy- 
słowej wartości, lubo pod dosyć pospolitą powierzchow- 
nością objawiającej się. Jako artysta dramatyczny, nie 
należał on wprawdzie do rzędu wyższych komików słyn- 
nych po innych europejskich teatrach , ale miał w osobie 
swej te szczególne znamiona śmieszności i wesołości, że 
za samem ukazaniem się jego na scenie, całą publiczność 
do śmiechu pobudzić potrafił. Obok tego, posiadał niezaprze- 
czony dowcip i bystrość naturalną dostrzeżeń i żartów, które 
mu i za sceną powszechną jednały wziętość, nieściągając 
przytóm niczyjój niechęci, bo rozmowy i pisma jego zaj- 
mowały każdego trafnością i śmiesznością, ale nigdy do- 
kuczliwą złośliwością nacechowanemi nie były. Na po- 
parcie tego, przytoczę dwa z lepszych konceptów Żółkow- 
skiego, lubo te wielu osobom znanemi być muszą. 

Za Esięztwa Warszawskiego i w pierwszych latach 
Królestwa, żył w Warszawie zegarmistrz Gugenmus, ojciec 



Digitized by VjÓOQ IC 



74 PAMIĘTNIKI 

znakomitego oficera polskiego, oryginalny ze swego atroja, 
ale wielki patryota, który codziennie uwijał się po mieście 
za nowinami i roznosił je następnie do znajomycli swoich. 
.Znali go zaś wszyscy prawie , skutkiem zachowania da- 
wnego ubioru francuzkiego y przez nikogo już podówczas 
nieużywanego, a mianowicie wypudrowan^j głowy i trój- 
kątnego kapelusika Chapeau bas zwanego, jaki zwykle 
miał pod pachą. Otóż gdy ktoś razu pewnego będąc 
razem z Żółkowskim na obiedzie w traktyerni, zokazyi 
wejścia do niej francuza w kapeluszu na głowie, powsta- 
wał przeciwko zwyczajowi temu, w ogóle w miejscach pu- 
blicznych przez nich wprowadzonemu, co każdego razić 
musiało, wtedy Żółkowski rzekł do towarzysza swego: 
„Chcesz, to każę zdjąć kapelusz temu francuzowi, który 
sam jeden pomiędzy nami z nakrytą głową siedzi,^ i po 
tych słowach odezwał się głośno do kolegi swego, artysty 
dramatycznego Dmuszewskiego, na drugim końcu sali sie- 
dzącego: „Panie Ludwiku, jak się nazywa ten kapelusz, 
który Gugenmus zawsze pod pachą nosi?** — „Chapeau 
la^^ wrzasnął zagadniony, niedomyślając się niczego, 
a francuz zdjął spiesznie kapelusz, ale groźnie spojrzał 
się na Dmuszewskiego, który coprędzćj wyniósł się z sali, 
gdy mu Żółkowski powód zapytania swego objaśnił. 

Za pierwszćj bytności cesarza Alexandra w Warszawie, 
nieświadomy przepisów etykiety dworskiej, astronom 
Armiński uznał za właściwe udać się poprostu do zamku, 
aby sam przedstawić Monarsze zażalenie z powodu zupeł- 
nego zapomnienia o nim przez władzę i tym celem dostał 
się na pokoje w zwyczajnym ubiorze, pomiędzy licznych 
dygnitarzy w paradne mundury przyodzianych i gwiazdami 
orderowemi pokrytych, skutkiem czego niebawem z tego 
przybytku wielkości i świetności wyproszonym został. Opo- 
wiadającemu to zdarzenie, odrzekł Żółkowski: „nie dziw 
że astronom stracił głowę, spostrzegłszy tyle gwiazd nie 
na swojem miąjscu.** 



Digitized by VjOOQ IC 



FK. HR. SKARBKA. 75 

Po zwinięciu Białego orla, powzię^ł Kiciński myśl wy- 
dawania natomiast codziennego pisemka, które nazwał 
„Kuryerem Warszawskim," przeznaczonego na ogłaszanie 
brukowych wiadomości i mniej więcej prawdziwych no- 
win, z zamiarem przynęcenia wszystkich klass ludności do 
czytania wiadomości tych, w sposób prosty i dla każdego 
przystępny opowiadanych. Pismo to znalazio od razu łatwy 
i wielki odbyt. Drukowane z początku na jednej tylko 
ćwiartce małego formatu, było tanie i pożądane przez 
wszystkich, nawet słabo czytać umiejących, skutkiem czego 
stało się poniekąd duchową potrzebą całego miasta. Ale 
to nie Kiciński, pierwszy założyciel tego Kurjera, lecz na- 
stępny Jego redaktor Ludwik Dmnszewski, nadał dopiero 
pisma temu tę oryginalną cechę naiwnej prostoty, jakiej 
żadne tak krajowe jako i zagraniczne nie miało, i potrafił 
z wydawnictwa tego osiągnąć zyski takie, do jakich żadne 
inne dowcipne lub poważne dojść nie mogło. Bez żadnćj 
pretensyi do uczoności i dowcipu, z wyrażnem nawet lekce- 
ważeniem warunków od redakcyi pism publicznych wy- 
maganych, nietroszcząc się bynajmniej o poprawność styla 
ani o dokładną znajomość rzeczy, o jakich pisał, umiał 
redaktor Kurjera Warszawskiego wszystkiem, a niczćmi 
tak mocno zajmować ówczesną publiczność, że się stał 
codzienną a niezbędną strawą umysłową; że mu wierzono 
chociaż się często z prawdą mijał, że mu przebaczano, 
choć i fałsze drukował, wreszcie że go prenumerowano, 
1 czytano, chociaż ciągłych żartów zwykle był przedmiotem. 

Powstrzymane w usiłowaniach swych o uprawianie 
pola polityki, poważne organa peryodyczne przyjąć mu- 
siały dążność więcćj naukową, nie bez tego, aby przy 
podanój sposobności nie ogłaszały zdań i myśli do krze- 
wienia i wzmocnienia ducha narodowego zmierzających. 

Gdy z końcem r. 1821 zaprzestał wychodzić pod re- 
dakcyą Feliksa Bentkowskiego „Pamiętnik Warszawski,** 
o którym wyżej już wspomniidem, przeto chcąc utrzymać 
to pismo na poważanie ogółu zasłogąjące, jako tradycyę 



Digitized by VjOOQ IC 



76 PAMIĘTNIKI 

i spuściznę pierwszych usiłowań literatów polskich o za- 
chowanie pod rządem niemieckim języka i piśmiennictwa 
krajowego łożonych, powzięło nas trzech Członków Towa- 
rzystwa Przyjaciół Nauk, t. j. Brodziński, Skrodzki i ja, 
postanowienie wydawania nadal rzeczonego Pamiętnika, 
pod tym samym tytułem i tą samą czysto-naukową dąż- 
nością. Tym celem, mając prócz prac własnych i nad- 
syłanych nam przez postronnych, mnogie i obfite materyały 
zbierane na posiedzeniach tygodniowych wzmiankowanego 
Towiarzystwa, z wielką łatwością przyszło nam ten zamiar 
do skutku doprowadzić. . Lecz ponieważ Pamiętnik nasz 
nieodpowiadał ówczesnemu zajęciu umysłów, bo nie 
mieścił w sobie przedmiotów politycznych, przeto nie miał 
takiej wziętości, aby o własnych siłach mógł się utrzy* 
mać, i po dwóch latach, t. j. 1822 i 1823 wychodzenia, 
zwiniętym być musiał. Po nim nastąpił Pamiętnik Umie- 
jętności Sztuki i Nauk, zawierający rozprawy z nauk 
ścisłych i przyrodzonych, tudzież artykuły niektóre histo- 
rycznej treści; lecz i ten ukazawszy się po razu jednym 
wciągu dwóch lat następnych 1824 i 1825 niepowrotuie 
zniknął. Za to odrodził się wr. 1829 Pamiętnik War- 
szawski, który trwał do końca 1830 r. 

Wzmiankuję o tych kilku po sobie idących Pamięt- 
nikach Warszawskich, bo je można poczytać za ciągły 
wątek, jaki w ostatnich czasach „Biblioteka Warszawska^ 
ujęła, by snuć dalćj pasmo piśmiennictwa, przez przód-- 
ków rozpoczęte, a tćm samom utrzymać nieprzerwaną 
kolćj prac naukowych kilku pokoleń pisarzy polskich, 
którzy przez lat siedmdziesiąt usiłowali wszelkiemi środ- 
kami zachować samoistność literatury ojczystój. 

vni. 
Wejście moje do Uniwersytetu warszawsiciego. 

Do roku 1818 pędziłem czas na wsi między gospo- 
darstwem, a piśmiennictwem* i niemyśląc już wcale o po- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 77 

wrocie do stałego urzędowania, zamierzałem poprzestać 
na bezinteresownych uslugacti obywatelskich, jakie wtedy 
w Radzie Mazowieckiej pełniłem. Osiadłszy przeto na 
wsi, postanowiłem ustalić los mój przez ożenienie, byłem 
bowiem w takićm położenia majątkowem, że musiałem 
upatrywać w małżeństwie , obok dogodzenia natchnieniom 
serca mego, tyle skłonnego do żywych i tkliwych uczuć, 
i sposób podżwignienia się z grożącego mi upadku. 

Nieznany na wielkim warszawskim świecie, zrzekłem 
się szukania tamże bądź piękności, bądź posagu dla siebie; 
lecz idąc w ślad postępowania ówczesnej młodzieży wiej- 
skiej,, wybrałem się w karnawale 1817 roku, na reduty 
do Kujaw, gniazda rodziny mojej, by w tej okolicy upa- 
trzeć sot)ie wśród zabaw, przedmiot jaki do małżeńskich 
zamysłów moich. Zamiast wszakże udania się do Izbicy, 
owego miasteczka niegdy do ojca mego należącego, gdzie 
na wspomnione reduty, zjechać miało kilka posażnych 
panien, wciągnięty natomiast zostałem, do nader miłego 
towarzystwa, dawnych znajomych moich, które we Wło- 
cławku zamknięte i jak je zwano arystokratyczne, bawią- 
cych się zawiązało koło, a wktórem znajdowały się bar- 
dzo przyjemne kobiety ale ani jednej panny na wydaniu 
nie było. Napróżno przeto, zeszła mi najwłaściwsza kon- 
kurencyi chwila, skutkiem czego ściągnąłem na siebie 
wyrzuty tych, którzy mnie koniecznie ożenić chcieli i pod- 
dać się musiałem ich wymaganiom, naprawienia w ciągu 
lata następnego, tego, com podczas ubiegłego karnawału 
zaniedbał. Jakoż stało się zadosyć temu, bo w lipcu 1817 
roku zacząłem się starać o rękę Praksedy Gzowskiej, 
której ojciec, zażyły niegdy z rodzicami memi, znaczne 
w Kujawach posiadał dobra i w nich, mianowicie w Osię- 
cinach zamieszkiwał. Przy tćj konkurencyi musiałem przejść 
przez zwykłe koleje pretendentów do matrymonialnych 
związków; lubo z okazyi tej napisałćm do sztambuchu, 
podówczas w modzie będącego, przyszłój mojój, poniżój 
zamieszczoną satyrę, to wszelakoż ta nie uwalniała mnie 



Digitized by VjOOQ IC 



78 PAMIĘTNIKI 

od ewentualności W nićj wzmiankowanych a mianowicie 
potrzeby zbyt kosztownego wyekwipowania się. 

Konkurent. 

Przyszła już kreska na mnie, chcę poszukać żony; 

Chcę jechać, lecz sam jeszcze nie wiem w które strony: 

Puszczę pióro, zobaczę zkąd mi wiatr zawieje, 

Czyli mi na pogodę, mój kogut zapieje, 

A jeśli wszystkie smutne poodwracam wrogi, 

Opuszczę pustelnicze chatki mojój progi. 

Lecz niestety, gdy spojrzę na mój domek cichy^ 

Na małego pachołka, na mój pojazd lichy; 

Na te dobre, choć małe koniki w zaprzędze, 

Na mego poczciwego woźnicę w siermiędze: 

Słabieje we mnie szczęścia dalszego otucha, 

Głos jakiś nieustannie, szepce mi do ucha: 

„Chceszli być konkurentem, to zaciągnij długi, 

Mićj złocistą libery% i angielskie cugi; 

Mniejsza o to, że będziesz szczątkiem mienia gonił, 

Byś tylko świetną szatą, twą biedę osłonił.^ 

Mamże być owym modnym, choć gołym paniczem, 
Którego szczęście, stangret popędza swym biczem; 
Co wsadziwszy nadzieję, do drogićj karety, 
Na koniach, na lokajach, przypiął swe zalety; 
Co wczoraj komornika ułagodził datkiem, 
A wsiadłszy do pojazdu, z majątku ostatkiem, 
Szczęsny, póki choć słaby fortuny blask świeci, 
Z potrzaskiem, dzielną piątką w otchłań nędzy leci! 
Bo gdy z posagiem, pięknćj odmówią dziewicy, 
Gdy z kartami, natrętni przychodzą dłużnicy, 
Zniknie urok wielkości; przyjdą żale, troski, 
I nowy pan, dziedziczne opanuje wioski. 
Nie jeden stracił krocie i żony nie dostał. 
Panem był wśród zalotów, potom graczem został. 

Czyliż za tego pana, świetnym pójdę wzorem 
Co ^ię nie z cnotą panny, lecz żeni z honorem? 
Który wysoko sięga, gdy czołgać powinien, 
W uniesieniu nie baczy, komu życie winien; 
Ojciec zrobił majątek, krając skiby pługiem, 
On go trwoni po pańsku i niszczy go długiem. 
Mitra, lub krzesło w głowie, a pustki w kieszeni, 
Ten się tylko s hrabianką lub księżniczką żeni; 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 79 

A gdy los zaspokoi magnetyzmu żądze 

I da mu wielkie imię^ a małe pieniądze, 

Ton pański wkrótce szczupłe dochody pocliłonie, 

Mąż stroskany, nieszczęście przypisze swój żonie; 

Złe obejście, rozwodu stanie się przyczyną: 

Tak majątki, zaszczyty, tak rodziny giną. 

Daleki więc odemnie pozór okazały, 
Dobry mój skromny pojazd, dobry konik mały; 
Zajadę nim gdzie zechcę, a z szczerą prostotą 
Wyznam, że nadewszystko lubię miernoóó złotą; 
Że tam, gdzie dla powozu miałbym byó wzgardzony. 
Tam nie będę żałował posagu, ni żony: 
A jeśli bóg skrzydlaty, mym woźnicą będzie, 
Bez piątki, bez potrzasków, zajadę z nim wszędzie; 
Jeśli się z dobrom sercem w podróży nie zminę. 
Do ciebie chatko moja, wprowadzę drużynę. 

W dniu 18. lipca 1818 roku pojąłem żonę i wprowa- 
driłem ją do bardzo skromnego domku, który jak mogłem, 
urządziłem wulubionem mojem ustroniu, do którego napi- 
sałem w wyżej już wspomnionym sztambuchu narzeczonej 
mojej, wierszyk następujący: 

Domku! coś był niedawno bujną słomą kryty, 
W okazalszćj postaci wznosisz dziś twe szczyty; 
Jak panna, w dzień wesela, nową strojny szatą. 
Przybrałeś pozór dworka, przestałeś byó chatą 
Ta zmiana wiele znaczy wżycia mego kresie 
I słodkie mi przyszłego szczęścia, wróżby niesie! 
Dobry był twój zrąb prosty, dobiy dach słomiany; 
Pókim sam spędzał w tobie wiek mój młodociany; 
Lecz gdy znajmilszój wżyciu dla człeka kolei 
Ma miłość podać wieniec słodkiój mój nadziei; 
Gdy mi serca natchnienie podszepnęło skrycie, 
Że mam kim przyozdobić i dzielić z kim życie: 
Tyś się domku przystroił, abyś wmiłćj dobie. 
Mógł przyjąć nową panią i mieścić ją w sobie. 

Gdybym był w czarnoksięzki uzbrojony prątek, 
Dotkn^bym najskrytszy twych siedzib zakątek; 
Kreśliłbym liczne koła, zakląłbym złe wrogi, 
Aby się nieważyły stąpić za twe progi; 
Hi^rzebyte przed tobą usypałbym szańce, 
▲by nigdy nie znali smtttku twe mieszkance; 



Digitized by VjOOQ IC 



80 PAMIĘTNIKI 

By posępna zgryzota, troski, niechęć, żale, 

Pod tw^ spokojną strzechą, nie postały wcale. 

Lecz gdy na taką próżno pokuszaó się władzę; 

Skromną cnotę do twoich przedsionków wprowadzę, 

Miłość jćj wskaże drogę, ufnoóć byt ustali, 

Wzajemne ulegania, zgryzoty oddali; 

A gdy spokojne szczęście z nami mieszkać będzie^ 

Gdy gościnność, wesołość w tych progach osiędzie, 

Zachowaj domku luby, skromną twoje postać, 

I mierny, nie chcićj nigdy groźnym gmachem zostać. 

iDomek ten byłby zupełnie dla nas wystarczał, gdyby 
teść mój, zaraz po slabie do nas przybyły, nie był się 
mocno tem obraził, żeśmy mieszkali, jak mówił, w szla- 
checkim dworka i utrzymywał, że gospodarstwo nasze 
nie zapewni nam dostatecznych środków utrzymania. Skut- 
kiem czego, na usilne jego żądanie, musiałem dokupić do 
małćj fortuny mojej kilka sąsiednich wiosek, czego koszt 
lubo nie całkowicie wyłożony, oraz pokrycie zaciągnio- 
nych na konkurency^^ dhigów, wyczerpał w zupełności go- 
towy posag, stu tysięcy złotych, w sam dzień ślubu, jak 
to mówią, pod poduszkę dany i musiałem rozpocząć go- 
spodarowanie bez żadnych zaso^bów w większym majątku 
długami obciążonym. 

W tym właśnie czasie gdym zwiątpialem okióm w przy- 
szłość moje zazierał, otrzymałem od Feliksa Bentkowskiego 
list, z polecenia wyższego napisany, z propozycyą objęcia 
katedry ekonomii politycznój w Uniwersytecie Warszaw- 
skim, opóźnionej po Dominiku Krysińskim, który mniemając 
że nikt inny zastąpić go nie może, znacznego zażądał pod-> 
wyższenia płacy, a w razie przeciwnym uwolnienia go od 
tych obowiązków, na co się natychmiast zgodzono i udzie- 
lono dymisyą. 

Wezwanie to tyle dla mnie zaszczytne, odpowiadało 
w zupełności usposobieniu mojemu ; czułem bowiem praw- 
dziwe powołanie do wyższego nauczycielskiego stanu, przy- 
pominając sobie wrażenie, jakie na mnie uczynił hrabia 
Pastoret, wykładający z katedry w szkole Paryzkiej; nie 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 81 

zawahałem się przeto ani chwili, w przyjęciu podanój mi 
sposobności słażenia krajowi w naukowym zawodzie i na- 
tychmiast wraz z żoną pojechałem do Warszawy, celem 
porozumienia się w tym przedmiocie z kim należało. 

Udał się tam także za nami ojciec mojej żony, mocno 
tem oburzony, że miałem zamiar poniżyć się do tego 
stopnia, aby przyjąć posadę bakałarską, jak ją nazywał, 
i tyle się srożył, że aż zaczął namawiać córkę swą, aby 
mnie porzuciła. 

Takie to były podówczas przesądy wielu ze staro- 
świeckich Polaków, iż poczytywali za ubliżenie godności 
szlacheckićj, poświęcanie się pracom nauczycielskim ; gdy- 
bym przeto nie był wytrwał w postanowieniu mojćm, 
gdyby żona moja nie miała odwagi oprzeć się wymaga- 
niom swego ojca, i narazić się przez to na niechęć jego, 
byłbym tem samom odwrócił się od świetnego zawodu, 
jaki następnie nadał użyteczny kierunek życiu memu i na- 
prowadził mnie na drogę, po której do zasługi i do po- 
ważania trafiłem. 

Wtem miejscu wspomnieć winienem, że po powrocie 
moim z Paryża, jeszcze w roku 1812 mieszkając wtenczas 
w Warszawie, jako honorowy urzędnik w ministerstwie 
skarbu, podałem był do ówczesnój władzy edukacyjnej 
propozycyą wykładania bezpłatnie nauk ekonomicznych; 
na co otrzymałem nader uprzejmą odpowiedź dyrektora 
edukacyi narodowej, Stanisława Potockiego, pochwalają- 
cego bardzo zamiar mój, lecz zarazem żałującego że nie 
może na teraz korzystać z dobrych chęci moich, „do któ- 
rych jednak później, będzie się można odwołać." Wątpię 
wszakże, aby ta okoliczność prawdopodobnie zapomniana, 
w lat sześć później, miała wpłynąć na powyższe powołanie 
mnie na profesora uniwersytetu. 

Ponieważ nie miałem żadnego stopnia akademickiego 
a ustawa uniwersytetu naszego wymagała od profesorów 
stopnia doktora bądź prawa, bądź filozofii, przeto zwierz- 
chność uniwersytecka załatwiła za mnie tę przeszkodę 

PamlęŁnilci Fr hr. Skarl>k8. 6 



Digitized by VjOOQ IC 



S2 PAMIĘTNIKI 

i przez korrespondencyą w Wszechnicą krakowską uzyskała 
dla mnie doplym doktora filozofii, a to za prostćm tylko 
złożeniem rozprawy poprzednio przezemnie napisanćj. Był 
to zaszczyt, którym się nigdy nie chlubiłem, bo mógł on 
uchodzić raczćj za rodzaj ubliżenia udzielonćj mi godności, 
z powodu łatwości, z jaką osiągnąć ją można było. 

23ożywszy w uniwersytecie program mój, tak kursu 
ekonomii politycznej, ułożony według dzieła Krauzego, 
profesora z Królewca, komentatora Adama Smitha, jakoteż 
kursu policyi według wskazówek Jakóba i wypracowawszy 
na początek kilka prelekcyi, rozpocząłem, przyznać to 
muszę z niejaką zarozumiałością a zarazem odwagą, trudny 
zawód nauczycielski w miesiącu październiku 1818 r. 

Pierwsze ukazanie się moje na katedrze uniwersy- 
teckiej było niewątpliwie rodzajem literackiego tryumfu, 
który nigdy z pamięci moj^j nie wyjdzie. Liczyłem wów- 
czas lat 26 żj^^cia i z powierzchowności mniej jeszcze wiek 
ten okazywałem; wobec więc tego i zasług innych pro- 
fesorów , wystąpienie moje publiczne w szkole Glównój 
mogło niejednemu zdawać się zuchwałością i wzbudzać 
w nim wątpliwość, azali podołam temu ciężkiemu zadania 
i czy potrafię wytrwać w tak mozolnej pracy. Sala, w któ- 
rej miałem debiutować, natłoczoną była jużto uczniami, 
jużto ciekawymi, jużto przyjaciółmi mymi, którzy to ostatni, 
nie bez trwogi, oczekiwali na przybycie moje. Jakkolwiek 
trudność nowego powołania mego i licznie zebrani słu- 
chacze, w gronie których znajdowało się wielu uczonych, 
powinny były wzniecić we mnie łatwą do pojęcia obawę, 
to wszelakoż mniój ją uczułem wstępując po raz pierwszy 
na katedrę i z taką pewnością w głosie i w wykładzie od- 
czytałem wstępną prelekcyą, że dorazu w słuchaczach 
zjednać sobie zdołałem widoczne zadowolenie, objawione 
tern chętnićj, iż młodość moja za mną przemawiała, oraz 
że wszyscy akademicy wysoko cenili to, że wbrew da- 
wnych przesądów, jako obywatel ziemski z tytułem rodo- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HK. SKARBKA. 83 

wym , nie wahałem się poświęcić zawodowi nauczyciel- 
skiemu. 

W pierwszym roku takowego, nadzwyczajną obarczony 
byłem pracą, bo wypadało na trzy godziny w tygodniu, 
wygotowywać prelekcye w nauce, o której żadnego pol- 
skiego nie było podówczas dzieła, a tóm samem należało 
tworzyć język techniczy i starać się o to, aby być zrozu- 
mianym przez uczni, do nowego dla siebie przystępujących 
przedmiotu. 

Pomimo tej pracy, znalazłem jeszcze czas do napisa^ 
nia w języku francuzkim konkursowój rozprawy, na za- 
danie przez Towarzystwo naukowe holenderskie, w Harlem 
ogłoszone a mianowicie: ,yLa grandę quardU4 de pauwes 
qui pese sur les etats de V Europę, doit dle etre cUtribu^, a un 
manque de moyens de subsistance, en raison des besoins d'une 
population łoujours croissarUe?*^ Kwesty a ta tak mocno 
mnie zajęła, ie wciąga dni kilku przygotowałem żądaną 
rozprawę przeczącą wnioskowaniu powyższemu, i prze- 
słałem ją na konkurs, ani przypuszczając nawet, abym za 
tę tak pospiesznie napisaną broszurę mógł otrzymać ożna* 
czoną nagrodę. Nadspodziewanie przeto o wiele póżniój, 
przez pośrednictwo ziomka jeżdżącego do Holandyi, do- 
wiedziałem się, że rozprawie tój mojój przyznano medal 
srebrny i że ją wydrukowano w tłumaczeniu na język ho- 
lenderski, wrocznikack rzeczonego Towarzystwa; sam zaś 
medal i jeden egzemplarz drukowanój rozprawy mojój, do- 
piero w lat 10 po jój napisaniu otrzymałem. 

W tóm miejscu czuję sobie za najmilszy obowiązek 
zamieścić obszerniejszą o Uniwersytecie warszawskim 
wzmiankę i wznowić z prawdziwą duszy mojej pociechą 
wspomnienie lat 12 w tym zakładzie naukowym, w towa- 
rzystwie uczonych ziomków spędzonych. 

Minister sprawiedliwości Księstwa Warszawskiego, 
Feliks Łubieński, niezaprzeczenie, pomiędzy innymi położył 
tę ważną bardzo w kraju zasługę, że ugruntował pierwszy 
kamień węgielny wyższój szkoły, na którym następnie 

6* 



Digitized by VjOOQ IC 



84 PAMIĘTNIKI 

wzuiosła się budowa uniwersytetu ojczystego; jeszcze bo- 
wiem w roku 1808 otworzył on szkołę prawa, w którźj 
prawo rzymskie, prawo dawne polskie i kodeks Napo- 
leona wykładali jużto Wincenty Bandtkie nczony prawo- 
znawca, juito inni zdolni profesorowie, którzy podjąwszy 
się nauczania wtćj szkole prawa, sami uczyć się dopiero 
musieli wykładanego przedmiotu^ mianowicie nowo wpro- 
wadzonego kodeksu francuzkiego. 

W roku zaś 1809, w dalszym ciągu, otworzyła Ko- 
misya oświecenia publicznego, wydział czyli szkolę lekar- 
ską^ w którćj wykładów nauk właściwych podjęli się naj- 
bieglejsi ówcześni lekarze. Zt^ch przeto pierwszycłi za- 
wiązków naukowych zakładów utworzył Cesarz Aleksander 
Uniwersytet królewsko-warszawski i w Najwyższym dyplo- 
mie pod dniem 19. listopada 1816 roku dlań wy dany m, 
mieści się następujące pochlebne dla kraju wyrażenie: 

^Lubo znaleźliśmy w Królestwie Polskiem rozszerzone 
światło nauk przez zaprowadzane wniem rozmaite szkoły 
i instytuta uczone ; jednak w troskliwości statecznój o dobro 
poddanych naszych, chcąc do najwyższego naukowego 
stopnia, doprowadzić oświecenie narodowe, przedsięwzię- 
liśmy ustanowić Szkolę Główną, w której młodzież naby- 
wając wiadomości w szczególnych umiejętnościach, sto- 
sownie do swych zdolności i przyszłego poważania, uspa- 
sabiałaby się na pożytecznych krajowi sług i obywateli.** 

Uroczysta inauguracya uniwersytetu odbyła się w ko- 
ściele Św. Krzyża w dniu 14. maja 1818 roku, w obec 
władz najwyższych, lubo kursą we wszystkich wydziałach 
jego już w roku 1817 otworzone były. 

Uwagi godnóm jest to : że do 35 katedr od razu usta- 
nowionych, niesprowadzono ani jednego profesora z zagra- 
nicy, lecz^ obsadzono je bądź krajowcami, bądź cudzo* 
ziemcami, od dawna w nim osiadłymi, którzy wszyscy dali 
się poznać ze zdolności swoich w zawodzie nauczycielskim, 
jużto w seminaryach, jużto w skołach prawnój i lekarskiej, 
o jakich wyżej wzmiankowałem, jużto wreszcie w innych 



Digitized by 



Google 



r 



FR. HR. SKARBKA. 85 

nakładach naukowych kraju. Zaznaczyć takie i to należy : 
će w późniejszych nawet czasachi pomimo rozszerzenia za- 
kresu wykładanych w uniwersytecie nauk, mało bardzo po- 
siłkowano się uczonymi zagranicznymi, bo ich tylko trzech 
do języków starożytnych i wschodnich sprowadzono, 
a ubytek jaki przez śmierć lub oddalenie się profesorów 
następował, zapełniano zawsze krajowymi uczonymi, w końcu 
Eaś uczniami przez sam uniwersytet już wykształconymi. 

Nie wiele było wszechnic, nawet między niemieckiemi, 
któreby miały tak obszerny zakres we wszystkich gałęziach 
nauk i umiejętności jak uniwersytet Warszawski. Składał 
się on bowiem z pięciu wydziałów, to jest: teologicznego, 
prawno-administracyjnego, lekarskiego, filozoficznego i nauk 
oraz sztuk pięknych. Nauczało zaś w nim 48 profesorów, 
spomiędzy których, kilku, różne przedmioty wykładali, 
a tem samom więcej jak jedne katedrę zajmowali. 

Lecz nietylko dla tego, że nastręczał młodzieży taką 
sposobność do doskonalenia się we wszeclistronnej wiedzy, 
był uniwersytet Warszawski jednóm z największych dobro- 
dziejstw, jakióm Cesarz Aleksander I. obdarzył Królestwo 
Polskie; lecz głównie dla tego, że wyrwał zbawienny 
wpływ na postęp oświecenia krajowego. Może bowiem 
młodzież i w zagranicznych akademiach kończyć studya 
swoje i następnie przyczyniać się indywidualnie do sze- 
rzenia nabytych przez siebie wiadomości, ale kraj cały^ 
bez porównania większe odnosi korzyści i pewniejsze czy- 
nić może postępy w oświeceniu, gdy posiada wyższy za- 
kład, w którym specyalni uczeni, pracując każdy we wła- 
ściwym sobie zawodzie, przykładają się wszyscy do wznie- 
cenia jednego centralnego przyby&u nauk i umiejętności, 
spotykających się i ścierających się tam z sobą , oraz dopo- 
magających sobie wzajemnie, by z czasem za pośredni- 
ctwem uczniów i dzieł swoich, utworzyć to, co zowią 
oświatą narodową. 

Jakkolwiek nie wszyscy profesorowie uniwersytetu 
Warszawskiego jednaką pochlubić się mogli wziętością 



Digitized by VjOOQ IC 



86 PAMIĘTNIKI 

U uczniów, to wszelakoź nie było powodów do uskarżania 
fiię na postępowanie tych ostatnich w stosunkach z nauczy- 
cielami swymi i mało zdarzyło się przykładów nieuległości, 
a żaden prawie przypadek zmowy i wystąpienia przeciw 
nim podczas wyldadu nauk. Eaz tylko miało to miejsce 
w wydziale teologicznym, przeciwko profesorowi, który nie 
z własnego popędu lecz z polecenia władzy, ze względów 
politycznych potępił zasady zawarte w dziele do wykładu 
przeznaczonem ; co było rodzajem nieoględności, należało 
bowiem starannie unikać wszystkiego tego, coby było 
wprost przeciwnem panującym wówczas zasadom liberal- 
nym; coby poczytać się dało za ubliżenie lub lekceważenie 
powołania akademika i coby trąciło postępowaniem w niż- 
szych szkołach praktykować się mogącćm. 

Profesorowie mało się mieszali do postępowania 
uczniów po za murami uniwersyteckiemi, również i rektor 
oraz dziekani, do których podobny nadzór należał, po- 
nieważ do wykonywania onego odpowiednich nie mieli 
środków; gdy zatem dążność polityczna zamieszała po- 
rządek szkolny i spokojność pomiędzy uczniami, wtedy 
ustanowiono osobną władzę kuratoryą zwaną, której po- 
wierzono nietylko policyą szkolną, ale i dozorowanie 
uczniów. Władza ta składała się z kuratora generalnego, 
będącego zarazem członkiem Komisyi oświecenia i z dwóch 
głównych inspektorów oraz z kilku podinspektorów, którzy 
mieli obowiązek uczęszczania na wszystkie prelekcye, 
jużto dla utrzymywania spokojności pomiędzy słuchaczami, 
jużto przytem dla kontrolowania samych profesorów pod 
względem tego, co i jak wykładali. Źe ci stróżowie bez- 
pieczeństwa nie na wiele się przydali, dowiedzioną to było 
rzeczą i nie było prawie przykładu , aby pośrednictwo 
ich stało się użytecznem; bo jeżeli sam profesor nie miał 
ani dość powagi, ani właściwego poważania u uczniów 
swoich, aby mógł utrzymać cichość i porządek podczas 
prelekcyi, to wdanie się inspektora niecierpianego przez 



Digitized by VjOOQIC 



FR. HR. SKARBKA. 87 

nich, nietylko mu nic nie pomogło, ale przeciwnie utrudniło 
dopięcie celu. 

W ciągu całkowitego, to jest dwunastoletniego sprawo- 
wania obowiązków profesora, nie wiałem ani jednego nie 
miłego zajścia z uczniami mymi i nie doświadczyłem nigdy 
rozmyślnego przerwania wykładu bądź przez rozmowy, 
bądź jak to zwano przez szurganie nogami.*) W razie 
jakiegokolwiekbądź przeszkodzenia preJekcyi, dosyć mi 
było przerwać na chwilę wykład i zwrócić oko w miejsce, 
zkąd hałas pochodził, aby wszyscy obecni przez sykanie, 
przerywającego do porządku nieznaglili i aby pożądana 
«pokojność niebawem przywróconą nie została. 

Akademicy składali egzamina roczne i całokursowe. 
Pierwsze odbywali profesorowie przed wakacyami we 
własnych mieszkaniach swoich, powołując na zebrania te 
po kilku lub kilkunastu uczniów, dla przekonania się przez 
ustne badania, jak dalece pojęli oni wykłady i usposobili 
się do dalszego ich słuchania; poczóm przesyłali dzie- 
kanom listy egzaminowanych, wymieniając każdego z nich, 
z jakim postępem czy celującym, czy dostatecznym, czy 
też miernym egzamin swój odbył. Uczniowie, którzy ten 
ostatni tylko stopień w głównych przedmiotach otrzymy- 
wali, byli wyłączani od zapisu na rok następny. 

Całokursowe egzamina składane były przez uczniów 
trzy i czteroletnich w zamiarze zyskania stopnia magistra 
nauki właściwój ; odbywały się one w końcu każdego roku 
szkolnego, publicznie, w głównej sali posiedzeń uniwer- 
syteckich, zwłaszcza uczniów wydziału prawa i admini- 
stracyi. Tym celem w godzinach popołudniowych zasiadali 



*) Udowodnić to mogę dziennikami każdorocznie prawo- 
dzonemi, jakie na pamiątkę zachowuję , a w ktdrych mając listy 
wszystkich uczniów moich, jak najściślej znaczyłem uczęszczanie 
przez nich i zachowywanie się ich na prelekcyach, okazywane 
zdolności, czynione postępy i t. p., co mi wszystko ułatwiało 
nadawanie właściwych a sprawiedliwych stopni słuchającym kur, 
&<5w moich. 



Digitized by VjOOQ IC 



88 PAMIĘTNIKI 

wszyscy profesorowie wydziała w togach i słuchali czterech 
do pięciu studentów całokursowych ^ i po kilkogodzinnem 
badaniu ich, przyznawali im lub odmawiali, po głosowania 
zaraz na miejscu odbytem, zwyi wspomniany stopień, jużto 
z postępem celującym, jużto dostatecznym; kto zaś otrzy- 
mał większość zdań miernych, ten magistrem zostać nie 
mógł. Ten porządek rzeczy miał miejsce i w innych wy- 
działach, z tą jedynie zmianą, £e egzamina ich odbywały 
się we właściwych tychże wydziałów lokalach , oraz z tą 
różnicą, że dla uzyskania stopnia magistra medycyny, 
trzeba było odbyć kurs pięcioletni, tudzież praktykę le- 
karską w klinice uniwersyteckiej. 

Powyższe magistrowskie egzamina, były dla uczniów 
wielkim bodźcem do nauki, bo niepomyślnie odbyty ucho- 
dził za wielkie poniżenie; skutkiem czego, ci, którzy 
w ciągu całorocznego kursu mniej pilnymi byli, w ostatnim 
roku dokładali wszelkich starań, aby tę ostatnią próbę 
szczęśliwie przebyć i niewystawić się na zawstydzenie 
przed kolegami, w przytomności których egzamin składali, 
a przytem w razie otrzymania stopnia celującego, zasłużyć 
aby być przez nich z pewnym rodzajem tryumfu z sali 
wyprowadzanymi. 

Prócz tego, do współubiegania się o chwałę naukową 
pobudzało akademików także ustanowienie zadań konkur- 
sowych, przez wszystkie wydziały uniwersytetu corocznie 
ogłaszanych, a rozwiązywać się mogących przez wszyst- 
kich zapisanych uczniów, bez różnicy wydziału, do któ- 
rego należeli, z czego nieraz wynikło i zdarzyło się, że 
student prawa otrzymał nagrodę za rozprawę lekarską 
i wzajemnie. Nagród zaś tych było trzy, to jest medal 
złoty, medal srebrny i pochwała, które rozdawano na pu- 
blicznych posiedzeniach uniwersytetu. Było to prawdziwie 
święto akademickie, najmilszy może w życiu objaw uzna- 
nia dla autora uwieńczonej rozprawy; wielka zachęta do 
poświęcania się naukom, a zarazem pożądana pociecha 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 89 

dla nauczycieli, którzy w postępach uczni swoich dobrze 
zasłużoną dla siebie upatrywali nagrodę. 

Publicznych posiedzeń odbywał zwykle uniwersytet 
dwa do roku, to jest: jedno przed rozpoczęciem nowego 
kursu nauic, w rocznicę założenia swego, drugie w końcu 
roku szkolnego, na uczczenie pamiątki uczonych rodaków, 
na którym czytano życiorysy tych mężów, nekrologi zmar- 
łych profesorów uniwersytetu, oraz inne naukowe roz- 
prawy; poczóm ogłaszano zdania wydziałów o konkurso- 
wych wyżej wzmiankowanych rozprawach i wreszcie, jak 
to już wspomniałem, rozdawano nagrody za nie prze- 
znaczone. 

Uniwersytet miał swoje oddzielne prawa, któremi się 
rządził za pośrednictwem jużto rektora i pięciu dziekanów 
składających radę uniwersytecką, jużto rad wydziałowych 
złożonych z dziekanów i profesorów w nim wykładających. 
W nadzwyczajnych zaś, lecz rzadkich wypadkach, jakoto 
przy wyborze rektora, oraz gdy szło o przeprowadzenie 
jakiój nowej ustawy dla uniwersytetu i t. p., zbierało się 
wtedy ogólne posiedzenie, na które zapraszano wszystkich 
profesorów radnych i stałych, obradować mających pod 
przewodnictwem rektora. 

Podobnych posiedzeń pamiętam dwa: to jest jedno 
po upływie czteroletniego urzędowania rektora księdza 
Szwejkowskiego, który na dalszy czas na nowo obranym 
został; drugie w przedmiocie emerytury dla stanu nauczy- 
cielskiego; trzecie zaś tego rodzaju zebranie, lubo ogło- 
szone, nie przyszło do skutku, z rozporządzenia zwierzch- 
niej władzy, która w miejsce odbycia wyboru nowego rek- 
tora, dawnego, to jest księdza Szwejkowskiego, na tóm 
stanowisku utrzymać uznała właściwóm, a to z powodu 
iż nie życzyła sobie, abym ja nim został. Dowiedziidem 
się o tóm z pośmiertnych notatek Tymoteusza Lipińskiego, 
byłego urzędnika kommisyi oświecenia, który w nich wy- 
raźnie nadmienia „iż obawiano się, aby nie obrano rekto- 
rem Fryderyka Skarbka profesora nauk administracyjnych 



Digitized by VjOOQ IC 



90 PAMIĘTNIKI 

zbyt młodego, a uchodzącego za liberalistę, człowieka, 
który miał za sobą znaczną partyą." 

Między przywilejami uniwersytetu był i ten, ie miał 
on prawo własnej cenzury dzieł przez profesorów swoicłi 
wydawanych, czego sam doświadczyłem ogłaszając dru- 
kiem pierwszą edycyą dzieła mego: Ogólne zasady nauki 
gospodarstwa narodowego, na którem na odwrotnej stronie 
tytułu wydrukowano tylko wyrazy „z wiedzą i wolą uni- 
wersytetu" i dopiero drugie wydanie w r. 1859 otrzymało 
sankcyą cenzury rządowój. 

Gdyby nie okoliczności ówczesne, a zwłaszcza też 
panująca w całćj Europie choroba towarzystw tajnych, to 
byłby uniwersytet Warszawski mógł się był rządzić włas- 
nemi prawami i utrzymywać sam karność szkolną pomiędzy 
uczniami swymi; ale ponieważ akademicy nasi ulegająe 
dwoistemu szkodliwemu wpływowi, jużto raz tradycyl z aka- 
demii niemieckich przeniesionych, jużto drugi raz objawowi 
krajowego ducha publicznego, roznamiętniali skutkiem nich, 
młode pojęcia swoje, tćm samom popchnięci zostali w za- 
męt politycznych wypadków, które upadek swobód naszych 
przywiodły. 

Z razu te stowarzyszenia akademików były zupełnie 
niewinnemi, a niektóre z nich nawet śmiesznemi. I tak, 
pewna liczba uczniów niższego pochodzenia, po większo) 
części do wydziału lekarskiego należąca, zbierała się na 
Starem-Mieście i formowała jawne poniekąd zgromadzenie 
z nazwiskami i obrzędami z hierarchii kościelnój wziętemi, 
które nie miało żadnego innego celu, oprócz odbywania 
uroczystych ingresów nowych adeptów, zasilania się ciągle 
piwem i spędzania wśród tych libacyi na rozmowach i za- 
bawach nocy całych, po których za otworzeniem kościo- 
łów udawano się zbiorowo do Fary ń tam przez kilka 
godzin san)^ pieśni nabożne śpiewano. 

W pierwszych latach otwarcia uniwersytetu, zaczęli 
akademicy używać odróżniającego ich stroju, to jest ka- 
mizelek kolorowych naśladujących żupany przodków na- 



Digitized by VjOOQ IC 



FK. HH. SKARBKA. 91 

szychy wołoszek z potrzebami i czapek polskich ; lecz przy- 
branie to, do którego znaczenie polityczne przywiązywano, 
nie mogło się podobać władzy, zakazano go przeto i na- 
tomiast zaprowadzono oddzielny mundur akademicki, który 
z początku z musu tylko noszony, stał się później upodo- 
banym godłem akademickiem. 

Istnienie uniwersytetu naszego otwor/.yło dla ludzi 
nabytej już wiedzy, a chciwych rozwoju takowej, obszerne 
stosunki towarzyskie. Profesorowie jego mieli sposobno&ó 
zbierania się i udzielania sobie wzajemnie kaidy z wła- 
ściwego zawodu swego, wiadomości naukowych jużto 
w samym uniwersytecie, jużto w Towarzystwie Przyjaciół 
Kauk, do którego wszysczy prawie należeli, jużto w ma- 
łych kółkach wieczornych schadzek kolejno w mieszka- 
niach swych odbywanych. To ciągłe oł)cowanie z sobą, 
ludzi specyalnym umiejętnościom oddanych, wpływało nie 
mało na gruntowne ich wykształcenie przy obznajmiania 
się z przedmiotami im obcemi i przyczyniało się do sze- 
rzenia wszechstronnego oświaty. Obok tych stosunków 
koleżeńskich samych profesorów, zawiązywały się i po- 
stronne z osobami, do tak zwanego wielkiego świata na- 
leżącemi, skutkiem ogólnego poważania, jakiem otaczana 
w pierwszych domach stolicy ówczesnych uczonych; eo 
znowu korzystnie oddziaływało na ogładę naukowych lu- 
dzi, którzy nie zawsze ze zwyczajami wyższego towarzy- 
stwa są oswojeni. 

Uniwersytet Warszawski nie stanowił zbiorowego ciała 
naukowego, nie odbywał jako takie żadnych zebrań, nie 
ogłaszał pism w swojóm imieniu 1 nie wydawał sądu 
o obcych dziełach w zawodzie umiejętności i literatury. 
Czasem tylko na wezwanie rządu, właściwe wydzisdy udzie- 
lały mu zdania swe w przedmiotach prawodawczych i tech- 
nicznych, Jedynemi pracami naukowemi, dokonanemi z udzia- 
łem i wpływem Uniwersytetu, były rozprawy i żywoty 
uczonych rodaków, które czytano na dorocznych publicz- 
nych posiedzeniach i drukowano takowe w oddzielnych 



Digitized by VjOOQ IC 



92 PAMIĘTNIKI 

poszytach podtytułem: ^Posiedzenia publiczne Królewsko - 
Warszawskiego Uniwersytetu^, które wszakże bardzo mało 
pomiędzy publiczność rozchodziły się. 

IX. 
Udział mój w Towarzystwie Przyjaciół Nauk. 

W krotce po wejściu mojóm do Uniwersytetu War- 
szawskiego wybrany zostałem na członka Towarzystwa 
Przyjaciół Nauk. Zaszczyt ten winien byłem częścią ob- 
jęciu katedry ekonomii politycznej, częścią ogłoszeniu dru- 
kiom pieśni Aiwkreona, oraz innych tłumaczeń i artyku- 
łów w pismach publicznych zamieszczanych, o których 
wyżej już wspomniałem. 

Na publieznćm posiedzeniu rzeczonego Towarzystwa, 
w dniu 30. kwietnia 1821 roku odbytom, stosownie do 
przyjętego zwyczaju, tak w imieniu własnóm, jako i ra- 
zem ze mną powołanych nowych członków, miałem mowę 
dziękczynną za wybór ten. Przemówienie to znamionuje 
się ówczesną dążnością liberalną, a ponieważ wszelkie 
polityczne rozprawy wyłączone były z przedmiotów, ja- 
kiemi się Towarzystwo zajmowdo , przeto założyłem sobie 
mówić o idealnym utworze rzeczypospolitćj nauk, aby pod 
zasłoną allegoryi, oddać cześć zasadom, któremi wtedy 
wszystkie umysły były owładnięte i w te słowa się ode- 
zwałem: 

„Szanowne Przyjaciół Nauk grono! 

„Powołani zaszczytnym wyborem do uczestnictwa 
w pracach Waszych, nowo przybrani członkowie Towa- 
rzystwa, składają Wam uroczyste dzięki swoje, za ten 
chlubny dowód położonej w nich ufności. Wstąpienie do 
grona Waszego, zjednywa im życzliwych przyjaciół i bez- 
stronnych sędziów prac własnych, otacza ich po części 
tóm poważaniem, które świat uczony całemu Towarzy- 
stwu przyznał i wkłada na nich trudny obowiązek oka- 
zanęa s iigodnymi wyboru i nadziei Waszych. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 93 

„Wchodząc do Towarzystwa Przyjaciół Nauk, stali 
fiię oni członkami jednój osady tej wielkiej rzeczypospo- 
litej, którój kardynalną ustawą jest oświata ludzkości; 
prawidłami rządu wewnętrznego prawdy w naukacli i umie- 
jętnościacłi docieczone; a przewodniczącą władzą, rozum 
umiejący odróżnić tę prawdę od błędu. Osiągnąwszy wy- 
soki zaszczyt obywatelstwa tój rzeczypospolitój^ niechaj 
mi wolno będzie cieszyć się widokiem tego pięknego pań- 
stwa i wspomnieć o obowiązkach, jakie to prawo obywa- 
telstwa na nas wkłada. 

„Nieścieśniona w blizkich granicach, w których cu- 
dzoziemszczyzna z całym uciskiem zakazów i ograniczeń stoi, 
rozciąga się rzeczpospolita nauk po całej kuli ziemskiej, 
gdzie tylko się człowiek władz duszy nie wyparł i używać 
ich umie ; gdzie choć tylko pewna liczba wybranych, święty 
ogień nauk przed zalewem ciemnoty chroni. Nie dumna 
potęgą światową, ani chciwa władzy i przemocy, szerzy 
ona rządy swoje tam jedynie, gdzie potrzeba oświaty jej 
opieki żąda; gdzie oświecona ludność dobrowolnie jej 
władzę uznaje, opierając całą siłę i potęgę swą na mi- 
łości i zaufaniu poddanych. Uczestniczka chwały, a obca 
słabościom rodu ludzkiego, zbogacona doświadczeniem wie- 
ków, przyspasabia zwolna całą ludzkość do przyjęcia tego 
światła, które ścisły związek między pomyślnością ludów, 
a udoskolaniem nauk ukaże i uwielbić pozwoli. 

„Jakiż to wielki prawodawca, państwa tego ugrun- 
tował podstawy? Zkąd czerpał tej wysokiej mądrości 
prawidła, któremi się ona od tylu wieków rządzi? Na 
czem oparł silne rękojmie stałości, porządku i jednomyśl- 
ności wszystkich tego państwa obywateli? 

„Wyższa nad poziome domysły władza była prawo- 
dawcą wielkiej rzeczypospolitej nauk; ta sama niepojęta 
potęga, która człowiekowi czuć i myśleć dozwoliła, za- 
szczepiła w sercu jego zdolność i chęć udoskonalenia istoty 
swojej, a czyste światło, które sprzyja tej dążności, obu- 
dzą w umyśle uczucie wyższego powołania człowieka. 



Digitized by VjOOQIC 



94 PAMIĘTNIKI 

wpaja zamiłowanie naak i wspiera usiłowania o postęp 
oświaty. Nie w osobnym zbiorze ustaw piętnem niedo- 
skonałości ludzkiej oznaczonych, nie w pamięci pokoleń, 
ani w najtrwalszych rę^i ludzkiej pomnikach ; lecz w sercu 
człowieka zachowane są te kardynalne ustawy, któremi 
się naukowa społeczność rządzi. Odwieczny jdj prawo* 
dawca nie poruczył osobom zwierzchniej władzy tego pań- 
stwa, lecz oddał pod sąd własnego przekonania i opinii 
publicznćj, wszelkie postępki jego członków; a ukrywając 
przed ich słabym wzrokiem ostateczny stopień doskona- 
łości, rzucił promień światła na drogę, która do niego 
prowadzi i jeden cel usilnćj dąiności wszystkich naznaczył. 

„Ktokolwiek poważył się kiedy unieść myśl śmiałą 
po za granice zmysłowego świata, kogo szlachetny zapał 
do nauk porywa, komu oświata ludzkości jest drogą, ten 
zna zapewne obowiązki, jakie naukowa ojczyzna na niego 
wkłada. Jeżeli zatćm zechce badać dzieje światowćj po- 
lityki, ileżto w nićj ważnych znajdzie dla siebie przestróg, 
które mu wskażą, czego się najbardziej w umysłowym za- 
wodzie wystrzegać powinien. 

„Jeżeli zadziwia pojęcie harmonii^ układ całego przy* 
rodzenia, w któróm wszystko odwiecznym prawidłom po- 
rządku podlega, a nic dowolności zostawione nie jest, 
jakże smutnóm dla przyjaciela ludzkości jest to dostrze- 
żenie, że ludzie w układzie politycznym narodów tego cu- 
downego wzoru naśladować nie umieją. Ukryte są jesz- 
cze w doświadczeniu przyszłych wieków i przyciśnione 
brzemieniem doznać się mających nieszczęść te zasady, 
na których się niezmienność towarzyskiego układu i po- 
myślność narodów opierać mają. 

„Dowolność, to konieczne słabości ludzkiej następ^ 
stwo, obala pierwsze społecznego porządku podstawy i pięt- 
nom niedoskonałości, zamiary działania i same ustawy to-^ 
warzyskie naznacza. Lecz tam, gdzie panuje wbidza 
wyższa nad przymioty i słabości ludzkie, gdzie rozum wo- 
dze rządu trzyma, tam dowolność, ani praw stanowić, ani 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 95 

uległości zDaleść nie potrafi. Ukształcony umysł człowieka, 
sięgnął do tajników przyrodzenia, odkrył wszędzie nie- 
wzruszony porządek i harmonijne sił działanie, a zamie- 
niając dostrzeżenia swoje w prawdy naukowe, oznaczył 
nieomylną drogę, którą do udoskonalenia dążyć należy. 
Odtąd znikła dowolność z przybytku nauki i przekonano 
się: że osiągnienie wyższego stopnia doskonałości umy- 
słowej od najtrafniejszego naśladowania natury zależy. 
Dziś, wyższy nawet geniusz, który naukę do tej mety 
zbliżyć usiłuje, nie może w śmiałym polocie swoim, na- 
ruszać odwiecznych prawideł porządku. 

„Poglądając na rozliczne ludy na kuli ziemskićj osiadłe, 
jestże między nimi taki, w którymby albo zupełna bez- 
władność albo rozdwojenie interesów i brak jednomyśl- 
ności nie panowały ? Rozdzieleni na stronnictwa synowie 
jednój ojczyzny wiodą ze sobą spór zacięty o przewagę 
w sprawach pospolitych o prawomocność zdania, czasem 
tylko przez namiętności popieranego, a którakolwiek strona 
zwycięzko z tej walki wychodzi, zawsze pomnik jej try- 
umfu na grobowcu zgody, jednomyślności i ducha naro- 
dowego wznosić się masi. Nie tak się dzieje w świecie 
naukowym. Są w nim wprawdzie stronnictwa, różne zda- 
nia i systemata, są walki na polu nauki, o wyższość jed- 
nej teoryi nad drugą, ale te starcia różnych zdań, dopro- 
wadzają ostatecznie do lepszego wyjaśnienia prawdy i nigdy 
klęsk na ludzkość nie ściągają. Jeżeli kiedy powstawał 
spór o wyższość jednej nad dragą nauki, dowodem tego 
było, że ci co go wiedli, byli jeszcze cudzoziemcami w krai- 
nie myśli i rozumu, lecz prawdziwy tego kraju obywatel 
odda cześć w czemkolwiekbądż, celującemu geniuszowi, 
a znając ścisły związek między wszystkiemi naukami za- 
chodzący, poświęci całą gorliwość tej, która główny przed- 
miot pracy jego stanowi, a cieszyć się będzie z rychlej- 
szego postępu tej, która się więcćj do kresu udoskonale- 
nia zbliża. 



Digitized by VjOOQ IC 



96 PAMIĘTNIKI 

Jeżeli przyjaciel ludzkości smutnem pogląda okiem 
na granice tych krain, które jedne tylko rodzaju ludzkiego 
kształcićby powinny ojczyznę, jeśli widzi w jednych, ty- 
siące ludzi w nędzy pogrążonych, dlatego; ie im pod inną 
strefą żyznej ziemi zyskownego nie wolno szukać zatrud- 
nienia; a u drugich, spostrzega rozproszone po dzikich 
jeszcze polach, nieliczne i nieoświecone plemiona dla tego; 
że do nich obcy przemysł i obca oświata trafić nie może; 
jakże się umysł jego pocieszy, gdy myśl swoje ku tej 
zwróci strefie, dla której ani przemoc, ani niedołężność, 
nieodzownej nie naznaczyła granicy; w której geniusz 
nowe objawiający prawdy, podobny do promienia pogodny 
dzień zwiastującego , zbogaca pojęcia , obala przesądy, 
tworzy nowe wyobrażenia i niesie pochodnię światła 
między ludzi bez różnicy narodu, wyznania i języka! 

O! trzykroć szczęśliwy ten, kto myśl wolną nad po- 
ziom wynieść potrafił i dostrzegłszy harmonijne wszystkich 
nauk dążenia, im swoje najgorliwsze chęci i wszelkie zdol- 
ności poświęcił! Jemu droższą się jeszcze stanie ojczyzna, 
której Icpiój dług obywatelstwa wypłacić zdoła; on szcze- 
rzej zamiłuje bliźnich, których oświecać potrafi; dla niego 
lżejszym będzie ciężar przeciwieństw i przygód pożycia, 
bo je mężnićj zniesie, bo latwićj w sobie samym pociechę 
w utrapieniu znajdzie. Jego blask dumy nie uludzi, jego 
wielkość znikomego zaszczytu nie oślepi, bo ani tej nie 
pozazdrości nikomu, ani przed tamtą nie uderzy czołem. 
Mierząc rozległość zawodu, jaki ma przed sobą i oceniając 
słabość sił własnych, przyjmie skromność za godło czyn- 
nego życia, a jeśli kiedykolwiek podda posłuszne swe 
skronie pod bluszcz, którym przyjacielska uwieńczy go 
ręka, wtedy z trwogą od tej chwili myśleć będzie, czy mu 
takowego sprawiedliwa nie odbierze potomność. 

W roku 1822 na drugiem z kolei publicznćm posie- 
dzeniu Towarzystwa czytałem rzecz: O poprawie moralnej 
winowajcóio w więzieniach, przedmiot który następnie tak 
mocno mnie zajmował, a w którym długoletnie doświad- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 97 

czenie przekonało mnie: że to, com wtenczas ogłaszał, było 
tylko marzeniem, dalekićm od wjrpadków rzeczy wisty ełi< 
W roku zaś 1823 czytałem znowu rozprawę: o kasacli 
zasiłku i oszczędności, cbcąc wzbudzić przeświadczenie 
o użyteczności i potrzebie podobnych zakładów, które 
dopiero we dwadzieścia lat późniój, udało mi się w życie 
wprowadzić. 

W następnym i^okii , w którym Towarzystwo mogło 
już odbywać posiedzenia swe w gmachu własnym , jaki 
dlań szczodrobliwość Staszica przysposobiła, powziąłem 
z kolebami mymi myśl oddania publicznego hołdu czci 
i poważania temu znakomitemu przyjacielowi ludzkością 
a to w sposób , aby nie wiedział wcale o tem , że Czy- 
tać się miana na publicznem posiedzeniu rozprawa, je- 
dynie jemu poświęconą będzie. Tę rozprawę przeto na- 
pisałem pod ogółowym tytułem: „O dobroczynnym za- 
Uądzie dla rolników^ i w nićj opisałem zakład Hrubie- 
szowski dla mieszkańców dóbr tych Staszica, przez niego 
założony. Eozprawa ta przeszła wedle przyjętego zwy- 
czaju, przez właściwy wydział, ale bez udziału PrezesaŁ, 
który nie wiedząc, co w sobie zawiera, w zagajeniu posie- 
dzenia w ogólnych wyrazach tylko wzmiankę o niej uczy- 
niŁ Gdym z kolei zabrał głos i gdym po wstępie przy- 
stąpił do opisu wzmiankowanej instytucyi, niemało zdziwił 
się zacny jój założyciel, i widocznie rozczulony, oparł się 
na stole, zakrył twarz rękami i wtój pozycyi przez cały 
czas mowy mojej siedziała chcąc ukryć przed publicznością 
wzruszenie swoje. Przemowę moją zakończyłem następu- 
jącem wynurzeniem powszechnego uwielbienia, które na- 
stępnie w ogólną oznakę wdzięczności i poważania zaniie- 
niło się i przez wszystkich obecnych tak członków Towa- 
rzystwa jako i obcych głośno objawionóm zostało: 

„Oto jest zbiór zasad, które służą za podstawę To- 
warzystwu rolniczemu, przez dobroczynność jednego męża 
zawiązanemu; oto obraz szczęścia i swobody kilkuset 
rodzinom na wieki zapewnionych; oto ten wzór rzadkiej 

Pamiętniki Fryd. hr. Sk&rbka. 7 



Digitized by VjOOQ IC 



98 PAMIĘTNIKI 

cnoty i prawdziwie ludzkiej instytucyi, jaki zchinbą ob- 
cym do naśladowania podać możemy.... Mamże jeszcze 
wymienić nazwisko tej osady, i jej czcigodnego założy- 
ciela? Skromność jego nakazuje milczenie, lecz wdzięcz- 
ność tylu uszczęśliwionych rodzin i uwielbienie narodu, 
zbyt głośno same przemawiają, bym ciebie zacny prze- 
wodniku prac naszych, czułem nazwiskiem ojca błogosła- 
wiących cię, Hrubieszowskich pokoleń mianować potrze- 
bował. Uszło baczności twej to pisemko moje; nie wie- 
działeś i na chwilę przed zebraniem przezemnie głosu, że 
o twoim wiekopomnym czynie mówić zamyślam; cierpi 
niewątpliwie szlachetna skromność twoja na wyrazach czci 
i uwielbienia, jakie ci poświęcam. Ale pomnij, że tylko 
niezasłużona chwała uwieńczonego czoła podnosićby nie- 
powinna; że prawdziwa zasługa w obec całego świata^ 
równo śmiało jak przed własnem sumieniem, z pomnikiem 
własnych czynów wystąpić może. Pomnij i na to: że te 
wyrazy, są zarazem hołdem wdzięczności Towarzystwa, 
które ci tyle już winno, i dzisiaj jeszcze nowy dług, za 
dane mu schronienie, względem ciebie zaciąga; tłumacz 
uczuć kolegów moich, chciałem ci wynurzyć tę wdzięcz- 
ność i to uwielbienie jakiemi dla ciebie są przejęci... 
Mógłżem lepiej odpowiedzieć zamiarowi, jak kreśląc wierny 
obraz jednego z najpiękniejszych dzieł twoich? Możeź; 
wdzięczność tkliwszym przemówić językiem, skoro dobro- 
czyńcy swemu za to cześć składa, co on dla innych uczynił? 
Nie niosę ci pochlebnych a czczych wyrazów w ofierze, 
lecz wieniec zasługi, jaki koledzy twoi, dziś na sędziwych 
twoich skroniach złożyć pragną; uwity on jest z kwiatów 
przez ciebie samego na polu cnoty zebranych. Żadna za- 
wiść, żadna złość ludzka, ani ci go wydrzeć ani zwięd- 
nienia onego dopuścić nie może." 

„Niechaj ta myśl pocieszająca, niechaj ten swobodny 
głos^ wewnętrznego przekonania, nadgrodą twoją będzie; 
a jeżeli kiedy zapuścisz spokojnie oko twe w daleki zawód 
przyszłości, ujrzysz tam obok Hrubieszowskich pokoleń, 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 99 

następnych członków Towarzystwa naszego, na jednym 
ołtarzu hołd wdzięczności składających tobie." 

Posiedzenie, na którćm miałem powyższą mowę, stało 
się z powodu tego poniekąd uroczystym obchodem objęcia 
w posiadanie gmachu dla Towarzystwa przez Staszica 
wzniesionego. Po skończeniu posiedzenia tego, nastąpiło 
osobiste wynurzenie uczuć Prezesowi ze strony wszystkich 
obecnych członków, za które rozrzewniony Staszic, ser* 
decznie każdemu dziękował, a mnie w szczególności uści^ 
skał za oddanie mu hołdu powszechnego. Publiczność 
zaś zwolna rozchodząc się, brała udział w tych szczerych 
objawach, wszyscy bowiem przejęci byli czcią dla Staszica 
i widzieli w nim przedmiot poważania dla całego narodu. 

Uczucia te, nie były zmyślone, ale powiedziałbym 
wymuszone na każdym i na całej opinii publicznej, przez 
wpływ jaki wywierać musiał na umysłach rzadki przykład 
człowieka, który nic nie robił dla siebie, a wszystko po* 
święcał dla dobra ludzkości i ojczyzny swojej. Mówię że 
były wymuszone, bo Staszic nie należał do rzędu ludzi, 
którzy słodyczą charakteru i uprzejmością w obejściu, 
przyciągają do siebie i jednają sobie przychylność. Pod 
względem zasad politycznych, nie dzielił on wcale zdań 
ultraliberalnych , lecz powstając przeciwko despotyzmowi 
i marząc o usamowolnieniu ludów, był nieraz sam despo- 
tycznym w urzędowania swojem i z tego powodu licznych 
miał przeciwników. Powierzchowność jego, wprawdzie 
miła i poważna, była nieraz przedmiotem żartów, w skutku 
niedbałości o siebie samego, pod względem jużto ubiorO) 
jużto mieszkania i ekwipażu, słowem całego sposobu życia. 
Gruntownie uczony i opiekun tak nauk, jako też tych, 
którzy im się poświęcali, był rzec śmiało można dziwacz- 
nym pisarzem, kiedy go porywała poetycka wena opie- 
wania niemiarowym i nierymowym wierszem „Eodu ludz- 
kiego** językiem prawie dla nikogo z ziomków niezrozu* 
miałym. Pomimo tego wszystkiego , przez niezachwianą 
prawość i moc charakteru, przez sposób użycia majątku 

7* 



Digitized by VjOOQ IC 



100 PAMIĘTNIKI 

swego i przez wyrzeczenie się wszelkich względów osobi- 
stych dla dobra kraju, zjednał sobie wreszcie takie pow- 
szechne poważanie, jakiego nie osiągnął żaden inny poje- 
dynczy obywatel, który stanowczo na los kraju nie wpływał- 

Staszic umarł dnia 20. stycznia 1826 roku, przemógłszy 
szlachetną dążnnścią swoją nad wszystko , co się w nim 
współczesnym nie podobało, tak dalece, że zgon jego wzbu- 
dził nietylko żal powszechny, ale i taki szał uwielbienia, 
jaki się rzadko gdzie i kiedy bez pobudek politycznych 
przy pogrzebie znakomitego męża objawia. 

Pogrzeb ten stał się niespodzianie obchodem narodo- 
wym przez nikogo naprzód niezapowiadanym , z niczyjój 
strony nietamowanym, a pomimo tego tak świetnym, i z tak 
jednomyślnem uznaniem czci i uwielbienia odbywanym, 
iżby rozumieć można było ; że istniała jakaś zmowa mię- 
dzy całą ludnością Warszawy, celem wyniesienia zmarłego 
nad wszystkie znakomitości krajowe, wówczas przy życiu 
zostające. Było to tern ważniejszem, że Staszic, jak to 
już nadmieniłem, nie używał politycznej popularności; że 
był wysoko ceniony przez władze, a w szczególności na- 
miestnika, że słowem nie był tym koryfeem opinii pu- 
blicznój, którego okrzykami witają i na rękach noszą. 

A jednak cała ta ludność stolicy poniosła go do grobu 
i to o milę drogi, bo od gmachu Towarzystwa Przyjaciół 
Nauk do. kościoła księży. Kamedułów na Bielaniach, przy 
którym chciał być pochowanym, i dosłownie poniosła go 
na rękach swoich; bo naprzód członkowie Towarzystwa, 
wynieśli z przedsionku gmachowego ubogą trumnę zawie- 
rającą tak drogie im szczątki, i następnie oddali ją aka- 
demikom, którzy jój nie popuścili aż do samego miejsca 
wiecznego spoczynku. Za nimi zaś szło kilkadziesiąt ty- 
sięcy ludzi przez miasto, wktórem wszystkie sklepy były 
zamknięte; wszyscy pieszo, po śniegu, w dzień mroźny, 
jakby na dowód , że żal narodowy tę pielgrzymkę ogółowi 
nakazał. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 101 

Dzień ten liczyć mogę do najpamiętniejszych wżycia 
mojem, bo nigdy jako mówca nie miałem równego powo- 
dzenia, jak wtedy, gdy mi pożegnanie zwłok Staszica 
w imieniu Towarzystwa Przyjaciół Nauk przy pogrzebaniu 
icli w kościele Bielańskim , w zaszczytnym dostało się 
udziale. Ale do tego przeważnie dwie przyczyniły się 
okoliczności, to jest: raz, uniesienie, jakiem wszyscy 
uczestnicy w tym obchodzie przejęci byli; powtóre, zapał 
i miłość uczniów Uniwersytetu, którzy takowemu prze- 
wodniczyli. Oni to widząc, że się wtłoczyć nie zdołam 
do kościoła, porwali mnie na ręce i ponieśli po nad gło- 
wami wszystkich aż do katafalku ; oni również w ten sam 
sposób po skończonój mowie, wynieśli mnie z kościoła, 
z tym jeszcze dodatkiem: że podając sobie mnie nawzajem, 
każdy odbierający uściskał mnie i następnemu do uściska- 
nia oddawał, a to aż do chwili, w której, z rąk do rąk 
przerzucany, postawiony zostałem nareszcie na ziemi, przed 
wykopanym Staszica grobem, do którego wpuszczono trumnę 
ze wszystkiego obdartą, bo akademicy rozerwali pomiędzy 
siebie i całun i blachy i antaby tój trumny. 

Oto jest ta mowa: 

„Darujcie jeszcze jedne chwilę rozstającym się z uwiel- 
bionym mężem 1 darujcie mi tę chwilę żałości ! pobłażajcie 
rozrzewnionej wdzięczności, któraby wątpić jeszcze chciała, 
że przyjaciel ludzi, po nagrodę na łono Boga się przeniósł. 
Za chwilę spuścimy do grobu, do znikome znamię czło- 
wieka; usłyszymy przerażające uderzenie ściętych brył 
ziemi o ostatnie schronienie, ręką ludzką dlań zbudowane ; 
za chwilę, ujrzymy mogiłę, którą łzy wdzięczności użyźniać 
będą. Tak jest: łzy przyjaźni i wdzięczności, jużto nas 
przyjaciół Staszica, jużto wszystkich prawych obywateli, 
którzy wielkość straty narodu cenić umieją. Ileżby możny 
bogacz dał za jedne łzę taką, którćj całem bogactwem 
8wem okupić nie zdoła? 

„Niestety ! przerzadza się coraz bardziej ten nie wielki 
szereg mężów, którzy ocalali zokropnój powodzi narodo- 



Digitized by VjOOQ IC 



102 PAMIĘTNIKI 

wość uaszę w otchłań zapomnienia unoszoną; którzy na 
ojcowskiem łonie, pierwszą nadzieje odrodzenia narodu 
wypielęgnowali, i z równie wiernem sercem, z równem 
zawsze poświęceniem, dzieło wiekopomnego Wskrzesiciela 
Polski wspierali. 

„Oto macie przed sobą zwłoki takiego wzorowego 
syna ojczyzny! Zapytajcie się starszych braci waszych, 
wy, którzy tak daleko nie zasięgacie pamięcią, jakim był 
Staszic w ostatnich chwilach gasnącej ojczyzny? Dzieje 
i pamięć narodu, w rzędzie prawych i wiernych jój synów, 
imię jego umieszczą. Pod obcym rządem, gdy pokój 
i handel, bogactwa zbierać i trwonić je lekkomyślnie do- 
zwalały, on znaczne dochody swe, zaoszczędzać umiał 
w nadziei; że one kiedyś w usłudze kraju, będzie mógł 
poświęcić. Jedna myśl tylko wówczas umysł jego zaj- 
mowała; wymierzonym był cios śmiertelny na zagładę 
ostatnich narodowości znamion, trzeba było ocalić język 
i historyą krajową, Staszic więc był jednym z założycieli 
Towarzystwa, które się temu szczególniej oddało. Widzie- 
liśmy go później, jak z całą siłą doświadczeniem uzbrojo- 
nego umysłu, gdy pierwsza, powstania ojczyzny zajaśniała 
gwiazda, nad przywróceniem narodu pracował. Ów mąż 
nauki i pokoju wtenczas tylko o wojsku i zbrojnych szy- 
kach myślał, gdy wiedział, że jedynie krwią i wojennym 
znojem, łudzące nas nadzieje ustalić i w rzeczywistość 
zamienić można było. Gdy więc wielki dawca pokoju 
Europie i kraj, który wskrzesił, darami takowego obda- 
rzył, uznał wtedy Staszic; że szczęście narodu wymagało, 
aby obywatele jego, krzewieniem oświaty i dźwignią upa- 
dłego przemysłu, gorliwie się zajęli. Z niezrównanem za- 
tem poświęceniem, w urzędowaniu swojóm do tego uprag- 
nionego zmierzał celu, a to ztem we wszystkich czyn- 
nościach publicznych umiarkowaniem, jakie prawego oby- 
watela i wiernego poddanego znamionują. Z wytrwałością 
przeto w raz przejętych przez siebie zasadach, przebiegł 
on zawód publiczny, zyskał ufność Monarchy, miłość i sza- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HK. SKARBKA. ]03 

cunek współobywateli i rzadki wzór do naśladowania na- 
stępcom swoim zostawił. 

„Najwyższycłi dostojeństw w kraju, szczytnych zna- 
mion zasługi publicznej, wreszcie obfitych dostatków, 
wszystkiego tego dostąpił Staszic w ciągu czynnego życia 
swego; lecz się nigdy dumą nad innych nie wynosił i ni- 
czem się z pozoru od pospolitego człowieka nie różnił. 
Mocno przejęty tą prawdą: że wartość każdego leży 
w cnocie, a nie w powierzchownym zaszczycie, nie jaśniał 
nigdy zewnętrznym blaskiem, ale jaśniał zawsze wielkiemi 
duszy przymiotami. 

^Skromny, odzieżą niemal ubóstwa odziany, żadnćj 
wyszukanój potrzeby nieznający i wszelkich przyjemność^ 
życia odmawiający sobie, był on bogatym człowiekiem; 
ale w jakimże celu oszczędzał? w jakim zbierał mienie, 
gdy sam z niego nie korzystał? Pomniki sławy narodowej, 
przez niego wzniesione, węzłem przyjaźni skojarzone muzy 
polskie, wspaniałym przybytkiem od niego uposażone ; kil- 
kaset rodzin rozlicznych, do rzędu właścicieli ziemi wynie- 
sionych; tysiące ubogich wspartych; krocie sierot i kaleka 
najpóźniejszych pokoleń przytułkiem obdarzonych, oto są 
dzieła jego bogactwa: dla nich on zbierał i oszczędzał 
dostatki, dla nich się wyrzekł tego co doczesne szczęście 
ludzi stanowi. 

„Miały już starożytne wieki mężów, którzy ze szczytu 
potęgi i władzy, ubogimi do grobu wstępowali; liczyła 
już ludzkość wielu takich dobroczyńców, którzy spędziwszy 
życie wswobodnem dostatków używaniu, wielkie majątki 
swe, wsparciu cierpiących bliźnich, lub dobru publicznemu 
poświęcali; lecz mało nader w dziejach świata, znajdzie 
przykładów takich, którzyby z uszczerbkiem własnych po- 
trzeb i przyjemności pożycia, na to tylko zgromadzili ma- 
jątek, by go potem jako źródło dobra pospolitego na kraj 
własny przelać, wtedy gdy już wszelka pochwała i głos 
wdzięczności narodu obcemi dlań będą. Szczyćcie się 
przeto rodacy, bo wy śmiało wyzwać możecie inne na- 



Digitized by VjOOQ IC 



J04 PAMIĘTNIKI 

rody, aby wam podobny stawiły przykład I bo życie tego 
zgasłego ziomka waszego , piękną kartę w dziejach ladz- 
kości zapełni! 

^Szczędząc pozostawionego na niytek publiczny mie- 
pia swego ^ żądał Staszic w objawie ostatnićj swćj woli, 
aby pogrzeb jego nie różnił się w niczem od pogrzebu 
ubogiego clirześcianina; a skromność nie dozwalała mu 
przypuszczać, że pogrzeb ten, będzie tak świetnym i pa- 
miętnym z tytułu hołdu i czci ostatnićj, przez tylu ziom- 
ków, zasłudze jego oddawanego, 

„Żądał złożenia zwłok swoich, wśród tego cichego tn 
ustronia, wprost w ziemi pod zielo9ą murawą, a nie pod 
okazałym głazem, któregoby napisy światowe znaczenia 
jego ogłaszały. Lecz ta skromna mogiła, jaką dziś uwiel- 
bianemu nsypaę mamy, nie wyjdzie nigdy z pamięci 
wdzięcznych rodaków. Gdy wiosna swieżemi okryje ją 
kwiaty, odbędziemy do niój pobożną pielgrzymkę, ocie» 
nimy ją drżewy i często nawiedzać ją będziemy, a późne 
syny nasze przyjdą nieraz spocząć pod nią, powtarzając 
4zieciom swoim: „tu spoczywa przyjaciel ludzi." 

„My, cośmy nieśli drogie szczątki, zawcześnie zmar- 
łego; miejmy dozgonnie dzień ten pamięci naszój. Jeżeliby 
kiedykolwiek, poduszczenie lub namiętność, do niegodnego 
prawych obywateli czynu podniecać nas miały, niechaj 
nam wtedy głos sumienia przypomni: tyś dźwigał zwłoki 
Staszipa! a odgłos ten wewnętrznego poczucia, niechaj 
nas cł^roni od tego, aby kiedy o nas pie powiedziano: 
żeśmy ostatniego obywatela do grobu ponieśli!" 

Ponieważ mowy tój, osobiście mi nieprzychylny Sza- 
piawski, ówczasowy dozieracz prasy, drukować nie dor* 
zwolił, przeto dogadzając życzeniu ogólnemu, znalazłem 
się w konieczności odwołania się od decyzyi wprost do 
namiestnika, który po oświadczeniu: że mąż tak znakomity 
i urzędnik tak zasłużony, godzien jest czci jaką mu cała 
ludność Warszawy oddała, udzielił rzeczone pozwolenie, 
pbjawione mi przez sekretarza stanu w słowach następu- 



Digitized by VjOOQ IC 



FB. HR. SKARBKA. 105 

jących: „Książe JM. Natniestnik-królewski, poleciwszy od- 
czytać sobie zakomunikowany mu głos WPana, miany na 
Bielanach przy zwłokach ś. p. ministra Staszica, rozkazał 
mi oświadczyć: że nieznalazłszy w nim nic takiego, coby 
wzbraniało ogłoszenie go drukiem, zlecił mi zarazem za- 
wezwać J W. radzcę stanu Szaniawskiego, iż jeżelibyś WPan 
^ głos swój chciał udzielić publiczności, przez pisma publiczne^ 
aby mu to wzbronionćm nie było. 

Był to może jedyny przykład podobnego odwołania 
się do władzy najwyższdj pomyślnym uwieóozony skutkiem, 
z którego korzystając, zbyt śmiało może poważyłem się 
napisać do Szaniawskiego, że na mocy reskryptu JW. 
Radzcy sekretarza stanu, życzę sobie, aby mowa moja 
miana na Bielaniach przy pogrzebie ś. p. Staszica, w pi- 
smach publicznych ogłoszoną była. Jakoż dozwolono mi 
ją drukować nietylko w gazetach ale i w oddzielnej od- 
bitce, która dwukrotnego dostąpiła wydania. 

Dodać jeszcze winienem jedne okoliczność, tyczącą 
Bię pochowania Staszica. Wiadomo , że w młodym wieku 
do stanu duchownego przeznaczony, wyświęconym został 
na księdza, lecz nie czując ku temu powołania, bez wy- 
stąpienia z niego, zaniechał po niejakim czasie sprawo- 
wanie właściwych obowiązków i nosił tylko ubiór du- 
chowny, ale mnićj u nas używany, to jest na sposób tak 
zwanych abbes francuzkich. Za życia jego, nieprzedsiębrano 
żadnych środków, do zwrócenia go na drogę obranego pier- 
wiastkowo stanu, bo wysokie stanowisko jakie zajmował 
w rządzie, przytem znana niepodległość jego, kazały prze- 
widywać z jego strony opór, jakiego bez oburzenia opinii 
publicznój nie byłoby się dało pokonać. Milczała przeto 
najwyższa władza duchowna i dopiero po śmierci Staszica, 
z polecenia ówczesnego arcybiskupa Skarszewskiego ubrano 
zmarłego do trumny w ornat i wszelkie insignia kapłańskie; 
ale to rozporządzenie spowodowało wielkie niezadowolenie 
namiestnika 4 obawiającego się prawdopodobnie, aby wy- 
stawienie ciała w stroju duchownym, jakiego nieboszczyk 



Digitized by VjOOQ IC 



106 PAMIĘTNIKI 

nie używał, nie wywołało ze strony wiela niechętnie na 
to patrzących, rodzaju manifestacyi publicznej. Skutkiem 
tego, rozkazał książę Zajączek zabić trumnę i przenieść 
ją do gmachu Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a tym spo- 
sobem, cała publiczność stolicy, a mianowicie uboższa jej 
klasa, pozbawioną została spełnienia tkliwego obowiązku 
odwiedzania zwłok i westchnienia przy nich do Boga za 
duszę tego, którego za dobroczyńcę swego uważała. 

Nie dożył Staszic chwili oddania krajowi w posiada- 
nie pomnika Kopernika, którego wzniesieniu, tyle usiłowań 
i pieniędzy poświęcał. Powiedział on jeszcze w r. 1814 
na publicznóm posiedzeniu: „Czuje Towarzystwo, iż zależy 
na obowiązkach narodu i na sławie jego, aby jedyny 
i w powszechnym sądzie potomności największy dotąd za- 
szczyt Polaków, Kopernik, odebrał w kraju naszym tę 
winną mu cześć, jaką podobnym u siebie geniuszom od- 
dały narody Francyi, Anglii i Szwajcaryi. W tym za- 
miarze przedsięwzięto zamysł zbierania ofiar na wysta- 
wienie mu pomnika. Uczyniono odezwy do narodu, lecz 
dotychczas z departamentów odebraliśmy tylko 1600 złp.. 
Towarzystwo składa 2000 złp., ogółem jest więc summa 
3600 złp.; widzimy więc, że zbiór ten jeszcze od celu 
swego daleki, gdyż koszt dzieła do 36,000 złp. wynosi. ** 

Jakkolwiek niedostatecznym był ten fundusz, zamó- 
wionym przecież został u Thordwaldsena posąg, który po 
wielu latach z gipsu wykonany i do Warszawy odesłany, 
tam ze spiżu odlany, w roku 1829 wzniesionym został na 
Krakowskiem Przedmieściu przed gmachom Towarzystwa 
Przyjaciół Nauk, Przez cały przeciąg czasu, od chwili 
powzięcia pierwszej myśli wystawienia rzeczonego pom- 
nika, aż do dnia odkrycia go, wiedziano tylko : że Staszic 
nieustaje w staraniach o dokonanie dzieła tego, ale nie 
słyszano wcale, aby jakie składki na ten cel do kasy To- 
warzystwa wpływały ; pomimo tego, domyślano się, że za 
oparkanienióm okaląjącem plac przed gmachem jego, musi 
się wznosić zapowiedziany pomnik, dzieło tak wielkiego 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARUKA. 107 

mistrza rzeźbiarza, jak i wielkiego obywatela, przed kilku 
laty przy świetnym okazie czci publicznej do grobu zło- 
żonego. 

Gdy kryjące posąg wspomniony rusztowanie rozebrano, 
gdy tylko płócienna osłona na nim pozostała, zgromadziła 
się jednego posępnego poranku, tłumnie ludność Warszawy 
przed Kościół Świętego Krzyża, w którym odbywało się 
dziękczynne nabożeństwo za szczęśliwe dokonanie od 
tak dawna oczekiwanego dzieła, przez Towarzystwo Przy- 
jaciół Nauk zarządzone. Gdy ze stopni świątyni zeszli 
liczni przyjmujący udział członkowie i na przygotowaną 
dla nicli przed pomnikiem wstąpili estradę, gdy Niemce- 
wicz ówczesny prezes, po wzniosłej przemowie dał znak 
opuszczenia zasłony, w tej samej chwili ponure dotąd niebo 
nagle rozjaśniło się i^błyszczący promień przedzierającego się 
przez obłoki słońca, padł wprost na pokazujący się posąg 
Kopernika. Zdawało się przeto, jakby to niebo chciało 
razem z nami obchodzić święto wiekopmnego męża, który 
niegdy szlaki jego mierzył i jak gdyby promiennem świa- 
tłem na postać uwieńczonego rzuconem, chciało objawić, 
że myślą i dziełem naszem na błogosławieństwo Opatrz- 
ności zasłużyliśmy. 

Gdy dzisiaj Towarzystwo Przyjaciół Nauk należy 
tylko do chlubnych wspomnień usiłowań w zamiarze utrzy- 
mania znamion narodowości naszej czynionych, godzi się 
wspomnieć o założeniu uczonego zgromaezenia tego, o jego 
dążności i czynnym przyktadaniu się do wzrostu oświaty 
krajowój. 

Gdy rząd Pruski w dzielnicy swej rozepranój Polski, 
tak wyraźnie objawił zamiar swój zagładzenia .narodowo- 
ści naszej i gdy wprowadził język niemiecki do wszyst- 
kich urzędowych czynności, wtedy powstała obawa, aby 
język polski do potocznój tylko mowy i jako narzecze 
ludu używany, niezostał zupełnie zaniedbanym w świecie 
uczonym i w pożyciu wyższego towarzystwa polskiego naj- 
więcej po francuzku podówczas mówiącego. 



Digitized by VjOOQ IC 



108 PAMIĘTNIKI 

Pod wpływem tej obawy, powzięli w pierwszym roku 
weku naszego uczeni, lub wspierający nauki polacy myśl 
zawiązania w Warszawie towarzystwa pod skromną na- 
zwą: Zgromadzenia Przyjaciół Nauk, mającego na celu; 
„utrzymanie narodowego języka tudzież zachowanie i roz- 
szerzenie nauk.** 

Stanisław Soltyk, który w domu swoim przyjmował 
tylko towarzystwo czysto polskie, przeciwne dążności ele- 
ganckiego świata, zbierającego się pod wpływem francuz- 
kim pod Blachą, wraz z uczonemi u niego goszczącemi, 
dał popęd założeniu wzmiankowanego dopiero towarzystwa. 

W dniu 1. listopada 1800 roku odbyło się w domu 
jego pierwsze zebranie, na którem ułożono listę ziomków, 
którzy bądź to drukowanemi dziełami swemi, bądź też 
zamiłowaniem nauk, lub nauczaniem w szkołacłi nabyli 
prawa należenia do zawiązującego się towarzystwa. Do 
listy tej wpisanymi zostali: książę Albertrandi, Gzacki, 
Chreptowicz, książę Czartoryski, Dmochowski, ks. Kamień- 
ski, Karpiński, Ignacy Krasicki, Linde, Matusewicz, Mo- 
słowski, Ossoliński, ks. Osiński, Józef Piramowicz, ks. Po- 
czobut, Potoccy Ignacy i Stanisław, książę Sapieha, Ale- 
zander, Sniadecki Jan, Sobolewski Walenty, Sołtyk Sta- 
nisław, Staszic, Trembecki, ks. Woronicz i kilku innych 
mniój znanych, których powołano albo dla tego, że dla 
majątku i stanowiska swego, mogli wspierać towarzystwo, 
albo, że dla dobrych chęci swoich, zapowiadali nadal pra- 
cowników na polu literatury krajowej. 

Po ułożeniu listy powyższej pierwszych uczestników 
stowarzyszenia i przyjęciu ogólnych zasad i przepisów po- 
stępowania, odbyli obecni w Warszawie członkowie pierw- 
sze posiedzenie w dniu 23. listopada 1800 r. w bibliotece 
księży Pijarów, na którem obrali prezesem ks. Alber- 
trandego biskupa Zenopolitańskiego, zdaje się z powodu, 
że tenże przewyższał wszystkich innych głęboką eruducyą 
i uchodził za uczonego z powołania, w ówczesnem zna- 
czeniu tego wyrazu. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 109 

W mowie mianej po obraniu go prezesem oznajmił 
Albertrandy: że celem zachęcania ludzi naukom i piśmien- 
nictwu oddanych, do krzewienia i upowszechniania wia- 
domości użytecznych w języku narodowym, dla ochronie- 
nia języka tego od zagłady i coraz większego doskonale- 
nia go, zawięzujące się towarzystwo winno zająć się wy- 
szukaniem i wydawnictwem dawnych zabytków piśmien- 
nictwa polskiego, w części zapomnianych, w części ukry- 
tych w księgozbiorach krajowych i zagranicznych, miano- 
wicie w Szwecyi. Zamiar ten wszakże do skutku do- 
prowadzonym nie został, natomiast ogłoszono pięć zadań 
konkursowych, w przedmiotach tyczących się ; nauk wy- 
zwolonych, wymowy, historyi, matematyki i historyi natu- 
ralnej, wszystko do podań i potrzeb krajowych zastoso- 
wanych. Na jedno z tych zadań: o zasiągach Kopernika, 
odpowiedział Jan Sniadecki w rozprawie uwieńczonej przez 
towarzystwo i w drugim tomie roczników jego wydruko- 
wanej. 

Na następnera posiedzeniu towarzystwa, w roku 1802 
dopiero odbytem, wylicz}! już prezes prace naukowe 
w skutku powyższego zachęcenia przez członków dokonane 
a mianowicie: Naukę ohyczajoioą dla ludu, ks. Piramowi- 
cza; O miara^^h i wagach polskich, księcia Sapiehy; Gra- 
matykę polską, k8.KB.mieńs]iiGgo\ Stoumik, Lindego; Ohser- 
wacye astronomiczne, Śniadeckiego ; nadto uczynił wzmiankę 
o rozpoczętych pracach naukowych przez innych członków 
towarzystwa. 

Dla zjednania sobie opieki rządu, zebrano powyższe 
pierwsze uczone pisma i korzystając z bytności króla Pru- 
skiego w roku 1802 w Warszawie, przedstawiono takowe 
temuż monarsze, z proźbą udzielenia towarzystwu najwyż- 
szego upoważnienia do zajmowania się naukowemi pra- 
cami. Na memoryał ten król w liście datowanym z Po- 
znania dnia 1. lipca 1802 r. rozkazał oświadczeć co następuje : 

^Król JMC. Pruski, bardzo mile przyjął deputacyę 
i mowy, które Towarzystwo Przyjaciół Naids w Warsza- 



Digitized by VjOOQ IC 



110 PAMIĘTNIKI 

wie złożyło Mu przez prezesa swego Albertrandego, Bi- 
skupa Zenopolitańskiego, pod datą 25. zeszłego miesiąea. 
Daje więc poznać wspomnionemu towarzystwu, zupełne 
potwierdzenie, a będąc przeświadczony, iż nieustanie w chęci 
zasługiwania się na Jego protekcyę, z ukontentowanićm 
zapewnia je o nićj i przytóm prosi Boga, aby je miał 
w świętej i godnej opiece.** 

To pismo własnoręcznie przez króla podpisane, jest 
pierwszym urzędowym patentem Towarzystwa Przyjaciół 
Nauk. Musiało ono być w języku niemieckim i w tłoma- 
czeniu dosłownem tylko, jak je wyżej zamieściłem ogło- 
szonem. Prócz tego udzielił król pozwolenie towarzystwu 
przejrzenia sekretnego archiwum mistrzów Krzyżackich 
w Królewcu i poczynienia z takowego odpisów , jakie za 
stosowne uzna, wreszcie przyrzekł zażądać drogą dyplo- 
matyczną od Szwecyi zwrotu znajdującego się tamże ar- 
chiwum polskiego, co wszakże do skutku nieprzyszło. 

Skoro rząd tak wyraźnie nieprzychylny polskiej dzie- 
dzinie pod berłem pruskiem zostającój, okazał tyle względ- 
ności dla towarzystwa wyłącznie naukowemi pracami za- 
jętego, zdawało się, że ono pewnem bydż mogło najżycz- 
liwszego poparcia ze strony następnych rządów narodo- 
wych, które w niem środek podniesienia oświaty krajo- 
wej upatrywać były powinny. 

Jakoż podobna opiekuńcza dążność objawiła się w dwóch 
monarszych dekretach, które rzeczywiście byt i pomyśl- 
ność towarzystwa ustaliły, a mianowicie w pierwszym króla 
saskiego księcia Warszawskiego z dnia 30. kwietnia 1808 r. 
i drugim Cesarza Aleiandra I., jako króla Polskiego. Ten 
ostatni nietylko zatwierdził Ustawę i prawa Towarzystwa, 
ale nadto dozwolił mu używania w pismach, patentach 
i zaświadczeniach, oraz w pieczęciach swoich, tytułu To- 
warzystwa Królewsko- Warszawskiego Przyjaciół Nauk. 

W pierwszych latach istnienia swego, nie miało towa- 
rzystwo własnego schronienia, i zbierało się tylko w bi- 
bliotece księży Pijarów. Brakov^i temu zaradził Staszic 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. Ul 

jeszcze za prezesostwa Albertrandego, przez ofiarowanie 
własnego domu na kanoniach, obok bramy zamkowśj po- 
łożonego, w którym swoim kosztem urządził wielką salę 
do posiedzeń publicznych, oraz mniejsze na sessye tygo- 
godniowe i pomieszczenie zawięzujących się zbiorów i bi- 
blioteki towarzystwa. W lokalu tym, pozostawało ono 
dosyć długi przeciąg czasu, dopóki tenże sam Staszic, 
który rzeczywiście darami swemi zabezpieczył istnienie 
towarzystwa, niewystawił dlań wspaniałego gmachu na 
Krakowskiem predmieściu, w którym mogło już przybrać 
postać samoistnego zgromadzenia. 

Z chwilą przybrania przez Warszawskie Towarzystwo 
Przyjaciół Nauk znamienia instytucyi, ustalonej powagą 
znakomitych mężów, jacy ono składali, tudzież upoważ- 
nieniem rządowem, obudziła się w kraju powszechna chęć 
wspierania jego zamiarów, licznemi ofiarami dobrowolnie 
składanemi, z których z postępem czasu powstały cenne 
jego Icsięgozbiory , oraz muzea pamiątek historycznych 
i okazów kopalnych. 

Pierwszy zakład biblioteki towarzystwa był darem 
księcia Alexandra Sapiehy, który ofiarował całkowity 
własny księgozbiór i zapisał na starostwie Preny w byłem 
województwie Augustowskiem 100,000 złotych, od których 
procent miał bydż corocznie obracany na dokupno ksią- 
żek. Stopniowo, zwiększała się biblioleka towarzystwa 
innemi ciągłemi prawie darami, jużto całkowitych pry- 
watnych księgozbiorów, jużto pojedynczych dzieł, tak, iż 
w końcu trzy wielkie sale w nowym gmachu towarzystwa 
zajmowała. . 

Gabinet mineralogiczny , zawierający osobisty zbiór 
Staszica i pomnożony następnemi ofiarami, niebył ani zna- 
komitym, ani odpowiadającym wymaganiom nauki, lecz na- 
tomiast towarzystwo posiadało nader ciekawy zbiór najroz- 
maitszych pamiątek, autografów ł predmiotów odnoszących 
się do historyi i starożytności krajowych, które ze wszystkich 
ziem polskich przeselano mu w darze w nadziei: że się tam 



Digitized by VjOOQ IC 



112 PAMIĘTNIKI 

pewniej zachowają pod postacią muzeum narodowego, niż 
w rękach prywatnych. 

Najznakomitszym tego rodzaju darem był zbiór ryn- 
sztunków, dawnych zbroi i broni, tudzież rękopismów, 
planów i rysunków wojskowych, które Generał Henryk 
Dąbrowski towarzystu zapisał (zajmowały one oddzielną 
salę. Dąbrowskiego zwaną), z tem zastrzeżeniem : „aby każ- 
demu polakowi wolno było rzeczy te w miejsca zachowa- 
nia oglądać i czytać, tudzież aby nie były nigdy ani roz- 
dzielane ani alienowane." 

Czemże było dla kraju Towarzystwo Przyjaciół Nauk? 
jakie położyło w nim zasługi ? czy się przyłożyło do roz- 
winięcia i do wzrostu nauk w Polsce? Słyszałem niestety 
utrzymujących lekkomyślnie: że towarzystwo to nic nie- 
zrobiło i że jeżeli uczestnicy jego, pracami swemi rzeczy- 
wiste położyli zasługi w piśmiennictwie krajowem, to im 
pojedynczo, a nie towarzystwu zbiorowo nważanemUj 
wdzięczność należy za to. 

Użyteczność i zasługa każdego zgromadzenia uczonego, 
polega zawsze więcej na wpływie, jaki wywiera na lite- 
raturę czasu swego, niż na pismach jakie samo pod po^ 
wagą swą ogłasza. Wpływ ten, objawia się przez kie-^ 
. runek nadany zamiarom i pracom ludzi naukowych ; przez 
zachęty jakie im daje, oceniając i ogłaszając ich dzieło, 
oraz udzielając im za te prace nadgrody ; przez inicyaty wę 
jaką bierze podając wnioski swoje względem tego, co by 
dla dobra nauki przedsięwziąść należało ; i nakouiec, przez 
sąd swój w zadaniach i przedmiotach naukowych, w któ- 
rych się do zdania jego, bądź rząd, bądź publiczność my^ 
śląca odwołuje. 

Pod wszystkiemi temi względami. Wywiązało się 
Towarzystwo nasze z obowiązków względem narodu i jego 
literatury zaciągnionych. Kierunek dany zamiarom i pracom 
ziomków, nie mógł zrazu odpowiadać rzeczywistym po- 
trzebom piśmiennictwa krajowego, a raczej nie był z razu 
takij'jakiegobyśmo według dzisiajszych wyobrażeń życzyli 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. AR. SKARBKA. 113 

bo ani pojedynczy uczeni, ani zgromadzenia naukowe nie- 
mogą działać winnym duchu, jak ten, który w każdym 
czasie w dziedzinie nauk panuje; bo niemożna uprzedzać 
postępów oświaty, ani odgadywać dążności, jaka się pó- 
źniój skutkiem tych postępów objawi. 

Wpierwszysh latach zawiązania swego, towarzystwo 
przyjaciół nauk postępowało nie śmiałym krokiem, wątpiąc 
poniekąd o sile i samoistności swojej i trzymało się dzieł 
starożytnych, i cudzoziemskich, jakoby pasków, bez po- 
mocy których pierwszych kroków czynić niepodobna. Z tąd 
erudycya zagłębianie się w dziełach i pomnikach staro- 
żytnych za główne znamię uczoności brane; z tąd tłoma- 
czenia dzieł cudzoziemskich, za główny sposób podniesienia 
literatury i wykształcenia języka ojczystego poczytane; 
z tąd wreszcie, nie śmiało obchodzenie się z pierwiastkiem 
narodowym, z dziejów i obyczajów naszych czerpać się 
dającym. 

Ta pierwsza epoka dążności towarzystwa, kończy się 
ze śmiercią pierwszego jego prezesa Albertrandego poli- 
histora, głównie klassyczną literaturą i archeologią zajętego. 
Staszic, jego następca, który zapatrywał się na nauki pod 
względem ich wpływu na stosunki towarzyskie i na uży- 
teczność praktyczną w sztukach i rzemiosłach, mniej już 
cenił erudycyę jak dobre pojęcie potrzeb obecnych po- 
koleń i stosowanie do nich usiłowań naszych naukowych. 

Za czasów jego przewodnictwa, skierowały się przeto 
usiłowania towarzystwa pod względem przeszłości, do hi- 
storyi narodu polskiego i do znajomości ziemi krajowej, 
pod względem zaś obecności i przyszłości do udoskonalenia 
języka ; a obok tego, do wspierania postępów w naukach 
przyrodzonych i technicznych. Od chwili gdy Uniwersytet 
Warszawski zespolił się poniekąd z towarzystwem przy- 
jaciół nauk; ogólny postęp oświaty, przytóm nowe życie 
w naukach i sztukach pięknych, wreszcie czynność na polu 
piśmiennictwa; mniej przebnemi czyniły wpływ i kierunek 
towarzystwa na powszechną działalność umysłową w kraju ; 

Pamiętniki Fr hr. Skarbka. 8 



Digitized by VjOOQ IC 



114 PAMIĘTNIKI 

skutkiem czego zgromadzenie to, było raczćj punktem zbie- 
rania się różnorodnych inteligencyi udzielających sobie 
na wzajem wiadomości o stanie nauk, niż władzą moralną 
kierującą dążnością tych inteligencyi. 

W dwóch wydziałach towarzystwa, jednym nauk, dru- 
gim umiejętności, zbierali się kolejno co dwa tygodnie 
członkowie jego, przenosząc bądżto zdania sprawy z czyn- 
ności przez właściwy wydział poruczonych, bądź też do- 
niesienia o nowych dziełach i wynalazkach obcych, bądź 
naostatek własne spostrzeżenia i prace w dziedzinie nauk- 
Tym sposobem obznajamiali się wzajemnie mężowie nauki 
z przedmiotami wiedzy ludzkiój, które były dlań obce, 
skoro nie należały do specyalności jaką się każdy z nich 
zajmował. Te skromne i bez żadnego widoku chwały li- 
terackiej odbywane posiedzenia, były rzeczywistą szkołą 
dla uczonych ; szkołą , w którźj każdy biegły jedynie we 
właściwym sobie fachu, dowiadywał się o tóm, co się 
winnym zawodzie naukowym działo i nabierał ogólnych 
wyobrażeń o wiadomościach, któreby były na zawsze dlań 
obcemi zostały gdyby się o nich od kolegi nie dowiedział. 
Na tych posiedzeniach, czytano zdania sprawy o pracach 
członków towarzystwa pod sąd jego oddanych i o przed- 
miotach, w których się władze rządowe, lub osoby pry- 
watne do zdania towarzystwa odwoływały. 

Skoro zgromadzenie uczonych nabierze takiój powagi, 
iż zdanie jego ma wiarę i znaczenie w powszechności, 
wówczas każdy przychylny sąd o wartość uczonój pracy 
przez toż zgromadzenie wydany, jest już zachętą i nad- 
grodą. 

Towarzystwo przyjaciół nauk, miało kilkorakie spo- 
soby do podobnego zachęcania i nagradzania prac i war- 
tości naukowych ; odbywało bowiem corocznie posiedzenia 
publiczne, na których zdając sprawę z czynności swoich, 
wymieniało pisma i czynności naukowe, bądź to własnych 
członków, bądź też obcych osób pod sąd swój oddane, 
którym należało się przyznać użyteczność i zasługę. Samo 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 116 

ogłoszanie takiego zdania na posiedzeniu ^ wobec zawsze 
licznie zbierającej się publiczności było dla autorów za- 
chętą i nagrodą. 

DaMj, na mowy przywilejów swoich, ogłaszało towa- 
rzystwo zadania konkursowe, za których szczęśliwe roz- 
wiązanie, przyznawało medale złote i srebrne. Do tego 
rodzaju zadań, wybierane były zawsze przedmioty z dzie- 
jów lub rzeczy krajowych, dla powiększania zaś funduszu 
na te nagrody, w roku 1829 wyznaczył był cesarz Mikołaj 
złp. 8000 corocznie do dyspozycyi towarzystwa. 

Lecz jakkolwiek nie można odmówić trafności i uży- 
teczności powyższym zadaniom konkursowym, to przecież 
nie mogło towarzystwo poszczycić się tóm: aby za po- 
mocą tego środka zachęty, znamienity skutek osiągnąć 
miało. Wciągu blisko lat 30-tu przyznało towarzystwo 
wszystkiego pięć tylko nagród o jakich mowa, a miano- 
wicie: Sniadeckiemu, za rozprawę o Koperniku, — Lor- 
netowi doktorowi z Wilna, za pismo o morowój zarazie, — 
Fijałkowskiemu doktorowi, za hygienę ludową, — księdzu 
Fałkowskiemu, za założenie instytutu głuchoniemych i wre- 
szcie Cyprysińskiemu Antoniemu, ówczasowemu uczniowi 
uniwersytetu; za opis statystyczny obwodu Sandomier- 
skiego. Na wszystkie zaś inne zadania w przedmiotach 
historycznych i literatury, albo niewydano wcale decyzyi, 
albo pominięto je zupełnie, z powodu iż niezasługiwały 
na rozbiór. Kilkakrotnie wznawiany konkurs o medal ty- 
siąca złotych wartości za najlepszą tragedyą, oraz po- 
dobnaż nagroda ofiarowana przez Ludwika Dmuszewskiego, 
za najlepszą komedyę, nieosiągnęły żadnego skutku. 

Najważniejszym przedsięwzięciem naukowem towa- 
rzystwa, było napisanie obszernego dzieła historyi narodu 
Polskiego, które miało bydż dokonane, za pomocą roz- 
dania pojedynczym członkom oddzielnych panowań kró- 
lów polskich do wypracowania. 

Gdyby wszyscy ci, co się podjęli rzeczonój pracy, 
byli mogli i chcieli dopełnić zobowiązań swoich: gdyby 

8* 



Digitized by VjOOQ IC 



116 PAMIĘTNIKI 

towarzystwo było się doczekało zebrania wszystkich po- 
wyższych opisów historycznych jako wainych materyałów 
do dziejów narodu naszego, wtedy niewątpliwie, byłby się 
znalazł jeden dziejopisarz, któryby z tych pism pracowicie 
zebranych, był ułożył wielkie dzieło historyczne wyma- 
ganiom wieku odpowiadające. Lecz takiego dzieła, nie 
dało się wykończyć nawet wciągu lat 20- tu, bo nie było 
środka uproszenia lub znaglenia pojedynczych pisarzy, do 
przyspieszenia podjętych prac ; te zaś , . które zostały zło- 
żone towarzystwu, nie mogły bydż ogłoszone drukiem 
z powodu przeszkód ze strony ówczasowój cenzury rzą- 
dowój stawianych. Wiemy tylko, ze sprawozdań publicz- 
nych posiedzeń towaraystwa: że ksiądz Czajkowski w roku 
1815 wypracował obszerne pismo o początku sławian i po- 
laków — że do roku 1817 wygotowane były w części pa- 
nowania Zygmunta starego, Henryka Waleziusza, dwóch 
Augustów i Stanisława Augusta — że Krajewski złożył 
całe panowanie Jana Kazimierza — że Niemcewicz wy- 
kończył i wydał panowanie Zygmunta III. — że Gołę- 
biowski przedstawił towarzystwu naprzód panowanie Wła- 
dysława Warneńczyka, a następnie takież Władysława Ja- 
giełły, wreszcie że Kwiatkowski napisał i ogłosił drukiem 
panowanie Władysława IV., z poprawkami (jak powie- 
dziano w zagajeniu posiedzenia towarzystwa) przez cenzurę 
wprowadzonemi. 

Przy usprawiedliwieniu zwłoki dopuszczonej w ogła- 
szaniu powyższych prac historycznych, objawił Niemcewicz 
wr. 1828 na posiedzeniu publicznem towarzystwa nastę- 
pujące wyrazy: „są czasy gdzie dzieła podobne, jak ekzo- 
„tyczne rośliny, w ostrej zimy slotach , w ciepłem schro- 
„nieniu chować należy, aż pogodniejsze zajaśnieją nieba." 

Pomimo doznawania tylu przeszkód, wydało jednak 
towarzystwo swoim kosztem pierwszy tom historyi polskiej 
Naruszewicza, którego autor sam niebył drukiem ogłosił, 
a to podług dwóch rękopismów, to jest: jednego znale- 
zionego w bibliotece puławskiój, oraz drugiego będącego 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 117 

W posiadaniu Józefa Sierakowskiego, któremu go Naru- 
szewicz byl powierzył. Oddzielna deputacya towarzystwa 
zajmowała się wydawnictwem powyższego dzieła i zadanie 
to w roku 1824 starannie spełniła. 

Podobnież inna oddzielna deputacya, a w niój głównie 
Jan Bandtkie, zatrudniała się porównywaniem kilku tek- 
stów kroniki Marcina Galla i ułożeniem z nich jednego po- 
prawnego najwierniój to starożytne dzieło przedstawiającego* 

Drngiem zbiorowem dziełem, jakiem się towarzystwo 
z mniejszem jeszcze powodzeniem zajmowało, było spisanie 
prawideł dla wszystkich rodzajów piśmiennictwa, a to na 
wzór Laharpa i innych pisarzy cudzoziemskich. O za- 
miarze tym oznajmił Staszic na publicznem posiedzeniu 
w roku 1814 w następujących słowach: „Towarzystwo 
„przedsięwzięło zebrać w każdym rodzaju nauk pięknych, 
„najdokładniejsze w narodowym języku wzory, przyłączec 
„oraz prawidła i porównania z wzorami tegoż rodzaju 
„w obcych językach. Takową pracę, rozebrali między się 
„członki wydziału nauk. O literaturze polskiój w ogól- 
„ności, tudzież o wymowie, o guście i o krytyce w szcze- 
„gólności, wypracował Stanisław Potocki — część drama- 
„tyczną wziął na siebie Wężyk — Rzeczą o odach i o na- 
„rodowych pieśniach zatrudnił się Koźmiań — O bajce 
„napisał Niemcewicz — O sielance Lipiński — O poema- 
„tach Woronicz, wreszcie o elegii i satyrze Brodziński." 

Tym sposobem wykonane zostały niektóre części wiel- 
kiego dzieła o literaturze, które nie mogło bydź skończone 
z powodu, że czas a z nim pojęcie o poezyi przywiodły taką 
zmianę w duchu i dążności piśmiennictwa, że ustała po- 
trzeba prawodawstwa literackiego i szukanie wzorów 
klassycznój przeszłości, jakich nikt już naśladować nie 
chciał. 

Naostatek, trzeciem ważnem przedsięwzięciem, jakie 
uczone zgromadzenie powagę w kraju mające , najlepiej 
wykonać może, a któreby towarzystwo nasze było wyko- 



Digitized by VjOOQ IC 



118 PAMIĘTNIKI 

nało gdyby dłużej było istniało , było : Ustalenie pisowni 
języka polskiego. 

Jeszcze w roku 1814, zapowiedział był Staszic w cztero- 
letniem sprawozdaniu towarzystwa: iż ono zajmuje się usta- 
leniem pisowni polskidj i zganiwszy nowości przez poje- 
dyńczycli pisarzy w tej mierze wprowadzane , podał nie- 
które z tych zasad, jakoby już przez towarzystwo uchwa- 
lone, a które rzeczywiście były tylko urywkowemi wnio- 
skami żadnej całości niestanowiącemi i za stałe prawidła 
uchodzić niemogącemi. Dopiero w roku 1827 wybrało to- 
warzystwo z grona swego, oddzielną deputacyę do zapro- 
jektowania zasad pisowni polskiej. Do deputacyi tej po- 
wołano: ks. Szwejkowskiego rektora Uniwersytetu — Bro- 
dzińskiego — Bentkowskiego — Kruszczyóskiego — Osiń- 
skiego i pułkownika Mrozińskiego. Tego ostatniego, nie wy- 
mienił imiennie prezes w zagajeniu swojem, lecz wzmianko- 
wał tylko: że do powyżój wyszczególnionych osób, dodano 
jeszcze biegłego w gruntownej znajomości języka, nowo 
przybranego członka towarzystwa. Zatajenie to nazwiska 
nastąpiło dlatego : aby nie szkodzić pułkownikowi w oczach 
WKsięcia Konstantego, który nie cierpiał uczonych ludzi. 

Na posiedzeniu pnblicznóm w roku 1829 czytał ks. 
Szwejkowski uchwalone przez powyższą deputacyę zasady 
pisowni polskiej, a Ludwik Osiński rozprawę o literach 
h j> y> lubo sam był długo przeciwnym w prowadzenia 
joty do pisowni naszej. O pracy w tym przedmiocie de- 
putacyi, powiedział prezes w zagajeniu posiedzenia wzmian* 
kowanego, poniższe słowa: 

„Rzut myśli o pisowni polskiej, tym celem ogłasza się 
„drukiem, aby każdy miał sposobność, zastanowienia się 
„nad nim, podał swoje uwagi, pewny iż towarzystwo 
„wprzód za nim pierwsze myśli swe w stałą zamieni 
„ustawę, z wdzięcznością z uwag tych korzystać nie omieszka. " 

Każdy bez wątpienia przyzna: że to był najwłaściwszy 
sposób postępowania w tym przedmiocie i nikt pewnie to- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HB. SKARBKA. 119 

warzystwa przyjaciół nauk o to winić nie będzie, ie tego 
ważnego dla piśmiennictwa naszego dzieła nie dokończyło. 

Przez 30-ci lat trwania towarzystwa, wyszło 21 tomów 
roczników jego zawierających, sprawozdanie z czynności 
tego zgromadzenia; zagajenia posiedzeń publicznych; roz- 
prawy na takowych czytane, pochwały i życiorysy umar- 
łych członków i innych znakomitych rodaków; obszer- 
niejsze pisma członków (zwłaszcza w pierwszych tomach); 
wreszcie zdania o pismach lub przedmiotach pod sąd to- 
warzystwa oddanych. 

Roczniki te, są ważnym materyałem do historyi pi- 
śmiennictwa i nauk w Polsce , lubo dzisiaj straciły już 
wartość swoją pod względem naukowym i estetycznym, 
w skutku postępów uczynionych w naukach, zwłaszcza 
przyrodzonych, tudzież z powodu zmiany zaszłej w pojmo- 
waniu ducha i smaku nauk pięknych, a mianowicie 
w poezyi. 

Prócz wielu uczonych pism archeologicznych i histo- 
rycznych, oraz badań nad językami polskim, litewskim i ru- 
skim, zawierają wspomnione roczniki ważne materyały do 
biografii polskićj, w pochwałach i życiorysach tak człon- 
ków towarzystwa jako i znakomitych polaków, których 
jest przeszło piędziesiąt, a między niemi: Albertrandego — 
Bohusza Chreptowicza — Czackiego — Dmochowskiego — 
Kopczyńskiego — Krasickiego — Matuszewica — Po- 
tockiego Ignacego — księcia Czartoryskiego, jenerała ziem 
podolskich i t. d. 

Te ostatnią pochwałę jedną z ostatnich czytałem ja 
na posiedzeniu publicznem i doznałem przychylnego przy- 
jęcia mowy mojej przez publiczność, a mianowicie nastę- 
pującego ustępu na w stępie jej wypowiedzianego : „Ten, 
w którego umyśle, raz zajaśniał czysty promień chwały, 
kto umie iść zawsze za wskazówką obowiązków, jako 
nieomylne przewodniki na drodze życia porozstawianych; 
ten wie o tem dobrze: że na niego spółcześni patrzą i że 
o nim potomność sądzić będzie; ten wierzy w to: że naród 



Digitized by VjOOQ IC 



120 PAMIĘTNIKI 

ma pamięć, w której na wieczne czasy, każdy postępek 
jego zachowa." 

„Pamięci Narodu! drogi przedmiocie towarzystwa 
ludzkiego, którego żadna siła wydrzeć i zniszczyć nie 
może; jedyny mścicielu niewinnych, których przemoc, lub 
potwarz zgnębiła; jedyny sędzio występnych, którzy mie- 
dzianem czołem, między prawami błyszczą : Ciebie wezwać wi- 
nienem, gdy mam wspomnieć o mężu, który okryty wień- 
cem zasługi i chwały, wieczny u Ciebie znalazł przytułek;, 
do Ciebie się odwołać, abyś świadczyła: jakim był ś. p. 
ks. Adam Czartoryski, przez wiek prawie cały, świetności, 
upadku i nadziei ojczyznej naszćj!" 

Od czasu zajęcia gmachu swego przez towarzystwo 
przyjaciół nauk , zajmowałem w nim jeden z lokalów wy- 
najmowanych na korzyść zgromadzenia i sprawowałem 
przez lat ośm, obowiązki konserwatora biblioteki i mu- 
zeów towarzystwa ; co nie mało przykładało się do uprzy- 
jemnienia życia mego wśród zakładów i ludzi naukowych 
pędzonego. W chwilach wolnych od właściwych zatrudnień, 
układałem katalog biblioteki, który wszakże nie mógł bydż 
wykończonym przed tą nieszczęśliwą epoką, w której to- 
warzystwo nasze, z powodu niesłusznego podejrzenia o udział 
wrewolucyi, rozwiązane i wszelkich własności swoich po- 
zbawione zostało. 

Ostatnie publiczne posiedzenie odbyło towarzystwo 
w roku 1830 na obchód trzydziestoletniój rocznicy ustano- 
wienia swego, na którem prezes Niemcewicz, czytał rzecz 
o walkach romantyków i klassyków, a książę Czartoryski 
pochwałę prymasa Woronicza, która oklaskami przez ze- 
braną publiczność pokrytą została. 

Oba ci czcigodni mówcy nie mają na ojczystej ziemi 
pomników, któreby ich zasługi potomności przypominały; 
bydż może, że ona zapomni nawet kiedyś, co mieścił w sobie 
gmach po towarzystwie przyjaciół nauk pozostały? 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 121 

X. 
Wspomnienia Warszawskie przed epoką rewolucyjną. 

Wspomnienia moje o Uniwersytecie Warszawskim 
i towarzystwie przyjaciół nauk, przerwały chronologiczny 
porządek mego pamiętnika, zwrócić się przeto winienem 
do lat poprzednich, aby przytoczyć niektóre wypadki 
miejscowe i spostrzeżenia nad ówczesnem życiem towa- 
rżyskiem w Warszawie. 

Towarzystwo Warszawskie, dlatego głównie zachowało 
polskie obyczaje i nieprzejęło zwyczajów rossyjskich: że 
WKsiąże lionstanty nie trzymał dworu książęcego; źe nie 
przyjmował dam w domu swoim , a to z powodu iż nieżył 
z żoną swoją i że miał przy sobie towarzyszkę Francuzkę, 
którą łączył z nim węzeł macierzyństwa syna księcia, bardzo 
przez niego kochanego i wychowującego się jawnie przy 
nim. Kobieta ta, nienadużywała położenia swego, ani łask 
WKsięcia; nienarzucała się żadnej osobie z towarzystwa 
polskiego; niezajmowała się ani plotkami, ani intrygami 
i nieprotegowała nikogo; co nietylko przypisać należało 
jćj rosądkowi, lecz raczej temu: że wiedziała dobrze iż 
WKsiąże nieulegał wpływom kobiecym i niedopuszczał 
tego, aby miano korzystać ze słabości jego dla wzmian- 
kowanej towarzyszki. 

Wyżsi jenerałowie i urzędnicy rossyjscy powiększej 
części nietrzymali domów otwartych dla towarzystwa pol- 
* skiego, bo albo byli bezżenni, albo nie żyli z żonami swemi 
i nie mieli tóm samom gospodyń domu, któreby mogły 
przyjmować damy polskie, tak wymagające pod względem 
przyzwoitości i sposobu myślenia gospodarzów domu. No- 
wosilców także bezżenny, prowadził życie niedostępne dla 
ludzi czystych obyczajów i szlachetnego postępowania. 
Nie było więc ścisłych stosunków między towarzystwami 
obu narodowości, a jeżeli zalotność zawięzywała, niekiedy 
nie trwałe związki między polkami, a wojskowemi rossyj- 
skiemi, to je musiano ukrywać przed sądem opinii pu- 



Digitized by VjOOQ IC 



122 PAMIĘTNIKI 

blicznej. Tćm mniej godzono się na małżeńskie związki 
między temi narodowościami zawierane, które w wyższych 
sferach, rzadko kiedy się kojarzyły. Dopiero co wspomniona 
opinia publiczna nie łatwo przebaczyła Mostowskiemu wy- 
danie córki za Barona Morenbejma, naczelnika bióra dy- 
plomatycznego WKsięcia, pomimo że on nie był rossyani- 
nem, że się odznaczał eleganeyą pomiędzy wszystkiemi 
ludźmi salonowemi i był typem dobrego tonu i wzorem 
dla młodych ludzi ówczesnego wielkiego świata.. 

Duch, jaki panował w ówczasowem towarzystwie pol- 
akiem, rozciągał wpływ swój na wszystkich i na tych 
nawet, którzy jako podwładni WKsięcia, nawykli byli 
stosować się we wszystkiem do woli jego. 

Jenerał Bożniecki zapewne z wyższego natchnienia, 
przygotował był do podpisu jenerałów polskich prośbę 
o zmianę baftu mundurów tychże jenerałów, tak aby na 
kołnierzach zamiast zwinięty w stęgi, zaprowadzono wieniec 
laurowy na mundurach rossyjskich używany. Prośba ta, 
przedstawiona zebranym jenerałom polskim, zostało bezwa- 
runkowo podpisaną tylko przez Haukego i Rautenstraucha. 
Staś Potocki, wprost odmówił podpisu : Morawski oświad- 
czył: że jako wojskowy, będzie posłuszny gdy każą, ale 
nie widzi potrzeby prosić o to, Krukowiecki tak zwykle 
uległy woli WKsięcia, wyraził się dyplomatycznie: że haft 
jenerałów rossyjskich, jest wieniec laurowy, oznaka zwy- 
cięztwa, która nieprzystoi podbitym. Kurnatowski uważał 
przeciwnie: „iż jakiekolwiek są dziś nasze hafty, to one 
są drogą dla nas pamiątką, bośmy pod niemi zwycię- 
żali," Blumer oświadczył otwarcie: że zanadto wysoko 
ceni wszystko co jest narodowem, aby przy dawnych 
znakach nieobstawał. Słowem, projekt zamiany haftów 
nie przyszedł do skutku, a gdy doniesiono Cesarzowii 
jakie w tej mierze zdanie wynurzyli jenerałowie polscy, 
dał on następującą odpowiedź: „Zanadto cenię polaków, 
abym im chciał przykrość sprawić; widać że im są miłe 
te pamiątki, niech więc przy nich pozostaną." 



Digitized by 



Google 



FR. flU. SKARBKA. 123 

Tego ducha narodowego w towarzystwie warszawskiem 
podtrzymywał szczególniej Niemcewicz, który złośliwym 
dowcipem karcił wszystkich, co śmieli zbaczać z drogi 
obywatelskich powinności ; gromił jawnych stronników 
rossyjskiej dążności i piastował moralną władzę nad całem 
towarzystwem , będąc poniekąd despotą jego. Nawykły 
do ciągłych hołdów, zepsuty przez kobiety jak pieszczone 
dziecko, wzbudzał powszechne poważanie i taką uległość, 
iż co on uchwalił, to było przez wszystkich uchwalone; 
co on ganił, to było potępiane ; a kogo on dotknął uszczy- 
pliwym wyrazem, ten uchodził za potępionego, lub śmiesz- 
ności stawał się ofiarą. 

Wpływ Niemcewicza, przyczyniał się nie mało do- 
żywienia nienawiści pomiędzy polakami a rossyanami, 
a między temi ostatniemi dosięgał głównie przycinkami 
swemi Nowosilcowa, jego służalców i stronników, dla któ- 
rych oddzielne przydomki wymyślił. 

Każde imieniny Niemcewicza były uroczyście obcho- 
dzone z kolei w jednym z pierwszych domów w stolicy, 
w których był ukochanym i poufałym gościem. I tak 
wojewodzina Stanisławowa Potocka, wyprawiła na cześć 
jego wspaniałą ucztę, która jakkolwiekbądż została już 
opisaną przez kilku kronikarzy, to wszelakoż, choć po- 
bieżną o niej uczynić tu wzmiankę uważam właściwem. 
Otóż było to wierne naśladowanie obiadu odbytego u króla 
Zygmunta Augusta, tak jak go opisą} Niemcewicz w dziele 
swćm „Jan z Tęczyna." 

Gdy solenizant zaproszony na zwyczajny obiad do 
wojewodziny, przybył na takowy, niczego nadzwyczajnego 
nie spodziewając się, otworzyły się podwoje głównej sali 
i weszło niemi kilka dam w starożytnych strojach polsMch 
a za nimi królowa Bona z Barbarą Badziwiłłówną po pra- 
wej, i królową Izabellą z synem po lewćj stronie. Następnie 
otworzyły się przeciwległe drzwi i temi wszedł do sali król 
Zygmunt August poprzedzony licznym pocztem dworzan 
z marszałkiem dworu na czele, który donośnym głosem 



Digitized by VjOOQ IC 



124 PAMIĘTNIKI 

zawołał: „Król Jegomość.** Na te słowa zabrzmiały trąby 
i kotły, król przystąpił do Bony i oddał jćj pokłon usza- 
nowania, poczem podkomorzy koronny oznajmił, że dano 
do stołu. Wtedy dwu dworzan zbliżyło się, jeden ze złotą 
miednicą, drugi z haftowanym ręcznikiem do króla, który 
umywszy ręce i odebrawszy od dworzan zdjęte z nich 
pierwój pierścienie, podał rękę Bonie i powiódł ją do sali 
jadalnej, gdzie przy dwu zastawionych stołach, zasiadła 
u jednego z nich rodzina królewska, a pomiędzy nią, so- 
lenizant, u drugiego zaś, osoby składające orszak bie- 
siadny. 

Po zajęciu w ten sposób miejsc, rozpoczęła się roz- 
mowa dosłownie z powieści wyjęta, do którój jedynie 
w końcu dodano zastosowany do okoliczności ustęp na- 
stępujący: 

Król rzekł do Reja z Nagłowic, którego przedstawiał 
Ludwik Osiński: „Mości panie z Nagłowic, powinnibyście 
wezwać ApoUina swego i coś pięknego nam powiedzieć, 
zwłaszcza iż dzisiaj jest to także i święto jednego zna- 
komitego kolegi waszego.^ Zagadnięty w ten sposób Rej, 
odpowiedziawszy, że Apollo przychodzi do niego z Ba- 
chusem, prosił króla o pozwolenie wniesienia zdrowia kró- 
lowej a następnie odezwał się w te słowa do Jana Ko- 
chanowskiego: „Waszmość zapomni w dniu dzisiajszym 
trenów, a śpiewaj raczej wesołe piosnki." Na to Ko- 
chanowski odrzekł: „Ja już za stary na to, ale znajduje 
się pomiędzy nami taki, który piękniejszym od mojego 
rymem tego dokaże, że dzieje nasze śpiewane będą i w nich 
może o nas samych wspomni. Tego więc następcy na- 
szego spełnijmy zdrowie. Niech żyje ten, co dzieje nasze 
poda do dalszój potomności!" Po tych wyrazach tak król, 
jako i wszyscy obecni, odwiecznemi pucharami spełnili 
wniesione zdrowie, a Osiński odczytał piękny wiersz swój, 
na tę uroczystość napisany. Niemcewicz dotąd milczący 
l€cz mocno wzruszony, rozpłakał się rzewnie i pełnemi 



Digitized by VjOOQ IC 



J 



FB. HR. SKARBKA. 125 

czułości słowy, wynurzywszy wszystlsim należną podziękę, 
wzniósł zdrowie Osińskiego. 

W całćj tej uczcie, wszystko miało starodawną oj- 
czystą postać, stoły zastawione były bogatemi staroświec- 
kiemi srebrami zWillanowa sprowadzonemi ; potrawy po- 
dawano tylko same polskie, służba cała przybrana w kon- 
tusze lub po tatarsku: słowem cała uroczystość odznaczała 
się rzadkim przepychem i okazałością, dla podziwiania 
których po obiedzie mnóstwo zjechało gości na wieczór 
zaproszonych. 

Mówiąc o społecznych stosunkach Niemcewicza, wy- 
pada mi także dotknąć prywatnych, osoby i życia jego 
dotyczącj^ch. I tak: w przekonaniu, że resztę dni swoich 
przepędzi w Warszawie, zapragnął on posiadłości wiej- 
skiój w pobliżu jej położonej, wktórejby mógł latem prze- 
mieszkiwać. Tym celem kupił sobie w sąsiedztwie Willa- 
nowa osadę poprzednio Rozkoszą zwaną, którą od przy- 
domku swego nazwał Ursynowem, a którą okoliczni wła- 
ściciele mianowali Rusinowem, co wielce drażniło jej po- 
siadacza i o mało nie skłoniło go do przechrzcenia na nowo 
lej siedziby swojej. W niej to corocznie bawił on od wio- 
sny do zimy, swobodny i cichy obyczajem przodków, wio- 
dąc żywot. Wstawał o piątój rano i wychodził na prze- 
chadzkę w starego kroju kapocie i wielkim słomiannym 
kapeluszu na głowie; o pierwszój jadał obiad zwykle 
w gronie przyjaciół, codziennie prawie licznie odwiedza- 
jących go , po tym skromnym posiłku, zasiadał z niemi 
przed dworkiem i paląc fajkę, przy prowadzeniu rozmowy, 
którą ożywiać umiał, rzucał ziarna dla gromadzącego się 
około niego domowego ptastwa. Domek mieszkalny Ur- 
synowski był ozdobnym, ale całkiem po starodawnemu 
urządzonym ; na Ijramie jego, oraz obok istniejącej stu- 
dni, były Niedźwiadki, jako godło herbu Niemcewiczów, 
a w jadalnój salce, morę mitiguo zegar z kukułką, pobu- 
dzający tak gospodarza jako i domowników jego do re- 
gularnego i jednostajnego życia. 



Digitized by VjOOQ IC 



126 PAMIĘTNIKI 

Trzy były główne domy, otwarte dla polskiego towa- 
rzystwa, to jest dom Zamoyskich, do którego przyłączył 
się później dom księcia Adama Czartoryskiego, gdy tenże 
poślubił córkę księinój Sapieiyny siostry Ordynata Za- 
moyskiego; dalój dom generałowej Mokronowskićj, wre- 
szcie dom kasztelanowej Połanieckiej. Oba domy do Pa- 
ławskićj należące rodziny, były wzorami dobrego tonii| 
narodowćj dążności i ścisłego zachowania godności to- 
warzyskiej. W zamiarze zbliżania z sobą ładzi nauki 
z ludźmi światowemi, przyjmowano w gościnnych tych pro- 
gach, wszystkich odznaczających się zasługami w litera- 
turze i sztukach pięknych, niemniej obdarzonych wyższemi 
talentami, choćby jednym i drugim zbywało na tej ogła- 
dzie, jakiej elegancya światowa dopominać się zwykła. 
Prócz zebrań w podobnych kółkach odbywanych, miewały 
tam miejsce przy wydarzonych okolicznościach i uroczy- 
stościach publicznych, zwłaszcza za bytności w stolicy ce- 
sarza, lub książąt z rodziny jego, wielkie na pół urzędowe 
bale, na których towarzystwo było z różnych żywiołów 
złożone, lecz zawsze za usilnem staraniem gospodyni domu 
w takiej równowadze względów i uprzejmości utrzymane, 
że trudno było dostrzedz, którzy z gości byli dlań pożądań- 
szemi. 

Dom Mokronowskiej był o wiele więcój licznie i co- 
dziennie prawie uczęszczanym, ale nie odznaczał się ani 
rygoryzmem w doborze towarzystwa, ani jakąbądź dąż- 
nością. Był on miejscem zbierania się wszystkich pra- 
gnących wesoło i bez żadnego wymuszenia spędzać czas 
na zabawach. Bardziej tam zajmowano się miastem, niż 
krajem, więcój ludźmi towarzyskiemi, niż politycznymi, 
przeważniej kroniką zdarzeń domowych, oraz zalotnych 
powodzeń lub niepowodzeń, niż wypadl^ami ogólnie spo- 
łeczeństwo obchodzącemi. Gospodyni domu przyjmowała 
gości swoich uprzejmie, wymagała mało, pobłażała wiele 
zwłaszcza gdy w podeszłym jej wieku, przez zamężcie 
z młodszym od siebie wojskowym, zmieniła nazwisko i prze- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 127 

stała nosić zaszczytne imię generała, I^tóry tak piękną 
w dziejach z czasów Eościuszkowskicli zapełnił kartę, czała 
wtedy bowiem dobTze, że się także do pobłażania ludzi 
odwoływać powinna. 

Dom kasztelanowej Połanieckićj był poniekąd pom- 
nikiem na cześć dawnych przodków naszych obyczajów, 
wśród nowoczesnój stolicy, poświęconym. Wszystko w nim 
było staroświeckiem, szczerość i gościnność w przyjaźni, 
szanowanie odwiecznych tradycyi i podeszłego wieku, pro- 
stota i serdeczność w obejściu, służba, sprzęty i meble, 
jakich, używano, język którym mówiono, uczucia które ob- 
jawiano, sądy o ludziach i wypadkach jakie wygłaszano, 
wszystko to było czysto rodzinne, czysto polskie. Codzień 
otworem stały podwoje komnat kasztelanowej i codzień 
bywało u niej pełno gości, a pomiędzy nimi nawet ta- 
kich, którzy szli z przekonaniem, że się tam nudzić będą, 
każdy bowiem czuł, że istnieje jakiś rodzaj moralnego 
ucisku na całe towarzystwo Warszawskie nałożony, ko- 
niecznego uczęszczania do tego starodawnego doniu, który 
był terra incognita dla rossyan. 

Prócz trzech powyżej wzmiankowanych domów, był 
jeszcze jeden, który lubo nie miał znaczenia pierwszo- 
rzędnego dostąpił przecież onego skutkiem uczestniczenia 
doń WKsięcia Konstantego. Był to dom marszałka dworu 
Brońca» w całem znaczenia tego wyrazu dworaka, który 
przez próżność i życie nad stan, straciwszy osobisty swój 
majątek, jedynie z łaski monarszój się utrzymywał i w zamka 
królewskim mieszkał. Małżonka jego, pierwszego ślubu 
Grudzińska, miała nader zajmujące i powszechnie lubione 
córki, pomiędzy któremi odznaczała się Joanna, jużto po- 
wabem powierzchownych wdzięków, jużto wyższem wy- 
kształceniem, jużto wreszcie szczególną słodyczą charakteru 
i niewymowną uprzejmością w obejściu, do czego łączyła 
wielką pobożność i nieudaną skromność, które nawet cienia 
zalotności rzucić na nią nie dozwalały. Otóż tą, tyle zalet 
posiadującą osobą, zajął się żywo Wielki Książę i uczucia 



Digitized by VjOOQ IC 



128 PAMIĘTNIKI 

najczystszej miłości jój poświęcił, a to do tego stopnia, 
że dla niej wyrzekł się tronu i osobistych związków swo- 
ich i połączył się z nią węzłem małżeńskim, aby, jak to 
sam utrzymywał, zapewnić sobie spokojne szczęście do- 
mowe, jakiego jedynie pragnął, a do tój pory jeszcze 
nie znał. 

Przedwcześnie długo mówiono o zamiarach WEsięcia 
ale nigdy nie podejrzywano Joanny Grudzińskiój, o jaką- 
kolwiek zalotność; następnie dziwiono się nadzwyczajnie, 
gdy zapowiadane małżeństwo przyszło do skutku i ubole- 
wano nad smutnćm położeniem zaślubionćj której nie wró- 
żono pomyślnego losu. Tymczasem te przepowiednie wcale 
się nie sprawdziły, bo WKsiążę w całem pożyciu z mał- 
żonką swą, dawał jej ciągłe dowody najtkliwszego przy- 
wiązania i ów pan samowładny, tak popędliwy i srogi, 
był wzorowym i najlepszym mężem, uległym nawet wy- 
branój przez siebie towarzyszce życia, a to przez uznawa- 
nie rzadkich przymiotów jej duszy, i przez wdzięczność 
za to, że mu nastręczała możność używania szczęścia do 
którego sam nie czuł się być powołanym. 

Jakiemi WKsiąże przejętym był uczuciami dla księżnój 
' Łowickiej, najlepiej to da poznać następująca rozmowa 
jego z Niemcewiczem, którą tenże spissJ; i przyjaciołom 
swoim udzielił. 

Było to na ostatnióm posiedzeniu połączonych obu 
izb, w końcu sejmu w roku 1825 odbytego. WKsiąże 
rzekł po polsku do Niemcewicza: 

— Sejm pięknie się odbył i dobrze się kończy. 

— Ale jak WKMość dobrze mówisz po polsku — od- 
powiedział zagadnięty. 

— Nic dziwnego , tak długo już z wami jestem , po- 
winienem był nauczyć się waszego języka ; zresztą wszakże 
jeszcze cesarz Paweł kazał mnie uczyć po polsku. Ale 
wy macie różne dyalekta. Jednych rozumiem, a drudzy 
są tacy, których wcale zrozumieć nie mogę. Ty, co prawda 
dobrze i wyraźnie mówisz. 



Digitized by VjOOQIC 



FB. HB. SKARBKA. 129 

— Choćbyś WKMość kogoś nie zrozumiał, to masz 
przy sobie tak dobrego tłumacza, który mu wszystko do- 
kładnie wyłoży. 

— Kto taki? 

— Małżonka WKMości, księżna Łowicka. 

— Prawdę mówisz — odrzekł WKsiążę widocznie 
wzruszony, klepiąc po ramieniu Niemcewicza — co to za 
nieoszacowana kobieta i jakżem szczęśliwy żem ją dostał 
za żonę. 

— To jest anioł dobroci — odrzekł Niemcewicz. 

— Dobrze mówisz, rzeczywiście, tak, anioł dobroci! 
ale czego żałuję; to tego, że się po łacinie nie uczyłem. — 
To powiedziawszy oddalił się WKsiążę od Niemcewicza, 
zostawiając go w zadumaniu nad tem, co za związek mógł 
zachodzić między łaciną a księżną Łowicką? 

Pomimo tego niepozwalał jednak WKsiążę żonie swój 
mieszać się do spraw publicznych, ani wstawiać się za 
osobami potrzebującemi jego łaski lub obawiającemi się 
jego srogości. Przejęta najżyczliwszemi uczuciami dla 
kraju i ziomków, musiała ona ciągle ukrywać żal swój 
z powodu iż nie mogła powstrzymywać męża swego od 
postępków rażących jej tkliwe serce. Raz tylko powta- 
rzano wyrazy, wyrzeczone przez księżnę, które odkrywały 
bolesne jój dotknięcie sprawami krajowemi, a było to 
podczas aresztowań i śledztw zobwinionemi politycznemi, 
w skutku czego wszelkie zabawy zawieszone zostały w War- 
szawie. „Trudno myśleć o zabawach, rzekła: kiedy niema 
„domu, któryby nie był dotkniętym i nie ubolewał nad 
„losem krewnego lub przyjaciela." 

Od końca roku 1825 zmieniła się powierzchowna po- 
stać Warszawskiego towarzystwa. Zjednój strony śmierć 
cesarza Alexandra, z drugiój wykrycie stosunków między 
towarzystwem patryotycznem polskiem a spiskowemi ros- 
gyjskiemi, wprowadziły urzędową i obywatelską żałobę 
do stolicy naszej. Zgon cesarza wzbudzał żal powszechny, 
bo panowało w kraju jakieś przeczucie klęsk i niepowo- 

Pamiętniki Fryd. hr. Skarbka. 9 



Digitized by VjOOQ IC 



130 PAMIĘTNIKI 

dzeń narodu, które wielce niepokoiło umysły, do tego sto- 
pnia: ie dawna wesołość zupełnie znikła w przyjacielskich 
zgromadzeniach naszych. 

Nad śmiercią monarchy, czyniono róine wnioski i przy- 
puszczenia i rozpowiadano sobie o szczególnym trafie, skut- 
kiem którego dwóch feldjegrów zTaganrogu wysłanych, 
umarło w drodze. Jeden przed chorobą cesarza, wiozący 
list do cesarzowój, tknięty został apopleiyą, a w liście 
tym znajdowały się następujące słowa : J^ecris peu, par ce 
courrier, car le je 8uivrai de pris, drugi wiozący już wia- 
domość o śmierci cesarza WKsięcin, takoż niedojachawszy 
do Warszawy, życie zakończył. 

Głoszono także, że na dni kilka przed zgonem brata, 
WKsiąże miał mieć smutne przeczucia, z któremi się zwie- 
rzył księżnie Łowickiej, mówiąc do niój i stukając palcem 
po stole : „le coeur me fait coinme celaJ' Gdy zaś otrzymał 
okropną wiadomość, zemdlał, potem rzewnie płakał i zam- 
knął sfę w swoich pokojach, niechcąc ani odebrać depeszy 
z Petersburga do siebie jako cesarza adressowanej , ani 
przyjąć oberprokuratora senatu z tej stolicy doń przysłanego. 

Wreszcie udzielano sobie wypis z listu cesarzowej 
wdowy do cesarzowej matki, pisany następującej osnowy: 

j,Maman, notre ange est au ciel! je vćgśte encore — 
qui aurait jamais pense, qui moi faible, malade, je pour- 
rais lui suryiyre! Maman! ne m'abandonnez pas^ car je 
suis absolument seule sur cette terre de douleur!^ 

Jakoż nie mogła przeżyć ciężkiego ciosu jakim zo- 
stała dotkniętą i zmarła w Maju 1826 r. 

Żałoba, śmiało rzec można, była ogólną i poniekąd 
szczerą po domach polskich, między innemi — noszono 
pierścienie z czarną emalją, zawierającą datę zgonu Ale- 
xandra; żałoba ta, przedłużyła się nad czas programem 
dworu przepisany, bo pod jej pozorem, ubierano się długo 
czarno jako znak żałoby za obwinionych pod sądem bę- 
dących. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 131 

W Kwietniu 1826 roku, obchodzono uroczyście po- 
grzeb cesarza processyami przez całe duchowieństwo sto- 
licy, przez całą młodzież szkolną i przez wszystkie władze 
w assystencyi cechów rzemieślniczych odbywanemi. Rek- 
tor i profesorowie uniwersytetu, wystąpili wtedy w to- 
gach i biretach swoich, a ponieważ publiczność uliczna nie 
widziała nigdy podobnego stroju, brano ich przeto za ka- 
chał reprezentujący żydów Warszawskich. 

W owym czasie przybyło do Warszawy dwóch An- 
glików, jedynie w celu przyjrzenia się temu osobliwemu 
księciu, który niechciał przyjąć berła i korony potężnego 
imperium, co sami wyznawali WKsięciu, gdy im się przed 
sobą stawić rozkazał. 

Wiecie 1826 roku umarł namiestnik książę Zajączek, 
w 74 roku życia swego. Nie będąc nigdy pobożnym, za- 
niedbywał on pełnienie obowiązków religijnych i odmawiał 
w chorobie ostatniej, przygotowania się na drogę wiecz- 
ności. Dowiedziawszy się o tóm księżna Łowicka, we- 
zwała z Sandomierza tamecznego biskupa Burzyńskiego, 
który był dawniej jego towarzyszem broni i osobistym 
przyjacielem, celem pojednania umierającego z Bogiem ; ale 
księżna Zajączkowa odmówiła zrazu dopuszczenia biskupa 
do męża, skutkiem czego powstała walka pomiędzy obu 
księżnami, pomyślne na rzecz powódki skończona, bo na- 
miestnik czując się blizkim końca, kazał sam przywołać 
Burzyńskiego i z rąk jego po wydysponowaniu się nale- 
żytćm, ostatnie przyjął namaszczenie. Po zgonie jego, nie 
było żadnego żalu i publiczność mały nader przyjęła 
udział w odprowadzeniu zwłok zmarłego do rogatek miasta, 
zkąd do dóbr jego Opatówka, gdzie za życia grób fami- 
lijny przygotować sobie kazał, odwiezionemi zostały. 

Drugiego września tegoż samego roku, ogłoszonym 
zost^ wielki jubileusz, który przez sześć miesięcy, miał 
się w całym kraju odbywać. Obchodzono go z wielką żar- 
liwością i rodzajem nawet nacisku na urzędników, zwłaszcza 
tych, którzy władzy kommissyi oświecenia podlegali; wszyst- 

9* 



Digitized by VjOOQ IC 



132 PAMIĘTNIKI 

kie szkoły męzkie i żeńskie oraz uczniowie uniwersytetu 
pod przewodnictwem nauczycieli i profesorów swoich, przyj- 
mowali udział w tym obchodzie, uczęszczając we wszyst- 
kich procesy ach po ulicach, tudzież nabożeństwach po 
kościołach odprawianych. 

Główną promotorką tak gorliwego obchodzenia rze- 
czonego jubileuszu była księżna Łowicka, która sama 
z siebie dawała wtem przykład skruchy i pokory chrze- 
ściańskiej. 

Po wyśledzeniu przez Nowosilcowa, wolnomularstwa 
narodowego, które się rozkrzewiło pomiędzy oficerami pol- 
skiemi i po wznowieniu przez Umińskiego towarzystwa 
patryotycznego ; zatrwożyły Warszawę, częste aresztowania 
i śledztwa przez wyjątkowe wojskowe-policyjne władze, pod 
zasłoną tajemnicy prowadzone. Klasztor 00. Karmelitów na 
Lesznie, zamieniony w polityczne więzienie zapełniony był 
zawsze osobami, które niespodzianie znikały tak w samej 
stolicy, jako i innych okolicach kraju. Publiczność nie 
w tajemniczona w powody tego srogiego postępowania, 
ubolewała nad losem uwięzionych i poczytywała wspom- 
niony klasztor za straszny przybytek niedoli i cierpień, 
na równi stawiany z lochami św. Inkwizycyi. Ale mnóstwo 
osób jeszcze na wolności będących, którzy należeli do to- 
warzystw tajnych, żyło w ciągłej trwodze, przewidując co 
chwila powołanie siebie przed kommissye śledcze. Naj- 
smutniejsze wieści krążyły po mieście o osobach areszto- 
wanych; tworzono różne baśnie o okrutnym sposobie ob- 
chodzenia się z niemi i długo trwała niepewność co si§ 
z niemi stanie. Następnie dopiero mianowanie centralnój 
kommissyi śledczój, z najwyższych urzędników w kraju 
i z jenerałów i urzędników rossyjskich złożonej; dozwoliło 
przewidzieć, że rząd zamierza wytoczyć więźniom poli- 
tycznym proces, który wyprowadzi przed kratki sądowe, 
ludzi dotąd tak długo w ukrytem zamknięciu trzymanych. 

Kilka miesięcy trwały tajemnicą pokryte czynności 
powyższej kommissyi śledczej; powoływano przed nią 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. ]33 

nietylko obwinionych pod zamknięciem trzymanych, ale 
i wielu bardzo ludzi na wolności będących, b§dż przez 
tamtych powoływanych, bądź w skutku denuncyacyi i do- 
niesień policyi podejrzanych o należenie do tajnego towa- 
rzystwa. 

Jakim sposobem można było należeć do liczby takich 
podejrzanych, jak się odbywało sławiennictwo przed kom- 
missyą śledcza? na to mogę odpowiedzieć z własnego do- 
świadczenia. 

Lubo nigdy nie należałem do zagorzalców i z prze- 
konania byłem przeciwnym wszelkim tajnym towarzystwom, 
nie mogłem jednak uniknąć tego, abym nie powziął wia- 
domość o knujących się spiskach i nie popadł przez to 
zarzutowi, żem winny, nie doniesiona władzy o tem com 
wiedział. 

Pod pozorem potrzeby ustalenia i szerzenia ducha 
narodowego, skłonił mnie jeden z moich przyjaciół, który 
już kilkakrotnie był aresztowanym , abym z nim poszedł 
na jedno zebranie dobrych znajomych, na którem zajmo- 
wano się sposobem osiągnienia powyższego celu. Jakoż 
udaliśmy się nie wieczorem, ale wśród dnia; nie do 
żadnego ukrytego miejsca, lecz na krakowskiem przed- 
mieście, na pierwsze piętro od ulicy położone; gdzie za- 
staliśmy tam w mieszkaniu wspólnego przyjaciela naszego, 
kilkanaście znanych nam osób, rozmawiających głośno 
o położeniu i wypadkach ówczesnych ; niezajmujących się 
prócz tego, niczem innem i nie mających przed sobą, ani 
żadnych papierów, ani przedmiotów używanych zwykle 
przy naradach i posiedzeniach jakiegobądż rodzaju. Po 
pewnój chwili, zjawił się pomiędzy nami jeden starszy od 
nas wszystkich obywatel, uchodzący za gorącego patryotę 
i stanąwszy jakby od niechcenia przed stołem, za którym 
kilku z nas siedziało , prawie mimo chodem , jakby mu 
pilne było pójść gdzie indziej, zatrzymał się na chwilę, 
wydobył z kieszeni nie wielkiój objętości papier i odezwał 
się w te słowa: 



Digitized by VjOOQ IC 



134 PAMIĘTNIKI 

Ponieważ pomiędzy panami są dwie osoby, pragnące 
naleieć do naszego stowarzyszenia, które wiedzą zapewnie 
o co nam chodzi, nie będę im przeto powtarzał, jakie są 
zamiary i zasady nasze i odczytam im tylko rotę przy- 
sięgi? j^^ msLJii wykonać, a to nie głośno, nie na piśmie, 
lecz z cicha, w obec własnego sumienia i honoru, przed 
tym o to wizerunkiem Kościuszki, którego im okazuję, nie 
wątpiąc: ie tę przysięgę zawsze ściśle zachowają, pewni 
będąc: że w razie przeciwnym, czeka ich kara zdrajcom 
kraju przeznaczona. 

Po tem przemówieniu, stawający odczytał wspomnioną 
przez siebie przysięgę; następnie wezwawszy nowo przy- 
jętych członków stowarzyszenia o wnoszenie miesięcznój 
składki na ręce wskazanćj przez siebie osoby, spiesznie 
się oddalił, a za nim wszyscy zebrani i na tem skończył 
się obrzęd przyjęcia o jakim mowa. 

Od owćj chwili, nie byłem więcej ani razu na źadnem 
podobnem lub innem zebraniu członków towarzystwa pa- 
tryotycznego ; nie dowiedziałem się wcale: ani o organi- 
zacyi jego, ani o nazwiskach głównych jego przy wodzców ; 
wreszcie nie dałem żadnej składki, a pomimo tego wszyst- 
kiego, nie uszedłem bacznćj uwagi tajnćj policyi i zostałem 
przez nią podany władzy śledczćj, jako należący do wzmian- 
kowanego towarzystwa. Że byłem śledzony przez szpie- 
gów, przekonałem się póżnićj o tćm po rewolucyi, bowiem 
zakomunikowano mi kartkę wynalezioną w papierach^taj- 
nój policyi, na którąj pismem i ortografią prawdziwie lo- 
kajską napisany był raport szpiegowski; u kogo byłem 
w ciągu dnia pewnego, zakończony krótką likwidacyą pod- 
jętych trudów, następującą: „należy mi się złotych dwa." 

Naraz, gdym się niczego podobnego spodziewać nie 
mógł, zjawił się domnie jakiś po cywilnemu ubrany po- 
sługacz policyjny i doręczywszy mi pismo zapieczętowane, 
natychmiast się oddalił. Było to wezwanie od vicepre- 
zydenta miasta, abym bezwłocznie do niego przybył; 
czemu, zadosyć uczyniwszy, dowiedziałem się: że zostałem 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 135 

powołany do stawienia się przed kommissyą śledczą na- 
sąjutrz o godzinie 4-ćj z poładnia. Objawiając mi ten 
rozkaz yiceprezydent , widocznie dla zaspokojenia mnie, 
dodał: „Kto takim sposobem jak pan jest wzywany, ten 
nie ma czego się obawiać.^ 

W dnia i godzinie oznaczonćj, ndałem się do pałacu 
Briihlowskiego , w którym owa kommissya śledcza posie- 
dzenia sweg:o odbywała i zameldowawszy się majorowi 
placu Axamitowskiemu, słynnemu wówczas ze swej gor- 
liwości policyjnej, otrzymałem od niego polecenie ocze- 
Idwania na wezwanie w głównej wielkiej sali. Całe 
dwie godziny pozostawałem tam w gorączkowem usposo- 
bienia, układając sobie myśli, sposób tłumaczenia się mego 
i przypatrywałem się drugiemu powołanemu, który zdawał 
się bydż niespokojniejszym odemnie ; lecz nierozmawiałem 
z nim wcale z obawy: czy to przypadkiem nie jest jaki 
towarzysz dodany mi, aby mnie na słówko wyciągnąć. 
W końcu pojawił się wreszcie Axamitowski, a skinąwszy 
namnie, przeprowadził przez trzy widne pokoje (było to 
w lipcu) i następnie kazał wejść do zupełnie ciemnój sali, 
w którćj okna szczelnie były zasłonione i lampy oraz 
świece pozapalane. 

W Komnacie tej, około wielkiego owalnego stołu, sie- 
dzieli: w pośrodku ordynat Zamoyski, jako prezydujący; 
na prawo przy nim Nowosilców i jenerałowie Krywcow 
i Eołzakow, na lewo zaś wojewoda i minister Grabowscy 
i inni, a na przeciw prezydującego jenerał Rautenstraucłi 
pióro trzymający w kommissyi, który kazał mi usiąść przy 
sobie. Gdym zajął miejsce, usłyszałem jak Nowosilców 
z cicha odezwał się do sąsiednich sobie jenerałów: „Wot, 
Skarbek^ — poczem prezes, niezadawszy mi żadnego co 
się zowie pytania, przemówił do mnie w te słowa: „Mamy 
wiadomość: że pan miałeś daleki udział w taj nem towa- 
rzystwie, który jednak nieściąga na pana żadnej odpowie- 
dzialności ; przyjenmie mi jest, oświadczyć panu : że ba- 
danie z nim uważamy za skończone.^ 



bigitized by VjOOQ IC 



] 



136 PAMIĘTNIKI 

Zdziwiony tym obrotem rzeczy, gdym zaraz nie ruszył 
się z miejsca, Rautenstranch « który wiadomem było: ie 
nigdy niechciał szkodzić badanym, przewidując, że Nowo- 
silców mógłby mi zadać jakie pytanie ; widocznie z roz- 
drażnieniem rzekł do mie: „I czegóż pan czekaż jeszcze? 
możesz się oddalić. '^ — Rozumie się, żem natychmiast 
bardzo skwapliwie spełnił dane mi polecenie, unosząc 
z sobą zamiast zatrważającego , dziwne , powiem nawet 
śmieszne wrażenie: najprzód ciemnicy, wktórój zasiadała 
wśród białego dnia owa kommissyi, jakoby jaki podziemny 
sąd tajny; następnie, szczególniejszego powołania przed 
trybuni swój człowieka, którego nie miała o co pytać. 

Rok 1827 był najsmutniejszą epoką królestwa, z po- 
wodu ciągłych aresztowań śledztw i sądzenia obwinionych 
o polityczne knowanie, przyczem spełniały się różne dro- 
bne prześladowania częstokroć pośmiewiska godne: Itak: 

Nowosilców zakazał używanie w szkołach śpiewów hi- 
storycznych Niemcewicza, jako obudzających patryotyczne 
wspomnienia w narodzie. 

WKsiąże polecił zabrać z biblioteki towarzystwa przy- 
jaciół nauk całe wydanie dzieło Staszica, pod tytułem 
„Ród ludzki,^ z powodu upatrzenia wniem dążności de- 
mokratycznych, przez co rzeczywistą wyświadczył przy- 
sługę temu znakomitemu, pod tylu innemi względami mę- 
żowi, ponieważ dzieło to, dziwacznym językiem i wierszem 
napisane, było poniekąd obłędem wyobraźni autora; przy- 
tem tak sprzecznćm z formami i prawidłami piśmiennictwa, 
iż tylko urągowisko nań ściągało. Mówiono : że WKsiąże, 
palił na swoim kominku wielkie tomy in quarto rzeczo- 
nego dzieła, które dziś do wielkich rzadkości należy, gdyż 
ja jedynie ocaliłem od zagłady przed zaborem kilka 
eksemplarzy, przepędziwszy noc całą w bibliotece towa- 
rzystwa na wyprówaniu z pojedynczych tomów, po kilka 
kartek^ z których następnie trzy kompletne yolumina dzieła 
ułożyłem* 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 137 

Dmuszewski, redaktor kuryera warszawskiego, dostał 
się do kozy za to! że umieścił w piśmie swojem donie- 
sienie fabrykanta guzików, iż u niego dostać można gu- 
zikóio wojskowych i liheryjnych. Inny zaś redaktor, stawić 
się musiał przed WKsięciem i tłomaczeć się z wielkim 
strachem z tego : że wypisał z gazety Berlińskiej wspom- 
nienie: iż w Norymberdze odbyła się koronacya nie cesarza 
ani króla, lecz aktora przez aktorkę. 

Pociągano do odpowiedzialności każdego, noszącego 
biały kapelusz i WEsiąże rozciągnął ten zakaz nawet do 
Okołowa prezesa izby najwyższój obrachunkowej , żarli- 
wego sługi rządu, który wcale nie przez patryotyzm, lecz 
jedynie dla osobistój wygody, przebrawszy się po polsku, 
nosił duży kapelusz biały. 

Karnawał schodził zupełnie głucho; policya kazała 
resursie kupieckićj dać bal na św. Sylwestra, ale na ta- 
kowy nikt się nie stawił. Wszystkie domy polskie były 
zamknięte i przyjmowały jedynie przyjaciół i poufnych 
gości niedopuszczając, aby ciż tańcami zabawiać się mieli* 
Zdarzyło się raz, że towarzystwo rossyjskie urządziło 
n siebie podobną zabawę, na którćj kilka dam polskich, 
a między niemi żona jednego z uwięzionych i pod sądem 
zostających, odważyła się pokazać. Zokazyi tćj przeto, 
napisano i rozrzucono po całem mieście następujące wiersze : 

„Pląsajcie wwesołein kole, 
Panny, wdowy, mężatki! 
Niech radość na waszćm czole, 
Szumne zwiastuje ostatki. 
Może ostatni z polaków. 
Męczeńskiej pastwy czekają, 
Niech więc tłum skocznych orszakdw, 
Zoprawczą łączy się zgrają. 
Ciesz się płci piękna i tkliwa, 
Wszak wyrok rozstrzygnie sprawę. 
Mniejsza co przyszłość ukrywa. 
Nowość przyniesie zabawę. 
Nigdy na zmianie nie traci 
Wyższe nad przesądy serce, 



Digitized by VjOOQ IC 



138 PAMIĘTNIKI 

Lepićj od naszych współbraci, 
Walcują swobód wydzierce. 
Lecz cnoty Rzymu zwycięża, 
Twój przykład szacowna żona, 
Co w czasie niewoli męża 
Bawisz jenerałów grono. 
Ty, jak wyższój mody dama, 
Masz się smucić w łez potrzebie? 
Ty za wszystkich baw się sama, 
Bo wszyscy cierpią za ciebie. 
Zacnych matek wychowanki. 
By twojój wyrównać sławie. 
Dowiodą nowe spartanki. 
Że nie masz polek w Warszawie.^ 

Wyrok sądu sejmowego^ pod naciskiem rozdrainionej 
opinii publicznćj wydany, podbudził niechęć rządu i wy- 
wołał różnego rodzaju prześladowania. Rocznica ogło- 
szenia konstytucyi, dotąd uroczyście po kościołacli i w obozie 
obchodzona, zeszła prawie niepostrzeżenie w roku 1828 
WKsiąię nie kazał odbyć zwykłej parady wojskowej, 
a wielu \ dygnitarzy polskich, nie śmiido nawet pójść do 
katedry na Te Deum. 

Wojskowym nie wolno było z obozu przybywać do 
miasta, ani mieszkańcom jego odwiedzać rzeczonego obozu. 
WEsiąże nakazał, aby wojskowi zgłaszali się wprost do 
niego o pozwolenie udania się do miasta. Skutkiem czego 
przez dni kilka, żaden jenerał polski, ani rossyjski nawet 
nie zażądał podobnego pozwolenia, uważając je za ubli- 
żające dla siebie. Gdy kobiety pospolite, nie mogły się 
oprzeć pokusie odwiedzania obozu, kazał WEsiążę po- 
chwytać je, a między niemi i bardzo porządnie ubrane, 
pogolić im głowy i tak oszpecone odprowadzić do miasta. 

Za wyrok sądu sejmowego przez siebie ferowany, 
musieli senatorowie pokutować w Warszawie, nakazano im 
bowiem pozostać w niój do czasu ogłoszenia w tćj mierze 
ostatecznćj decyzyi cesarskiej , która dopiero w marcu 
1829 roku wydaną zostsda. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HK. SKARBKA. 139 

W czasie tego ogólnego podrażnienia umysłów, zjed- 
nćj strony prześladowaniem ^ a z drugićj podburzaniem; 
przypadła śmierć wojewody Bielińskiego; prezesa sądu 
sejmowego y którego ówczesna opinia publiczna wyniosła 
do rządu najodważniejszycłi i najznakomitszych patryotów; 
niedziw więc, źe pogrzeb jego dał powód do wielkićj ma- 
nifestacyi pditycznój. Pomimo ostrej pory roku, okna 
wszystkich domów położonych na ulicach, przez które 
przechodził orszak żałobny, były otwarte i napełnione 
wszech stanu publicznością. Widziano Nowosilcowa prze- 
chadzającego się po tych ulicach przed obrzędem i przy- 
glądającego się zpogardliwem urąganiem tłumom groma- 
dzącym się na takowy, oraz oknom żałobnie przystrojonym 
i najętym przeważnie przez kobiety czarno ubrane. Ucznio- 
wie uniwersytetu utrzymywali całkowity porządek na tym 
obchodzie pogrzebowym, tak przy ezportacyi jako i na- 
zajutrz podczas nabożeństwa w kościele Św. Krzyża, gdzie 
pospychali ze schodów policyantów i wcale ich do świą- 
tyni nie w puścili. Władza nieprzeszkadzała wcale tój 
nianifestacyi i następnie nikogo za nią nie mnićj spra- 
wione niejakie nieporządki do odpowiedzialności nie po- 
ciągnęła. 

Zwolna ucichło wszystko, właśnie z powodu, ie rząd 
nie używał gwałtownych środków do przytłumiania i pow- 
strzymywania objawów publicznych różnego rodzaju. Usti^y 
z jednej strony prześladowania, a zdrugiój podburzania 
polityczne o jakich wyżój wspomniałem, bo się zbliżała 
chwila wielkiego aktu , który miał pojednać naród z kró- 
lem; chcę mówić o koronacyi, którćj ogłoszenie tćm bar- 
dziój zajęło ogólnie umysły, że nie było spodziewane. 

Przyjazd cesarza Mikołaja z cesarzową i z WEsięciem 
następcą tronu, zapowiedziano na dzień 17. maja 1829 r. 
Dla przeprowadzenia monarchów przez większą część 
miasta i szersze ulice, pobudowano oddzielny most od 
Pragi na drugi brzeg Wisły, w stronie dzisiajszej cytadeli, 
aby wjazd uroczysty mógł nastąpić ulicami Zakroczyską, 



Digitized by VjOOQ IC 



140 PAMIĘTNIKI 

Długą, Miodową, Senatorską i Krakowskiem przedmieściem 
do Zamku. 

Cesarzowa przesiadła się za rogatkami Pragskiemi 
z podróżnego pojazdu do galowej dworskiej karety, z trzech 
stron oszklonej i przez ośm koni ciągnionej. Cesarz aaś 
przybrany w mundur jenerała polskiego , w siadłszy na 
konia, u tycłiże rogatek przyjął chleb i sól podane mu 
przez prezydenta miasta, następnie przeżegnawszy się, 
zmówił cichy pacierz i postąpił naprzód w paradzie ka 
mostowi w towarzystwie Wielkich Książąt przybranych 
takoż w mundury polskie, z wyjątkiem WKsięcia Konstan- 
tego, który nigdy nie zmieniał munduru jenerała rossyj- 
skiego. WKsiąże, następca tronu, miał na sobie mundur 
1. pułku strzelców konnych, do którego był zaliczony. 

Wielki mistrz obrzędów i szambelani, powołani do 
orszaku koronacyjnego, czekali konno na przybycie mo- 
narch; i mieli go poprzedzać w uroczystym pochodzie, ale 
na nieszczęście dla nich dano wpobliskości ognia zdział, 
skutkiem czego nieostrzelane konie postrachały się i dwóch 
szambelanów legło na ziemi, nie mogąc się utrzymać na 
siodłach przy konieczności piastowania długich lasek mi- 
strzów obrzędów. 

Wypadek ten, wielce rozśmieszył publiczność i przer- 
wał na chwilę cały pochód, który po przywróceniu po- 
rządku niebawem ruszył dalej przez most ku miastu i gdy 
przechodził Zakroczymską ulicą, został zatrzymanym przed 
kościołem 00. Franciszkanów przez arcybiskupa Woronicza, 
otoczonego C£J:em wyższem duchowieństwem, który wtem 
miejscu podał cesarzowi i następcy tronu krzyż do uca- 
łowania. 

Uważano wśród okazałości tej parady dwie nie już 
skromne ale zupełnie zaniedbane karety ministrów, księcia 
Lubelskiego i Mosłowskiego, którzy zbyt filozoficznie rzeczy 
biorąc, nie uznali potrzeby podniesienia godności swej, 
świetnością ekwipażów, jaką za to odznaczył się minister 
oświecenia Grabowski; skutkiem czego, wystąpienie rząd- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 141 

ców kraju, było tym razym w odwrotnym stosunku ich 
zdolności ministeryalnej. Nad wszystkiemi wszakże ce- 
lował Nowosilców wspaniałym czterokonnym angielskim 
powozem, tu znowu blask zewnętrzny miał uderzać w oczy, 
aby one nie zważały na skalaną osobistość^ która wnętrze 
karety zajmowała. 

Okna i ganki domów mało gdzie były przystrojonej 
na ciasnych ulicach nie wiele było ludu, bo uszykowane 
po obu bokach wojska, całkiem prawie je zajmowały; 
niezbyt także wiele było okrzyków bo i w tem zastępo- 
wało go wojsko, głośnemi hurra na komendę wydawanemi. 

Za przybyciem monarchów do Zamku, przyjmowała 
ich przy wejściu na schody, księżna Łowicka , w towa- 
rzystwie dwóch dam honorowych, to jest: księżnój Zającz- 
kowej i ordynatowej Zamoyskiej. 

Lubo powierzchowność cesarza Mikołaja nie odzna- 
czała się tym wyrazem słodyczy jaki znamienował Ale- 
xandra, to wszakże czynił on mocne wrażenie na każdym, 
który mógł się doń zbliżać i z nim rozmawiać i zniewalał 
poniekąd do oddania mu czci monarszej, którą całą po- 
stawą swą wzbudzał. . 

Przez cały czas bytności swojój w Warszawie, przed 
i po koronacyi, przybrał cesarz wszelkie pozory łaskawości, 
popularności i przychylności ku polakom. Chodził wśród 
ludu po ulicach, zakazał policyi bronić komubąć przystępu 
do siebie, a tem bardziój rozpędzać pospólstwo groma- 
dzące się, jak się to zwykle praktykowało. Przy prezen- 
tacyach dworskich, rozmawiał uprzejmie ze znakomitościami 
krajowemi, lubo o ich dla siebie przychylności nie mógł 
bydź przekonanym: Do Niemcewicza odezwał się: „ii 
y a longtemps que je Vous connais de reputation." 

Następca tronu podobnież mówił z Niemcewiczem, 
i to po polsku, okazywał znajomość historyi polskiej, i mię- 
dzy innemi oświadczył: życzenia zwiedzenia w Wilanowie 
mieszkania „Wielkiego Króla i widzenia drzew, które tam 
Jan III. własną ręką zasadził.^ 



Digitized by VjOOQ IC 



142 PAMIĘTNIKI 

W dniu 21. maja 1829 r. odbyło się uroczyste ogło- 
szenie po ulicach Warszawy koronacyi cesarza Mikołaja 
na króla Polskiego. Ciekawe to było widowisko dla 
ludu, ten orszak urzędników w rozmaite stroje przybra- 
nych, przebiegający z assystencyą wojskową wszystkie 
główniejsze części miasta, a mianowicie: Dwaj heroldowie 
młodzi urzędnicy zkancellaryi rady stanu, ubrani po hi- 
szpańsku zbiretami ze strusiem! piórami na głowach i wiel- 
kiemi blachami herbowemi na piersiach i plecach, poprze- 
dzali na białych koniach, szambelanów w bogatszych ów- 
czesnych mundurach z laskami mistrzów obrzędów w rę- 
kach. Za temi, jechali również konno, sekretarze senatu, 
ci jui w skromnych obywatelskich mundurach, przepasani 
jedynie szarfami kolorów narodowych. Dalój postępowały 
dwa szwadrony strzelców konnych gwardyi , a w końcu 
sześciu marsztalerzy dworskich, w sutój liberyi, prowa- 
dzących tyleż koni wierzchowych bogatemi kapami po- 
krytych. 

Orszak ten, zgromadził się najprzód na saskim placu^ 
pod przewodnictwem jenerała jazdy Wincentego Krasiń- 
skiego i następnie z tamtąd, udał się na plac zamkowy, 
zkąd zaczęło się ogłaszanie koronacyi. Heroldowie wzy- 
wali lud do odkrycia głów, a sekretarze czytali następu- 
jące obwieszczenie: 

„Nasz najdostojniejszy, najwyższy, najpotężniejszy 
pan, Mikołaj I., Cesarz Wszech Bossyi i Król Polski, ra- 
czył rozkazać : aby koronacya Jego jako Króla Polskiego, 
z pomocą Wszechmocnego Boga, nastąpiła w dniu 24. maja, 
dając udział w tym królewskim obrzędzie, swojej dostojnój 
Małżonce, Najjaśniejszój Cesarzowej i Królowej Jejmości. 
Akt ten uroczysty, ogłasza się wszystkim wiernym pod- 
danym, aby w dniu tym szczęśliwym z podwójną żarliwością 
błagali króla królów o zlanie wszechmocności swojój, łask 
i błogosławieństw swych na panowanie Jego Królewskiój 
Mości i o utrzymanie w ciągu tegoż panowania pokoju 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 143 

i spokojność na chwałę Jego świętego imienia i nieza- 
chwianą pomyślność Królestwa.^ 

Po odczytaniu tego ogłoszenia przed zamkiem, roz- 
rzucili heroldowie drukowane eiemplarze takowego pomię- 
dzy zgromadzonych, poczem orszak podzielił się na dwa 
oddziały i kaidy z nich powtarzał podobne obwieszczenia 
po wszystkich placach publicznych Warszawy i Pragi. 

W samym dniu koronacyi, najpiękniejsza pogoda 
sprzyjała temu wspaniałemu obrzędowi; niezliczone tłumy 
ludu zapełniały plac zamkowy, ale mała tylko liczba ludzi, 
mogła się pomieścić na św. Jańskićj ulicy, którą po obu 
bokach uszykowane wojsko zajmowało i do której przy- 
stęp tćm był trudniejszym, iż WKsiąie Konstanty oso- 
biście się zajmował utrzymaniem porządku na tćj ulicy 
i wszystkich od szukania na niój pomieszczenia dla siebie 
odstraszał. 

Od kościoła św. Jana do Zamku, położony był po- 
most czerwonym suknem pokryty, po którym orszak ko- 
ronacyjny miał przechodzić. Pomiędzy tym pomostem 
zaś, a kolumną Zygmunta wystawiony był amfiteatr, za- 
jęty od samego rana pięciutysiącami kobiet postrojonych 
i za biletami wpuszczonych, które rozpiąwszy pod słońce 
kilkotysięczny zbiór różno kolorowych parasolek, przed- 
stawiały zdała malowniczy widok jakoby ogromnego kląbu 
kwiatów. Nietylko wszystkie okna placu i przyległych 
ulic, ale i wszystkie dachy, na których w częściach zdjęto 
pokrycia zapełnione były widzami, pomiędzy któremi i na 
tych niebezpiecznych wyżynach widziano także parasoliki 
kobiece. 

Najprzód zajął publiczność solenny wjazd do katedry 
arcybiskupa Woronicza, który obznajomiony z pańskióm 
wystąpieniem i dworszczyzną, chciał wystąpić w całej po- 
wierzchownój okazałości prymasa. Wyjechał on z pałacu 
swego na Podwalu położonego, w poszóstnej karecie, 
z dwoma lokajami za nią a czterema przy kołach, w bo- 
gatą liberyą przybranemi. Przed nim, jechał na siwym 



Digitized by VjOOQ IC 



144 PAMIĘTNIKI 

konia, ks. kanonik Kotowski , jako krucyfer, a za nim 
wszyscy biskupi krajowi, mający assystowaó przy obrzę- 
dzie koronacyi. W tym porządku zajechano przed kościół 
Św. Jana, gdzie u wielkich drzwi w chodowych zatrzymał 
się arcybiskup wraz z całem duchowieństwem dla przy- 
jęcia insygni koronacyjnych, jakie przez ministrów i se- 
natorów przy assystencyi dwóch wyższych urzędników 
przy każdym z nich przyniesione zostały processyonalnie do 
podwoi świątyni, zabrano je i umieszczono na stole kar- 
mazynowym axamitem ze złotemi galonami pokrytym i usta- 
wionym przed wielkim ołtarzem. Po odśpiewaniu przy 
tymże mszy do św. Ducha i poświęceniu wzmiankowanych 
insygni, odniesiono je na powrót do zamku, również pro- 
cessyonalnym pochodzie na czele arcybiskupa z ducho- 
wieństwem mającym, które złożył one w sali tronowój. 

Wkrótce potem, do tejże sali, przybył cesarz ozdo- 
biony orderem orła białego wraz z cesarzową, mającą już 
koronę na głowie, a płaszcz monarszy na ramionach 
i oboje zasiedli na tronie , obok którego znajdowały się 
insygnia koronacyjne. Za danym przez cesarza znakiem, 
powstali oboje panujący i wraz z całym orszakiem prze- 
szli do sąsiednej sali koronacyjnej, a 71 wystrzałów 
z dział na tarassie zamkowym ustawionych, oznajmiło lu- 
dowi: że obrzęd koronacyi, do którego tyle razy wspom- 
nione insignia niesione były przed monarchami, w tój 
chwili rozpoczyna się. 

Po zajęciu przez nich tronu w tój ostatniej sali, przy- 
stąpił prymas do króla, zmówił modlitwę i podał mu 
płaszcz królewski, który NPan przywdział na siebie, po- 
czem zażądał korony, jaką prezes senatu podał pryma- 
sowi, a ten cesarzowi, który sam włożył ją sobie na 
głowę. Następnie podał mu prymas łańcuch ordem orła 
bis^ego, który monarcha zawiesił na szyi małżonce swój, 
a dwie damy honorowe przypięły takowy do płaszcza. 
W końcu zażądał król berła i kuli ziemskiój, które dorę- 
czył mu prymas i wtedy głosem donośnym trzykrotnie 



Digitized by VjOOQ IC , 

-^ 



FR. HR. SKARBKA. 145 

zawołał: „Vivat rex in aeternum." Należało wszystkim 
obecnym ten okrzyk powtórzeć, ale nie dopełniono tego, 
ponieważ w programie koronacyjnym przypomniano o tćm 
uczynić wzmianki. 

W tej ctiwili znowu ozwały się działa i 101 wystrzałów 
z takowych zwiastowało ludowi: że akt koronacyjny został 
dopełnionym. Jednocześnie król odczytał w języku fran- 
cuzkim modlitwę z podanej mu książki przez ministra 
oświecenia, a prymas wraz ze wszystkiemi zebranemi 
padłszy przed stojącym monarchą na kolana, zmówił 
z rozrzewnieniem modlitwę polską. 

Po uskończeniu w sposób powyższy obrzędu w Zamku^ 
przeszedł z niego cesarz wraz z całym orszakiem do ko- 
ścioła, gdzie go prymas otoczony wyższem duchowień- 
stwem u podwoi ze święconą wodą przyjąwszy, przepro- 
wadził przed wielki ołtarz. Uniesienie ludu było wielkie 
i radosne okrzyki ani na chwilę nie ustawały, w czasie, 
gdy król w koronacyjnym stroju, z królewską koroną na 
głowie, postępował po pomoście do katedry pod balda-^ 
chinem, niesionym przez 16-tu jenerałów polskich. Obok 
monarchy szli Wielcy Książęta Konstanty i Michał, za nim 
cesarzowa z dwoma szambelanami polskiemi, którzy nieśli 
ogon koronacyjnej szaty, naostatek księżna Łowicka, pro* 
wadząc za rękę WKsięcia, następcę tronu. 

Po odśpiewaniu Te Deum , wrócili NPaństwo w tym 
samym porządku do Zamku, poczem dozwolono ludowi 
rozebrać pomost i amfiteatr, dopiero co przez kilkatysięcy 
kobiet opuszczony, co tak szybko wykonano , że w nie- 
spełna godzinę nie było już śladu gdzie te budowy stały^ 

W dniu tym, był naprzód w Zamku wielki obiad na' 
300 osób, na który nie zaproszono posłów i deputowanych 
na sejm, co ich bardzo obraziło ; następnie wspaniały bal, 
na którym się dosyć ochoczo bawiono, w trakcie którego 
tak oboje NPaństwo jako i cała rodzina cesarska, przy- 
glądali się oświetleniu całego miasta. Podczas tej ilumi-> 
nacyi, niewiadomo z jakiego powodu pospólstwo napasto* 

Paniętniki Fr hr. Skarbka. 10 



Digitized by VjOOQ IC 



146 PAMIĘTNIKI 

wało żydów i z powodu tego wkradły się niejakie niepo- 
rządki, które wszakże z łatwością niebawem przytłumiono* 

W cztery dni potom, miała miejsce na placu Ujazdow- 
skim, wielka uczta dla ludu, którą nawiedził cesarz i był 
radośnie przyjmowanym, ale nagła ulewa tę zabawę przer- 
wała. Nietylko na tej uczcie, ale i winnych miejscach 
publicznych okazywał się cesarz i często przechadzał się 
sam jeden po ulicach, prawdopodobnie, aby na przekór 
swoim zausznikom dać dowód: że ufa polakom. Eazu 
jednego, podczas tych przechadzek po dolnym ogra- 
dzie za Zamkiem ^ przelazł ulicznik przez sztachety, po- 
biegł wprost do monarchy i rzucił mu się do nóg. — 
„Czego chcesz?" zapytał go cesarz, „niczego" odpo- 
powiedział chłopak, tylko założyłem się zinnemi, że uca- 
łuję nogi królewskie." — Uśmiechnął się cesarz i puścił 
chłopaka, udarowawszy go kilku rublami. 

Rok 1830 zaczął się wesoło, karnawał był bardzo 
używiony, wyprawiano po domach prywatnych tańcujące 
wieczory i bale kostiumowe, chciano wyraźnie wynad- 
grodzić sobie dwa karnawały poprzednie. 

Sejm, zwołanym został przez uniwersał na dzień 
28. maja i cesarz niespodzianie zjechał do Warszawy, 
która pomimo zapowiedzianej opozycyi sejmowój i kno- 
wanycłi potajemnie spisków, miała na pozór postać swo- 
body i powszechnego zadowolenia. 

Posiedzenia sejmowe nie były tak burzliwe, jak się 
tego obawiano. Dawano w Zamku podczas tych posie- 
dzeń śniadania dla senatorów i posłów, na których służba 
i warty były całkiem polskie. Szczególniej zajmującemi 
były wieczory codziennie wyprawiane przez marszałka 
izby poselskiój Lubowidzkiego , na które schodzili się 
członkowie rady stanu, za tem organa rządowe z repre- 
zentantami narodu, nawet do opozycyi należącemi i zacho- 
wywali pomiędzy sobą tak uprzejme stosunki, iż patrząc 
na nich, nie byłbyś myślał: że są to przeciwnicy, którzy 
wednie zaczętą w izbie poselskićj, staczają z sobą walkę. 



Digitized by VjOOQ IC 



PR. HR. SKARBKA. 147 

Ka sejmie tym, miałem pierwszy i ostatni raz spo'* 
sobność występowania publicznie, jako mówca rządowy, 
W obronie projektu do prawa. Gdy w usiłowaniach moicli 
o zapobieganie żebractwu napotykałem na liczne trudności 
w przytrzymywaniu żebraków bez wyroków sądowych, 
przedstawiłem był ministrowi Mostowskiemu potrzebę wnie* 
sienią na sejm oddzielnego prawa o włuczągack i żebrakach* 

Projekt mój, przyjęty przez Radę stanu miał bydź 
wniesionym do izby poselskiej, prócz dwóch radzców stanu, 
którym poruczonem zostało wprowadzenie i popieranie 
wzmiankowanego projektu, otrzymałem i ja polecenie bro- 
nienia go, przeciwko zarzutom reprezentantów, pomimo że 
wówczas byłem tylko referendarzem stanu* Obrona ta tóm 
była trudniejszą, że mowa, którą sobie przygotowałem na 
piśmie na nic mi się nie przydała, gdyż wypadło odpowiadać 
z pamięci na zarzuty przez kilkudziesięciu posłów i depu- 
towanych czynione. Poczytuję za jedne z najprzyjemniej- 
szych chwil życia mego, to posiedzenie izby poselskiej, 
na którem odbyłem walkę parlamentarną z zawziętą opo- 
zycyą, walkę nader ciężką, z którój wyszedłem zwycięzko 
i szczęśliwie, bo projekt do prawa, iitwor mój przez 
też izbę dosyć znaczną większością głosów przyjętym 
został. 

WEsiąże Konstanty, był w najlepszym humorze przez 
cały przeciąg trwania sejmu i pomimo odbieranych ostrze^ 
żeń, nie okazywał żadnćj nieufności ani obawy. Do po- 
słów, którzy przybyli do niego z pożegnaniem odezwał się 
po polsku w te słowa: „przyjmijcie odemnie to staropolskie 
„przysłowie, jako dowód dobrych chęci moich: że cały jak 
„szeroki i dhigi na wasze usługi." — Studentów, którzy 
śpiewali w^ednój z kawiarń rewolucyjne francuzkie piosnki, 
kazał przed siebie stawić i upomniawszy ich tylko, bez 
żadnćj kary puścił. 

Tymczasem objawiały się ustawiczne złowróżbne wy- 
padki. I tak: w końcu września, jakiś były wojskowy^ 

10* 



Digitized by 



Googk 



148 PAMIĘTNIKI 

uderzył wśród dnia kijem prezydenta miasta na Dlugićj 
ulicy naprzeciw arsenału. Do kilku wyższych urzędników, 
a nawet do cenzora Szaniawskiego, przesłano bezimiennie 
listy, wzywające ich do łączenia się z ludem, „gAyi nadszedł 
czas odrodzenia polski." Wreszcie ukazały się w War- 
szawie pamiętniki Kilińskiego, potajemnie drukowane, które 
sobie wyrywano. 

W październiku panowała w całem mieście powszechna 
trwoga i przeczuwanie nastąpić mających rozruchów, po- 
dwajano patrole , a wojsko trzymano w koszarach na po- 
gotowiu do wystąpienia w razach alarmu. Policya ostrze- 
gała rektora uniwersytetu, o spiskach przez akademików 
knowanych, nadto do różnych władz nadchodziły z zagra- 
nicy listy z podobnemi przestrogami. 

W dniu 3. listopada, chcieli ciż akademicy zebrać się 
na żałobne nabożeństwo u 00. Kapucynów za braci po- 
ległych na Pradze w roku 1 794, a gdy im to zabronionem 
zostało, poszli w liczbie dwuchset na Pragę, tam w miej- 
scowym kościele sami ustawili katafalk i słuchali klęczący 
mszy żałobnój, po ukończeniu której zaśpiewali: „Reąuie- 
scant in pace** i rozeszli się spokojnie. 

Aresztowania mnożyły się codziennie, miasto przybierało 
postać coraz groźniejszą, ostrzegania o niebezpieczeństwie 
były częstsze i naglące, ale WKsiąże niechciał im dawać 
wiary i nic nie przedsiębrał, aby niedopuśció wybuchu 
rewolucyi, lub pokonać ją gdy wybuchnie. Tym sposobem 
nadszedł dzień 29. listopada a z nim wybicie się na chwi- 
lową wolność, po którój mimo nieodżałowanych poświęceń 
i niezrównanych dowodów męztwa wojska polskiego, na- 
stała coraz to sroższa niewola. 

XI. 
Prace piśmiennicze i czynności moje do roku 1830. 

W roku, do którego doprowadziłem dotąd niniejsze 
pamiętniki, przepołowiłem poniekąd życie moje, bo miałem 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 149 

wtedy 88 lat wieku, i najmniej spodziewając się tego, do- 
szedłem do kresu, u którego miał się skończyć dotych- 
czasowy mój zawód, a rozpocząć nowy zupełnie odmienny, 
w którym miałem zyskać dużo na znaczeniu i dostojeń- 
stwie, ale stracić daleko więcej na spokojności i szczęściu 
osobistem. Tu więc winienem się zatrzymać, aby zdać 
sprawę z usiłowań piśmiennictwu poświęconych, zanim roz- 
pocznę opowiadać, przez jakie koleje przechodziłem w urzę- 
dowym zawodzie moim. 

Prace moje naukowe, troistego były rodzaju : to jest 
ekonomiczne, powieściowe i dramatyczne. 

W roku 1820, wydałem dla użytku uczniów moich 
prelekcye ekonomii politycznej, jakie w uniwersytecie war- 
szawskim wykładałem, dając im tytuł: „Elementarne za- 
sady gospodarstwa narodowego,^ w następnym zaś roku, 
przygotowałem do druku „Gospodarstwo narodowe stoso- 
wane, czyli naukę administracyi.^ Dwa te dzieła skła- 
dały jedno czterotomowe, pod ogólnym tytułem: „Gospo- 
darstwa Narodowego," które zakładałem sobie dopełnić 
wykładem finansów i nauką policyi, lecz zamiaru tego do 
skutku nie doprowadziłem i natomiast w miejsce obszer- 
nego wykładu pierwszego z tych przedmiotów, wydałem 
tylko w roku 1824 rys ogólny nauki finansów czyli kom- 
pendium tćj nauki, mające służyć uczniom moim do za- 
chowania w pamięci głównych zasad obszernie z katedry 
im wykładanych. Kres zaś nauki policyi zupełnie wy- 
kończony, znajduje się w rękopismach moich i pewnie pu- 
blikacyi nigdy nie dostąpi. 

Po kilku latach nauczania teoryi gospodarstwa naro- 
dowego, według powyżój wzmiankowanego dzieła, prze- 
konałem się o potrzebie przerobiania go pod względem planu 
i metody, zamiast przeto wprowadzenia doń odpowiednich 
zmian, napisałem nowy zupełnie traktat ekonomii politycz- 
nej i podhig niego przez następne lata wykładałem z ka- 
tedry tę naukę. Uznawszy zaś, że takowy jest dostęp- 
niejszym dla shichaczów moich, a tem samem lepszym od 



Digitized by VjOOQ IC 



150 PAMIĘTNIKI 

poprzedniego, postanowiłem poddać go stanowczej próbie, 
to jest po wytłumaczeniu na język francuzki złożyć go 
pod sąd ekonomistów europejskich. Tym sposobem, toż 
samo dzieło, trzy razy wypracowałem, to jest najprzód* 
elementarne zasady będące wykładem polskim teoryi Adama 
Schmitha, drukowane, jak już wyżej namieniłem w r. 1820; 
powtóre, nowe prelekcye uniwersyteckie według własnego 
już planu podzielone na dwie części, a mianowicie: 1. o za- 
sadach bogactwa człowieka w stanie towarzyskim żyjącego 
i 2. o bogactwie narodów, wreszcie trzecie, to ostatnie 
przełożone na język francuzki pod tytułem: Theorie des 
richesses sociales. 

Sądząc, że instytut Francuzki zajmuje się ocenianiem 
prac w rękopismach, przez autora pod sąd jego złożonych, 
przesłałem do tegoż instytutu dopiero co wspomnione dzieło, 
lecz gdy po roku przeszło oczekiwania żadnćj nie otrzy*- 
małem odpowiedzi, postanowiłem przeto w roku 1828 sam 
udać się do Paryża, celem jużto powzięcia wiadomości co 
się stało z pracą moją, jużto zajęcia się ogłoszeniem jej 
drukiem. Ta obojętność instytutu Francuzkiego na dobre 
mi wyszła, bo żeby ułatwić sobie podróż do stolicy Francyi 
przedstawiłem ministrowi spraw wewnętrznych, pod zwierzch- 
nictwem którego pracowałem w wydziale więzień i zakła- 
dów dobroczynnych, propozycye zwiedzenia tego rodzaju 
instytutów europejskich i zdania o nich sprawy, w razie 
gdyby rząd podobną misyą zechciał mi powierzyć. Mini- 
ster Mostowski, który mnie bardzo cenił i wszelkie usiło- 
wania moje popierał, wyjednał mi upoważnienie do speł- 
nienia rzeczonego zlecenia, oraz zasiłek pieniężny na koszta 
podróży, trzy tysiące złotych wynoszący, na którym po- 
przestałem, jakkolwiek takowy ani w połowie nawet wy- 
datków na ten cel poniesionych nie pokrył, a to z uwagi 
iż w każdym razie w zamiarze wydawnictwa wyżej wzmian- 
kowanego dzieła mego, podróż tę własnym kosztem od- 
być byłbym musiał. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 151 

Przybywszy do Paryża, dowiedziałem się, że ręko- 
pism mój oddany dwóm członkom instytutu francuzkiego 
przez żadnego z nich przejrzanym dotąd nie został, skut- 
kiem czego zdanie tego uczonego zgromadzenia o pracy 
mojej, wydanem być nie mogło. Po długicli poszukiwa- 
niacłi nareszcie udało mi się wydobyć i odebrać takowe 
od p. Fourier, jednego z owych członków i znaleźć wy- 
dawcę, który za 1000 franków nabył mój rękopigm. Głów- 
nie w tej mierze był mi pomocnym p. Julien redaktor nau- 
kowego pisma, wielką wziętość w paryżu mającego, który 
jużto przez przychylność ogólną dla Polaków, jużto przez 
wdzięczność, że został policzonym do rzędu^członków War, 
Tow. Przyjaciół Nauk, szczerze zajął się tak dziełem, jako 
i osobą moją. On to pomieścił w piśmie swojem wyżój 
wspomnianem artykuł mój krytyczny o osadach ubogich 
w Holandyi, które przed przybyciem mojem do Paryża 
świeżo byłem zwiedził i wprowadził mnie na jedno z po- 
siedzeń Towarzystwa Filotecfanicznego, na którem dozwo- 
lono mi odczytać wstęp do drukować się mającego dzieła. 
Odczyt ten podobał się powszechnie i nietylko ułatwił mi 
rzeczone wydawnictwo, lecz nadto sprowadził: iż wzmian- 
kowane Towarzystwo obrało mnie członkiem swoim i na- 
stępnie stosowny na to patent do Warszawy mi nadesłało. 

Tym sposobem osiągnąwszy cel główny, jaki mnie do 
Paryża sprowadził i spełniwszy zarazem poruczenie Rządu 
zwiedzenia zakładów dla ubogich i więzień w podróży mo- 
jój po niektórych krajach Europy odbytej, powróciłem do 
Warszawy i złożyłem ministrowi Mostowskiemu zdanie 
sprawy z tój misyi, które później to jest roku 1830 dru- 
kiem ogłosiłem. 

W tymże samym roku w Paryżu ukazało się na świat 
dzieło moje wyżej wspomnione, to jest: Teorya bogactw 
towarzyskich, w roku poprzednim 1829 jeszcze drukowane. 
Wszystkie niemal uczone i niektóre polityczne pisma pa- 
ryzkie, zamieściły pochlebną o pracy mojój wzmiankę 
i w ogóle w artykułach tych podziwiano jasność wykładu, 



Digitized by VjOOQIC 



J52 PAMIĘTNIKI 

oraz łatwość władania językiem francazkim; co przy pi* 
sywano głównie temu, że wykształcenie moje Francyi i j4j 
uczonym zawdzięczać winienem. W piśmie włoskiem: Misce- 
lanea di economia publica Luigi Blanchi Neapoli 1836, 
znajdaje się także dłaga recenzya dzieła mego, wreszcie, 
w wydanym w roku 1853 w Paryżu Dykcyonarzu Eko- 
nomii politycznćj pp. Goquelin i Gillamin, z prawdziwą 
przyjemnością znalazłem nietylko liczne wyjątki a dzieła 
mego, lecz i pod nazwiskiem mojem szczegółową biografią 
życia mego. 

Ponieważ prelekcye moje w Uniwersytecie były zaw- 
sze licznie uczęszczane nietylko przez akademików, ale 
i przez wolnych słuchaczów i co rok wychodziło z niego 
po kilkudziesiąt usposobionych uczniów, kandydatów na 
wyższe urzędy, którzy bądź przy wejściu do służby, bądź 
przy posuwaniu się w niej, obowiązani byli składać egza- 
mina, przeto musieli się oni obznajmiać z naukami admini- 
stracyjnemi, a tem samem czerpać potrzebnych im wiado* 
mości w dziełach odpowiedniej treści, skutkiem tego, można 
było liczyć na odbyt tego rodzaju publikacyi. Okoliczność 
ta przeto spowodowała mnie do wydawnictwa Dykcyonarza 
Ekonomii politycznej, podług podobnego dzieła Ganilha, 
znacznie przezemnie pomnożonego, i takowe prowadziłem 
w latach 1827 i 1828, w zeszytach tygodniowych, po cenie 
złotego jednego za każdy zeszyt. Wydawnictwo to miało 
taką wziętość, że wszystkie egzemplarze z łatwością umie- 
ściłem, i na tem przedsięwzięciu daleko lepiej niż na in- 
nyx5h wyszedłem. 

Wspomniałem dopiero co o examinach wyższych przez 
urzędników składanych, otóż do słuchania onych, ustano- 
wioną byJa przy Radzie Stanu najwyższa Komisya Egza- 
minacyjna, złożona nietylko z Członków Rady, lecz i z pro- 
fesorów Uniwersytetu, oraz urzędników technicznych, przy- 
bieranych do składu Komisyi w razach egzaminów spe- 
cyalnych. Zostawała ona pod przewodnictwem Staszica 
\ Ja do rzędu stałych jćj członków należałem. Zadanie to 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 153 

nio było łatwem^ gdyż wypadało egzaminować wszystkich 
urzędników administracyjnych pod względem usposobienia 
ich naukowego; a że po większej częścią starsi wiekiem 
ciż urzędnicy, prawie żadnego takiego usposobienia nie 
mieli, zachodziła przeto potrzeba nader względnego ich 
badania i niewymagania od nich wiadomości, jakie się 
tylko w młodym wieku z łatwością nabywają. 

Obok zajęć urzędowych, oraz prac w naukach ekono- 
micznych, z powołania mego nauczycielskiego wynikają- 
cych, pisałem powieści i komedye, które za rozrywkę w peł- 
nieniu wszelkiego rodzaju obowiązków moich poczytywa- 
łem. Literackie te prace zajmowały mi wieczory, jakich 
nigdy nie byłem skłonnym przepędzać w zwykłych zebra- 
niach tak zwanego wielkiego świata, przez co zdołałem 
osiągnąć wielką oszczędność na czasie, przeznaczonym dla 
mnie na tej ziemi i zużytkować chwile, marnie przez tylu 
ludzi tracone. 

Wziętość europejska, jaką miały podówczas dzieła 
wielkiego nieznajomego (Walter-Skotta), wzbudziła we mnie 
chęć naśladowania go w powieści historycznćj polskiój, 
w której równocześnie już inni pisarze polscy, a miano- 
wicie Bernatowicz (w Pojacie), wystąpili. Ten rodzaj wię- 
cój wymagał poszukiwań i pracy, niż obyczajowy, skut- 
kiem czego, mniój on zjednał mi przychylnego uznania 
(co zresztą za sprawiedliwy sąd opinii publicznej uważać 
muszę), niż ostatni. 

Pierwsza historyczna powieść moja, Tarh, wywołała 
ostrą krytykę, po części osobistą niechęcią ku mnie pi- 
szącego, powodowaną, która jednak nie przeszkodziła szyb- 
kiemu rozprzedaniu pierwszój edycyi i nawet uważaną 
była za niesprawiedliwą, skoro jeden ze znakomitych ludzi 
owego czasu (Bonawentura Niemojowski, znany poseł opo- 
zycyi), odpisał na tę zbyt tendencyjną krytykę, broniąc 
potępionój pracy mojej. 

Druga powieść historyczna moja, Ruszczyć, osnuta na 
krótkiój relacyi o wyprawie wojaka tegoż nazwiska do 



Digitized by VjOOQ IC 



154 PAMIĘTNIKI 

obozu tureckiego pod Wiedniem, miała większe od po* 
przednićj powodzenie, lubo, jak się często dziać zwykło 
w utworach tego rodzaju, opierała się na zmyślonej 
skłonności księcia Jakóba Sobieskiego do bohaterki ro- 
mansu, co się wcale z prawdą historyczną nie zgadzało. 
Wiele szczegółów tej powieści, mogły się zdawać również 
zmyślonemi, a jednak tak nie jest; bo je wyjąłem z mało 
znanycłi pamiętników 0'connora, doktora króla Jana III, 
a mianowicie opis pobytu królowej Maryi Kazimiery u wód 
Szlązkich wWarmbrunn. 

Pierwsza z dwóch dopiero co wzmiankowanych po- 
wieści, to jest Tario, wytłumaczoną została na język fran- 
cuzki przez panią Melanię Waldor i drukowaną w Paryżu 
w roku 1834. Ale autorka francuzka uważsda właściwem 
jak się to wyraziła w przedmowie: „dodać trochę miłości 
do stronnictw, zbyt przesiąkłych krwią bitew i pisanych 
stylem zimnym i lakonicznym historyi," nadto, wypuścić 
w przekładzie swoim fakt rzeczywiście historyczny, o za- 
pomnieniu księżniczki Maryi, późniejszej królowej fran- 
cuzkiój, w żłobie karczemnym, przy nagłem uchodzeniu 
rodziny królewskiój z Warszawy, bo prawdopodobnie ten 
szczegół zdawał się jój być zmyślonym. 

Te dwie powieści historyczne przerwały szereg po- 
wieści moich obyczajowych, które więcój odpowiadały 
usposobieniu memu i większe zapewniły mi powodzenie 
literackie, mianowicie z ogłoszonych drukiem przed Tartą: 
Pan Antoni, Fodrói bez celu i Pan Starosta; ostatnia ta- 
kiego doznała ogólnego uznania, że niepowinienem był 
nigdy opuścić tego rodzaju piśmiennictwa; jako leż wró- 
ciłem się do niego, niezszedłszy już więcój z tej drogi. 

Z powieści powyższych, dwie przełożone na język nie- 
miecki przez Edwarda von Lossow, to jest: Die Beise 
ohne Ziel, aus dem Leben i Der Starost und sein Nachhar, 
ein Roman, wyszły w Berlinie w r. 1845, i dopiero po 
ogłoszeniu ich drukiem przez tłumacza osobiście mi dorę- 
czone zostały. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 155 

Z dalszych powieści obyczajowych , napisałem trzy 
mniejszego rozmiaru^ a mianowicie: Nurzuc(yna i odebranci^), 
Historya wielu małżeństw, Chwila wesołości. Pierwsza z nich 
osnntą została na prawdziwem -zdarzeniu, jakie miało 
miejsce w ostatnich czasach panowania Stani>ława Augasta« 
Wystawione w nićj osoby, to jest: Książę, wojewodzina 
i jźj córka i August, były wszystkim ówczesnym dobrze 
znane i jedynie przez poszanowanie stosunków familijnych? 
dotąd jeszcze istniejących, nazwisk ich nie wymieniam. 
Szczegóły i następstwa dramatu tego, były im opowiadane 
przez współczesną damę, która patrzała na to, co się w tój 
rodzinie działo. 

W Gazecie Codziennej z roku 1855, znalazłem obok 
wspomnienia ogólnego o pracach moich literackich, nastę- 
pujące zdanie o Narzuconej i odebranej: 

^Jest to mała powiastka, a raczej dramat opowie- 
dziany, ale tyle zawiera w sobie życia i prawdy, tak zręcz- 
nie i trafnie zastosowaną w niej jest gra fizyognomii 
do uczuć i wrażeń prawdziwych czy zmysłowych, a gnież- 
dżących się w duszach osób w niej występujących, że pra- 
wie spogląda się na ich ruchy, słyszy głos, czuje łzy lub 
radość i przenika do dna najskrytsze tajniki serca.^ 

Przywodzę to zdanie, bo mi się nie zdarzyło spotkać 
raz drugi krytyka, któryby tak poznał i wniknął w myśl 
autora, bo właśnie w powiastce, o jakiej rzecz idzie, zało- 
żyłem sobie głownie malować na zewnątrz człowieka: 
w twarzy, w mowie i w ruchach, to co się w duszy jego 
dzieje, tudzież co on wykryć lub ukryć pragnie; zatem 
pożądany cel osiągnąłem, skoro usiłowania moje w tej mie- 
rze tak właściwie ocenionemi zostały. 

Ani Historya widu małżeństw, ani Chwila wesołości**)y 
nie mają już podobnych dążności i są tylko zwykłem! 



*) Dwie pierwsze dłngo leżały w manuskryptach i daleko 
później drukowanemi były. P. W. 

**) Drakowana jeszcze w roku 1S22, 



Digitized by VjOOQ IC 



156 PAMIĘTNIKI 

powieściami, przedstawiającemi zwyczajne wypadki w sto- 
sankach przed-małieńskich, które natchnione mi były 
przez rzeczywiste wydarzenia, oraz chęć odwzorowania 
osób, pomiędzy któremi żyłem. 

W owych czasach, wpadł mi w ręce rękopism księdza 
Eitowieza: O zwyczajach i obyczajach poldcich za hróla 
Stanisława, pisany z wielką prostotą, bez zamiaru drako- 
wania tój pracy i bez żadnój krytyki, oraz zdania o fak- 
tach przedstawianych, stanowiący bardzo szacowny ma- 
teryał dia pisarzy, pragnących opisywać tę epokę, z któ- 
rego i ja postanowiłem korzystać w zamierzonój nowój po- 
wieści mojej. Założyłem sobie w takowój przedstawić 
człowieka nieudolnego i zupełnie głupiego, kt(jiry nic 
z siebie samego ani przedsięwziąść , ani nic sam dokonać 
nie zdoła, ale którego los ślepy i wypadki tak popychają 
w życiu, że dochodzi do tego, czego nigdy spodziewać się 
nawet nie mógł. Podług tój danój przeto, przeprowa- 
dziłem Ąfcie Feliksa Faustyna Dodosińskigo przez czasy 
i obyczaje, które rzeczony ksiądz Eitowicz tak dosadnie 
opisał, za czóm idzie, że powinienem był się podzielić 
z tym Pijarem powodzeniem, jakie miała ta praca moja. 
Zacząłem ją pisać przed wyjazdem moim do Petersburga 
w r. 1830, a skończyłem dopiero po powrocie z tćj stolicy 
następnego roku. Ponieważ dla niezależnych odemnie 
przyczyn, a głównie z powodu wysokiego stanowiska, jakie 
wtedy zajmować miałem, zachodziły trudności w ogłoszeniu 
drukiem powieści tój w Warszawie , przeto powierzyłem 
ją podówczas bawiącemu chynlowo w tćm mieście, czci- 
godnemu Edwardowi Kaczyńskiemu, który zmyśliwszy 
w przedmowie swój bajeczkę o niewiadomym autorze 
dziełka tego, wydał ono własnym kosztem we Wrocławiu 
1838 roku. Następnie w r. 1844 wyszło takowe w Ber- 
linie w przekładzie niemieckim ^ przez Antoniego Mauri- 
tiusa dokonanym, p. t: Leben und Schieksale des Fdix 
Faustin Dodosiński von Dodoscha, ein humoristischer Bomem. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 157 

W roku 1829, niejaki Milewski powziął był myśl 
otworzenia drugiego teatru w Warszawie , w sali gmachu 
Towarzystwa Dobroczynności, z zamiarem przedstawiania 
w nim małych komedyi i komedyooper, do czego użył tak 
prowincyonalnych aktorów, jakoteż i poczynających uczniów 
ówczesnej Szkoły Dramatycznój Warszawskiej. Z początku 
uczęszczała publiczność na ten nowy teatr z dążnością wy- 
szydzania tych nieudolnych artystów; ale w krotce zaczęła 
uznawać, że są niejakie pomiędzy nimi talenta, tudzież^ 
że drugi teatr był potrzebnym i mógłby się utrzymać 
w stolicy. Skutkiem tego, Dyrekcya narodowego teatru 
okazała się skłonną do objęcia pod swój zarząd prywat- 
nego przedsiębierstwa Milewskiego, i do urządzenia w po- 
mienionej wyżćj salce drugiego teatru, który niewłaściwie* 
na wzór francuzkich Yarietesy nazwano teatrem Rozmaitości. 
Zamierzono bowiem otworzyć teatr ludowy, dostępny dla 
nizkich cen wejścia, dla mnićj zamożnych klas ludności 
i mający przedstawiać sztuki łatwiejsze do pojęcia każdego, 
a zarazem malujące obyczaje ludowe, na umoralnienie 
których wpłynąć chciano. Ale znowu sama lokalność nie 
odpowiadała zamiarowi temu, bo tego rodzaju teatr po- 
winien być obszernym, aby wielka liczba uczęszczających 
doń, pokrywała koszta przy możliwie nizkiej cenie biletów; 
salka Dobroczynności zaś była zbyt małą, i tylko szczupłą 
ilość słuchaczów mniej płacących pomieścić w sobie mogła. 
Dla tego ów ludowy teatr stał się rzeczywiście teatrem 
rozmaitości, to jest siedliskiem rozmaitćj klasy społeczeń- 
stwa, przeważnie wszakże wykształconój i nawet z wyż- 
szego towarzystwa, skoro Dyrekcya zdołała obsadzić skład 
artystów prawdziwemi talentami scenicznemi, oraz trzymać 
się stale tój zasady: aby przedstawiać same sztuki we- 
sołe, mające więcćj zabawę publiczności, niż wyszukany 
efekt dramatyczny na celu. 

Powstanie tego nowego teatru, wzbudziło we mnie 
chęć pracowania dla sceny narodowój. Stosując się do 
pierwotnego założenia otworzenia sceny ludowej, napisałem 



Digitized by VjOOQ IC 



158 PAMIĘTNIKI 

pierwszą sztukę dla Teatru Rozmaitości z żywego obrazu, 
jaki miałena w jednym ze straganów, obok którego często 
przechodziłem, i moja Intryga w straganie, w październiku 
1829 r. po raz pierwszy przedstawiona, wprowadziła na 
deski teatralne osoby codziennie na bruku widziane, jako 
to: przekupkę, szewca, dorożkarza, grajka i kucharkę, 
które weselej przez publiczność przyjętemi zostały, niż 
niejeden bohater wielkiego dramatu. Sztuczka ta, do któ- 
rej, po pierwszem jej przedstawieniu, dorobiłem śpiewki, 
miała długo wielkie powodzenie, głównie może dla gry 
takich artystów, jakimi byli ; Panczykowski, Majewski i Ni- 
wiński; ten ostatni, bardzo znakomity komik, zawcześnie 
dla sceny zmarły. 

Z powodu doznanego tego powodzenia, przypomniałem 
Dyrekcyi' teatru, że przed kilkoma latami, przesłałem był 
jej bezimiennie jednoaktową komedyą, p. t.: Popas, któ- 
rej do owego czasu nikt nie był jeszcze czytał, a którą 
zaledwo odszukano w papierach biblioteki teatralnćj. A je- 
dnak była to mała dramatyczna praca, która w krotce po 
Intrydze to straganie przedstawiona, miała nadzwyczajne 
powodzenie i w krótkim przeciągu czasu kilkadziesiąt razy 
powtórzona, prawdziwą u publiczności nowego teatru zje- 
dnała mi wziętość. 

Raz zachęcony, nie ustawałem już przez resztę życia 
mego na pracach dramatycznych, od których mnie, ani 
późniejsza nieprzychylnośc Dyrekcyi teatralnej, ani mniej 
sprawiedliwa krytyka, odstraszyć już nie zdołały, bo zwykle 
miałem za sobą przychylne uznanie publiczności, która 
licznie na sztuki moje uczęszczała. W ciągu lat 1829 
i 1830 przedstawiona w teatrze Rozmaitości siedm małych 
komedyi moich, to jest: prócz dwóch już wyżój wzmian- 
kowanych, następujące: Biuraliści^ w której założyłem 
sobie wyszydzić język i pedantyzm biurowy, wielce w ów- 
czas, zwłaszcza po mniejszych urzędach, krzewiący się: 
Nieproszeni goście, napisaną wyłącznie dla Panczykow- 
skiego, aby uwydatnić bardziój zdolność jego w przedsta- 



Digitized by VjOOQIC 



FB. HR. SKARBKA. 159 

wianiu chłopów polskich ; Piętnaście lat życia lokaja^ trzy- 
aktową sztukę ze śpiewkami, która była naśladowaniem 
wystawianych w Wielkim Teatrze: Piętnaściu lat życie szu- 
lera, z dążnością moralną dla klassy służących ; Co głowa 
to rozum, przysłowie jednoaktowe, napisane poprzednio 
dla teatru amatorskiego, które ustąpić musiało pierwszeń- 
stwa sztuczce, również w tym celu przez Niemcewicza przy- 
gotowanej, i nakoniec Fan domu, satyryczna komedyjka, 
z prawdziwego zdarzenia wzięta, która długo bawiła ów- 
czasową publiczność, znającą dobrze osoby, do których 
satyra ta się ściągała. 

XII. 
Wyjazd mój do Petersburga i pobyt w tej stolicy. 

Podróż, jaką z upoważnienia rządu, w roku 1828 od- 
byłem do Niemiec, Holandyi i Francyi, celem zwiedzenia 
tamecznych dobroczynnych zakładów i więzień; zdanie 
sprawy, jakie złożyłem z tej missyi ministrowi spraw wew- 
nętrznych ; wreszcie raport przedstawiony z dopełnionego 
przezcmnie na skutek wyjątkowego polecenia tego mi- 
nistra objazdu więzień krajowych; wszystko to spowo- 
dowało powołanie mnie na urzędnika administracyjnego, 
najprzód w grudniu 1828 roku jako członka ogólnej rady 
szpitalnej i assessora kommissyi rządowej spraw wewnę- 
trznych a następnie w maju 1829 roku jako referendarza 
zwyczajnego w radzie stanu królestwa. 

W Komissyi rządowej zajmowałem się wyłącznie służbą 
więzień i szpitali, a lubo właściwy dyrektor wydziału kie- 
rował z prawa tą służbą, to wszelakoż minister Mostowski 
upoważnił mnie do znoszenia się w prost z nim samym 
i do czynienia mu bezpośrednio przedstawień dotyczących 
tego przedmiotu. 

Przy takiój pomocy ministra, mogłem zaprowadzić 
niejakie ważne ulepszenia w powierzonej zawiadywaniu 
memu służbie, a mianowicie: jak to najlepićj zaświadczće 



Ł . 



Digitized by VjOOQ IC 



190 PAMIĘTNIKI 

mogą akta komissyi spraw wewnętrznych, w ciągu pierw- 
szych dwóch lat urzędowania mego zdołałem w więzieniach 
wprowadzić czystość, zupełnie do owego czasu zaniedbaną, 
polepszyć żywienie i utrzymywanie więźni przez odebranie 
nadzorcom dostaw żywnośei, źródłem majątków dla nich 
będących; urządzić warsztaty i ręczne roboty, wewnątrz 
więzień przy początkowem ograniczeniu, a następnie zu- 
pełnem zniesieniu praktykowanego dotąd zwyczaju wynaj- 
mowania więźniów do robót po mieście, założyć szkółki 
dla młodych winowajców w samych zakładach, i naostatek 
utworzyć w komissyi spraw wewnętrznych centralną kon- 
trolę ruchu ludności więziennej. Co się tyczy szpitali, w tych 
zrazu żadnych ulepszeń w wykonanie wprowadzić niemógłem, 
skutkiem doznanój opozycyi ze strony przełożonych Sióstr 
Miłosierdzia, samowolnie zakładami temi zawiadujących 
i jedynie założyłem w Warszawie Dom przytułku i pracy 
dla włóczęgów i żebraków, przy pomocy funduszu na po* 
dobny dom zarobkowy przez Staszica zapisanego oraz 
Instytut moralnie zaniedbanych dzieci, wyłącznie z prywat- 
nych ofiar i składek urządzony, wreszcie przygotowałem 
projekt Domu Badań z odosobnionem zamknięciem dla 
przestępców pod inkwizycyą zostających i na wyroki spra- 
wiedliwości oczekujących. 

Powyższe skutki usiłowań moich, zwróciły uwagę ce- 
sarza Mikołaja, który za ostatniej bytności swojej w War- 
szawie, znalazłszy szpitale miejscowe w największym nie- 
porządku wydał polecenie wysłania mnie do Petersburga, 
dla zwiedzenia tamecznych zakładów dobroczynnych i dla 
otrzymania najwyższych rozkazów względem urządzenia 
szpitali Warszawskich ; jednocześnie zalecił, aby przełożone 
Sióstr Miłosierdzia stawiły się w Petersburgu dla przypa- 
trzenia się wewnętrznemu porządkowi w szpitalach tej sto- 
licy istniejącemu. Rozkaz ten wydany w czerwcu 1830r- 
dopiero w październiku tegoż roku, co do mnie wykonanym 
został. To opóźnienie podróży mojej stanowczy wpływ 
na dalszy bieg życia mego wywarło, gdybym był bowiem 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 161 

W lipcu wyjechał, to byłbym najpóźniej powrócił wci 
wrześniu, a tem samem nie będąc przymusowo odda- 
lonym od kraju w czasie rewolucyi listopadowej, byłbym 
niezawodnie dzielił los tych ziomków, którzy przez wzięcie 
udziału w tój smutnej sprawie narodowój, resztę dni swoich 
na wygnaniu spędzili. 

Prócz zwiedzenia szpitali Petersburskich, niiałein 
jeszcze inne ważniejsze zlecenie od rządu królestwa, bo 
mi poruczono projekt pomnika dla cesarza Alexandraj 
celem przedstawienia takowego do zatwierdzenia panują- 
cego cesarza; projekt wyszły z iniciatywy ostatniego sejmu^ 
na którym izba poselska wyznaczyła jednomyślnie kilka 
milionów złotych na rzeczony pomnik i poleciła kommissyom 
rządowym przedłożenia myśli swoich względem sposobu, 
wjakimby naród mógł najgodniój uczcić pamięć zmarłego 
monarchy. Minister Mostowski, w rozwinięciu tego zadania, 
powziął myśl zaołżenia jakiego wielkiego zakładu dla 
ubogich i polecił mi przygotować i przedstawić sobie 
właściwy ku temu projekt. Wywięzując się z tego po- 
ruczenia, uznałem najodpowiedniejszem utworzenie osady 
poprawczej dla 1200 ubogich włóczęgów i tułaczy, połą- 
czonej z osadą rolniczą dla weteranów z wojska polskiego^ 
którzyby mając wydzielonemi sobie małe zagrody do 
uprawy i bezpłatnego użytkowania, mieli obowiązek trzy- 
mania straży i dozorowania ubogich utrzymywanych w wiel- 
kich koszarach , na wzór osad poprawczych w Holandyi 
i Belgii. Skarb miał przeznaczyć na ten cel jedne zwięk- 
szych dóbr rządowych, (zaprojektowano już nawet Gar- 
wolióskie), w których miano wystawić gmachy dla ubogich 
i oddzielne domki dla weteranów, oraz trzy kaplice wy- 
znań chrześciańskich, a pośród tych zabudowań, w miejscu 
najokazalszem wielki pomnik cesarzowi Alexandrowi I. 
poświęcony. Gdy Mostowski wyjednał zatwierdzenie przez 
radę administracyjnego zwyż rzeczonego projektu mego> 
jaki wspólnie z Andrzejem Zamoyskim wypracowałem^ 
postanowiono takowy za mojćm pośrednictwem przesłaó 

Pamiętniki Fryd. hr. Skarbka. 1 1 



Digitized by VjOOQ IC 



162 PĄIHIĘTNIKI 

ministrowi sekretarzowi staon^ celem zyskania dla& sank- 
cyi monarszćj. Niepotrzebuję mówić o tern, dla czego 
projekt ten nie przyszedł do skutku i nawet nie był roz- 
bieranym w Petersburgu. 

W początku października y otrzymałem rozkaz do wy* 
jazdu z zamierzonym powrotem za sześć tygodni. Na ten 
przeto przeciąg czasu , zawiesiłem prelekcye moje w uni- 
wersytecie i kiedym to uczniom moim z katedry oświad* 
czał, nieprzewidy wałem tego bynajmniej, abym miid na 
zawsze żegnać młodych przyjaciół moicb i abym ostatni 
raz miał schodzić z tej mównicy, która przez lat 12 była 
chlubnym przybytkiem, gdzie świadcząc usługi młodym 
ziomkom, jednałem sobie między nimi przychylnych ludzi, 
których życzliwość pociechą podeszłego mego wieku była. 

W dniu 14. października 1830 r., w towarzystwie 
doktora, który miał zemną zwiedzać szpitale, wyjechs^em 
z Warszawy. Przykre było pożegnanie moje z żoną i z sy- 
nem, jakbym przeczuwał, że na dłuższy czas niż to było 
zapowiedzianem , rozstaję się z niemi. Przy wyjeździe 
z kraju, pisarz komory wAlexocie ostrzegał mnie o stra- 
sznej a nie znanej chorobie panujęcćj w Sossyi i radził 
zaniechać dalszój podróży. Ostrzeżenie to, na które zwa- 
żać nie mogłem, uczyniło przykre na mnie wrażenie i było 
poniekąd złą dla mnie wróżbą. 

Ówczesna podróż do stolicy cesarstwa, była nużącą 
i przykrą zwłaszcza z powodu spóźnionej pory roku i złych 
dróg. Przebywać trzeba było dniem i nocą bezludne 
i leśne okolice, które ani widokami pięknej przyrody, ani 
dziełami ludzkiemi, monotonii podróży nieprzerywały. Dwa | 

tylko przedmioty, niespodziewane na mnie uczyniły wra- 
żenie, to jest: wjazd do Rygi przez most z dwóch stron 
okrętami zajęty, tak że się w nocy zdawsUo, iż rozpędzone 
konie pocztowe do morza pojazd nasz unoszą i wodospad 
pod Narwą, który zachwycający przedstawiał widok wśród 
zimy gdy woda przez lodowate prz«dzierid;a się skały. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 163 

Gdym przybył do Petersburga, nie było cesarza w sto- 
licy, wyjechał był bowiem do Moskwy, aby pocieszyć 
tameczną ludność, nadzwyczajnie strwożoną okazaniem się 
cholery, zupełnie do owego czasu nieznanej, o którćj tak 
zastraszające krążyły po kraju wieści, iż utrzymywano: 
że dosyć jest znajdować się w miejscu gdzie grassuje, aby 
paść jej ofiarą. Był to więc wielki dowód odwagi i po* 
święcenia cesarza Mikołaja , to ukazanie się jego w Mo- 
skwie, między mieszkańcami według ówczesnego mniemania 
nie ochybnie na śmierć skazanemi ; to też lud, za przyby- 
ciem monarchy do tej starodawnćj stolicy, zamiast witania 
go okrzykami radości, zgromadził się tłumnie na Erem- 
linie, aby odśpiewać hymn narodowy: „Boże Cara chroń." 

Dwa tygodnie spędziłem bezczynnie w Petersburgu, 
bo lubo wiedziano , że jestem przysłanym dla zwiedzenia 
szpitali stolicy, to przecież nikt nie mógł mi udzielić na 
to pozwolenia, jakie tylko sam cesarz bezpośrednio zwyU 
był udzielać. 

Stosownie do otrzymanego w Warszawie polecenia^ 
przygotowałem był raport o stanie ówczasowym szpitali 
tamecznych i ten za powrotem cesarza bezzwłocznie przed- 
stawionym mu został; na raporcie tym, poczynił on wła- 
snoręcznie niektóre uwagi, poczem wydał rozkaz stawienia 
się mego u dworu. Był to dzień pierwszego posłuchania 
publicznego po powrocie monarchy; mnóstwo wyższych 
dignitarzów zebrało się na to przedstawienie ogólne ; mnie 
zaś zawiadomiono: że otrzymam prywatne posłuchanie 
w gabinecie cesarskim, co mocno zdziwiło zgromadzonych, 
bo ani z urzędu , ani z orderów , za żadną znakomitość 
uchodzić nie mogłem, to też dnia tego stałem się przed- 
miotem rozmów w calem towarzystwie wyższem Peters- 
burgskiem. 

Pierwszy raz wżyciu zdarzyło mi się, nietylko bydź 
przedstawianym, ale co ważniejsza, sam na sam rozmawiać 
z monarchą; obawiałem się przeto, abym się nie zmieszał 
w obecności cesarza, którego sama powierzchowność, lubo 

11* 



Digitized by VjOOQ IC 



164 PAMIĘTNIKI 

ujmująca lecz zarazem imponująca, a obok tego łatwość 
wysłowienia się i zwięzły sposób wyrażania myśli wpra- 
wniejszego odemnie, zmieszać mogły. 

Nie było nikogo, ktoby mnie przedstawił monarsze, 
otworzono tylko drzwi z pokoju, w którym się znajdowałem 
do gabinetu cesarskiego wiodące i usłyszałem wyrazy: 
„Comte, entrez." Wszedłszy zbijącem sercem na to we- 
zwanie, znalazłem się o parę tylko kroków od cesarza, 
o. stół opartego, który szczęściem dla mnie przyjął mnie 
bardzo łaskawie i sam długo mówił, nim mi zadał jakie 
pytanie. Posłuchanie to trwało przeszło pół godziny, 
a przedmiotem rozmowy były tylko: zaniedbany stan 
szpitali warszawskich, niedbałośó urzędników tą częścią 
służby zajmujących się i potrzeba zaprowadzenia niezbę- 
dnej w tej mierze reformy. W końcu oświadczywszy mi 
cesarz: że pokłada we mnie zaufanie, iż z całą gorliwością 
o dobro ludzkości, poświęcę się t6j służbie, jaką mi po- 
ruczyć zamyśla, dał mi rozkaz zwiedzenia wszystkich za- 
kładów dobroczynnych stolicy i zdania sobie raportu o tem, 
00 w nich godnego naśladowania w królestwie znajdę. 

Jakiejciś szczęśliwej gwiazdzie mojej, a nie wymowie 
i zręczności dworaka, jakiej wcale nie posiadam, przypisać 
muszę to: że na tem pierwszem posłuchaniu, zdołałem 
zjednać sobie względy, a nawet powiem przychylność ce- 
sarza Mikołaja, którój następnie niejednokrotnie dawał 
mi dowody, przy każdem przedstawianiu się lub odwoły- 
waniu mojem do niego. 

Do oprowadzania mnie po zakładach w Petersburgu 
i w okolicy, przeznaczonym został sekretarz stanu do tej 
części służby, daleko starszy rangą odemnie, który otrzymał 
polecenie składania cesarzowi sprawy z odbytych wizyt 
przez nas i z tego, com na nich zaużywał i mówił. Między 
innemi, zapytał się go ,raz cesarz : jakie wrażenia na mnie 
uczynił wspaniały Dom podrziUków i nieczekając na to 
odpowiedzi, sam dod^: „Non non, je sais ce qu'il en 
pense^ co się miało znaczyć: że ja nie uznaję użyteczności 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 165 

podobnego domu. — Przy tych urzędowych wizytach, 
dziwnie wyglądałem w skromnym moim mundurku grana- 
towym z karmazynowym kołnierzem, bez haftu i jednym 
tylko krzyżykiem na szyi, to jest orderkiem św. Stani- 
sława, pomiędzy tylu dostojnikami haftami i gwiazdami 
okrytemi, którzy mnie bądżto oprowadzali, bądźto przyj- 
mowali w zakładach ze względami i oznakami poważania, 
jakich pewno sam nie byłbym sobie zjednał, gdyby nie 
rozkaz cesarza i dosyć głośna w stolicy łaskawość jego 
dla mnie. 

Wiadomości z Warszawy do tej pory, były jeszcze 
zaspakajające. Odkryty spisek akademików i podcho- 
rążych, lekceważono i do zwyczajnych sądów odesłać za- 
mierzono, poczytując go za konieczny skutek wpływu re- 
wolucyi lipcowój francuzkiej na młode umysły unoszące 
się zwykle za każdą nowością polityczną. Tym stanem 
stolicy polskiej, cieszył się bardzo cesarz i był prawie 
pewnym utrzymania w niej spokojności. 

W pierwszych dniach grudnia, ukończywszy zwie* 
dzanie instytutów, złożyłem o nich raport, który cesarzowi 
przedstawionym został. Prócz tego przygotowano w kan- 
cellaryi ministra sekretarza stanu, naprzód: projekt pomnika 
dla cesarza Alexandra przezemnie przywieziony, który 
przez panującego cesarza dobrze przyjęty do opinii 
WKsięcia Konstantego przesłać postanowiono; następnie, 
dwa projekta do dekretu: jeden, ustanawiający w kró- 
lestwie nową ogólną radę szpitali i oddający naczelną 
opiekę nad nimi, księżnój Łowickiój; drugi, tworzący 
również nowy urząd inspektora jeneralnego instytutów do- 
broczynnych i karnych, któremu nadano prawo odwoły- 
wania się wprpst do monarchy i zdawania mu bezpośrednio 
raportów przez ręce ministra sekretarza stanu. Oba te 
projekta, z których ostatni z wyraźnej woli cesarza napi- 
sany, zostały już przez niego przyjęte, a urząd rzeczonego 
inspektora mnie poruczonym, wstrzymano jedynie w ogło- 



Digitized by VjOOQ IC 



166 PAMIĘTNIKI 

szeniu ich z powoda, iż cesarz polecił one wprzódy prze- 
słać WKsięciu Konstantemu i księżnie Łowi^^kiej. 

Gdy raport mój złożono cesarzowi, oświadczył on 
Grabowskiemu: że mam nie opuszczać Petersburga do 
czasu nadejścia z Warszawy planu szpitala Dzieciątka 
Jezus, nad którego przerobieniem, życzy sobie osobiście 
zemną się naradzić* Opóźnienie w nadsełce rzeczonego 
planu , było przyczyną przedłużenia pobytu mego w Pe- 
tersburga i skutkiem wybuchłej rewolucyi w Warszawie, 
powodem oddzielenia mnie od kraju na czas tak długi, 
oraz zupełnej zmiany powołania i losu mego. 

Nareszcie 8. grudnia, przedstawił minister ów plan 
przecież nadesłany i wynurzył imieniem mojóm życzenie: 
zwiedzenia jeszcze instytutów cesarzowój, która będąc temu 
obecną, odezwała się na to żartobliwie: „Gomment ii Teut 
voir mes etablissemens , et ii ne veut pas me voir moi? 
Eh bien je veux le voir demain a midi" — nie byłem 
bowiem przedstawiony cesarzowej dlatego, że od pierw- 
szój bytności mojej u dworu, nie było więcej prezentacyi. 

Tak więc w dniu 8. grudnia, mogłem poczytywać 
moje czynności za skończone, bo szło już tylko o uzy- 
skanie pożegnalnój audencyi u cesarza, na którój o planie 
i raporcie mowa bydź miała, tudzież o stawienie się nar 
zajutrz przed cesarzową; mogłem przeto przewidywać tyło 
upragniony rychły powrót do domu, ale niestety trudno 
mi było przewidzieć: że do tego jutra, wszystkie te na- 
dzieje i oczekiwania moje zniweczonemi zostaną. 

Dzień zwyż wspomniony spędziłem wesoło u znanego 
Bułharyna, który dawał dla mnie obiad i częstował nas na 
nim, napojem bardzo rzadkim w Petersburgu, to jest sta- 
rym dobrym węgrzynem, który na dobrą myśl i wesołość 
goszczących upływał. W nocy o godzinie 1-ój przebudzono 
mnie i powołano natychmiast do ministra Grabowskiego^ 
czćm wielce się przeraziłem, bo to tak nagłe wezwanie 
wzbudziło we mnie myśl, że się coś w Warszawie stać 
musiało. Hieinaczój przeczucie to moje w zupełności 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 167 

sprawdziło się; Grabowski bowiem, zebranym u niego 
wraz zemną rodakom, objawił: ie cesarz o 9-ćj wieczorem 
odebrał przez kurjera wiadomość o wybuchnięcia rewo- 
lucyi w Warszawie, a mianowicie: o napadzie na Bel- 
weder, wygnaniu z niego WKsięcia, który stoi z wojskiem 
w Wierzbnie , oraz o zabicia kilku jenerałów. Więcej 
nadto dotąd niema relacyi i jedynie minister kommunikuje 
otrzymany od cesarza rozkaz, zw(rfania natychmiast wszyst- 
Idch polaków z królestwa w Petersburgu znajdujących się, 
uwiadomienia ich o powstania w Warszawie i oświadczenia 
im: że każdemu dozwala opuścić go i prząjść do pow- 
stańców, jeżeli sobie tego życzy. 

Żaden z nas na to odpowiedzi nie dał i dać nie mógł, 
nie wiedząc co się rzeczywiście stało i jak dalece pow- 
stanie posunięte o czćm i póżniój trudno było się dowie- 
dzieć, bo lubo nazajutrz przybył drugi kurjer z większemi 
szczegółami, to przecież z rozkazu cesarza ogłoszono tylko 
w gazetach: Buletyn nadzwyczajny, zwiastujący jedynie 
pierwsze wiadomości jakie nam minister oznajmił. 

Po tern publicznćm ogłoszeniu, udał się cesarz do 
wielkiój ujeżdżalni na Michałowskim placu, gdzie zwykle 
zimową porą parady wojskowe odbywały się i tam do 
zebranych pułków gwardyi, przemówił z tak żywem unie- 
sieniem, ]ż ogólny pobudził zapał; skutkiem którego 
wszyscy oficerowie i starsi i młodsi cisnęli się do niego, 
z okazywaniem poświęcenia, na klęczkach poprzysięgając 
zemstę wrogom. Wiadomość ta, w okamgnieniu rozniosła 
się po całem mieście i roznieciła powszechne oburzenie 
i jak największą nienawiść przeciw zbuntowanym, jak 
mówiono polakom. 

Jakkolwiek wiadomości z Warszawy otrzymane, nie 
były w istocie jeszcze dokładńemi, to wszelakoż cesarz 
nie czekająo dostateczniejszych , zaraz w dniu 9. grudnia 
rozkazał a^utantowi swemu, pułkownikowi Józefowi Hanke, 
natychmiast wybrać się w podróż do królestwa. Odjazd 
tOB, opóż&ił się wszakże do dnia następnego, ż poWodu 



Digitized by VjOOQ IC 



168 PAMIĘTNIKI 

przygotowywania papierów jakie ten posłannik miał za* 
brać z sobą, a mianowicie: 1. Pełnomocnictwa nieograni-^ 
czonego dla WEsięcia I^onstantego ; 2. rozkazu w imienia 
monarchy przez ministra sekretarza staną do prezesa kom- 
inissyi wojewódzkich Augustowskiej, Podlaskiej^ Lubelskiej 
i Fłockićj, aby raporta, jakie dotąd składali władzom 
wyższyni w Warszawie, przesełali wprost do Petersburga; 
a to pod zagrożeniem im karą śmierci, wrazie niespeł^ 
nienia 16} wyraźnej woli cesarskiej. Pod tąż samą datą, 
wyszedł dekret najwyższy, mianujący pułkownika Józefa 
Eauke hrabią, a to w nadgrodę tak osobistych zasług jego, 
jakoteż w pamięć tego , iż brat jego w obronie prawego 
porządku, życie utracił. 

Nazajutrz po tćj pamiętnej dla mnie nocy, w którćj 
zawezwanym zostałem do ministra Grabowskiego, dla po- 
wzięcia tak przerażającej wiadomości, miałem audencyą 
prywatną u Cesarzowej, pomimo że rozumiałem iż takowa 
odwołaną zostanie. Cesarzowa przyjęła mnie w pokoju 
dzieci swoich, w którym jej młodziutkie córki siedziały na 
uboczu, zajęte zabawkami swemi, zdawało mi się zatem, 
żem wszedł do prywatnego domu i witanym w nim jestem 
przez dobrą matkę, poufnie z dziećmi swemi tam przeby- 
wającą. Przemówiła ona do mnie jako tkliwa kobieta, 
biorąca udzi^ w strapieniach tego, którego widzi przed 
sobą, przedewszystkiem bowiem, zapytała mnie o żonę 
i dzieci moje i czy mam od nich jaką wiadomość? Nar 
stępnie opowiedziała mi ze wszelkiemi szczegółami o wszyst- 
kiem, co dotychczas było wiadomem o wypadkach War^ 
ęzawskich i dodała: że Cesarz najmocnićj tem rozżalony 
iż zamięszanemi do nich zostały osoby, które ufnością 
swoją otaczał, jakoto : Książęta Lubecki i Czartoryski i że 
utrzymuje, iż Polacy chcą jak się zdaje rzeczypospolitej, 
albo podobnego króla jak Ludwik Filip. Wreszcie uł)0- 
lewając nad księżną Łowickąwy rzekła słowa: „Cette pauvre 
Jeannette, combien elle doit suffrir ! elle nous est tellement 
gittąchee et elle est si bonne Polonaise.^ Po półgodzinnej 



Digitized by VjOOQ IC 



Fil. HR. SKARBKA. ]69 

podobnej rozmowie przywołała Cesarzowa sekretarza swego 
i poleciła mu oprowadzić mnie po Instytutach pod jój 
opieką zostających, a przy pożegnaniu zapewniła: że wspie- 
rać będzie moje zakłady w Polsce, skoro się rzeczy w niej 
uspokoją. 

W mieście skutkował na umysłach zapał przez Ce- 
sarza w paradzie wojskowej wzbudzony ; wszędzie bowiem 
powstawano głośno na polaków, a w teatrze żądano z groż- 
nemi okrzykami trzechkrotnego powtórzenia wyrazów bę- 
dących w sztuce przedstawiano): „niech giną zdrajcy.** 
W wielu domach postanowiono nieprzyjrnować wcale Po- 
laków i Cesarz oświadczył Grabowskiemu życzenie: aby 
rodacy jego unikali bywania w towarzystwach i zachowy- 
wania jakichkolwiek stosunków z Bossyanami, zostawiając 
im wszakże wolność mówienia pomiędza sobą wszystkiego 
co im się podoba, byleby tylko tych myśli swcnch kra- 
jowcom nie objawiali, a co głównie do podzielania zdań 
swoich, ich nieskłaniali. Jakoż wkrótce jeden młody polak 
został aresztowanym i wywiezionym ze stolicy, za nieroz- 
ważne rozmowy swe z oficerami Gwardyi. 

Eozkazy do wojsk na wyprawę przeciwko Polsce nie- 
bawem wydane zostały, a w szczególności, Gwardye otrzy- 
mały rozkaz wyruszenia z Petersburga pod naczelnem do- 
wództwem niedawno z Niemiec przybyłego Feldmarszałka 
Diebitscha, który nominacyę na to stanowisko miał sobie 
udzieloną. Powtarzano ogólnie, że prosił on Cesarza, aby 
mu dał 120,000 wojska z oświadczeniem, iż skoro podobną 
armią przed wkroczeniem do królestwa mieć będzie, w ta- 
kim razie, we dwa tygodnie wszystko pomyślnie zakończy. 
Opóźnienie przybycia delegowanych zapowiedzianych do 
Warszawy, stało się powodem wstrzymania wszelkich sta- 
nowczych kroków, wyczekiwano bowiem za dokładną wia- 
domością o stanie rzeczy w królestwie, jakiój do tej pory 
nieposiadano, a że upłynęło dwa tygodnie, za nim delegaci 
do Petersburga zjechali, powiększyło to przeto nieufność 
i podejrzy wanie wszystkich urzędników wyższych w Polsce 



Digitized by VjOOQ IC 



170 PAMIĘTNIKI 

o czynny udział w rewolucyi. W szczególności Cesarz ga- 
nił mocno cały sposób postępowania fiady Administracyj- 
nój królestwa, a mianowicie: przyzwanie doń nowych 
członków i wydanie postanowień przecliodzacycli jej wła- 
dzę. Nadto dziwił się: że iaden z ministrów dotąd nie- 
przybył do niego, i widocznie pragnął poczytywać wszyst- 
kich, za upadających, jako ofiary rewolucyi, niż za ulega- 
jących w czemkolwiek woli powstańców, w tym duchu przeto 
polecił ministrowi sekretarzowi stanu wystosować pismo do 
prezesa Rady Administracyjnej Sobolewskiego. Głównie 
zarzut zdrady ściągnął na siebie minister Mostowski, skut- 
kiem wydania przez siebie okólnika do prezesów kom- 
missyi wojewódzkich z uwiadomieniem ich o zaszłych w War- 
szawie wypadkach i objęciu naczelnego dowództwa nad 
wojskiem Polskiem przez jenerała Chłopicldego, okólnika, 
którego jeden eiemplarz do województwa Augustowskiego 
przeznaezony przez kozaków przejęlym i do Petersburga 
odesłanym został. 

W kilka dni po nadejściu pierwszej wiadomości o za^^ 
burzeniach w Warszawie powołanym zostałem do ministra 
Sekretarza Stanu, celem objawienia zdania mego o sposobie 
wytłumaczenia na język polski manifestu, jaki Cesarz kazał 
ogłosić przed przybyciem jeszcze delegowanych z królestwa, 
a który niweczył wszelkie nadzieje uniknienia wojny^ tak 
zgubnój dla Polski. Przeczytawszy ten manifest oświad- 
czyłem otwarcie Grabowskiemu, że takowy przeciwny za- 
mierzonemu odniesie skutek, a mianowicie: że jednych bar- 
dzićj rozjątrzy jeszcze i zapali, innych do rozpaczających 
kroków znagli, wreszcie wszystkich nawet wbrew własnemu 
przekonaniu dzidających do powstania wciągnie. Zdaniem 
mojem uwagi te winien był Grabowski przedstawić Cesarzowi, 
ale tego nie dopełnił utrzymując, że rzeczony manifest bez 
najmniejszego^z jego strony udziału przez Diebitscha i Nesel- 
rodego zredagowany, własnoręcznie przez Cesarza poprawio- 
nym i zmienionym zo6tał, dla czego przeto pytano mnie o zda- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 171 

nie? tego rozumieć nie mogłem i wprost to Grabowskiemu 
objawiłem. 

Po ogłoszenia manifestu tego powrócił pułkownik Hauke 
do Petersburga i doniósł: że książę Lubecki i poseł Je- 
zierski Jan, jako delegowani do cesarza są już w drodze, 
przytem dostarczył dokładniejsze wiadomości o istotnym 
stania rzeczy w królestwie, wreszcie doręczył Cesarzowi 
odpowiedź Ghłopickiego, na list monarchy do tegoż Je- 
nerała pisany. Spełniwszy w ten sposób niebezpieczną 
swą niissyc zaniósł Hauke prożbę do Cesarza o dozwo- 
lenie mu powrotu do kraju i przyłączenia się do wojska 
polskiego, do którego należał, a tern samem winien był 
dzielić z niem wszelki los, jakikolwiek go spotka. Pomimo 
usilnego nalegania prożba ta Haukego, nieodniosła żadnego 
skutku bez ściągnienia wszakże nań niełaski za postępek 
tak śmiały a tak szlachetny. 

Lubecki stanąwszy w Narwie zatrzymanym został 
przez tamecznego gubernatora, który na to otrzymał był 
rozkaz z Petersburga, przysłał przeto sztaffetą do Grabow- 
skiego prożbę, o dozwolenie mu przyjazdu do stolicy, na 
eo Cesarz kazał mu odpowiedzieć: że go przyjmie, jeżeli 
przybędzie jako minister skarbu, wzbrania zas mu wszel* 
kiego do siebie przystępu, jeśli ma działać w charakterze 
delegowanego od rządu rewolucyjnego. Co się tyczy Je- 
zierskiego, temu polecił oświadczeć, że dozwala mu sta- 
wiennictwa przed sobą jako poiriowi sejmu przed królem 
fiwoim. 

Na skutek podobnycłi rozkazów oba wysłańcy przy- 
byli do Petersburga, donosząc wpierw, iż sifę stosują do 
objawionej im woli monarszo). I tak, Lubeeki stanął w d. 
25. grudnia, zatem jai zapóźno, aby mógł cokolwiek do- 
brego zr&bie, był jednak w mniemaniu: że zdoła Cesarza 
przekonać o niewinności swojej i że potrafi go skłonić do 
przyjęcia projektówanyełi przes siebie środków celem 
nśmierzesta powstania. W obu lyeb oczekiwaniach; swoicłi 
zawiódł się kompletnie, otrzymał bowiem wprawdzie posłu- 



Digitized by VjOOQ IC 



172 PAMIĘTNIKI 

chanie u Cesarza ale publiczue, na którem przyjętym zo- 
stał nietylko ozięble, ale surowo nawet, skoro odważył się 
oświadzczeć, iż między obywatelami królestwa jest to 
przekonanie, że rewołucya umyślnie podnieconą i następ- 
nie wstrzymaną nie została, aby rząd Rossyjski miał po- 
wód do odebrania Polakom swobód narodowych. Po po- 
wrocie z pokojów dworskich mówił mi Lubecki: że lubo 
był żle przyjęty to go jednak nie odstrasza, bo Cesarz 
musiał ma okazać niechęć swą na publicznej audencyi, 
ale że go później łaskawie wysłucha na jakiem prywat- 
nem posłuchaniu i pójdzie za jego radą. Nie słało się 
jednak tak, jak rozumiał, bo do dnia 18. Marca 1831 r. 
niemiał więcej żadnego przystępu do Cesarza i w najwi- 
doczniejszej zostawał niełasce. 

Przez całe życie moje, miałem zawsze to niepowodze- 
nie w sprawach politycznych, że zdania i rady moje 
w przedmiocie dobra ogólnego podawane albo wcale na 
uwagę branemi nie były, albo niemogły w czasie wła- 
ściwym dostać się tam, gdzieby może na rozwagę wzię- 
temi były. I tak, ponieważ zdawało mi się, że Lubecki, 
tak się tego spodziewał, zdoła dostać się do Cesarza 
i wpłynąć na zdanie jego, złożyłem przeto na ręce wspom- 
nionego ministra projekt względem tego, coby uczynić 
należało dla uniknienia grożącej wojny. Proponowałem 
w tem piśmie aby cesarz wydał powtórny manifest spowo- 
dowany lepszem objaśnieniem przez delegowanych polskich 
sobie złożonem o stanie rzeczy, i w tym manifeście oświad- 
czył, że niemogąc przyjmować żadnych przedsstawień od 
zbuntowanych poddanych postanawia zwołać sejm celem 
przedłożenia mu zażaleń i żądań narodu, ale nie wpierw, 
aż rząd tymczasowy sam ukarze winnych i wszystkiego 
w karby dawnego posłuszeństwa i porządku nieprzywróci, 
aby zaś to mógł legalnie dopełnić, upoważnionym zostanie 
do zwołania sejmików i zgromadzeń gminnych, •na którycłi 
poddanem będzie sekretnemu głosowania to proste pyta^ 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 173 

nie: czy naród ma trwać w powstaniu, lub wrócić do ule- 
głości moBarsze? 

Projektowany przezemnie powyższy środek, zdawał 
się Lubeckiemu za powolny i zapóźny, przyjął jednak 
pismo moje, lecz niezrobił z takowego żadnego użytku jużto 
dla tego, że tego niechciał i nieśmiał, jużto dla tego, że 
jak wyżej wspomniałem żadnego już niemiał wpływu. 

Drugi delegat polski z Warszawy, to jest Jezierski, 
został bardzo dobrze przyjętym przez Cesarza, miał u niego 
dwa posłuchania prywatne, na których otwarcie i z god- 
nością obywatelską wynurzył myśli swoje. Nieotrzymał 
on żadnego urzędowego pisma od Cesarza, ani żadnych 
obietnic dla narodu, w imieniu którego przemawiał, lecz 
dozwolono mu spisać rodzaj protokółu z rozmów wiedzio- 
nych z Cesarzem, który to protokół został mu przedłożo- 
nym i własnoręcznie przez niego poprawionym i stanowił 
jedyny dokument, jaki Jezierski po trzechdniowym pobycie 
swoim w Petersburgu, jako rezultat posłannictwa swego 
powiózł nazad do kraju. Treść ogólna pisma tego była 
ta, iż Polacy powinni się bezwarunkowo zdać na łaskę 
króla swego i ufać jego wspaniałomyślności. 

Korzystająe z powrotu Jezierskiego do królestwa wy- 
stąpiłem z prożbą do Cesarza o dozwolenie mi wyjazdu 
z nim razem, a to celem, abym mógł bydż mu pomocnym 
w usiłowaniach, jakie czynić zamierzał, dla przywrócenia 
spokojności, ale lubo Jezierski przedstawił i poparł życze- 
nie moje, to wszelakoż Cesarz wprost odmówił żądane 
pozwolenie, oświadczając, iż ma jeszcze zemną czynności 
do załatwienia. Tyin sposobem znikła dla mnie nadzieja 
i sposobność rychłego połączenia się ze swojemi i nie- 
świadomy tego, jaki był naowczas stan umysłów w kraju 
ograniczyłem się na napisaniu i doręczeniu Jezierskiemu 
artykułu do gazet Warszawskich, w którym, jako naoczny 
świadek tego, co się w Eossyi działo, usiłowałem Wykazać 
wszystkie niebezpieczeństwa, rozpocząć się mającej tak 
nierównój walki, a to com wtedy napisać uważał sobie 



Digitized by VjOOQ IC 



174 PAMIĘTNIKI 

za obowiązek, było natchnienieniem obywatelskiego serca 
przeczuwającego zagładę najdroższych nadziei ojczyzny. 

Wspomniałem w tym artykule o mjlnych rachubach 
ziomków moich, na pomoc państw obcych a mianowicie 
Francyi, której król po otrzymania wiadomości wybuchu 
powstania polskiego, przysłał natychmiast gabinetową notę 
do Petersburga z oświadczeniem, ie pod żadnym pozorem 
tej rewolucyi popierać nie będzie, nadto następnie wysłał 
w poselstwie do dworu Bossyjskiego z tern upewnieniom 
dyplomatę Mortemara. Pismo moje, o którem wspominam 
na nic przydać się i przez Jezierskiego użytem bydż nie* 
mogło, bo śmiałe z razu postępowanie Jego po powrocie 
do kraju, ściągnęło nań podejrzenia i krzywdzące zarzuty. 
Między innemi zażądano od niego usprawiedliwienia z wy- 
datków w Petersburgu przez niego poniesionych, przyczem 
sam niewiem z jakiego powodu oświadczył Jezierski, że 
musiał przyjść w pomoc Polakom, których zastał w tej 
stolicy, a między niemi i mnie, którego imiennie w obro- 
nie swej wymienił, chociaż pomiędzy nami nawet mowy 
o tem nie było, bo niepotrzebowałem wtedy funduszu na 
utrzymanie, posiadając takowy w dostatecznej ilości własny 
i w każdym razie niebyłbym nigdy przyjął żadnego 
wsparcia z podobnego źródła. "*) 

W końcu Grudnia przybjł do Petersburga adjutant 
jenerała Chłopickiego, Wyleżyński, ale pod eskortą i po* 
tajemnie, tak, że go nikt z Polaków nicwidział, ani nic 
o missyi jego niewiedział, wszyscy tylko dziwili się temu, 



*) Na posiedzenia izb sejmowych dnia 25. stycznia 1831 r. 
powiedział Jezierski usprawiadiiwiając się z wydatków w Peters- 
barga poczynionych: „ie ksiąźe Lubecki na sammę złp. 40,000 
miał wydaną assygnacyą do Bankiera Billina w Petersburgu^ ale 
gdy rząd Rossyjski wszystkicli wypłat na rachunek Banku Pol- 
skiego zakazał, a Polacy w Petersburgu będący, między innemi 
br. Skarbek, bez funduszu zostawali, przeto mając własile fundusze 

przyszedł temuż w pomoc tysiącem dukatów i te miał so- 

bie sa assygnacyą księcia Łabęckiego zwrócone. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 175 

ię został mianowanym fligeladjutantem Cesarskim i w tćm 
znaczeniu po kilka dniach pobyta podobnież tajemnie i pod 
eskortą, napowrót do Warszawy pojechał. Okoliczność tę 
tłumaczono w ten sposób: że Wyleżyóski przywiózł od 
Gbłopickiego pismo, którego Cesarz w oryginale, urzędów- 
nie jako pochodzącego od naczelnego wodza powstańców 
przyjąć nie mógł, zrobiono przeto kopią tego listu i ta- 
kową Cesarzowi przedstawiono, ponieważ zad dla powyż- 
szej przyczyny niemożna było na niego odpisać a chciana 
udzielić Chłopickiemu ustną odpowiedź, jakiej nikt inny 
prócz fligeladjutanta Cesarskiego zanosić nie może, przeto 
zrobiono Wyleżyńskiego podobnym adjutantem, aby mógł 
zawieść wodzowi polskiemu ustną odpowiedź monarchy. 

Cesarz życząc sobie, aby jak najwięcój Polaków z kró- 
lestwa doń przybyło, polecił powołać do Petersburga se- 
natorów znajdujących się w ówczas w Litwie a mianowi- 
cie książąt Jabłonowskiego i Lubomirskiego oraz Bnin- 
skiego, ale ten ostatni niestawił się. Natomiast przybył 
Ordynat Zamoyski, który zrazu dobrze przyjęty, następnie 
mniój łaskawe u dworu znalazł względy; skutkiem poczy- 
nionych Cesarzowi uwag nad przyczynami powstania ro- 
daków swoich. Mniój dostojnym osobom, rozporządzał 
Cesarz przesełae pieniądze na koszta podróży. 

W dalszym ciągu, przybyli do Petersburga jenerałowie 
Wincenty Krasiński i Eożniecki, pierwszy z Królewca, z kąd 
został zawezwanym, drugi wprost od WEsięcia Konstan- 
tego. Krasiński bywał bardzo często u dworu i był do- 
brze widzianym, ale żadnego tam niemiał wpływu, Boż- 
niecki mniej był poważany, udzielał za pośrednietwem je- 
nerała Benkendorfa uwagi swoje nad raportami wojen- 
nemi Diebitscha i nieraz bez ogródek ganił jego plany 
i postępowame. Sumienie milczało w nim zupełnie i utrzy- 
mywał śmiało: że się nie obawia żadnych zarzutów, ani 
ogłoszenia pism swoich w Warszawie, ubolewał tylko nad 
utratą rękopismów, w których miał mieć najdoUadaiejsze 



Digitized by VjOOQ IC 



176 PAMIĘTNIKI 

pamiętniki od roku 1793 oraz historyc wojska Polskiego 
od najdawniejszych czasów przez siebie wypracowaną. 

Łudzono się jeszcze czas niejaki w Petersburgu na- 
dzieją uspokojenia umysłów w Polsce i dopiero po zło- 
żeniu przez Chłopickiego dyktatury i ogłoszeniu detroni- 
zacyi panującego, stracono zupełnie te nadzieję i uznano: 
że wojna stała się nieuchronną. Cesarz przyjął już obo- 
jętnie wiadomość o tćm ostatnićm postanowieniu sejmu 
Polskiego i będąc tego wieczora u księżnój Golitzin, rzekł 
do niej żartobliwie, wchodząc do salonu: „Madame c'e»t 
un roi detrone qui vient vous faire yisite." 

O ile wojskowi i zapalona młodzież ruska gi^ozili 
zupełną zagładą Polsce i byli pewnemi spiesznego poko* 
nania powstańców, o tyle lud prosty Petersburga, prze- 
widywał w sprawie tej, same tylko klęski, mówiąc głośno: 
że polacy pobiją, bo nie ma Suwarowa; Diebitzsch bo- 
wiem nie wzbudzał żadnego w stolicy zaufania, był ogólnie 
nie lubionym przez ruskich, z powodu iż był niemcem 
i' miał skutkiem tego wielu bardzo nieprzyjaciół , którzy 
sobie upadku i upokorzenia jego życzyli. 

Wypowiadając wojnę królestwu, zamierzył cesarz 
zarazem i w zachodnich guberniach cessarstwa zniweczyć 
wszelkie w nich ślady polskich tradycyj i nadzieje połą- 
czenia tych zabranych prowincyj z królestwem. Skutkiem 
tego, zniesionym został statut Litewski, co mocno oburzyło 
liczną i przeważną klassę adwokatów i urzędników są- 
dowych. Dalej, zniesiono u mundurów obywatelskich koł- 
nierze z karmazynowego na pąsowy ; rozkazano marszałkom 
szlachty, zwać się predsiedatelami ; odłączono szkoły i do- 
bra edukacyjne położone w guberniach Mińskićj i Podol- 
skiej od Uniwersytetu Wileńskiego i zaliczone takowe do 
Uniwersytetu Charkowskiego; wreszcie, wywieziono na 
Sybir dosyć znaczną ilość obywateli w dawne sprawy 
wplątanych i wszystkim w ogóle broń odebrano. — Nikt 
z ruskich nie wątpił w Petersburgu: że Królestwo Polskie 
rozpadnie się na cząstkowe gubernie i wielu już rozpoczęło 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. I?? 

starania o posady gubernatorów w tych nowych guber- 
niach. Cesarz wszakże nigdy dotąd nie objawił nic ta- 
kiego, coby do podobnego mniemania upoważniało, lubo 
wnioski o zniesieniu Królestwa popierały naprzód: miano- 
wanie Diebitscha^ jenerał gubernatorem nie królestwa lecz 
ośmiu województw, w nominacyi jego wymienionych; dalej 
utworzenie nowych pułków, Modlińskiego, Pragskiego^ 
Lubelskiego i t. p., wreszcie późniejsze oświadczenie ce- 
sarza: że po pierwszym wystrzale armatnim, poczyta się 
za zupełnie zwolnionego od wszelkich zobowiązań swoich 
względem Polski zaciągnionych. 

Gdy się rozpoczęła kampanja, pierwsze raporta 
Diebitscha, zawierały tylko doniesienia o wierności i przy* 
chylności obywateli, oraz mieszkańców królestwa winiej- 
scach, do których wkraczał, a w których ruskie wojska 
jako wybawców przyjmować miano — że wojsko polskie 
cofa się bez boju, pozostawiając armii rossyjskiej, wielkie 
zapasy wojenne — że dwóch posłów, braci Ksaszewskichi 
opuściwszy sejm, stawiło się przed nim, ł inne tym po- 
dobne nieprawdopodobne wiadomości, chciwie przez wielu 
chwytane, ale przez niektórych znowu co do wiarogod- 
ności swej podejrzy wane, zwłaszcza w prostym ludzie, po- 
między którym, przeciwne same niepomyślne dla wojsk 
Cesarskich krążyły wieści. Dopiero wiadomość o bitwie 
pod Grochowem poskromiła zarozumiałość tych, którzy 
rozpoczętą wojnę lekceważyli. Byłem właśnie w Ermi- 
tażu z Paniami Bolesławową Potocką i Moszyńską, kiedy 
Bządca tegoż Muzeum Eadca Stanu Łabęcki przerwał mi 
przyjemność chwili w tak miłem towarzystwie spędzanej, 
biorąc mnie na bok i uwiadamiając, że nadeszły raporta 
od armii zwiastujące: że przez dni trzy bito się z niewy- 
mowną zaciętością i że kilka tysięcy ludzi legło z obojej 
strony. Łatwo pojąć ile wiadomość ta mnie przeraziła, tem 
mocniój, że wkrótce spostrzegliśmy jenerała Benkendorfa 
szybko przez sale przechodzącego i do Cesarza udającego 
się, który bardzo pomieszany powitawszy damy, potwler- 

ramiętniki Fr. hr. Skarbka. 12 



Digitized by VjOOQ IC 



178 PAMIĘTNIKI 

dził w kilku słowach udzieloną nam poprzednią wiado- 
mość zostawiając nas pod wrażeniem najsmutniejszych 
wnioskóW; jakie czynić należało. Boleśniejsze jeszcze tak 
dla mnie, jako i wszystkich ziomków królestwa były na- 
stępne chwile, gdy poczęto rozsiewać po mieście wieść, 
jakoby o zupełnój porażce armii i o wielkiśj liczbie po- 
ległych Polaków, ale wkrótce ogłoszony drukiem buletyn 
o bitwie tój zmienił zupełnie usposobienie i zdanie nasze, 
zwłaszcza gdy Bożniecki prawdziwe znaczenie rzeczonego 
buletynu nam wyjaśnił. 

Odtąd żyliśmy w zupełnem odosobnieniu nieuczęszcza- 
jąe wcale do domów ruskich i na zgromadzenia publiczne. 
Zbieraliśmy się w wieczór w mieszkaniu księcia Lubeckiego, 
dokąd często przybywał Eożniecki i przynosił nam naj- 
pewniejsze od armii wiadomości, które z całą znajomością 
rzeczy rozbierając i oceniając, starał się nas przekonać, 
że wojna ta długo przeciągnąć się musi przy dotychcza- 
sowym niewłaściwym sposobie prowadzenia jej przez feld- 
marszałka Diebitscha. Gdy przy rozjątrzenia powszech- 
nem przeciwko Polakom wszystkie znakomite domy ruskie 
zostały dla nas zamknięte i sami, jak wyżej naroieniłem, 
unikaliśmy onych, znalazła się jedna równie piękna jako 
i uprzejma dama polskiego nazwiska, urodzona wszakże 
Eossyanka, pani Bolesławowa Potocka, Sołtyków z domu, 
która nieprzyjmująe wcale prawie ziomków swoich wy- 
łącznie polakom gościnne swe progi otworzyła, i codzien- 
nie nas jużto na obiady, jużto na wieczory zapraszała 
i w skutek tego niezatartą pamięć odwagi, uprzejmości 
i wdzięków swoich w nas pozostawiła. 

Po kilku miesiącach w tęsknem oczekiwaniu w Peters- 
burgu spędzonych, gdy kilkakrotnie zanoszone prożby moje 
o pozwolenie powrócenia mi do kraju, a w ostatku o pozwo- 
lenie udania się do Prus a mianowicie do Torunia, gdzie 
własny dom podówczas posiadałem, pomyślnego nie od- 
niosły skutku, oświadczył mi poufnie minister Grabowski, 
że Cesarz postanowił przeznaczeć mnie na członka rządu 



Digitized by VjOOQ IC 



PB. HR. SKARBKA. 179 

tymczasowego królestwa. Jakoż w dniu 1. marca zano- 
minowanym zostałem radcą Staną i szambelanem dwora 
królestwa Polskiego, a nazajutrz, to jest, w dniu 2. marca 
członkiem Rady tymczasowej królestwa, do którój pod 
prezydencyą senatora Engla, powołanemi zostali Alexander 
hr, Strogonów, do wydziału spraw wewnętrznych, rzeczy- 
wisty radzca stanu Fuhrmann, do skarbu, jenerał Kos- 
tecki do sprawiedliwości, a ja do wydziału oświecenia 
publicznego i wyznań. 

Nader trudnóm było wtedy położenie moje, boprzyj- 
.mująe ten obowiązek narażałem się nietylko na najdot- 
kliwsze potwarze podczas trwania obecnego stanu rzeczy 
w Warszawie, ale i nadal na posądzenie czystości zamia- 
rów moich, poczytując przyjęcie wysokiego urzędu, za ra- 
chubę dumy i osobistego interessu. Sumienie wszakże 
moje nakazywało mi narazić się na wszystkie te nieprzy- 
jemności, bo osiągnąwszy podobnie wysokie stanowisko 
w rządzie, mogłem się stać użytecznym krajowi i dowieść 
mu choć z czasem, iż jedynie w widokach dobra ogólnego 
przyjąłem tak trudne i drażliwe obowiązki. 

Dla wzbudzenia w narodzie swoim przekonania: że 
wojna z rewolucyą Polską zbliża się do końca, uznał Ce- 
sarz niezbędnem, ustanowienie tak wcześnie Sządu tym- 
czasowego w podbić się dopiero mianym kraju i wypra- 
wienie członków, władzę tę najwyższą składać mających, 
bezwłocznie do Warszawy, pomimo iż wówczas ani nawet 
myśleć można było o tem: aby ci przedstawiciele Rządu, 
na miejsce przeznaczenia swego dostać się mogli. 

Wyjazd nasz oznaczonym został na dzień 18. marca, 
a na dzień 14. tegoż miesiąca powołano mnie wraz z Kos- 
seckim do stawienia się przed Cesarzem. Posłuchanie na- 
sze miało miejsce nie razem, lecz z osobna w zimowym 
dworcu, pierwszy przedstawił się jenerał Kossecki a na- 
stępnie po kwadransie oczekiwania przyszła na mnie ko- 
lej. Cesarz stał tyłem oparty o stół, tak jak przy pierw- 
i^em posłuchaniu mojem i rzekł do mnie: „Eh bien, mon 

lii* 



Digitized by VjOOQ IC 



180 PAMIĘTNIKI 

„cber, eombien de malheurs depais que nous ne nous sommes 
„Yu! Oui les malheurs sont grands, ii faut trayailler a les 
„reparer et c'est pour cela, que je Vous ai appele, k faire 
„parti du Conseil provisoir, Yous me prommettez de la 
„faire ?'' 

Na to odrzekłem może nierozważnie (bo mi tylko 
o Cesarzu, anie o kraju mówić należało), ale to co prze- 
konanie moje powiedzieć mi nakazywało: Oui, Sire, j^ai 
eonsacrerai tous mes moyens, au seryice de mon pays. 

Odpowiedź ta widocznie zdziwiła, a może nawet i obra- 
ziła nieco Cesarza, ale po chwili namysłu przybrał wyraz 
słodyczy, podał mi rękę i ściskając moją wyrzekł nastę- 
pujące tak pamiętne dla mnie słowa: „Oui je sais que 
Yous śtes bon Polonałs, et c'est precisement parceąue Yous 
en 6tes un, que je Yous ai choisi." 

To oświadczenie monarchy stało się dla mnie prze- 
wodnią dalszego mego postępowania. Miałem pracować 
nad zagładzeniem śladu nieszczęść przez kraj doznanych 
i w tem posłannictwie miałem tak postępować, jak pra- 
wemu Polakowi przystoi. Sumienie moje jest mi świad- 
kiem, żem niezboczył nigdy z drogi, jaką mi sam Cesarz 
w chwilowem wspaniałomyślnem natchnieniu wskazał i że 
wtenczas zaraz postanowiłem zrzec się choćby największej 
dostojności, jeżeJibym kiedykolwiek od tej raz przyjętej 
zasady odstąpić znalazł się zmuszonym. 

XIII. 
Wyjazd mój z Petersburga i pobyt na Litwie. 

Ostatnie nowiny z placu boju do Petersburga nade- 
słane zapowiadały bliski koniec wojny, mianowicie dono- 
szono, że delegowany od Eządu narodowego, przybył do 
głównśj kwatery feldmarszałka Diebitscha z propozycyami 
zgody i warunkowego poddania się powstańców i ogólnie 
mówiono: że major wojska Polskiego Engenstrom będący 
w Petersburgu miał z odpowiedzią Cesarską pojechać spiesz- 



Digitized by VjOOQ IC 



FB. HR. SKARBKA. 181 

nie do głównej kwatery, skutkiem przeto podobnych wie- 
ści opuszczałem stolicę cesarską z przekonaniem, iż naj- 
dalej za miesiąc przybędę wprost do Warszawy. W dniu 
18. marca 1831, wśród najtęższej zimy po zamarzniętem 
morzu wyjechaliśmy z jenerałem Kosseckim dwoma pojaz- 
dami na saniach zwyczajnym traktem z Petersburga do 
Rygi wiodącym. Smutniejsze jeszcze niż jesienią były 
śniegiem pokryte okolice i cała droga pomiędzy temi 
dwoma miastami. 

Nader nużącą była podróż nasza po głębokich wybo- 
jach i zaspach śniegowych, które przebywając przez dzień 
cały trzeba było nocować na stacyach pocztowych, jak- 
kolwiek te dla uprzywilejowanych podróżnych należycie 
urządzone, wszelkie wygody im nastręczały. Na pierwszym 
z podobnych noclegów zjechaliśmy się ze wspomnionym 
już wyżej przezemnie słynnym autorem Wyiygina i redak- 
torem pisma Pszczoła północna, Bułharynem, który najoczy- 
wistszy przedstawiał dowód: że powierzchowność ludzi, 
z pism lub z kąd inąd powszechnie znanych, niezawsze 
odpowiada wyobrażeniu, jakieśmy sobie o nich utworzyli. 
Któżby bowiem mógł dopatrzeć iskrę dowcipu i satyrycz- 
nej weny w opasłój i ospałej postaci, w mdłych oczach, 
w okrągłej twarzy i w okrąglejszym jeszcie nosie, słowem 
w całej ciężkiej posturze, jaką nam autor gazeciarz przed- 
stawiał? Alebyś się nie omylił, gdybyś w niej nie dojrzał 
spekulanta, bo tym był on więcej niż dowcipnym pisa- 
rzem. Wyiygin samozwaniec i syn Wyiygina, były to prosto 
wielkie spekulacye pieniężne, które się tak dobrze Bułha- 
rynowi powiodły, że się stał panem znacznych dóbr pod 
Dorpatem. Przez gazetę swoje stracił on wprawdzie dobre 
imię u ludzi uczciwych, płacone zaś artykuły tego dzien- 
nika ściągały rozliczne obelgi na jej redaktora, ale za to 
przyczyniły się do nabycia niejednój dziesiatyny ziemi 
w tej majętności, do którój jechał właśnie, by w niej spo- 
cząć na wawrzynach tak łatwo, a zyskownie zdobytych. 



Digitized by VjOOQ IC 



182 PAMIĘTNIKI 

Mówiąc ze mną o tćm, wyjawił mi naiwnie zasady 
swej moralności obywatelskiej, „jestem Polakiem" powie- 
dział, „służyłem Polsce wojskowo, bom się bił w Hiszpanii 
„w legii Nadwiślańskiej, wypłaciłem się przeto z długu 
„mego ojczyźnie i zupełniem się z nią pokwitował. Osiad- 
ałem później w Kossyi, otrzymałem tu rangę, dorobiłem się 
„znacznych pieniędzy na redakcyi gazety i wydawnictwie 
„pism moich w języku ruskim, skutkiem tego stałem się 
„gorliwym Rossyaninem przez wdzięczność dla kraju, w któ- 
„rym do majątku doszedłem, ale teraz i z Bossyą już się 
„wy kwitowałem i mogę swobodnie odpoczywać sobie." 

Eozjechawszy się nazajutrz rano z Bułharynem, tegoż 
dnia stanęliśmy w Eydze, owem mieście letnią porą tak 
ożywionćm a zimą tak martwem i spokojnem, zwłaszcza 
że wtedy było ogołocone tak dalece z wszelkiego wojska, 
że mieszkańcy miejscowi uzbrojeni w pałasze na warty 
zaciągać musieli. Po dwudniowym wypoczynku w tćm 
mieście, dalsza powolna podróż nasza szczęśliwie odbyła 
się aż do miasta Szawle, dokąd w d. 26. marca przyby- 
liśmy, ale odtąd już miał się rozpocząć ciąg różnych wy- 
padków, które mnie w bezustannej niespokojności trzymały 
i powrót do kraju opóźniły. 

Gdyśmy zasiedli do nędznego obiadu, jaki nam zasta- 
wiono, zbliżył się do nas stary wysmukły bywalec, mó- 
wiący równie dobrze kilku językami i dał się nam po- 
znać jako były major wojsk Polskich, który przeszedłszy 
rozmaite koleje, ostatecznie był dziś biedakiem, z datków 
tylko przejeżdżających gości żyjącym. Ten nas ostrzegł, 
że dłuższe zatrzymanie się nasze w Szawlach mogłoby 
się stać dla nas niebezpiecznem , z powodu powstania 
chłopów w powiecie Eossieńskim. Ta wiadomość tak 
niespodziana, potwierdzoną została przez obywatela z oko- 
licy z tym jeszcze dodatkiem, że nietylko chłopi, ale 
i szlachta tegoż powiatu, do powstania należy. Do tych 
prawdziwych wieści dodawano jeszcze wiele innych baśnii 
które ogólny popłoch w Szawlach sprowadziły, tóm moc- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 183 

niej gdy ujrzano przybyłych jeszcze przy nas kilka wo- 
zów napełnionych urzędnikami uehodzącemi z czem mogli 
przed powstańcami. 

Niemieliśmy więc co robić w tern mieście, pełnem 
trwogi i ruszyliśmy ku Wilnowi podziwiając, że na trak- 
cie naszym w dalszej okolicy nic o niej niewiedziano, ale 
za to w tym ostatnim grodzie znaleźliśmy umysły podbu- 
rzone i do nadzwyczajnych wypadków przygotowane. Na jed- 
nych działała obawa, na innych chęć wzniecenia lub należe- 
nia do zaburzeń, wszystkich ogarniała owa niespokojność, 
która miesza wszelkie stosunki zwyczajnego pożycia. 
W wielu bardzo domach czyniono przygotowania do ucie- 
czki, pakowano i wysełano rzeczy, kobiety zaś i dzieci 
co żywo wyprawiano z miasta. Żydzi najbardziój prze- 
rażeni zbierali się kupami na ulicach^ udzielali sobie wza- 
jemnie różne nowiny i radzili nad tem, coby czynić wypa- 
dało. Widziano wielu niczem niezajętych ludzi snujących 
się nieustannie po ulicach i uczęszczających gromadnie do 
winiarni i szynków, aby trunkiem dodawać sobie odwagi. 
Wojsko ze swojój strony miało się na ciągłój baczności 
i od 8. godziny wieczorem przebiegały liczne patrole aresz- 
tając wszystkich, których po tej godzinie napotkały. Jakże 
w złą chwilę przybyłem do Wilna, w którem upominki 
dawnych czasów, naakowe zakłady nowoczesne i piękne 
okolice, tak wiele przedmiotów ciekawości mojój nastrę- 
czały, ówczesne okoliczności i przykra pora roku pozba- 
wiły mnie wszelkich przyjemności, jakie mi pobyt w Wil- 
nie mógł był sprawić i same tylko przykre wrażenia po- 
zostały mi w pamięci z tego pobytu. 

W czasie największój trwogi znajdował się w Wilnie 
Nowosilcow i ręczył za spokojność miasta, przywodząc, 
że sam mieszka w uniwersytecie między tysiącem uczni, 
którym zupełnie ufa. Wtedy, gdy się zdawało, że naj- 
bardziej wre w umysłach, widziano go samego jednego 
lub z Pelikanem, rektorem uniwersytetu, chodzącego po 
ulicach, ale dla tego nagle w nocy dnia 3. kwietnia ujechał. 



Digitized by VjOOQ IC 



184 PAMIĘTNIKI 

Wtem miejscu wspomnieć winienem o jednym szcze* 
gole, który naprowadzać musi na różne domysły wzglę- 
dem rewolucyi listopadowój Warszawskiej. Na obiedzie 
u gubernatora Wileńskiego, na którym się znajdowałem^ 
opowiadał Nowosilców swoje przygody w pierwszycli 
dniach powstania ^ które dla ciekawości prawie dosłownie 
przywodzę, „Na dwa dni przed wybuchem rewolucyi,^ 
mówił on: „dziwił mi się WKsiąie Kostanty, ie jestem 
„tak spokojnym i że jak zwykle przechadzam się po mieście. 
„Odpowiedziałem mu na to: że niema jeszcze dla mnie 
„niebezpieczeństwa, ponieważ wiem dokładnie, którego 
„dnia i o której godzinie nastąpi wybuch rewolucyjny, 
„(je connais le jour et Fheure du mouyement) i że tern 
„samem będę miał czas do usunięcia się z widowni.^ — 
Czy więc z tych słów nie należy wnioskować: że Nowo- 
silców miał tajemny udział w zamiarach spiskowych i że 
chcifid rewolucyi ulicznej, lub nawet może j% wywołał, 
by póżniój po jój pokonaniu, módz skuteczniej pracować 
nad obaleniem konstytucyi królestwa i zupełną zagładą 
swobód narodowych? 

W Wilnie spędziłem smutno nasze święta Wielkanocne, 
po których w dniu 4. kwietnia, musieliśmy nagle opuścić 
to miasto, z powodu otrzymanój przez władze wiadomości : 
że okoliczne miasteczka powstają jedno po drugiem ; dalćj 
że niejaki Matuszewicz, podburzywszy mieszkańców w Tro- 
kach o 3 mile od Wilna odległych, oswobodził zbrodniarzy 
zwiezienia, zabrał wszystkie konie pocztowe oraz kassy 
miejscowe i stanął na czele powstania. W przeciwnej zaś 
stronie gubernii, wybuchło ono w Oszmianach, za czem po- 
szło iż wedle zdania gubernatora, należało nam przez Lidę 
spiesznie dążyć do Grodna, gdzie nazajutrz szczęśliwie 
stanęliśmy, przebywszy jak najgorszą drogę i nasłuchawszy 
się niemało postrachów, iż lada chwila powstańcy na nas 
napadną, chociaż rzeczywiście po trakcie naszym, było 
Jeszcze zupełnie spokojnie. WeWronowie rozpaczał tylko 
iyd kopie pocztowe utrzymujący, że mu, bydż może, na^ 



Digitized by VjOOQ IC 



FU. UR. SKARBKA. 185 

zajatrz przeszło dwieście podobnych koni zabiorą, jak to 
już na dwóch ościennych stacyach nastąpić miało. Śniegi 
leżały jeszcze po całej drodze aż do Szczuczyna, odkąd 
zaczęły się znowu błota, wśród których widziałem brną* 
cych i ugręzających w nich chłopów, użytych do przewo- 
żenia skarbowego magazynu. Spotykałem wielu z tych 
biednych ludzi, powracających od tćj posługi z resztkami 
mienia swego, jeden pomiędzy innemi, pędził przed sobą 
ledwo już wlokącego się konia, a sam na plecach dźwi- 
gał nową oś, jedyną pozostałość po gruchotanym wozie! 
W Grodnie znaleźliśmy jaknajwiększą spokojność 
i dopiero po kilku dniach pobytu naszego za wichrzyło 
się nagle, skutkiem nadeszłej wiadomości o wybuchłem 
powstaniu w Mereczu, miasteczku o mil 5 odległem, do 
czego dodawano jeszcze zmyślone wieści o zbliżaniu się 
powstańców z przyległych powiatów. Wszelka komuni- 
kacya Wilna z Kownem była przerwaną tak dalece, że 
o niczem z tamtąd dowiedzieć się nie można było; to 
wszystko zatem podniecało w Grodnie umysły większej 
części mieszkańców, zwłaszcza też adwokatów i sądowych 
urzędników, których podburzał ukaz znoszący statut Li- 
tewski, o czem już wyżój byłem wspomniał. 

Kilka dni było takiej trwogi, dopóki batalion wojska 
do Merecza wysłany, nie rozpędził tamecznych powstań- 
ców i kilkunastu z nich powiązanych do Grodna nie przy- 
prowadził. Bolesny był to widok, tych ludzi uwiedzio- 
nych i nieznających ani zamiarów powstania, ani poło- 
żenia swego, sromotnie pędzonych, a mianowicie : młodego 
księdza wikaryusza, tudzież urzędnika z Merecza, podobnie 
jak chłopi skrępowanych i razem z niemi przy wiedziosych. 
Złożono natychmiast sąd wojenny na tych, jakoby prze- 
stępców politycznych, skutkiem krórego, jeden z nich 
szlachcic z rodu, a stolarz z professyi, został na śmierć 
skazany i lubo pochodził z Merecza, to przecież wyrok 
w Grodnie za rogatkami miasta wykonać postanowiono. 
Okazał on wielką odwagę idąc na śmierć, długo niechcąc 



Digitized by VjOOQ IC 



186 PAMIĘTNIKI 

dać się przywiązać do slapa, przy którym zosŁid; roz- 
strzelanym i przez dni trzy dla postrachu, bez pogrzebania 
pozostawionym. Ale przykład ten, nie wiele skutkował, 
bo zaraz następnćj nocy uciekło z Grodna dwóch młodych 
ludzi do puszczy Białowiejskiej , gdzie organizowały się 
nowe partye powstańców. — Przykre bardzo wrażenie 
uczyniła na mnie powyższa ezekucya, zwłaszcza że z okna 
pomieszkania mego, widziałem zdała delinkwenta, którego 
mnóstwo ludzi, przeważnie kobiet przez dzień cały na* 
wiedzało. 

Zupełna niewiadomoić, w jakiój się znajdowaliśmy 
w Grodnie, o tem co się w reszcie iwiata dzieje ; nadzieja 
powzięcia wtćj mierze pewnych danych i chęć przedsta- 
wienia się WKsięciu Konstantemu, natenczas w Białym- 
stoku rezydiyącemn, skłoniły jenerała Kosseckiego, w końcu 
kwietnia do udania się tamże; ja zaś postanowiłem po- 
zostać w Grodnie i oczekiwać listu od niego ze w skaza- 
niem: co dalej czynić wypadało? 

Bozstanie się moje z dotychczasowemi towarzyszami 
podróży, w czasie gdy nikt z nas przewidywać nie mógł, 
czy się jeszcze kiedy połączymy z sobą i co się z nami 
stanie, było bardzo dotkliwe dla mnie. Stałem nad brze- 
giem Niemna mocno wzruszony, patrząc nad odpływający 
promi na którym się oni przewozili i w smutnem usposo- 
bienia mojem, wracając, wstąpiłem do kościoła, w którym 
zupełna cichość panowała, aby tam szukać pociechy w mo- 
dlitwie, błagającej Boga o najwyższą opiekę i wytrwałość 
w przeciwieństwach. Szczególniejsza opanowała mnie tę- 
sknota, gdym sam jeden w Grodnie pozostał i byłbym 
bar&o przykre w niem pędził chwile , gdyby nie uprzej- 
mość gubernatora Bobiałyńskiego, który prosił mnie, abym 
codziennie u niego jadał i następnie przez czas poobiedni 
z nim gościł, bo podówczas był sam tylko, gdyż młodćj 
żony jego nie było w domu. Ale w krotce musisdem 
opuścić ze wszech miar miłego gospodarza mego i po- 
dążeć za innemi do Białegostoku^ bo mi jenerał Eossecki 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 187 

doniósł y ie to miasto przeznaczonem zostało na miejsce 
pobytu dla Bządu tymczasowego królestwa i ie winienem 
przeto natychmiast tam przybyć. 

Jakby umyślnie, aby mi dać uczuć różnicę pobytu 
wmieście, do którego przybyłem, ztem, które dopiero 
opuściłem, zrobiono tej samćj nocy, gdy stanąłem w Białym- 
stoku, równie wielki jak próżny alarm, który wybił ze snu 
wszystkich mieszkańców i niepotrzebnej trwogi ich nabawił. 
Zdawało się komendantowi miasta: że słyszy bliskie strze- 
lanie, skutkiem tego niesprawdziwszy przewidzenia swego 
dołdadnie, poruszył całą osadę. Około północy, nagle 
usłyszeliśmy mocny i ciągły tentent koni, kozacy przebie- 
gali ulice; roty piesze z armatami dążyły na plac główny, 
gdzie zebrawszy się, dopiero jeden drugiego pytał: po co 
tam przybył i gdzie było grożące niebezpieczeństwo ? gdy 
zaś się przekonano: że nie było żadnego powodu do 
trwogi, wrócili wszyscy na swe kwatery przeklinając ko- 
mendanta, który jakoby, skutkiem tego przekleństwa, 
w kilka dni potom jeden z pierwszych padł ofiarą cholery. 

Trzeciego dnia po przybyciu mojem do Białegostoku, 
miałem audencyą u WKsięcia Konstantego, który przyjął 
mnie bardzo uprzejmie i długo dosyć z całą otwartością 
rozmawiał zemną. Pamiętne mi są niektóre wyrażenia 
jego, przytoczę je więc w języku, w jakim były wyrze- 
czone: 

,)Yous conyiendrez Monsieur, que le commencement 
„de la reyolution a etó infame. Les polonais auraient 
„beau gtre Yainqueurs et conquerir toute la Bussie et 
meme Ffiurope entióre, qu'il3 ne sauraient effacer la tache 
„d'infamie, que le commencement de leur reyolution leur 
a imprime.^ 

Na uwagę przezemnie uczynioną, że może jest bliski 
koniec tój wojny, odpowiedział WKsiąże: 

„Je ne me fais pas d'illusion la dessus, non seulement 
„que cela ne tire pas vers la fin, mais je crois mgme, que 
„oela ne fait que commeneer. Moi de ne me mele de rien, on 



Digitized by VjOOQ IC 



188 PAMIĘTNIKI 

„ne m^a pas consulte, mais pour ma part, je o^aurais jaiuais 
„commence cette guerre. Je me serais porte avec mes 
„troupes sur les frontióres de Fempire, je n^aurais feiisse 
^passer ni beoufs, ni yaches, ni ble, ni rien en un mot, 
„et je les aurais laisse faire, ce que j'appele: Kłótnia 
„polska. Mais s'ils s^etaient approches des frontióres, slls 
„ayaient youIu les passer, alors je leur aurais dit: Bon 
„jour Messieurs, un moment s'il vous plS,it. Je ne serais 
„pas reste inactif non plus, mais j^aurais eu des miens 
„la bas, qai aurait trayailles les esprits, pour les faire 
„yenir la, ou j'aurais youlu les yoir. Je suis un homme 
„impartial et je conyiens, que Ton doit k toute nation, la 
„eonseryation de sa nationalite. Les Hongrois ont dans 
„leurs yillages, deyant les maisons de leurs Schulmaysters 
„des gaines en fer et des menottes, que eeux-ci peuyent 
„faire mettre au^ habitans du yillage ; eb bien, eela ne les 
„reyolte pas, mais changez leur culottes bleues etyeuillez 
„leur donner la eulotte allemande, ils se reyolteront et ils 
„anront raison.^ 

Gdym wspomniał WKsięciu, że cesarz przeznaczył 
mnie na inspektora jeneralnego szpitali, mających zo- 
stawać pod opieką księżnej Łowickiej i gdym prosił o po- 
zwolenie złożenia uszanowania mego księżnie, odrzekł on: 
że wie o tćm, ale że dziś już o tem myśleć niemożna, 
oraz że księżna jest słaba i nikogo przyjmować niemoże. 
W końcu przypomniał sobie: że nazwisko moje odpowiada 
mianu przedmieścia w Bruxelli Scharbeck ł dodał: „La der- 
„nióre fois qui j'ai yu le roi de HoUande, ii m'a dit, qu'ayant 
„ete informe de Yotre tournee dans ses etats, ii ayait Tin- 
„tention de yous reclamer a cause de Yotre nom." 

Na tćm skończyła się pierwsza i ostatnia audyencya, 
jaką miałem u WKsięcia, bo poprzednio w Warszawie nie 
byłem nigdy mu przedstawianym. Niespodzie wałem się 
wówczas, aby tak krótko miał on pozostać na tój ziemi, 
gdyż był zdrów zupełnie, ale zdawał się przeczuwać co 
go czeka, niesłychanie obawiając się cholery, tak iż ni- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 189 

komu z miasta niewolao było się zbliżyć do pałacu, w któ- 
rym zamieszkiwał. Przyznam się, że pomimo wszystkiego 
co mówiono o WKsięciu i co istotnie dokuczliwego zrobił, 
miałem przecież rodzaj poważania dla niego z powodu, 
iż nigdy nie żądał i nie dążył do zagłady naszej narodo- 
wości. 

Pobyt nasz w Białymstoku nietylko był nieprzyjemnym 
ale przytem i niebezpiecznym, bo całe miasto było po- 
niekąd wielkim szpitalem, dwadzieścia bowiem kilka do- 
mów zajgto na lazarety wojskowe i w każdym nieomal 
podwórzu dla powstrzymania szerzącej się epidemii, pa- 
lono mierzwę , tak iż ciągle żyć trzeba było w najszka- 
radniejszej atmosferze. Postrach mieszkańców był ogólny 
któremu i ja pomimowolnie ulegałem , ponieważ w pos- 
sessyi stykającćj się z mieszkaniem naszem, urządzono 
szpital dla cholerycznych. Pod wpływem tój obawy, 
jednej nocy zasłabłem na symptomata tej choroby i lubo 
dzięki Bogu, przy użyciu właściwych środków, ustąpiły 
one szczęśliwie, to wszelakoż zostało mi na długo nie- 
przyjemne wrażenie z tego , co ogólnie lubiemy, to jest : 
śpiewu słowika, który właśnie najrozkoszniej się odzywał, 
gdym się uczuł dotkniętym tak grożnemi przypadłościami. 

Niedziw więc, żem w Białymstoku doznawał częstych 
chwil tęsknot trudnych do zniesienia i żem jedynie szukał 
pociechy i rozrywki w zajęciu umysłu pracą literacką. Tam 
to napisałem po francuzku, dziełko o moralności obywa- 
telskiej (Essai de Morale Cinąue,) które dopiero w roku 
1850 przerobiłem, a w roku 1861 wBruxelli wydałem. 

Nieprzewidując końca smutnego położenia mego, na- 
pisałem do życzliwego mi Turkułła do Petersburga o radę, 
coby mi zrobić wypadało, a do prezesa Rady naszej Engla 
do Mińska, podanie o dozwolenie mi przeniesienfa się gdzie 
indziój. Właśnie byłem otrzymał od tego ostatniego, żą- 
dane pozwolenie przebywania, gdzie mi się podoba w za- 
chodnich guberniach cesarstwa, z warunkiem, abym go 
zawiadamiał o miejscach pobytu mego; gdy mało zna- 



Digitized by VjOOQ IC 



190 PAMIĘTNIKI 

«zący wypadek wojenny, przyspieszył niespodzianie wy- 
jazd nasz z Białegostoku. 

Wieczorem daia 22. raaja, widać było jakiś nadzwy- 
czajny rucli wmieście; przyspasabiano pojazdy WKsięcia 
<lo podróży i zapowiadano: że w nocy miał wyjechać, 
około 10. godziny wszakże, wszystko się uspokoiło i zda- 
wało się, że był to tylko fałszywy alarm. Nazajutrz do- 
piero rano, gdyśmy się niczego złego nie spodziewali, 
przybył do nas miejscowy gubernator Wołłowicz i dziwiąc 
się spokojności naszej, zapytał: czy mamy zamówione pry- 
watne konie do podróży, bo pocztowych już nie można 
dostać, a wyjeżdżać napowrót do Grodna wypada ko- 
niecznie. W poparciu tego oświadczenia swego, objawił 
nam gubernator: że gwardya cesarska cofnęła się już o kilka 
werst za miasto; że główna kwatera WKsięcia Michała 
jest na samćj granicy królestwa, gdzie niewątpliwie star- 
cia spodziewać się należy, gdyż jenerał polsU, Umiński, 
stoi za Narwią naprzeciw wojsk rossyjskich w pogotowiu 
do boju ; wreszcie, że WKsiąże Konstanty jeździł do brata 
swego Micłiała i obecnie powróciwszy z tamtąd , zabiera 
się bezwłocznie z całym dworem swym do opuszczenia 
Białegostoku. 

Mówiono wprawdzie: że cofnięcie się gwardyi, było 
tylko manewrem dla wciągnienia do cesarstwa korpusu 
Umińskiego, któremu feldmarszałek Diebitsch zakładał 
sobie przeciąć odwrót, aby go otoczeć i znieść tym spo- 
sobem; lecz zarazem przypuszczano, że wojsko polskie 
może chwilowo zająć Białystok. Skutkiem takich po- 
głosek, nastąpił popłoch ogólny w mieście ; sposobiono się 
do wywiezienia w głąb kraju kass publicznych i tym celem 
takowe spiesznie pakowano ; wszyscy urzędnicy wojskowi 
i cywilni, oraz żony oficerów rossyjskich, których wiele 
bardzo osiadło tutaj podczas wojny, poszukiwali na gwałt 
koni, bądź do najęcia, bądź do kupienia, aby co prędzej 
uciekać. Naostatek, gdy popołudniu dnia tego przeszły 
przez miasto ku Grodnu bagaże gwardyi, nikt już nie 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 191 

wątpił, ie WEsiąie Michał, niebawem główną swą kwa- 
terę do Białegostoku przeniesie. 

W obec tych okoliczności, musieliśmy i my myśleć 
o sobie, przepłaciwszy przeto parę koni i dostawszy z uczyn- 
ności miejscowego marszałka lekką bryczkę w miejsce 
ciężkiego powozu mego, który pozostawić znalazłem się 
w konieczności, jeszcze tegoż samego wieczora posuwałem 
się traktem do Grodna wiodącym. O kilka werst za opusz- 
czanem przezemnie miastem, stały ekwipaże gwardyi, zgiełk 
ludzi, rżenie koni, ognie w obozie rozłożone przedstawiały 
nowy zupełnie dla mnie obraz życia wojennego, tern bar- 
dziej zajmujący, że wieczór był prześliczny i że zdała 
słyszane grzmoty i okazujące się czarne chmury błyska- 
wicami przedzierane groźną zapowiadając burzę, zdawały 
się bydż odbicifem tój smutnój wojny, która zagładę kra- 
jowi naszemu gotowała. 

Po owym dniu ogólnego popłochu, przybyliśmy ija- 
zajutrz w najpiękniejszy dzień wiosenny do Grodna, gdzie 
ani słowa o fałszywej trwodze, jaka nas tam przypędziła 
nie wiedziano i w najlepsze się bawiono. Było to święto, 
publiczność wyległa tłumnie w ogrodzie za Herodnicą, 
strojnym w świeżą zieloność i kwiaty; przytem ożywionym 
śpiewem słowików, oraz odgłosem muzyki pułkowćj. Sło- 
wem wszyscy byli spokojni, weseli i myślący tylko o roz- 
rywce, tak jakby zacięta walka nie na Polskiej, lecz gdzieś 
daleko na obcój toczyła się ziemi. 

Wrażenie, jakie to przeciwieństwo na mnie wywarło, 
natchnęło mi pieśń następującą, którą nie dla jćj wartości 
poetycznój, lecz dla okazania tego, co się wtedy w duszy 
mojój działo, tutaj przytaczam: 

Tu i tam. 

Tu się budzi przyrodzenie, 
Kruszą się lodów okowy, 
Młodocianne maja tchnienie 
Rozpoczyna żywot młody . . . 



Digitized by VjOOQ IC 



192 PAMIĘTNIKI 

Tam się wojny krwawe hasło i 

Po kraju rozlega donośnie, 

I nie jedno życie zgasło 

W najpięknicjszćj życia wiośnie. 
Tn się stroją łąki w kwiaty, 
Liściem pokrywają drzewa, 
A wesoły rój skrzydlaty, 
Wśród icli cienia miłość śpiewa. 

Tam zwiastują śmierć wystrzały, 

Huk dział echa powtórzyły, 

Młode serca bić przestały, 

Które dla miłości biły. 
Tutaj zorza po za lasem 
Zapowiada dzień pogodny, 
W nocy księżyc srebrnym pasem 
Opasuje lasek chłodny. 

Dym wywarty z paszcz spiżowych 

Kryje tam słoneczne lica, 

A blask ognisk obozowych. 

Cmi blade światło księżyca. 
1^ Leżą nietknięte murawy. 

Łąka się zdała zieleni, 
Widać wśród krzaków i trawy 
Rozsiane bydło w przestrzeni. 

Tam odartą z łąk darninę 

Na wysokie szańce ścielą, 

A kędy spojrzysz w dolinę 

Kości poległych się bielą. 
Tutaj złotych kłosów niwy 
Dźwigają ziarna ciężary, 
Wjesieni rolnik troskliwy 
Zapełni niemi obszary. ^ 

Tam zdeptane bujne plony, 

A ten, co się cieszył niemi, 

Krwią swoją zbroczył zagony. 

Kośćmi użyźni je swemi! 

Niedługo trwały te przyjemne wrażenia, bo zaraz na- 
zajutrz przypędzono do Grodna 300 chłopów z Augustow- 
skiego pojmanych w lasach jako powstańcy i przywieziono 
dwóch dowódzców, z których jeden z konfederatką na gło- 
wie tak był wesoły, jak gdyby go jakie szczęście w końca 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 193 

podróży czekać miało. Chłopów postanowiono wcielić do 
pułków w odleglejszych guberniach konsystujących, a przy- 
wódzców wywieść na Syberyą. Widziałem tych nieszczę* 
śliwych zgromadzonych w Ostrogu i śpiewających tam 
ciągle pobożne pieśni. Jakże to smutnym był widok tych 
biednych rolników, od żon, dzieci i ziemi rodzinnej oder- 
wanych, z których żaden prawdopodobnie już do swoich 
niepowróci. Dalsze wiadomości, jakieśmy z Białego Stoku 
otrzymali, zwiastowały, że oddział wojska polskiego, który 
się był posunął o kilka werst ku temu miastu, cofnął się 
i że gwardye rossyjskie poszły w pogoń za nim, lecz że 
liczba powstańców w puszczy Białowiejskićj z dniem ka- 
żdym się wzmaga i że jest prawdopodobnem, iż niebawem 
nastąpi napad na Grodno. W obec tych niepokojących 
wieści, jenerał Kossecki uprzedzając ten wypadek, prze* 
niósł się do Słonima, gdzie się znajdował WKsiąże Kon- 
stanty; ja zaś znudzony ustawicznem tułaniem się jażto 
naprzód jużto w tył, nie widząc potrzeby odbycia tej nowćj 
podróży, postanowiłem pozostać w Grodnie, niespodziewająo 
•się wcale, aby to postąpienie moje miało wywrzeć jaki- 
kolwiek wpływ na dalszy los mój ; a jednak tak się stało, 
skutkiem raportu miejscowego pułkownika żandarmów, 
który pospieszył z doniesiem do Petersburga, iż dla tego 
zostałem w Grodnie, aby bydż bliżój powstańców i w razie 
zdarzonćj sposobności połączyć się z nimi. 

W końcu czerwca, nastąpił nowy alarm z powodu, że 
jenerał Chłapowski przeszedłszy przez Bielsk do puszczy 
Białowiejskiej , wkroczył do Litwy z kilkoma tysiącami 
wojska polskiego i we Swisłoczy skłoniwszy b. jenerała 
i kasztelana Tyszkiewicza do przystąpienia do powstania, 
razem z nim przeprawił się przez Niemen pod Zelwianami 
i o ile się zdawało, zamyślał uderzyć na Grodno. Ztąd 
trwoga w niem nadzwyczajna, mała jego załoga wyszła 
na trakt ku Skidlom, zatoczono armaty na wzgórza i po« 
rozstawiano pikiety po wszystkich drogach od tej strony 
do miasta wiodących. Znowu przeto znalazłem się wko- 

Pamiętniki Fryd. hr. Skarbka. 23 



Digitized by VjOOQ IC 



194 PAMIĘTNIKI 

Diecznoóciy by nie utwierdzać wyżej wzmiankowanego po- 
dejrzenia władzy, o jakiem się dowiedziałem, ujeżdżania 
z Grodna, lecz gdym się już upakował i poszedł na rynek 
dla nabrania wiadomości, gdzieby mi się udać wypadało, 
nadeszła depesza, że Chłapowski podążył w przeciwnym, 
jak się tego spodziewano, kierunku, to jest: ku Lidzie, za 
tem przerażona załoga z armatami powróciła do miasta, 
a ja do mego mieszkania wielce zadowolony, żem na dal- 
szą nieskazany wędrówkę. — Nie* na długo wszakże było 
tego spokoju, wkrótce bowiem doniesiono z jednej strony, 
że Chłapowski wzmocniony kilkoma tysiącami powstańców 
Litewskich, zmierza ku Wilnowi i że jenerał gubernator 
tameczny, groźną wydawszy do mieszkańców odezwę, 
gotuje się do odporu wojska polskiego, które ma mieć 
wiele pieniędzy, bo wszystko hojnie płaci, przytem do 
dawano, że polacy są bardzo pobożni i że na czele od 
działu jedzie konno jakiś kanonik z krzyżem w reku i od* 
biera od wszystkich przysięgę; wreszcie że officerowie 
wchodząc do domów obywatelskich, starodawnym oby- 
czajem pozdrawiają wyrazami: „Niech będzie pochwalony « 
„Jezus Chrystus, wiara i ojczyzna." — Z drugiej zaś strony 
zwiastowano: że jenerał Giełgud z 5000 wojska zajął 
Augustów i posuwa się ku Grodnu, co miało bydż nie- 
wątpliwem, gdyż przybyły traktem Białostockim oficer, 
zapewniał: że w przejeździe swym słyszał bębny i mu- 
zykę polską i że to wojsko, (którego, rozumie się, niewi- 
dział,) ma z sobą 20 armat. Ztąd większy od poprzed- 
niego alarm i trwoga; wszyscy co żywo gotowali się do 
opuszczenia miasta, ale nikt nie umiał powiedzieć, w którą 
stronę uchodzić wypadało; nie radzono jednak udawać 
się do Białegostoku, bo był to punkt z powodu bliskiej 
granicy królestwa mocno zagrożony; nie radzono również 
szukać schronienia ani w Wilnie, ani w Słonimie, bo w tych 
stronach stał Chłapowski z wojskiem i znajdowali się po 
lasach liczni powstańcy. Wśród tych niepewności wy- 
bierałem się znowu, ale powziąwszy cokolwiek pewniejszą 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 195 

od Ogólnie krążących wiadomość: że ukazanie się w Au- 
gastowskiem Giełguda, które za pochód zwycięzki na 
Grodno poczytywano, było prostem odcięciem oddziała 
jego od armii, po bitwie pod Ostrołęką; tudzież że rzeczy- 
wiście Słonin przez Chłapowskiego był zagrożonym, skut- 
kiem czego znajdujący się tam koledzy moi, członkowie 
rządu tymczasowego królestwa, naprzód do Nieświeża, 
a następnie do Mińska schronić się byli przymnszonemi ; 
uznałem najstosowniejszem pozostać w Grodnie jako naj- 
bezpieczniejszem miejscu, za czem poszło: że ponownie tym 
razem jeszcze z rynku do mieszkania mego powróciłem. 
W miejsce oczekiwanych z taką trwogą gości, przybyły 
nie za długo do Grodna i stanęły obozem za miastem, 
z tamtój strony Niemna, dwa pułki gwardyi konnćj ce- 
sarskiej, to jest: konńopolców i huzarów, które tak długo 
konsystowały w Warszawie pod dowództwem znanych nam 
dobrze jenerałów Kuruty i Korfa. Cóż to była za różnica 
stanu ówczasowego tych pułków od tego, w jakim były 
dawniej w stolicy naszój 1 Owi przez WKsięcia Konstan- 
tego wypieszczeni żołnierze byli zbiedzeni i obdarci; owi 
oficerowie do eleganckiego świata należący, strudzeni i za- 
ledwo szczątkami świetnych mundurów swoich pokryci; 
wreszcie owe piękne i wypasione konie, schudzone i zni- 
szczone. 

Przypadł dzień świąteczny, w którym oficerowie tych 
pułków przybyli licznie do ogrodu Grodzieńskiego, gdzie 
się wszystkie miejscowe damy zgromadziły. Pogoda była 
jaknajpiękniejsza , muzyki wojskowe przygrywały i ogół 
zebranych przechadzał się tak wesoło, jakby żaden smu- 
tek i niepokój nie panowały. Dziwnem było dla mnie pa- 
trzeć na to mnóstwo oficerów znajomych mi zwidzenia po 
ulicach Warszawy, tak iż poniekąd ładziłem się, że ogród 
herodnicy w ogród saski przemienił. Była to znowu 
chwila przyjemna, ale krótko trwała, bo nazajutrz po 
wyjściu z obozu wspomnionych pułków gwardyi niepoko- 
jące | a powiększćj części najfałszywsze wieści na nowo 

13* 



Digitized by VjOOQ IC 



[ 

f 



196 PAMIĘTNIKI 

obiegać zaczęły. Trwoga ta w kilka dni doszła do tego 
stopnia, ie zaczęto most rozbierać na Niemnie i nieastała 
ai do końca lipca, w którym to czasie otrzymano pewną 
wiadomość o losie Giełguda i o cofnięciu się nazad do 
Polski Chłapowskiego. 

Zostawał wprawdzie jeszcze na Litwie jenerał Dem- 
biński, który z garstką wytrwałych, choć wycieńczonych 
iołnierzy, niemógł myśleć ani o prowadzeniu z powodze- 
niem partyzanckiej wojny, ani o szerzeniu powstania, ale 
się tak zręcznie pomiędzy ścigającem go o wiele liczniej- 
szem wojskiem wykręcał, że przeszedł 120 mil kraju nie- 
spotkawszy się wcale i nie stoczywszy znićm źadnćj po- 
tyczki, naostatek lubo był ciągle otaczanym, potrafił się 
wymknąć i schronić do Bialowiejskiej puszczy z kąd po 
otrzymaniu posiłków i amunicyi wrócił szczęśliwie do 
Królestwa. 

Pomimo opuszczenia w ten sposób Litwy przez wszyst- 
kich jenerałów polskich, niepowróciła jednakże do razu 
spokojność w tych okolicach i wszystko opowiadano tam 
inaczćj jak się rzeczywiście działo. I tak w początku 
września, gdy już miała wybić ostatnia godzina nieszczę- 
snych wysiłków polskich, rozpowiadano jeszcze w Grodnie 
o walnych bitwach szczęśliwie przez nich stoczonych i oba- 
wiano się nowego na Litwę napadu. 

XIV. 
Powrót mój do Warszawy. 

We dwa dni po poddaniu się Warszawy, nadeszła 
o tćm wiadomość do Grodna, smucono się tym wypadkiem, 
tak jakby on dawno niebył przewidzianym, byli zaś tacy, 
którzy mi ironicznie winszowali powrotu do kraju i do- 
stojeństw, jakie mnie czekają, widocznie by mi dać uczuć: 
jakiego tam doznam przyjęcia ze strony dobrze myślących 
współrodaków moich. Znosiłem w milczeniu te przymówki, 
mając czyste sumienie, jużto co do tego, com dotychczas 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 197 

uczynił, juito do tego , com uczynić w przyszłości zamie- 
rzał. Bolały mnie wszakże mocno podobne nieuzasadDione 
zarzuty, jakie mnie i w kraju dotknąć miały, ile że nie- 
mogłem pocieszać się żadnemi widokami jakiegobądż 
znaczenia i wpływu w rządzie, do którego składu nale- 
żałem, wiedząc o tem o czóm już wyżćj wspomniałem: 
że dowodzca żandarmeryi w Grodnie, pułkownik Ożygów, 
przedstawiał mnie w raportach swoich, jako człowieka 
podejrzanego, na którego przychylność i wierność liczyć 
niemożna. 

Jenerał Kossecki niebawem po otrzymaniu wiadomości 
o wzięciu Warszawy, zjechał z Mińska do Grodna i na- 
glił wyjazd nasz z tego miasta, tak iż już 16. września 
byliśmy w podróży do stolicy naszój. — Nie wyjdą nigdy 
z pamięci mojej najsmutniejsze wrażenia, odniesione w cza- 
sie przejazdu mego przez kraj, widownią kilkomiesięcznój 
tak srogiej walki będący. Brześć Litewski przedstawiał 
obraz zgiełku wojennego ; szańce jego najeżone armatami '; 
mnóstwo żołnierzy różnój broni, uwijających się bezustan- 
nie po ulicach ; liczne podwody z transportami wojskowemi, 
zapełniające trakt do Warszawy wiodący tak, iż trudno 
było podróżnym przecisnąć się przez nie; oddziały ran- 
nych wypuszczonych, mniój więcej wiecznemi kalekami ze 
szpitali i przewożonych do miejsc spokojniejszych , zgliszcza 
popalonych zabudowań ; wreszcie koczowiska i obo^ 
w rzędzie nieomal po miastach rozłożone; wszystko to, 
najjawniejszy dawało dowód: klęsk przez kraj poniesio- 
nych i cierpień osobistych przez wojnę zadanych. 

W obec takiego ruchu długo bardzo w Brześciu Litew- 
skim musieliśmy czekać, za nim nam dostarczono koni 
pocztowych i w czasie tym, byliśmy świadkami sceny na- 
der nie miłćj, zajechała bowiem od Warszawy bryczka 
pocztowa, a na niej oficer i dwóch żandarmów, oraz wię- 
zień ranny w nogę z zakutemi rękami , którego zniesiono 
z tejże bryczki do izby passażerskiój i nikogo doń nie- 
wpuszczono. Obecny temu jakiś pułkownik rossyjski, ocze- 



Digitized by VjOOQ IC 



198 PAMIĘTNIKI 

kigący podobnie jak i my na konie , dostał się wszakie 
tam wkrótce, i po chwili wyszedłszy z izby niepytany 
i nieproszony, odezwał się do nas w te słowa: j^Ćesi le 
fameux Wysocki, le lUche ił n'apas sft mourrir !^ 

Po przejeździe granicy Królestwa, zwłaszcza poczy- 
nając od Międzyrzeca, jeszcze więcój rażący widok spu- 
stoszenia przedstawiał się naszym oczom; drogi i mosty 
popsute i pozrywane; wszelkie przeprawy przez rowy 
i wody, bądź utrudnione, bądź całkiem nie do przebycia ; 
po obu stronach traktu sterczące kominy po spalonycli 
w zupełności wioskach; wszędzie ślady koczowisk i obo- 
zów, a nigdzie śladu uprawy i pracy ludzkiój ; pola w od- 
łogach lub bez zasiewów, kolejami armatniemi tylko poo- 
rane; wreszcie jak tylko oko sięgnąć mogło, ani cdo- 
wieka, ani iadnćj żyjącćj istoty na tych rozległych ob- 
szarach; wszędzie pusto i głucho; zupełnie grobowa cisza, 
którą liczne mogiły i kościotrupy padlych koni co chwila 
przypominały. 

Po drodze mniejsze i większe oddziały jeńców wojen- 
nych w głąb cesarstwa pędzonych, pomiędzy temi, jeden 
z kilkutysięcy ludzi złożony, postępujący wolno, ponuro 
i smutno, otoczony dwoma szeregami kozaków, którzy 
bydź może niezbyt dawno jeszcze przed tą garsztką żoł- 
nierzy pierzchali. Widok ten ścisnął bardzićj serce moje^ 
niż mogiły poprzednio widziane, bo ci co pod temi 
ostatniemi leżą, padli w żarze bitwy z bronią w ręku, z na- 
dzieją okupienia śmiercią swoją, życia ojczyzny! Ci zaś, 
których prowadzą rozbrojeni i poniżeni, idą bez żadnćj 
nadziei lepszój przyszłości, z przeczuciem tylko długoletnich 
upokorzeń i cierpień, powołani do służenia obcej sprawie, 
przeciwko tejże ojczyźnie! 

W nocy 19. września stanąłem w WarszUwie, zastawszy 
nadspodziewanie w domu moim wszystko ocalone. Żona 
była na wsi u ojca swego, syn zaś na pensyi tutaj, na- 
zajutrz rano przybył rzucić mi się W objęcia i przynieść 
mi największą ojcowską pociechę. Brat służący w wojsku 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 199 

ocalony i w szeregach rezerwy Stryjeńskiego w Krakow- 
skiem obecnie przebywający ; najbliżsi krewni i przyjaciele 
wszyscy przy życiu; naostatek wieś moja cała niespusto- 
szona. Słowem wszystko co moje, pod opieką opatrzności od 
zagłady ochronione; ale za to jaki opłakany stan kraju, 
jakie smutne widoki przyszłości i jaki widoczny upadek 
wszystkiego co niedawno znamiona pomyślności narodowej 
stanowiło. 

Niezapomnę nigdy przykrego wrażenia, jakie nazajutrz 
po powrocie moim Warszawa na mnie wywarła. Po wszyst- 
kich placach biwaki i placówki, dopalające się nocne ogni- 
ska; słomą, sianem, drzewem zajęte place, a pomiędzy 
tćm wszystkićm, żołnierze, konie, armaty i broń w kozły 
ustawiona. Po ulicach snujący się nie śmiało, ludzie w po- 
tępiony już mundur gwardyi narodowćj przylirani, lub nie- 
dobitki z pułków bez broni, jużto dla braku miejsca do 
pomieszczenia wszystkich jeńców, jużto dla dowiedzionej 
osobistćj swój niedołężności na wolności pozostawieni. Ze 
znaczniejszych mieszkańców nikogo po ulicach; wszyscy 
w domach swych zamknięci, jedynie żydzi w świątecznych 
sukniach (bo była to sobota,) zwesołemi twarzami, prze- 
chodzący się swobodnie po mieście , a wśród tego wszyst- 
kiego, dywizjon żandarmów, postępujący zwolna w wojen- 
nym szyku, z muzyką pułkową na czele, która jakoby na 
urągowisko, rzewną naszą piosnkę „Jeszcze PolslLa nie- 
zginęła" przygrywała I 

Obok tych bolesnych wrażeń, doznałeiń jeszcze oso- 
bistych moralnych dokuczeń, które ówczesne stanowisko 
moje na mnie ściągnęło; dowiedziałem się bowiem zaraz 
na wstępie w domowe progi, że mnie niety Iko w gazetach 
rewolucyjnych bezecnie spotwarzano, ale że nadto naj- 
bliższe mi osoby, od dzieciństwa mego mnie znające, 
a między temi i brat własny o lekkomyślność i podłe 
pobudki w przyjęciu udziału w rządzie tymczasowym ob- 
winiały. Skutkiem tego, lubo spokojny na sumieniu, nie- 
śmiałem witać znajomych i patrzyłem na każdego z obawą 



Digitized by VjOOQ IC 



200 PAMIĘTNIKI 

czjli w twarzy jego wyrazu pogardy nie odkryję. Otóż przy 
tych obserwacyach przekonałem się: że na ludziach czynn, 
widać było ślady trawiącćj ich gorączki moralnej , nie już 
zapałem dla sprawy ojczystej, lecz rozpaczą po jej upadku 
wywołany ; bo ciż ludzie przez kilkanaście miesięcy łudzeni 
zwodniczemi otuchami, nie mogli się tak prędko oswoić 
z tą myślą: że wszystko już stracono i że nie ma nadziei 
powrócenia do tego, co było, a na czem poprzestać nie- 
chcieliśmy. 

W jednych przeto przemagała przedewszystkiem złość 
i nienawiść ku ostatnim przywódcom powstania, oraz nowo 
przybyłym pogromcom naszym; drudzy przejęci byli naj- 
cięższym smutkiem i zapóżno uznawali omamienia i błędy 
swoje. Najbardzićj zaś razili i oburzali mnie ci podli, 
którzy co żywo wyrzekając się uczuć, zdań i wyrażeń 
zjakiemi się odkazywali gdy rewolucya miała przewagę 
w kraju; obecnie już byli pokornemi, uległemi i niby 
przeciwnikami dopiero co przytłumnionego powstania my- 
śląc o tćm tylko, w jaki sposób łaskę rządu sobie uskarbić. 

Skutkiem tego wszystkiego nieznośnym stał się dla 
mnie pobyt w Warszawie i postanowiłem co prędzój je- 
chać na wieś do żony mojćj ; gdym wszakże przybył do 
prezesa rady Engla z prośbą o dozwolenie mi wyjazdu, 
tenże okazał mi urzędową odezwę ministra sekretarza 
stanu, Grabowskiego, powołującą tak mnie jako i Eos- 
seckiego napowrót do Petersburga i zawierającą wzmiankę, 
iż podobny rozkaz bezpośrednio do nas do Grodna wy- 
prawionym został. Z tego wnosić należało : że rozkaz ten 
wydanym był w Petersburgu przed odebraniem wiadomości 
o wzięciu Warszawy, dlatego Engel objawił mi: że prawdo- 
podobnie dyspozycya odwołaną zostanie i że należy mi na 
to oczekiwać. Nie wiedział on przeto lub niechciał mi 
okazać, że wie o tćm: iż po śmierci Diebitscha cesarz 
zmienił zupełnie pierwiastkowe powzięte swe zamiary co 
do Polski, a mianowicie; że z upadkiem wpływów u dworu 
stronnictwa niemieckiego i z oddaniem naczelnego dowództwa 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. nu. SKARBKA. 201 

nad armią Paszkiewiczowi , przewagę wzięło stronnictwo 
rossyjskie, które innego składu rządu tymczasowego Kró- 
lestwa domagać sie będzie. 

Niepewność w tćj mierze trwała czas niejaki , Engel 
wprawdzie był prezesem rządu , ale Paszkiewicz był rze- 
czywistym rządcą kraju ; pierwszy wzbudzał niejaką ufność 
przez łagodne swe postępowanie, drugi zatrważał jawną 
nienawiścią ku Polakom^ podniecaną kontuzyą w nogę, 
jaką przy wzięciu Woli otrzymał, a na którą cierpiący le- 
żał w zamku. Wszyscy obawiali się skutków tego cho- 
robliwego usposobienia, a urzędnicy troskliwi o dalszy los 
swój, chodzili jak błędni, niewiedząc u kogo szukać pro- 
tekcyi. Z tego powodu drzwi się nie zamykały u Kos- 
seckiego i umnie przed licznemi tego rodzaju postulan- 
tami, którym co do mnie, odpowiadałem: że o niczćm 
niewiem i sam co do siebie mam wątpliwość co się zemną 
stanie. 

Widząc, że ta niepewność się przedłuży, nieopwie- 
dziawszy się więcój nikomu, wyjechałem z Warszawy do 
Kujaw, do majątku Teścia, u którego żona moja bawiła, 
a z którą co żywo po tak długiem rozłączeniu się widzieć się 
pragnąłem. Wojsko polskie trzymało się jeszcze w małych 
rozproszonych oddziałach na lewym brzegu Wisły, to jest 
w Płockim i tam ciągłe utarczki ze ścigającemi ich koza- 
kami staczało. W jednćj z takich potyczek, zginął 18-to 
letni synowiec mój, Nestor, który po przepędzeniu wesoło 
wieczoru u państwa Zboińskich w Kikole, prosto z tańca 
z kilku ułanami swemi, wypadł dla wypędzenia ze wsi 
plondrujących w niej Czerkiesów i przez nich kindźsdami 
zakłuty został. 

Ponieważ w okolicy, w którój się znajdowałem, mó- 
wiono głośno o zamiarze Polaków przeprawienia się na 
prawy brzeg Wisły i niepokojenia tyłów armii rossyjskiej, 
zajmującój stolicę, do którój powrócić chciałem, napisałem 
przeto do konsystnjącego podówczasna Kępie pod Raciąż- 
kiem jenerała rossyjskiego, Boenne, list z zapytaniem, czy 



Digitized by VjOOQ IC 



202 PAMIĘTNIKI 

bezpiecznie tg podróż odbyć mogę? Jakiei było zadziwienie 
moje, odebrawszy od rzeczonego jenerała odpowiedź, za- 
czynającą się od oświadczenia: ie poczytuje się za szczę- 
śliwego, ii mu się nadarza sposobność wejścia choć w li- 
stowne stosunki z autorem, którego z powodu prac jego na 
polu ekonomii politycznój, zna od dawna i ze wszech miar 
powaia. Jeżeli kiedy, to nic wowój porze; jeśli od kogo 
to nie odjenerałarossyjskiego, mogłem się spodziewać po- 
dobnćj apostrofy, świadczącej, że ten wyższy dignitarz 
wojskowy, był człowiekiem nczonym. Jakoż poznawszy 
go później osobiście, przekonałem się o tóm i przez długie 
lata następnie pozostawałem z nim w pewnój zażyłości, 
z powodu zajmowania się jego naukami ekonomicznemi, 
w których bardzo piękną posiadał bibliotekę. 

Podczas pobytu mego w Kujawach, jenerał Roenne 
mając sobie poruczonem strzeżenie przeprawy przez Wisłę 
Polaków i trzymanie na Kępie , na tejże rzece kilkunastu 
miejscowych obywateli, wziętych jako zakładników, od- 
znaczał się względnością i uprzejmością. Inaczój dzisdo 
się w tój samej okolicy, to jest: we Włocławku, gdzie 
aorganizowanym został rodzaj rządu tymczasowego, spra- 
wowany przez jednego słynnego z podłości i przewrotności 
człowieka. Feldmarszałek Paszkiewicz, obszedłszy tą stroną 
armią polską, powziął nieszczęśliwą myśl: powierzenia za- 
rząda części kraju odzyskanego na prawym brzegu Wisły 
do czasu dopóki sam całego Królestwa nie opanuje, owemu 
ex-jenerałowi rossyjskiemu , to jest Ksaweremu Dąbrow- 
skiemu, który jeszcze za cesarza Pawła, figurował jako 
dowódzca legionów polskich, przez tegoż cesarza sformo- 
wanych, a następnie za haniebne postępowanie swe, wy- 
pędzony z wojska rossyjskiego osiadł w Królestwie, gdzie 
się rodził. Ożenił się z bogatą wdową włościańskiego po- 
chodzenia; Dąbrowski dał się obrać wŁęczyckiem, zkąd 
pochodziła radcą wojewódzkim i posłem, lecz i z tój ostat- 
niój funkcyi został usuniętym z rozkazu WKsięcia Kon- 
stantego, z powodu iż tenże w izbie poselskićj uznał nie- 



Digitized by VjOOQIC 



FR. HR. SKARBKA. 203 

godnetn kolegowanie w niej z wykluczonym z annii rossyj- 
skićj jenerałem. Otóż że taki łotr, który podczas rewo- 
lucyi naszej odgrywał na honoratce rolę demagoga i dał 
pieniędzy na wydawnictwo w Warszawie pisma pereodycz- 
nego tego odcienia, mógł zaraz po ukazaniu się wojsk 
rossyjskicli na lewym brzegu Wisły, przedstawić si§ im, 
jako najwierniejszy sługa cesarza, to było latwem do po- 
jęcia; ale trzeba było takich okoliczności ogólnego zamie- 
szania i głównie wyraźnego zamiaru prześladowania Po- 
laków, by takiemu człowiekowi poruczeó rządy podbitego 
kraju. Stało się to jednak; nowo kreowany wielkorządca 
przywdziawszy napowrot dawny mundur i mianując się 
jenerał-lcjtenantem, oraz otoczywszy się zgrają podobnych 
sobie ludzi, rozpoczął despotyczne panowanie swoje, pod- 
c^as którego, acz krótkiego, tyle dokazał, ie poobsadzał 
wszystkie urzęda adherentami swemi, lub takiemi, którzy 
mu za to zapłacili, a których rząd niemógł do razu pood- 
dalac, niechcąc osłabić powagi ustanowionego przez siebie 
władzcy. W krotce jednak poznano się na nim, albowiem, 
gdy przeniósł rezydencyę rządu swego do Łowicza, zastał 
tam rozkaz abdykowania, skutkiem czego z nowo nabytem 
prawem do większój jeszcze pogardy ziomków swoich 
powrócił do majątku ziemskiego żony swej w Kujawach 
i tam już bez znaczenia sromotny na tej ziemi żywot swój 
zakończył. 

Gdym wrócił do Warszawy, zastałem tam rzeczy tak 
ułożone: że winienem był poczytać się za zupełnie wy- 
kluczonego od wszelkiego udziału w rządzie, i że mu- 
siałem uczynić wybór, pomiędzy udaniem się napowrot do 
Petersburga a pozostaniem na uboczu bez żadnych obo- 
wiązków i jakiegokolwiekbądż nawet zajęcia. Prezes Engel 
oświadczył mi bowiem ustnie: że jenerał Bautenstrauch, 
który, że nawiasem powiem: w sam dzień wąjścia Rossyan 
do Warszawy, tak cudownie z długiej obłożnćj choroby 
ozdrowii^, został mianowanym w miejsce moje, członkiem 
rady iymczasowćj; dalćj, że jeneriU Eossecki poprzednio 



Digitized by VjOOQ IC 



204 PAMIĘTNIKI 

wraz zeniną odwołany do Petersburga , pozostaje w tejże 
radzie jako dyrektor główny prezydujący w kommissyi 
rządowćj sprawiedliwości ; wreszcie ie ja mam bezzwłocznie 
udać się do Petersburga, gdzie z rozkazu cesarza otrzymam 
inne przeznaczenie. 

Tym sposobem zatem, bez odebrania mi nominacyi 
lub dania mi dymissyi i bez wyrzeczenia słowa, jakiego 
to rodzaju stanowisko, ma mi bydź w Petersburgu poru- 
czone, kazano mi wyjeżdżać z Warszawy, by mnie się tylko 
znićj pozbyć. Czułem to aż nadto dobrze, a nie widząc 
w stolicy cesarstwa żadnćj dla siebie posady, na którćj 
byłbym w stanie z korzyścią służyć krajowi , lubo mogły 
mnie tam czekać dostojeństwa i dostatki, lecz te okupione 
dobrą sławą i pogardą ziomków moich, niewahałem się 
przeto ani chwili i napisałem do ministra Grabowskiego 
na pół urzędowy list, w którym bez ogródek oświadczyłem: 
że dopóty nie pojadę do Petersburga, dopóki nie otrzymam 
urzędowej wiadomości, jakie ma bydź tam dalsze moje 
przeznaczenie, bo nie mogę przyjmować żadnych obo- 
wiązków, nie wiedząc wprzódy, cz> takowe pełnić potrafię 
i zechcę. 

Na pismo to nieodebrałem wprost żadnćj wiadomości, 
lecz Grabowski w liście prywatnym do Kosseckiego pi- 
sanym, polecił mi objawić, że przez przychylność dla mnie, 
odniesienia się mojego, nie kommunikował cesarzowi i że 
mam albo przyjeżdżać do Petersburga, albo nadesłać sto- 
sowniejsze i nie tak zuchwałe podanie. W skutku zatćm 
oświadczenia tego, przesłałem Graliiowskiemu prośbę o wy- 
jednanie mi pozwolenia pozostawania w Warszawie, jużto 
dla zajmowania się szpitalami i więzieniami, które w opła- 
kanym znajdują się stanie ; jużto dla pilnowania własnych 
interessów, które niezbędnie obecności mojćj wymagają. 
Tym razem prośba moja odniosła skutek, gdyż po zapy- 
taniu Paszkiewicza: czyli jestem potrzebnym w Warszawie 
i czy mogę w niej pozostać? i po udzieleniu przez tegoż 
na wniosek Strogonowa przychylnój odpowiedzi, wkrótce 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 205 

otrzymałem od ministra sekretarza stanu urzędowe zawia- 
domienie: „ie NPan zezwolić raczył na to: abym pozostał 
w Warszawie dla zajmowania się zakładami karnemi i do- 
broczynnemiy tudzież własnemi interessami.^ 

Tak więc zapadła nieprzebyta zasłona pomiędzy moją 
przeszłością , a tćm co mnie w przyszłości czekać miało. 
Zawód nauczycielski, któremu się z takiem zamiłowaniem 
i śmiem powiedzieć z takiem powodzeniem poświęcałem, 
na zawsze został przedemną ""zamkniętym. Zawód urzę- 
dowy tak świetnie rozpoczęty, (a za którego przyjęcie 
przedwcześnie tak nieuzasadnione dotknęły mnie potwarze !) 
niespodzianie przerwany i to w sposób , ie przypuszczać 
trudno było, abym kiedykolwiek doszedł do podobnego 
wysokiego znaczenia, ile ie pierwszą zasadą życia mego 
było przed nikim się nie płaszczyć i żadnych starań o do- 
czesne dostatki z ujmą osobistej godności i negacyą 
dobra ogólnego nieprzedsiębrać. Pozostawały tedy dla- 
mnie dwa tylko zajęcia, zapewniające mi sposobność stania 
się użytecznym krajowi i wyrobienia sobie zasłużonego 
nazwiska, które skłonnościom moim odpowiadały i zawsze 
pociechę prawdziwą stanowiły, a temi były: filantropia 
i piśmiennictwo. Pierwsza w owym czasie panującem była 
ludzi światła i majątku upodobaniem, które i wemnie pod- 
czas podróży moich zagranicznych zaszczepione zostało; 
drugie zaś, stało się nietylko najulubieńszem zatrudnieniem 
ale poniekąd słabością moją od młodych lat naukom po- 
święconych. 

Ponieważ byłem kustoszem biblioteki i muzeów towa- 
rzystwa przyjaciół nauk, przeto obowiązki te po powrocie 
moim z Petersburga na nowo objąłem i z razu żadnej 
w ich sprawowaniu nie doznałem przeszkody. Towarzystwo 
zaczęło się zbierać na zwykłe posiedzenia swoje i nawet 
jedno centralne, pod prezydencyą biskupa Prażmowskiego, 
odbyło się w obecności dwóch jenerałów rossyjskich na 
to posiedzenie zaproszonych, którzy z widoczną ciekawością, 
ale udanem współuczuciem przysłuchiwali się naukowym 



Digitized by VjOOQ IC 



206 PAMIĘTNIKI 

rozprawom. Nikt zatem nieprzewidywał, jaki los czekał 
towarzystwo ; dwa tygodnie upłynęły spokojnie , w ciąga 
których można było ocalić wiele cennych pamiątek naro- 
dowych, usuwając je tak z biblioteki jako i muzeum Dą- 
browskiego. Ale niczego nieprzedsięwzięto, bo się niczego 
złego niespodziewane; aż nagle jednego poranka lyawił 
się w gmachu towarzystwa wyższy urzędnik rossyjski i za- 
żądawszy kluczy od wszystkich lokaIóW| opieczętował ta- 
kowe i dokonał aktu rozwiązania towarzystwa przyjaciół 
nauki a to bez żadnego uprzedniego zawiadomienia i ogło- 
szenia; prostem jedynie użyciem samowolności i przemocy 
w wykonaniu rozkazu wyższej swój władzy. W skutku 
tego nastąpił gwałtowny zabór wszystkiego, co tylko wła- 
sność towarzystwa stanowiło , a mianowicie: całkowite 
zbiory i książki zostały zapakowane i do Petersburga ode- 
słane; sara gmach zaś pod zarząd skarbowy oddany, i to 
wszystko działo się w końcu 1831 roku, kiedy dopiero 
w dniu 14. marca 1833 roku ogłoszono: że w skutku naj- 
wyższej woli towarzystwo królewsko-warszawskie przy- 
jaciół nauk ma bydż uważane za nieistniejące. Bozpo- 
rządzenie to podpisał Strogonów, jako dyrektor główny 
kommissyi rządowćj spraw wewnętrznych i Linde, jeden 
z najdawniejszych członków towarzystwa, jako następca 
dyrektora wydziału tejże kommissyi. Należy mi tu na- 
mienić: że jenerał Rautenstrauch , jako dyrektor główny 
.kommissyi oświecenia, zaraz w początku 1832 roku wsta- 
wiał się do cesarza o pozostawienie towarzystwa przyjaciół 
nauk przy własności gmachu biblioteki i muzeów, lecz to 
odmówionem mu zostało. 

Edward Raczyński, który znajdował się w Warsza- 
wie w chwili zaboru własności towarzystwa, jako członek 
zagraniczny takowego protestował przeciwko temu gwałtowi 
i w tym celu jeździł ze mną do członków rządu tymczaso- 
wego, którzy wszyscy wprawdzie ubolewali nad upadkiem 
tak pożytecznego dla kraju stowarzyszenia, lecz objawiali 
zarazem, iż w tćj mierze na' zmianę najwyższego postano- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 207 

wienia wpływać niemogą, w końca nagleni przez nas, 
oświadczyli po prostu, ie własności Towarzystwa Przy- 
jaciół Nauk us^nane zostały za zdobycz wojenną (boume 
prise de gtierre), tak właśnie, jakby Polska była obcym 
krajem, a towarzystwo królewskie zbiorem rewolucyoni- 
stów z bronią w ręku schwytanych. Rzeczywiście zaś nie 
było w królestwie zgromadzenia spokojniejszego i bardziój 
obcego wszelkim zabiegom i ruchom politycznym, jak na- 
sze towarzystwo, któremu nawet zarzucano dążność zazbyt 
konserwatywną. 

Pomimo przewidywanego upadku dawnych swobód 
i instytucyi i mimo srogich środków repressyi i upokorze- 
nia przeciw Polakom używanych, przybrała Warszawa 
wkrótce po jej zajęciu przez Rossyan powierzchowne zna- 
miona wielkiego miasta zwykłym uciechom pożycia od- 
danego. Prześladowania i uciski ze stanu oblężenia wy- 
nikające, samowładna władza nowo mianowanemu księciu 
Warszawskiemu z pominięciem rządu tymczasowego na- 
dana, wreszcie dekret amnestyi, wyłączającej z pod dobro- 
dziejstwa takowej, tysiące ziomków i skazujących ich na 
tułanie się po obcych krajach; wszystko to niepowstrzy- 
mało wielu mieszkańców Warszawy, a mianowicie też 
znacznój liczby dam do wyższego towarzystwa należących 
od brania udziału w biesiadach i balach przez pogromców 
naszj^ch wyprawianych i zapraszania ich nawet na podobne 
zabawy do domów własnych. 

Gubernatorem wojennym Warszawy był od czasu jój 
opanowania, jenerał Witt, należący dawniój do arysto- 
kracyi Polskiój i współzawodnik na tem polu jenerała 
Polskiego Paca, podówczas wychodźca. Przy tym guber- 
natorze była jako bezślubna towarzyszka, piękna i zaj- 
mująca wyższego tonu Polka (której nazwisko przez wzgląd 
na zacną rodzinę tegoż samego miana, przemilczę), a która 
rozrzewniała się nad losem Polski, a posługiwała widokom 
jej nieprzyjaciół. Takie gorszące zespolenie się dwóch 
znakomitości, taki cynizm jako i urągowisko dawnych oby- 



Digitized by VjOOQ IC 



208 PAMIĘTNIKI 

Czajów polskich, a obok tego takie pobłażanie ze strony 
miejscowego towarzystwa, były objawćm wszelką przy- 
stojność obrażającym i cbyba dla tego tylko dopuszcza- 
nym, ie ta szło o renegatów, a nie o jednowierców poli- 
tycznych. Oswojono się tak dalece z tą rozwiązłością oby- 
czajów, źe ją nawet naśladować zaczęto, wiadomem bo- 
wiem było ogólnie prawie: że jeden z wyższych ówczes- 
nych urzędników starał się zyskać względy tak rządu, 
jako i gubernatora wojennego, za wpływem wdzięków 
małżonki swćj, która zazdrość uprzywilejowanej towarzy- 
szki wzbudzała. Stosunek ten nastręczył mi myśl napi- 
sania komedyi w trzech aktach pod tytułem „Laura,^ którą 
po trzechkrotnem jćj wystawieniu w roku 1833 na scenie 
Warszawskiego teatru zakazano, czego powoda nietajono, 
skoro sam Strogonów wspominając o tćj pracy mojej wy- 
rzekł do mnie słowa: „Ayouez cependant, que Vous ayez 
mis en scśne un Witt en frac." 

Już 18. grudnia 1831 r. był wieczór tańcujący u je- 
nerał-gttbernatora, z powodu gali dworskićj, na którym 
występowały damy polskie i powtórzyły to wystąpienie 
na Sylwestrowym balu w końcu roku przez resursę ku- 
piecką danym. Teatr otworzono 1. stycznia 1832 roku, 
a w ciągu karnawału tej zimy miały już miejsce w nie- 
których domach Warszawskich proszone wieczory, na któ- 
rych krewne i spowinowacone z wychodźcami Polki z ofi- 
cerami Bossyjskiemi tańcowały, skutkiem czego zasmuceni 
klęską krajową rodacy gorzko ubolewali nad tćm tak 
szybkiem przeobrażeniem się dążności towarzystwa stolicy, 
w którem wszakże niebyło podówczas żadnej ze znako- 
mitych rodzin, które przed rokiem 1830 otwarte domy pro- 
wadziły. 

Najsilniej i najdotkliwiej powstawali na to ci, któ- 
rzy ukrywając nienawiść swoją przeciw nowemu rządowi 
niemogli jawnie i głośno potępiać lekkomyślności tój czę- 
ści ziomków swoich i zwracać ich na drogę poczucia obo- 
wiązków obywatelskich. Od tych zaś, którzy zmuszonymi 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. kR. SKARBKA. 209) 

2ostali opuścić ojczyznę i na obcój ziemi, pod nazwą emi- 
gracyi, zawiązali pewną reprezentaeyą Polską; nadcho- 
dziły do Warszawy piorunujące potępienia i nawet obel- 
żywe wyrazy dla rodaków, co się korzyli przed władzcami^ 
co się łączyli i bawili z niaii, co wreszcie nieumieli oprzeć 
się ponętom towarzyskim, niezachowając godności i smu- 
tku, obowiązkiem pobitych i uciemiężonych będącego^ 
Wprawdzie zarzut ten sl^ierowanym był jedynie do nie- 
bacznych mieszkańców Warszawy i niedosięgał obywateli 
ziemskich, którzy spokojnie ulegali przemocy i zachowując 
się zupełnie biernie, zdołali utrzymać godność, o jakiój 
wyżej mowa. 

Teatr przeważnie zajmował publiczność Warszawską. 
W wielkim^ podówczas jeszcze narodowym zwanym, z nie- 
małem powodzeniem występowała wtedy Leotityna Żucz- 
kowska, później zamężna Halpert, która z wysokim talentem 
łączyła w sobie powab urody i wdzięków i nie tak, jak 
pospolite artystki, dla tych ostatnich posiadała wziętość, lecz 
rzeczywistemi zdolnościami jednała sobie względy zwolenni- 
ków sceny. Obok niej ulubieńcami publiczności byli: Ku- 
dlicz, Piasecki i kilku innych zdolnych artystów. Drugi 
^aś teatr, to jest , Rozmaitości, mieszczący się w sali towa- 
rzystwa dobroczynności, nie mniejszego doznawał powo- 
dzenia, zawdzięczając to szcziególniej dwom ówczasowym 
komikom, to jest, Panczykowskiemu i Niwińskiemu, 
z których ostatni z wielką stratą dla sceny narodowój 
w roku 1832 życie zakończył. 

Na tym teatrze grywano często moje małe komedye 
i krotochwile, jużto dawniejsze, jużto nowe, które ciągle 
pisywałem, głównie w celu pobudzenia ducha do rzeczy 
ojczystych, bez najmniejszej pretensyi, aby tym fraszkom 
jakąkolwiek wartość dramatyczną nadawać miano. Między 
innemi na dzień 1. kwietnia, to jest, tradycyjny FHmd 
Aprilis, przygotowałem pod tym tytułem podobną fraszka 
ze śpiewkami , w któriśj główiią rolę grał Panczykowskij 
jako golibroda z mianem Pasik. Otóż w jednój ze scen^ 

Pamięteiki Fr kr. Skarbka. 14 



Digitized by VjOOQ IC 



210 PAMIĘTNIKI 

gdy obecni żartują z jego nazwiska , w odpowiedzi swej 
oświadcza on, źe ono takie dobre, jak każde inne, bo za 
dodaniem kilku końcowych liter można zrobić z niego 
takie , jakie komu się podoba i tak bydż może : Pasieki 
Pasikowski, Pasikiewicz. Pisząc to, rzeczywiście nie 
miałem żadnego zamiaru czynienia alluzyi do wysokiego 
podówczas nazwiska, i publiczność niepodchwyciła jej 
wcale, słuchając z upodobaniem przez kilkanaście przed- 
stawień tej sztuki; ale zdarzyło się, że jakiś nowo przy- 
były do Warszawy jenerał rossyjski upatrzył w powyższej 
niewinnej pogadance golibrody przycinek dla namiestnika, 
skutkiem czego wydanym został natychmiast zakaz rze- 
czonćj krotochwili, szczęściem bez narażania jej autora 
na jakąkolwiek odpowiedzialność, która bardzo łatwo 
mogła go dotknąć. 

W owej epoce przez kilka miesięcy zajmowała pu- 
bliczność Warszawską żeglarka powietrzna, panna 6ar- 
nerin, która, zapowiedziawszy wzniesienie się balonem, 
jużto okazywała na saskim placu za opłatą wszelkie ku 
temu przyrządy aerostatyczne , już to zbierała abona- 
ment na to przedstawienie, ale ciągle z takowem zwlekała, 
aż do 16. września, w którym to dniu puściła się z saskiego 
ogrodu i wzniósłszy się do wysokości jakich tysiąca łokci 
nad poziom, odcięła łódkę, w której siedziała pod balonem, 
poczem ten wzniósł się pod obłoki, a ona nagle pod spa- 
dochronem zniżała się ku ziemi, w skutku czego powstały 
krzyk i trwoga pomiędzy licznie zebraną publicznością 
o los śmiałój żeglarki, jakoż ten nie był jej przyjaznym, 
bo nieszczęście mieć chciało, że sznury przyrządu wplą- 
tały się w gałęzie drzewa stojącego przed pałacem dy- 
rekcyi dróg i mostów na nowym świecie i łódka spadła 
iha niego, a panna Gamerin strzaskała sobie rękę. — Oka- 
leczona aeronautka znowu dosyć długo była przedmiotem 
rozmów i współczucia ogólnego, które skończyły się na 
tóm , że w końcu musiano robić składki na doprowadzoną 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HE. SKARBKA. 211 

do zupełnćj nędzy cudzoziemkę, aby miała o czćm po- 
wrócić do kraju swego. 

W jesieni tegoż roku okazał się kometa, który za- 
bobonnie był w Warszawie, zwłaszcza przez ludność prostą 
przyjętym i taką powszechną wzbudził obawę, iż wprost 
zapowiadano i wierzono w koniec świata na dzień 26. li- 
stopada, a to tak dalece że w wielu bardzo domach w wi- 
gilią dnia tego spowiadano się i na śmierć przygotowywano, 
nie było wszakże tegoż końca świata, tylko tęgi mróz, 
w skutku którego Wisła dnia tego stanęła. 

XV. 
Zajęcie nnoje szpitalami I więzieniami. 

Zmieniło się więc całe powołanie moje. Nie było 
ani uniwersytetu, ani towarzystwa przyjaciół nauk ; dawni 
koledzy w tych dwóch zakładach, albo rozproszyli się po 
świecie jako wychodźcy, albo opuścili Warszawę, albo 
wreszcie pomarli. Trzeba było zawiązywać nowe stosunki, 
zaznajamiać się z innemi ludźmi; z nauczającego obcowania, 
z mężami nauki wypadało przejść do trudzącego i nieraz 
przykrego urzędowego życia Zamiast niepodległości w spo- 
sobie myślenia i zamiast zajmowania się więcej duchownem, 
niż materyalnem dążeniem, należało wdrożyć się w uległość 
urzędową i poświęcić się jedynie praktycznym czynnościom 
urzędnika. Miejsce książek zajęły akta, a miejsce nauko- 
wych rozpraw zastąpiły referaty i rapporty. Całapoezya 
życia, w piśmiennictwie zawarta , zamieniła się w czczą 
prozę biórową. Jednem słowem, z człowieka naukom od- 
danego przekształciłem się w rzemieślnika publicznego 
głównie obowiązkami służby, a ubocznie tylko piśmien- 
nictwem zajmującego się. 

Szczęściem to było dla mnie, że nieprzyjąłem ofia- 
rowanych mi dostojeństw w Petersburgu, gdziebym się 
był musiał wyrzec bezpośredniego udziału w sprawach kra- 
jowych, gdziebym nietylko niebył mógł nic dobrego wy- 

14* 



Digitized by VjOOQ IC 



212 PAMIĘTNIKI 

świadpzaó, ale gdziebym może był zmaszonym zwichnąć 
całą dążność, a nawet sposób myślenia, postępując nie 
tak, jak sumienie moje obowiązywało, lecz tak, jakby mi 
to nakazano; gdziebym wreszcie, albo zniewolonym był, 
stać się prostem narzędziem władzy, albo porzucić narzu- 
cone mi stanowisko, a tern samem pozbawić się raz na 
zawsze możności służenia ziomkom i ojczyźnie. 

Nowo obrany przezemnie zawód w służbie zakładów 
dobroczynnych i karnych odpowiadał dawnym skłon- 
nościom moim, a przytem odosobniał mnie zupełnie od 
wszelkiej styczności z czynnościami drażliwemi, ścisły 
związek z polityczną dążnością rządu mającemi. Miałem 
bowiem jedynie zajmować się temi ziomkami, których 
nędza, choroby i zepsucie opiece publicznej przekazywały ; 
a nie mogąc nic uczynić dla współobywateli, boleśnie 
w uczuciach swoich narodowych dotkniętych, mogłem przy- 
najmniej bydż pewnym, że żadnego mieć nie będę udziału 
w dążnościach tych, którzy ich upakarzali i prześladowali. 
Cała czynność moja zamknięta była w murach szpitali 
i więzień, a w tym ciasnym obrębie, niosąc ulgę bliźnim, 
poglądałem z daleka na moralne cierpienia tych, którzy 
godniejszemi byli politowania od tych, co się w moich mu- 
rach mieścili. 

Podróż moja w roku 1828, w zamiarze zwiedzenia in- 
stytutów zagranicznych odbyta, posłużyła mi do nabycia 
praktycznych wiadomości w tój części służby publicznój, 
której się poświęcałem i do zawiązania osobistych sto- 
sunków ze znakomitemi mężami na tej niwie pracującemi. 
Była to bowiem epoka powszechnego zajmowania się do- 
brem ludzkości i filantropią, która zakładała sobie dwa 
cele, to jest, jeden, zaradzać nędzy i polepszać byt ma- 
teryałny ubogich ludzi; drugi, czuwać troskliwie nad mo- 
ralną poprawą ludzi zepsutych i więźni karę odcierpia- 
jących. Poznałem się przeto z wieloma ówczesnemi słyn- 
nemi filantropami Niemiec, Francyi i Hollandyi i utrzymy- 
wałem z niektóremi z nich stałą korrespondencyą, a w szcze- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 213 

gólności z Dr. Jaliusem z Berlina, który dużo pracował 
i pisał w przedmiocie urządzenia więzień. Nadto za po- 
średnictwem konsula angielskiego w Warszawie wszedłem 
w stosunki z inspektorami więzień angielskich i przesełałem 
im plany podobnych nowych zakładów naszych; za co 
w zamian otrzymywałem od nich corocznie tak zwane nie- 
bieskie Jc»iąźkif parlamentowi w tej mierze składane. Tym 
sposobem nazwisko moje weszło w poczet Europejskich 
filantropów, którzy się wszyscy, bądź osobiście, bądź też 
z rozgłosu prac swoich znali i którzy, w razach potrzeby 
zasięgania wiadomości miejscowych, piśmiennie się z sobą 
znosili. 

Wszystko to, com był przed rewolucyą w kraju 
w sprawie w mowie będącój rozpoczął, było albo zni- 
szczone, albo zaniechane. I tak: dom przytułku i pracy 
i instytut moralnie zaniedbanych dzieci, oba za Wolskiemi 
rogatkami położone, zostały podczas szturmu Warszawy 
kompletnie zrujnowane, mianowicie gmach frontowy pierw- 
szego , w części spalony, a w części mocno uszkodzony ; 
oficyna zaś tylna, mieszcząca drugi, przedstawiała same 
tylko zgliszcza. Na restauracyą domu przytułku mogłem 
się spodziewać funduszu od rządu, ale instytut dzieci, 
który z dobrowolnych powstał ofiar, staraniem mojem 
i czcigodnego Stanisława Jachowicza, pierwszego jego dy- 
rektora, zebranych, nieposiadał żadnych zasobów, ile że 
towarzystwo ogniowe z mocy ustawy swój za pożary, 
skutkiem wojny wynikłe, wynadgrodzeń nieprzyznawało. 

Dom przytułku, zmieniony w roku 1831 na więzienie 
dla szpiegów, czyli na odwrotny areszt polityczny, w ja- 
kim osadzono tych, którzy za czasów WKsięcia Konstan- 
tego tyle ofiar do więzień politycznych wciągali, był przy- 
najmniej w części utrzymany i miał służbę swą wewnętrzną; 
ale po zakładzie dzieci nie pozostało zgoła nic, bo inne 
ważne zajęcia krajowe odwróciły uwagę opiekunów jego 
od zarządu instytutu, a brak funduszów zmusił ich do 



Digitized by VjOOQ IC 



214 PAMIĘTNIKI 

rozpuszczenia wychowańców , następnie pożar dopełnił 
resztę zagłady tego pożytecznego zakładu. 

Szpitale były w dawnym stanie zaniedbania, pogor- 
szonym jeszcze z powodu natłoku chorycłi i niedochodzenia 
przeznaczonych na ich utrzymanie funduszów. Siostry 
miłosierdzia, jakkolwiek pełne dobrych chęci, pomimo 
zwiedzenia szpitali Petersburgskich, częścią nie mogły, 
częścią nie chciały korzystać z tego, czego się w tych 
wzorowych zakładach nauczyły i obstawały przy dawnych 
zwyczajach i sposobie postępowania; szpitale zaś świeckie, 
to jest, zawiadywano przez cywilnych intendentów, były 
głównie źródłem dochodów dla tych urzędników, którzy 
mieli czem okupywać kontrolę i nadzór nad niemi pro- 
wadzone. U Dzieciątka Jezus i u Marcinkanek leżało 
wówczas po dwóch chorych w jednem łóżku, co zwano 
kartami francuzTdemi, ponieważ łóżka te, mieszcząc głowę 
jednego chorego przy nogach drugiego, wyglądały zupeł- 
Die jak figury rzeczonych kart; nadto jeszcze pomiędzy 
łóżkami na podłodze, prosto na siennikach składano szu- 
kających ratunku w szpitalach, skutkiem czego powietrze 
w nich było zabijające, a żywienie i obchodzenie się z cho- 
remi, odpowiadały powierzchowności całego zakładu. Szpi- 
tal Św. Łazarza, prócz podobnego stanu zaniedbania i więk- 
szćj jeszcze nieczystości, oraz gorszego, skutkiem rodzaju 
chorób w nim leczonych , powietrza , przedstawiał obraz 
ciągłego zgorszenia, rażącego zgiełku i niekarności roz- 
wiozłych kobiet, a to tak dalece, że gdy kto zwiedzał 
ten zakład, wtedy intendent musiał iść przodem z prętem 
w ręku i rozdawać na lewo i prawo dotykalne razy, aby 
cichość i porządek choć na chwilę utrzymać. 

Pomimo, że cesarz wydał rozkaz, iż mam wspólnie 
z dyrektorem wydziału kommissyi rządowej spraw wew- 
nętrznych zajmować się wszystkiem, co dotyczyło szpitali 
i więzień; pomimo, że mi ustnie w Petersburgu nadzór 
nad temi zakładami powierzył, polecając, aby w tej części 
służby nic bez wiedzy i zgody mojej przedsiębranem nie 



"* Digitized by Google 

^ ' ^"^ -- ^ _ m 



FR. HR. SKARBKA. 215 

było y niechciał przecież książę Paszkiewicz oddać mi tego 
kierunku i w roku 1832 zamianował Józefa Lubowidzkiego, 
prezesa banku, prezesem nowo uorganizowanćj rady głów- 
nej opiekuuczój zakładów dobroczynnych w Królestwie, 
powołując mcie jedynie mocą postanowienia rady admini- 
stracyjnej na członka tejże rady. 

Skutkiem podobnego przejścia mego, zgodności członka 
rządu tymczasowego, na podwładnego urzędnika kommissyi 
spraw wewnętrznych, jeden z kolegów moich dowcipnie 
odezwał się: „że w powołaniu mojóm podobnym jestem do 
zakonnika, bo na przemian jestem, to gwardyanem, to 
furtyanem.** — To urzędowe ubliżenie bynajmniój mnie 
nie zraziło w spełnianiu szczytnego zawodu, jaki sobie 
obrałem i idąc śmiało po tćj drodze, w krotce dostrzegłem, 
że de facto zostawiono mi główny zarząd i nadzór nad 
szpitalami Warszawskiemi, obawiając się przekroczec wy- 
raźnego w tój mierze rozkazu Cesarskiego, o jakim wyżćj 
wspomniałem. Przekonałem się również, że niedopuszczenie 
mnie do prezydeneyi w radzie głównój pochodziło prze- 
ważnie skutkiem starań przełożonych nad siostrami miło- 
sierdzia i ich samych, które niemogły mi zrazu darować 
tego, żem się energicznie zabrał do usunięcia nieporząd- 
ków i tradycyjnych samowolności, jakie szczególniej w szpi- 
talu Dzieciątka Jezus praktykowały się. Na pierwszem 
bowiem posłuchaniu, jakie miałem u namiestnika, tenże 
bez ogródki oświadczył mi, iż liczne dochodzą go skargi 
na mnie ze strony osób dopiero co wzmiankowanych i że 
wypada, abym zwiększą względnością ze siostrami miło- 
sierdzia postępował. A jednakże we dwadzieścia kilka 
lat późnićj, kiedym po dwunastoletniem sprawowaniu 
urzędu prezesa rady głównój, (jaki następnie miałem 
sobie poruczonym), przechodząc na dyrektora głównego 
sprawiedliwości, opuszczał rzeczone stanowisko, też same 
siostry okazywały mi największą przychylność i objawiały 
żal swej ; iż dłużej pod zwierzchnictwem mojem pracować 
niebędą. 



Digitized by VjOOQ IC 



216 PAMIĘTNIKI 

Jako członek rady glównćj przeprowadziłem a rząda 
projekt ustanowienia przy wszystkich zakładach dobro- 
czynnych , rad opiekańczych szczegółowych , złożonych 
z miejscowych obywateli, bezpłatnie urzędujących, którym 
poruczonym został wewnętrzny zarząd tych zakładów. 
Urządzenie to zostało wprowadzone w wykonanie naprzód 
W Warszawie , a w krotce potem w innych miastach na 
prowincyi, gdzie były lub miały bydż 2ałoione szpitale, 
W skutku tego objąłem sam stanowisko prezesa rad szcze^ 
gółowycb szpitala św. Łazarza i domu przytułku i pracy^ 
a prócz tego prezydowałem w komitetach budowy dopiero 
co wzmiankowanego szpitala, oraz podobnego starozakon^ 
pych, niemniój domu badań, pawiakiem w późniejszym 
czasie zwanego. Wreszcie, pomimo tych licznych zajęć 
specyalnych, prowadziłem ogólny zarząd wszystkich insty*- 
tutów w królestwie i objeżdżałem takowe dla dopilnowy^. 
wania w nich ścisłego wykonywania wydanych przepisów, 

Przedewszystkiem uważałem za rzecz zwłoki żadnćj 
piecierpiącą usunięcie z dotychczasowego ochydnego nad 
wszelki wyraz lokalu szpitala śgo. Łazarza i po wielo- 
rakich w tój mierze zabiegach, udało mi się w miesiącu 
piarcu 1832 przenieść tę lecznicę tak ważną dla miasta 
tymczasowo do wynajętego domu prywatnego na placu 
przed kościołem śgo. Aleksandra, gdzie wspólnie z doda- 
nemi mi członkami Rady starałem się wprowadzić moż- 
liwe warunki dobrego i czystego utrzymania, tudzież nale^ 
żytćj karności i oszczędnej rządności, dawniej całkiem 
w tym zakładzie nieznanych. Swoją drogą przedsiębrałem 
stosowne kroki o budowę nowego gmachu dla rzeczonego 
szpitala, jakoż późnić) zamiar ten do skutku doprowa- 
dziłem przy ulicy książęcej w dawnym ogrodzie expod^ 
komorzego i tym sposobem stanął szpital na wzór podob- 
pego miejskiego w Hamburgu, który nietylko przez kra- 
jowców, ale i przez lekarzy zagranicznych za wzorowy 
pznanym został. 




Digitized by VjOOQ IC 

:. li 



FR. HR. SKARBKA. 217 

Obok tego, jak to już wyżej wspomniałem, wspólnie 
z Radą szczegółową szpitala starozakonnych, zawiadywa- 
łem wzniesieniem nowego gmachu dla chorych tegoż wy- 
znania na rogu ulic pokornej i inflanckiej, do uposażenia 
którego głównie przyczyniła się rodzina Epsteinów, a mia- 
nowicie bankier Jakób Epstein, nieszczędzący na ten cel 
starań, trudów i ofiar znacznych. 

W owej epoce również znalazł się podobny drugi do- 
broczyńca w osobie nieodżałowanej pamięci Doktora Wil- 
helma Malcza, który z niemałem poświęceniem mienia 
swego pobudował nowy gmach przy ulicy karmelickiej 
przeznaczony na szpital współwyznawców swoich, to jest, 
enwangelicki. 

I po prowincyi pomyślnie bardzo rozwijała się myśl 
powierzenia obywatelom ziemskim i miejskim nadzoru 
nad istniejącemi i starań o urządzenie nowych szpitali po 
powiatach. Wszędzie poczytywali oni sobie za obowiązek 
sumienia zajmowanie się cierpiącą ludzkością, wszędzie 
poświęcali temu przedmiotowi nietylko gorliwe usługi swe, 
ale nawet znakomite fundusze, za pomocą dobrowolnych 
składek, balów, teatrów amatorskich, koncertów i loteryi, 
oraz większych darów w kapitałach zebrane. Po kilka- 
nastoletnich usiłowaniach na polu dobroczynności prywat- 
nój czynionych, niebyło prawie powiatu, któryby własnego 
nieposiadał szpitala, pomimo że skarb publiczny na ich 
utrzymanie początkowo żadnych nieudzielał zasiłków. Lubo 
więc pierwsza myśl odwołania się do uczuć i dobroczyn- 
ności obywatelskich, celem tworzenia w kraju nowych 
szpitali, odemnie wychodziła i przezemnie w życie wpro- 
wadzoną została (co mi mniemam każdy, świadom poło- 
żenia rzeczy, przyznać zechce), musiałem jednakże w tym 
przedmiocie jako i wielu podobnych innych wyrzec: „sic 
vos non vobis/^ bo nietylko że wszystkie rozporządzenia 
dotyczące zakładów dobroczynnych wychodziły od Bady 
głównój, którój wówczas niebyłem prezesem, ale jeszcze 
znalazł się człowiek nader ograniczonych zdolności, lekarz 



Digitized by VjOOQ IC 



218 PAMIĘTNIKI 

wojskowy, przez namiestnika do godności inspektora głów- 
nego służby zdrowia wyniesiony, nazwiskiem Czetyrkin, 
który śmiał sobie przypisywać całą zasługę nowego urzą- 
dzenia szpitali w królestwie. On to poleciwszy wydrukować 
ustawę szpitalną, zawierającą rozporządzenia żywcem wzięte 
z moich urządzeń i projektów, złożył takową doktorom ce- 
sarskim, którzy z monarchą do Warszawy przybywali, 
utrzymując czelnie, że pomyślny stan rzeczonych szpitali 
wyłącznie jego jest dziełem. Lecz usiłowania te nieod- 
niosły pożądanego skutku, bo powyżsi lekarze, znani mi 
po większej części z Petersburga, wiary temu niedali i sami 
mi o tćm^ powiedzieli, oświadczając, że Cesarz wybraw- 
szy mnie na wykonawcę w tej mierze woli swój, zasługę 
rzeczoną mnie przyznaje. 

Niemniej jak szpitale, zajmowały mnie i więzienia, 
w których założyłem sobie zaprowadzić zupełną reformę 
z zamiarem tak zawodnym, działania w nich na poprawę 
moralną winowajców. 

Jeszcze w roku 1829 po powrocie z podróży za gra- 
nicę, wyżójjuż wspomnianej, otrzymałem był od ministra 
spraw wewnętrznych polecenie objechania w całym kraju 
wszystkich więzień, zwiedzenia takowych i przedstawienia 
wniosków o sposobie polepszenia ich administracyi i we- 
wnętrznego porządku. Każący podówczas był widok tych 
zakładów kary i poprawy, bo kara była w nich oburza- 
jącą ludzkość, a pomimo tego, nieodstraszającą bynaj- 
mniej od ponawiania wykroczeń przez tych, którzy ją od- 
cierpieli, zatem o poprawie mowy nawet być niemogło. 
Więźnie byli obarczeni ciężkiemi nadzwyczaj kajdanami, 
sypiali prosto na gołej podłodze, gdy odsiadywali wię- 
zienie warowne; w słomie targanój bez pokrycia, gdy byli 
skazani na ciężkie więzienie; na siennikach zaś pod koł- 
drami tylko, karę więzienia poprawczego odcierpiający* 
Ci ostatni jedynie otrzymywali codziennie żywność zwy- 
kłą, a poprzedzający tylko co drugi dzień strawę ciepłą. 
Pomimo tój różnicy w sposobie utrzymywania każdego ro« 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 219 

dzaja więŻDi, mieścili się pospołu tak zbrodniarze, jako 
1 przestępcy nietylko w jednym gmachu, lecz nawet w tych 
samych numerach więziennych i niejednokrotnie zdarzyło 
mi się natrafić na taką izbę, w której leżały bądź na tar- 
czanach, bądź na podłodze sienniki dla poprawczych, słoma 
dla ciężkich i gołe deski dla warownych. Ztąd łatwo można 
wyobrazić sobie, jak podobne łączenie różnego stopnia win 
1 przestępców, na moralność wszystkich więżni działać 
musiało, zwłaszcza gdy pomniemy na to, że to wspólnie- 
two poczynało się od pierwszćj chwili wtrącenia do wię- 
zienia poraź pierwszy obwinionego i trwało aż do ostatnićj 
godziny wyjścia z niego ukaranego winowajcy, za czem 
szło, iż obwiniony uczył się od starszych zbrodniarzy, jak 
się ma bronić w sądzie, wychodzący zaś ukarany, jak ma 
nadal postępować, aby mógł bezkarnie złodziejskie rze- 
miosło prowadzić. Z drugiej strony podobne mieszanie 
i mieszczenie po kilkunastu do kilkudziesiąt razem więżni 
było niewątpliwie wielkiem złagodzeniem dlań kary, po- 
nieważ zapewniało ludziom raz ze wstydu wyzutym inie- 
znającym wyrzutów sumienia, pewien rodzaj przyjemnego 
pożycia, a to tem mocniej, że dnie całe przepędzali oni poza 
murami więziennemi, będąc używanemi do robót publicz- 
nych, jużto rządowych, jużto prywatnych, i mieli przez to 
sposobność widywania ludzi obcych, czasem znajomych, 
a nawet dawnych wspólników swoich, nadto sprzedawać 
drobne wyroby swoje ukradkiem robione, lub wyżebrywać 
sobie datki od zbyt miłosiernych osób. Zdarzyło mi się 
napotkać więżni, którzy bądź w sposób powyższy, bądź 
sprzedając chleb codziennie pobierany, zdołali uzbierać 
sobie mały kapitalik, z którym wyszedłszy z więzienia, 
mogli za pomocą takowego powrócić na drogę porządnego 
życia, słyszałem o kilku podobnych, lecz najczęściej fun- 
,dusz ten na złe użytym został. Z tego wszystkiego, co do- 
piero eo przywiodłem, okazuje się, że więzienia ówcza- 
sowe nasze pomimo oburzającej powierzchowności swej 



Digitized by VjOOQ IC 



220 PAMIĘTNIKI 

niebyły środkiem odstraszenia od zbrodni, a tern mnićj 
poprawy moralnej winowajców doń wtrąconych. 

Przeświadczony należycie o tem, położyłem sobie za 
najpierwsze zadanie, zmienić tak smutny stan rzeczy, o ile 
przy (jwcsiesnem prawie kar nem wykonać to się dało. 
I tak poleciłem wszędzie rozklassyfikować więzni według 
rodzaju kary, na jaką byli skazani, i odpowiednio do tego 
porozmieszczać ich w oddzielnych izbach. Następnie przez 
pośrednictwo ministra Mostowskiego, który zawsze wszel- 
kie usiłowania moje w sprawie dobra instytutów popierał, 
wyjednałem postanowienie Eady administracyjnej obniża- 
jące wagę kajdan noszonych przez więżni różnych stopni, 
akutkiem czego ustało prawdziwe męczeństwo najsrożej 
karaoych, którzy po 15 funtów żelaza u nóg dźwigać mu- 
sieli. Obchodząc prawo, zarządziłem pokrywanie słomy, 
w której właściwi więźniowie sypiali, grubem płótnem, na 
wspólnym tarczanie, aby zapobiedz nieczystości i niepo- 
rządkowi, jakie wynikały z tej po prostu jak w oborach 
pod bydło rozrzucanej ściełki po izbach. Dalej wyjedna- 
łem rdwnieź stosowne postanowienie, najprzód ogranicze- 
nia, a po niejakim czasie całkiem zniesienia używania 
więżni do robót publicznych, zwłaszcza w Warszawie, gdzie 
tę reformę najpierw wprowadziłem, po zorganizowaniu 
w więzieniach fabryk sukna, drelichu, i płótna, na odzież 
dla więżni służyć mających. Jednocześnie wystarałem się 
u ministra o zakaz oddawania nadzorcom więzień entrepryz 
żywienia więżni za stałą dzienną od głowy opłatą, która 
była dla nich źródłem wzbogacania się z pokrzywdzeniem 
codzieonem tych, których żywić mieli. 

Znalazłszy w domu kary i poprawy w Warszawie 
kilkunastu małoletnich winowajców pomiędzy staremi zbro- 
dniarzami, założyłem w więzieniu tem szkółkę, do którćj 
jako nauczyciela użyłem byłego kassyera, za malwersacyę 
na długie lata skazanego, a nadzór nad nią powierzyłem 
księdzu kapelanowi, zakonnikowi Bernardyńskiemu, który 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 221 

Z powołania swego postanowił troskliwie czuwać nad mo- 
ralną poprawą tych zbłąkanych owieczek. 

W szkółce tej miałem zdarzenie, które powszecłine 
obudziło w Warszawie zajęcie. Pomiędzy pierwszemi jej 
uczniami znajdował się piętnastoletni chłopiec wiejski, na- 
zwiskiem Kasper Bardelak, na dożywotnie więzienie wa- 
rowne za podpalenie skazany, który przez słodycz charak- 
teru, spokojny smutek, jako i wielką pilność zwrócił na 
siebie uwagę tak moją, jako i księdza. Niemogliśmy po- 
jąć, co przytakiem usposobieniu i w. tak młodym wieku, 
mogło wyprowadzić wychowańca naszego na drogę zbro- 
dni, jaką, wedle wyroku sądowego, miał spełnić przez 
zemstę ku dziedzicowi wsi, podkładając ogień do zabu- 
dowań folwarcznych, które w skutek tego całkowicie zgo- 
rzały. Badany wszechstronnie przez nas, uporczywie mil- 
czał i na pytania nasze co do pobudki, jaka go do tego 
czynu skłonić mogła, odpowiadał zawsze jednako, źe jest 
winnym zbrodni, za którą czuję, iż jest słusznie na całe 
życie do więzienia wtrącony. Po niejakim czasie zgło- 
sił się w chęci widzenia się z Bardelakiem jakiś wło- 
ścianin, mieniący się bydż posłannikiem matki jego i ma- 
jąc sobie to dozwolonem, spędził z nim kilka chwil, ob- 
znajmiając go ze wszelkiemi szczegółami, rodziny jego 
dotyczącerai. Po tern widzeniu Bardelak widocznie zaczął 
bydż weselszym i więcej mówiącym, z czego korzystając 
ksiądz kapelan, ponowił starania swe o dojście prawdy, 
jakoż wkrótce cel usiłowań jego osiągniętym został, gdyż 
wychowaniec nasz, naprzód jemu, a następnie mnie wy- 
znał, że jest zupełnie niewinnym, bo nie on, ale brat ma- 
tki jego, folwark spalił, że z jego to namowy zawierzyw- 
szy temu, że jako małoletni tak surowo karany nie bę- 
dzie, przyjął na siebie winę, której dotąd niezaprzeczył 
przez posłuszeństwo dla matki, lecz gdy obecnie wuj jego 
umarł, przeto niewidzi potrzeby dłużej taić się. 

Podziwiając moc duszy i cnotę tego młodego chłopca, 
zająłem się bezwłocznie jego rehabilitacyą i jeszcze przed 



Digitized by VjOOQ IC 



222 PAMIĘTNIKI 

wyjazdem raoim do Petersburga wniosłem do sądu kry^ 
minalnego na drodze urzędowej żądanie o rozpoznanie na 
nowo sprawy Bardeiaka, który niewinnie za zbrodnię, przez 
wuja swego dokonaną, dożywotnią karę więzienną odcier- 
pią. Za powrotem moim blisko w rok do Warszawy, gdym 
najmniej spodziewał się, aby wdanie się moje powyższe 
jaki skutek osiągnęło, zjawia się do mnie młody wieśniak 
porządnie ubrany i pada mi do nóg w milczeniu doręcza- 
jąc mi jakiś papier. Była to kopia wyroku sądu, uzna- 
jącego Kaspra Bardeiaka niewinnym zbrodni podpalenia, 
za jaką pierwotnie na dożywotnie warowne więzienie ska- 
zanym został. Ale niestety fatalnośó jakaś prześladowała 
tego nieszczęśliwego młodzieńca, gdyż po wypuszczeniu 
z więzienia i złożeniu mi podziękowania za uratowanie go 
poszedł on wprost w Kaliskie, do rodzinnej wioski dla od- 
wiedzenia żyjącej jeszcze matki i krewnych. W drodze 
schwytany jako nieposiadający należytych świadectw i za 
włóczęgę poczytany, z mocy podówczas obowięzujących 
rozporządzeń w głąb Rossyi do skoły kantonistów zapę- 
dzonym został, pomimo iż dowiedziawszy się o losie jego, 
najusilniejsze czyniłem starania o przywrócenie mu wol- 
ności. 

Po skassowaniu robót publicznych, jako już wyżej 
nadmieniłem, zachodziła potrzeba zapewnienia skarbowi ja- 
kiegoś wynadgrodzenia za utracony dochód z wynajmu 
więżni dotąd pobierany, tym celem przeto skłoniłem mi- 
nistra Mostowskiego, iż mi dozwolił zaprowadzić po wię- 
zieniach roboty fabryczne, ale z tem zastrzeżeniem, aby na 
tóm przemysł prywatny nie cierpiał, ponieważ fabryki wię- 
zienne mogłyby o wiele taniej wyroby swe sprzedawać. 
Usuwając tę przeszkodę, postanowiłem fabrykom tym na- 
dać przeznaczenie wyłącznie własnej potrzeby, to jest, wy- 
rabiać w nich przedmioty do użytku więżni służące, tym 
sposobem przeto skarb miał zaoszczędzony wydatek, corocz- 
nie nazakup sukna, drelichu i płótna, celem konfekcyi z nich 
ubiorów, bielizny i pościeli więziennych ponoszony^ 



Digitized by 



Google 



FR. HR. SKARBKA. 223 

Pierwszą fabrykę tego rodzaju założyłem w domu kary 
i poprawy w Warszawie, mieszczącym się wówczas w kla- 
sztorze Franciszkanów, którą później na większą skalę 
urządziłem w gmachu po arsenale, do którego rzeczony 
dom przeniesionym został, która dla wszystkich więzień 
całego kraju dostarczała drelich na sienniki i ubiory. 

Ponieważ wszystkie dawne domy więzienne, po więk- 
szej części ze suprymowanych klasztorów przerobione i na- 
wet osobne na ten cel przez Prusaków powznoszone, nie- 
odpowiadały przeznaczeniu swemu, przeto w dalszym ciągu 
rozwoju działań moich zająłem się bądź to ulepszeniem 
istniejących, bądź to przeniesieniem gorszych do stosów- 
niejszych lokalów, bądź wreszcie wystawieniem nowych 
gmachów. Zwróciwszy głównie uwagę moją na ulepszenie 
domów badań, przedstawiłem projekt czterech takich za- 
kładów dla obwinionych pod śledztwem zostających, mia- 
nowicie jednego w Warszawie, a trzech w Płocku, Siedl- 
cach i Kaliszu z odosobnionem zamknięciem w toku śledz- 
twa i badania. Z więzień karnych, prócz Warszawskiego, 
o jakiem w poprzednim ustępie była wzmianka, w Sieradzu 
zrobiłem próbę więzienia na wzór amerykańskiego w Au- 
burn, w którem we dnie pracują wszyscy razem, a nocą 
sypiają pojedynczo w oddzielnych celkach. Więzienie to 
okazało się mniej praktycznem, a w każdym razie wyma- 
gającem wielkiej gorliwości i dbałości ze strony służby 
więziennej, dla tego później już po wyjściu mojem z kom- 
missyi rządowój spraw wewnętrznych, Sieradzki dom kary 
i poprawy przerobionym został na wspólne więzienie po- 
dobne, jak wszystkie inne w kraju. 

Naostalek powracając się do Warszawskiego więzie- 
nia inkwizycyjnego, inspektor jeneralny więzień Wielkiej 
Brytanii, na kongressie penitenyarnym w Frankfurcie n. M. 
publicznie oświadczył: że wniesiony w Warszawie stara- 
niem mojem i w roku 1835 otwarty dom badań przynosi 
mi chlubę osobistą, jako pierwszy zakład tego rodzaju na 
stałym lądzie, który stał się pobudką dla rządu angiel- 



Digitized by VjOOQ IC 



224 PAMIĘTNIKI 

skiego do wystawienia sławnego więzienia w Petonyille. 
On bowiem inspektor główny mająo sobie przesłanym 
plan Warszawskiego zakładu, przedstawił ministrowi, iż 
wstydem jest dla Anglii, ie się dala Polsce uprzedzić 
w zaprowadzeniu tak wzorowego domu badań, skutkiem 
czego dopiero zabrano się na półwyspie do wspomnionego 
dzieła. 

XVI. 
Warszawa za czasów księcia Paszkiewicza. 

Niezajmę się tutaj sprawami publicznemi, ani smut- 
nemi wypadkami, które tyle rodzin żałobą pokryły, uczy- 
nię tylko, jak wielu ówczesnych czyniło, to jest, rzucę za- 
słonę na ciągłe dolegliwości krajowe i odsłonię jedynie 
życie towarzyskie, próżności, rozrywkom i uciechom po- 
święcone. 

O ile z jednej strony książę Paszkiewicz powściągał 
surowo wszelkie zachcenia narodowe i przytłumiał najnie- 
winniejsze nawet objawy ducha Polskiego, o tyle z dru* 
giej wywierał szkodliwy wpływ na demoralizacyę miesz* 
kańców kraju, szczególniej Warszawy, przez utrzymywanie 
jej w nieustającym prawie odmęcie zabaw i uroczystości, 
niemniej przez podsycanie próżności i zmysłowych uciech, 
wobec których usiłował, aby zapominano o rzeczy wistem 
położeniu narodu. Było to odurzenie podobne do tego, 
jakie sprawia ciągły gwar i hałas, które niedozwalają 
zdać sobie sprawy z tego, co się około nas dzieje, ani 
słyszeć głosów, jakie się zdała ku nam o pomoc i współ - 
nczucie odzywają. Nigdy stolica nasza nie była w takiej 
sprzeczności z lóm, co nas otaczało i z tem, o czem w in- 
nych częściach kraju myślano, jak za czasów rządów tego 
namiestnika, który monarchiczną prawie piastował władzę. 
W murach Warszawy odgrywały się nieprzerwanie nie- 
omal sceny ciężkiego prześladowania i tajemniczo głoszono 
o ofiarach śledztw i sądów cytadelowych, jużto na ruszto- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. SR. SKARBfcA. 225 

towanie skazanych, jużto na Syberyę wywożonych; a po- 
mimo tego uczęszczano skwapliwie na uroczyste zebrania^ 
obiady i bale w Zamku odprawiane, skutkiem czego z po- 
wierzchownej postaci miasta niemożna było domyślać się^ 
ze ten blask okazały krył po za sobą istny cmentarz 
i zimne groby. 

Gdy w roku 1 883 rozstrzelano w miesiącu listopadzie 
Szpeka, Getzolda i Palmerta, a przywodzcę tej wyprawy 
emissaryuszów, Artura Zawiszę, powieszono, przeraziła się 
cała Warszawa i okazała tylko strach wielki, ale obu- 
rzenia swego objawie nie śmiała. Gdy na dziedzińcu 
Kazimierowskim chłostano rózgami kilku uczniów, którzy 
na pamiątkę owej strasznej exekucyi poważyli się wziąsó 
garść ziemi z pod szubienicy Zawiszy, znalazł się tłum 
ciekawych, przyglądających się wymiarowi tej kary, ale 
nikt najmniejszej oznaki zgrozy, jaka wszystkich przejąć 
była powinna, wydać nie ośmielił się. 

Gdy jeszcze drgało w sercach dobrze myślących wra- 
żenie odniesione ze stracenia tylu młodych ludzi, poświę* 
cających się, lubo niewcześnie, dla sprawy narodowćj, wtedy 
ówczasowy prezes kommissyi Województwa Mazowieckiego, 
Franciszek hr. Potocki, posunął zaparcie się sprawy na- 
rodowój do tego stopnia, iż ogłosił w pismach następu- 
jące pamiętne obwieszczenie: „że JOKsiąże namiestnik 
„przyjąwszy ofiarowany mu przez obywateli województwa 
^^Mazowieckiego bal, postanowić raczyła iż ponieważ w dniu 
„4. Maja (1834 r.) przypada pełnoletność JCKMWKsięcia 
„następcy tronu, przeto bal ten prywatny, do którego 
„i mieszkańcy miasta Warszawy przyłożyć się pragną, za- 
„mienionym będzie w uroczystość publiczną obchodzoną 
„w rzeczonym dniu, na której razem z obywatelami woje- 
„wództwa znajdować się mają i mieszkańcy Warszawy, 
„celem okazania należnego hołdu uwielbienia dla naj^ 
„jaśniejszych ukochanych cesarstw JCKMości i dostojnego 
^ich następcy." 

Pamiętniki Pryd. hr. Skarbka. 15 



Digitized by VjOOQ IC 



226 PAMIĘTNIKI 

Obwieszczenie powyższe podał Potocki jakoby w imie- 
niu obywateli, których wcale w tej mierze niepytał i któ- 
rzy, rozumie się, nieźycząc sobie biesiadować i weseKc się 
w obec męczeństwa, jakiemu tylu współbraci ulegało, zło- 
żyli wymagan% od nich składkę, lecz oprócz małego wy- 
jątku udziału w tej tak upakarząjącój zabawie nieprzyjęli. 

W epoce tej istniały w kraju dwa odrębne zupełnie 
towarzyskie pożycia, a mianowicie jedno w Waszawie pod 
natchnieniem władzy, a raczej namiestnika, kosmopoli- 
tyczne; drugie na prowincyi pod wpływem ducha naro- 
dowego, czysto polskie. W stolicy były te zebrania towa- 
rzyskie mieszane, to jest, rossyjskie i polskie; przyjmo- 
wano głównie w zamku, w pałacu Briihlowskim i gmachach 
przez dyrektorów głównych zamieszkałych, cząstkowo zaś 
tylko w niektórych domach ziomków, bądź skarbiących 
sobie łaskę rządu, bądź zmuszonych okolicznościami do 
występowania, aby niepopaśó w niełaskę. Czysto polskich 
towarzystw w bogatych domach, publicznie i wystawnie 
ugoszczających, nie było żadnych, jedynie prywatne skromne 
i prawie ukryte zebrania natrafić się dały w domach oby- 
wateli ziemskich, na zimę do miasta przybyłych, którzy 
chronili się jak najmocniój od dawania jakiegokolwiek 
bądź rozgłosu niewinnym zabawom swoim i współubie- 
gania się z przemoźnem wyższem towarzystwem War- 
szawy* 

Rażącą była w tój stolicy uciśnionego kraju obojęt- 
ność kobiet światowych i lekkomyślność, z jaką uczęsz- 
czały one do domów rossyjskich, zawierając w nich sto- 
sunki przyjaźni z oboją płcią. Młodzież, ciągle w mieście 
zamieszkała, niedomyślała się nawet tego, że są patryo- 
tyczne powody powstrzymania się od uciech i zażyłości 
z panami naszemi; młodzież zaś z prowincyi, czasowo w nićj 
bawiąca, zapomniała często o tem, co na wsi w obywa- 
telskich domach słyszała i olśniona szałem zbytków i roz- 
koszy światowych, traciła czas, mienie i zdrowie, by na- 
stępnie w ukryciu, w domach rodzicielskich, lub u litości- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 22t 

wych przyjaciół nędzny pędzić żywot. Rząd skwapliwie 
popierał tę zgubną dążność nierozważnej młodzieży, pra* 
gnąc, aby ona zatraciwszy W sobiie hart duszy, w zniewie- 
ściałe zamieniała je istoty. 

Dawniej, za czasów WKsięcia Konstantego, niebyło 
takiej podniety do podobnych uciech życia zwyczajom pol- 
skim przeciwnego, bo on nielubił zabaw, ani wystawności 
i gdy sam dworu nieutrzymywał, oraz gdy żadne zna-^- 
komitości rossyjskie otwartych domów niepro wadziły, mo* 
gły przeto znaczniejsze rodziny polskie stać na czele to- 
warzystwa jednolitego, czysto narodowego. Lecz książę 
Paszkiewicz, sam oddany rozkoszom zmysłowym, ciągłe 
prawie wyprawiał uczty, to jest, wieczory i bale, które jak- 
kolwiek nieodznaczały się zbytkownem, a nawet przy* 
zwoitem podejmowaniem, były jednak licznie uczęszczane 
jużto przez tych, ttórzy z obawy stracenia jego względów 
bywać na nich musieli, jużto przez tych, którzy za wielki 
zaszczyt poczytywali sobie, znajdować się w towarzystwie, 
do jakiego ani przez urodzenie, ani stan swój powołanemi 
nie byli. W każdą rocznicę dni galowych miały miejsce 
z rana tak nazwane pokoje w zamku, na których Namiestnik 
przyjmował wedle steoretypowego wyrażenia "wszystkich 
dygnitarzy, tak cywilnych, jako i wojskowych, wyższe 
duchowieństwo wszech wyznań, oraz obywateli miejskich 
i ziemskich w Warszawie obecnych i raczył przemawiać 
do niektórych; a łaknących tego zaszczytu znajdowało 
się wielu i prawdziwie śmiesznem było, patrzeć na po- 
dobne figury, nadstawiające się księciu, aby ich dostrzegł 
i przynajmniej łaskawem wejrzeniem w zamian ża niski 
ukłon obdarzył. Była to istna parodya pokojów dworskich 
z tą różnicą, iż tu może więcej było dumy z jednej, a po* 
kory z drugiej strony, niż na przyjęciach monarszych. 

Po tych prezent acyach na śliskich posadzkach «am* 
kowych następowało nabożeństwo urzędowe w cerkwi, na 
które musieli uczęszczać wszyscy bez wyjątku urzędnicy^ 
jeżeli się niechcieli narażać na prześladowania i napom« 

16* 



Digitized by VjOOQ IC 



228 PAMIĘTNIKI 

nienia, udzielane nieposłusznym, bez względu na to, że 
uczestnictwo ich w prawosławnem nabożeństwie przez ko- 
ściół katolicki było zakazane. Najtrudniej przycłiodziło 
pogodzić te przeciwne z sobą obowiązki względem rządu 
i względem kościoła tym zelantom, którzy zarazem zasa- 
dom Machiawela i Lojoli hołdowali; tacy musieli wchodzić 
w sltryte umowy z własnem sumieniem i z pewnemi re- 
strykcyami, w tajnikach myśli poczynionemi, stawiali się 
przed carskiemi wrotami urzędowej świątyni. Byli jed- 
nak tacy, którzy niechcąc rządzić się obłudą, ani wyła- 
mywać się z obowiązku urzędowego przyjmowania udziału 
w nabożeństwach dni galowych, udawali się na mszę św. 
i Te Deum do kościoła archikatedralnego śgo. Jana, ja- 
kie przed pokojami w Zamku odbywały się. Liczba prze- 
cież takich była nader szczupłą, skutkiem czego bardzo 
często akt ten religijny przed pustemi ławkami praesbi- 
terium odprawiał się, zwłaszcza, że nikt nie kontrolował 
podobnój gorliwości uczęszczających na te nabożeństwa, 
którzy przybywszy rzeczywiście w celu pomodlenia się, 
niemogli pogodzić wyobrażeń swych religijnych z odśpie- 
waniem Te Deum laudamus w języku polskim , tudzież 
z wyliczeniem na wzór liturgii prawosławnej wszystkich 
członków rodziny cesarskiej. 

Powyższe dnie galowe wkładały na księcia nieznośny 
dlań obowiązek dawania urzędowego obiadu dla dygnitarzy 
świeckich i duchownych, tudzież dla wojskowych wyż- 
szych stopni i urzędników, najmniej do klassy V zali- 
czonych. Obiadów tych nie cierpiał Paszkiewicz, (jak 
mi to sam kiedyś powiedział,) bo się na nich musiał nu- 
dzić z urzędu, siedząc zawsze pomiędzy dwoma arcybi- 
skupami, to jest, katolickim i prawosławnym; były one 
również rodzajem utrapienia dla gości z wyższego towa- 
rzystwa, a to z kilku przyczyn, a mianowicie , bo składały 
się z potraw pospolitych , nędznie przyrządzonych , które 
trzeba było zakrapiać równie nędznem winem, bo mu- 
zyka wojskowa z trąbami, bębnami i kotłami zagłuszała 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 229 

obecnych i niedozwalała im prowadzić żadnej rozmowy; 
bo wreszcie, wypadało siedzieć kilka godzin w mundurach 
przy szpadach, zatóm stroju, najmniej do warunków przy- 
jemnej biesiady zastosowanym. Pomimo tego, jakże 
ochoczo na te urzędowe stypy uczęszczali nagle na wyż- 
sze stanowiska wyniesieni cywilni i wojskowi, którzy raz 
mieli sposobność chełpienia się z tego, że byłi u namiest- 
nika na obiedzie, powtóre, że mogli na niem objeść się 
wykwintnych podług nich potraw, jakich im codzienna 
ich kuchnia niedostarczała , tudzież obładować kieszenie 
swe cukierkami, ciastkami i owocami, które za powrotem 
do domów pomiędzy dziatwę lub innych członków rodziny 
swćj rozdzielali. 

Bale zamkowe były dziwna mieszaniną najróżno- 
rodniejszego towarzystwa, które obok różnicy wyznania, 
pochodzenia i wychowania, w tćm tylko miały znamiona 
jednolitości, że wszyscy mężczyźni byli w paradnych mun- 
durach i ^orderach i że wszystkie kobiety przesadzały się 
kosztownemi strojami. A jednak pod temi złotemi haftami 
i gwiazdami i pod temi drogiemi kamieniami i materyami 
kryły się istoty, niemogące ani pod względem godności 
i zacności, ani pod względem urodzenia i wykształcenia 
liczyć się do rzędu , nie mówię już wyższego , ale nawet 
dobrego towarzystwa. Dlatego dziwić się należało, że 
ówczesne damy nafeze znosiły obojętnie podobne rzeczy- 
wiste poniżenie, tudzież, że się bratały choć pozornie 
z kobietami, których do zażyłości przypuścić nie były po- 
winny; ztąd słusznie im zarzut uczynić wypadało , że zbyt 
lekkomyślnie puszczały w niepamięć narodowość, która 
zawsze i koniecznie poświęcenia i poszanowania od polek 
wymaga. Jakkolwiek damy nasze pomiędzy sobąnaigra- 
wały się ze swych koleżanek balowych, które tylko randze 
urzędowej lub pieniężnemu znaczeniu mężów swych za- 
wdzięczać mogły dopuszczenie swe do tak nazwanego wyż- 
szego towarzystwa, to wszelakoż zaniedbywały one, nie- 
obce powiedzieć, nie umiały, wyswobodzić się jawnie z pod 



Digitized by VjOOQ IC 



g30 PAMIĘTNIKI 

nacisku, jaki na nie wymagania zamkowe nakładały. Skut- 
kiem tego towarzystwo Warszawskie utraciło tę godność 
i ten charakter narodowy, jakiemi się niegdy tak świetnie 
odznaczało. Za tóm poszło, iż dawne domy polskie albo 
już nieistniały, albo niemiały tego znaczenia, jakie mieć 
były powinny, że w miejsce tego nowo dla różnych po* 
wodów wyniesione rodziny, oraz nagle do rzędu dygni* 
tarzy posunięci urzędnicy, otwierali tylko swe złociste sa- 
lony i wyprawiali w nich wieczorne zabawy, na które 
gromadzili się tłumnie proszeni i nieproszeni goście. Sło- 
wem, pobłażliwość społeczna doszła do tego stopnia, iż 
można było rozumieć, że to był skutek postępu ogólnej 
oświaty albo raczćj zniwelowania wszystkich warstw towa- 
rzyskich, które przyznają wyższość samej tylko godności 
i wartości osobistej. 

Prócz mniejszych wieczorów tańcujących w zamku 
wyprawiano tam jeszcze w każdy nowy rok według sta- 
rego kalendarza wielkie bale kostiumowe, na które zapra- 
szano, jak to mówią, całe miasto i przedmieśfia i na 
które rzeczywiście mnóstwo osób uczęszczało, przesadza- 
jąc się, rozumie się szczególniój bogatsze kobiety, ko- 
sztownością charakterystycznych strojów. Z publicznych 
zabaw największe powodzenie miały podówczas maszka- 
rady w salach redutowych, bo one były ulubioną rozrywką 
namiestnika, który prawie żadnej z nich nieopuścił i czę- 
stokroć widziano go zajmującego się maskami, podejrzane 
twarze kryjącemi. Przybycie zawołanego wirtuoza lub 
sławnój jakiój śpiewaczki dawało powód do prywatnego 
koncertu w salonach zamkowych. Naostatek, niezależnie 
od tych wszystkich uciech, gdy bądź pora sprzyjała, bądź 
jaka inauguracya dostarczała ku temu sposobność, wypra- 
wiał książę różnego rodzaju uczty dla swej koteryi zam- 
kowćj. Do rzędu podobnych festynów zaliczeć należy: 
świetną szlichtadę, w miesiącu lutym 1838 do łazienek 
odbytą, połączoną z wieczorem tańcującym ; niemmej wy- 
cieczkę wagonami drogi żelaznćj do Grodziska i cało- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 231 

dzienna tamie zabawa, kosztem namiestnika wyprawione, 
z okazyi otworzenia tej części drogi do tóytku publicznego. 

Obok powyższych smutnych objawów lekkomyślności 
towarzystwa Warszawskiego znajdowały się w niem nik- 
czemne jednostki, które ośmielały się w ówczasol^ych ga- 
zetach peryodycznych ogłaszać artykuły, tchnące bądź po- 
chlebstwem, bądź chęcią zaskarbienia sobie łaski rządu. 
Jako dowód tego, lubo ze wstrętem, zaznaczeć muszę na- 
stępujące tego rodzaju pisma: 

Uwagi „obywatela ojca familii" umieszczone w kur- 
jerze Warszawskim z okoliczności łączenia się młodzieży 
szkolnej z ulicznikami Paryzkiemi podczas ostatnich za- 
burzeń w tem mieście, który ztąd powstaje przeciwko do- 
tychczasowemu wychowaniu w kraju naszym^ przywo- 
dząc, iż ono „zrobiło z młodzieży pokolenie zarozumiałe, 
„zuchwałe, ze zdrowego rozsądku i z cnot społecznych 
„ogołocone, a samym szałem zniszczenia oddychające." 

Dalój wystąpienie w tymże kurjerze jednego z dyre- 
ktorów gimnazyów Warszawskich, zasłużonego zresztą pe 
dagoga polskiego, z powodu uwag zamieszczonych w ga 
zecie codziennćj przeciw chłoście szkolnój, w obronie tej 
chłosty, dowodzące konieczną jój potrzebę i utrzymujące 
„że łiberalność ciągnie za sobą demoralizacjrę młodzieży, 
„oraz brak przywiązania do tronu i do monarchy" i w końcu 
zawierające poniższy dosłowny ustęp: „bez kary cielesnój 
„wychowanie młodzieży obejść się niemoże, rózga jedy- 
„nie zakorzenić zdoła zbawienną bojaźń w umyśle młodzieńca 
„i przywrócić bogobojność i moralność, na których oparta 
„nauka prawdziwym zajaśnieje blaskiem." 

Wreszcie list jednego z dostojników hierarchii du- 
chownój, do dyrektora głównego komissyi rządowej spraw 
wewnętrznych i wyznań wystosowany i w pismach publicz- 
nych ogłoszony, w którym: „dziękuje mu za to, że mu 
„wskazał drogę do wynadgrodzenia ciężkiego przewinie- 
„nia, jakiego się dopuścił przez połączenie się z po wstań- 
„cami" i oświadcza dalej: „żo przejęty będąc ciągłą bo- 



Digitized by VjOOQ IC 



232 PAMIĘTNIKI 

Jaźnią haniebnej śmierci, przymuszonym był przeciw prze- 
„konaniu swemu wejść do rewolucyi, czego mocno żałuje 
„i o przebaczenie za to prosi.*^ 

Więcej jeszcze znalazłbym podobnych bolesnych za* 
parć się sprawy i ducha narodowego, ale wolę przemil- 
czeć o nich, zaznaczając jedynie z drugiej strony, że nie^ 
szczędzono publiczności Warszawskiej dotkliwych wrażeń, 
za pomocą objawów, przypominających powściągniętą re- 
wolucyą, że obok poniżania i pokrywania pogardą wszel- 
kich wspomnień owej epoki wynoszono bohaterstwo i za- 
sługi polaków, którzy jużto własnówolnie, jużto ze zrzą- 
dzenia trafu, żadnego udziału w powstaniu niemieli i wier- 
nemi rządowi bydż się okazali. 

Do tej kategoryi zaliczeć należy, naprzód uczczenie 
pamięci b. oficera polskiego Sliwickiego, który podczas 
rewolucyi usiłował spalić most pod Warszawą i następnie 
po przywróceniu prawej władzy nieśmiał żyć w kraju po- 
mimo zaszczytów i dostatków, w jakie opływał, i schro- 
niwszy się na obcą ziemię, w grudniu 1834 w Paryżu 
umarł. Otóż tego to wojskowego, który własnej odstąpił 
chorągwi, zwłoki kosztem rządu sprowadzone do War- 
szawy, w szańcu przedmostowym na Pradze pogrzebane 
zostały i szaniec ten fortem Sliwickiego nazwano. Dalej 
uroczystość w dniu 29 listopada 1841 roku odprawioną 
z powodu odkrycia pomnika wzniesionego na saskim placu 
na cześć polaków poległych w tymże dnia 1830 roku. Ob- 
chód ten rozpoczął się od proeessyi całego duchowieństwa 
świeckiego i zakonnego, z kościoła św. Krzyża wyszłój, do 
urządzonego ad hoc na tymże placu ołtarzu, przy którym 
pontyfikalne pabożeństwo żałobne odprawił biskup Chmie- 
lewski, a mowę w duchu rządowym wypowiedział ów- 
czasowy urzędowy kaznodzieja, prałat Kotowski, poczem 
piechota rozstawiona na placu dała ognia i zakończyła ten 
obrzęd pogrzebowy, wkonkluzyi którego dnia tego ogło- 
szono udzielone pieniężne gtatyfikacye wdowom i rodzi- 
nom poległych. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. II R. SKARBKA. 233 

Zajmując starszych, niezapomniano też i o młodszem 
pokolenia i obdarzono Warszawę wielką nowością, jaką 
było zaprowadzenie na wzór Petersburgskich zakładów wy- 
chowania instytutu guwernantek, mającego podobnie }ak 
pierwszowzory dwoisty cel, to jest dania dziewczętom 
wykształcenia odpowiadającego widokom rządu, oraz ufor- 
mowania licznego zastępu nauczycielek, któreby po całym 
kraju w rodzinach polskich upowszechniały zasady i wiado- 
mości, w instytucie wspomnionym w nie wpojone. Mówię, 
że to była nowość, bo od lat dawnych było w zwyczaju, 
iż matki polki jedynie pod okiem swem córki wychowy- 
wały i troskliwsze, aprzytem zamożniejsze, chroniły się 
od powierzania ich ochmistrzyniom, pensye żeńskie w sto- 
licy utrzymującym, doświadczenie bowiem praekonywało, 
że w tego rodzaju publicznych zakładach traciły nieraz 
dziewice te przymioty, które w przyszłości wartość ich jako 
żon i matek stanowiły. Nienależało przeto spodziewać się, 
aby podobne matki mogły pokładać ufność w instytucie 
rządowym, który obok niedostatku, jaki w prywatnych 
pensyach w kształceniu serc młodych panien okazywał się, 
miał narażać je na zaszczepienie w nich zasad, ze spo- 
sobem myślenia rodziców niezgodnych. Niemożna było 
nieprzewidywać tego, aby młode polki, po skończonych 
naukach wypuszczone z instytu, nieznające historyi kraju 
swego, pozbawione wiary w dawną świetność i potęgę 
jego, wyzute z wszelkiego wyobrażenia o uczuciach naro- 
dowych , wreszcie, przejęte czcią poniekąd bałwochwalczą 
dla zwierzchników, którzy dogadzali wszelkim ich zachcian- 
kom, niemiały zamienić się w zepsute, a nawet szkodliwe 
dzieci. Wiadomem było każdemu, że cesarz i cesarzowa 
za każdą bytnością swą w Warszawie, zwiedzali rzeczony 
instytut i łaskami swemi, oraz pieszczotami uczennice 
onego obsypywali ; były one zatem olśnione dobrocią mo- 
narchów, których poufale otaczały, ręce i nogi im cało- 
wały, wspólnie z niemi obiadowały, słowem, postępując 



Digitized by VjOOQ IC 



2^34 PAMIĘTNIKI 

jakoby z rodricami, ta wychowanki cesarskie się poczy- 
tywały. 

Wszystkie zatem wyżej przywiedzioiie okoliczności 
budziły wstręt w sumiennych i dobrae myślących rodzicach 
i skutkiem tego nowo utworzony instytut zapełniał «ię je- 
dynie córkami rodzin mniej zamożnych, przeważnie urzę- 
dników i wojskowych, z płac swoich tylko utrzymujących 
się, niemniej sierotami, któremi mniej dbali opiekunowie 
zajmowali soę. Następnie okazało jsię, że wyszłe z pa- 
tentami na guwernantki uczennice posiadały tylko po- 
wierzchowne usposobienie naukowe, że ojczysta mowa 
i dzieje były u nich zupełnie zaniedbane, że nad stan 
i niezgodnie z przyszłem swem powołaniem utrzymy- 
wane i prowadzone, były zwykle zarozumiałemi i wyma- 
gającemi, wreszeie, że z politowaniem poglądały na krew- 
nych i osoby, pomiędzy któremi żyć im przyszło, widząc 
w nich wyobrażenia i uczucia o obowiązkach kobiety oby- 
watelki inne nad te, jakie w nie w instytucie wpajano. 
A ;satem poszło, że rodzice, którzy podobne guwernantki 
do domów swoich brali, najczęściej dotkliwego doznawali 
zawodu, przypuszczając do rodzinnego grona swego młode 
osoby rozpieszczone, z niczego niezadowolone, trudne do 
pożycia, a nadewszystko ze spaczonemi zasadami i ze 
zwichniętem wykształceniem naukowem. 

Ponieważ wszystkie wzory cnót społecznych przycho- 
dziły do nas od wschodu, zdarzyło się przeto, że jeden 
z rządzców kraju założył sobie za zadanie uczenia nas 
bogobojności i wpajania w nas poszanowania dla religii 
katolickiej, której sam był przeciwnikiem. Jenerał Goło- 
win, dyrektor główny kommissyi spraw wewnętrznych, 
będąc wielkim pietystą i należąc do jakiejciś sekty ana- 
babtystów grecko-rossyjskich, odbywał dziwaczne obrządki 
tej sekty, a mianowicie codziennie letnią porą wraz za 
współwyznawcą, którego ciągle w znaczeniu urzędnika do 
szczególnych poruczeń miBk przy sobie, jeździł do laska 
na Bielanach. Tam obadwa wchodzili do gęstwiny i przy- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HU. SKARBKA. 235 

brawszy pierwotny strój ojca Adama, odbywali szczegól- 
niejszego rodzaju połączony ze śpiewami taniec obrząd- 
kowy, wedle twierdzenia naocznych świadków, do walki 
kogutów zbliżający się. Po podobnych pobożnych szer- 
mierkach wracał dyrektor główny wielce znużony do kom- 
missyi i skutkiem tego zwykle w błogim śnie na sessyach 
prezydował; tak iż niejednokrotnie widziano go zamyka- 
jącego oczy i zatrzymującego pióro w polowie podpisu 
nazwiska jswego^ jaki kładł na przedstawianych mu refe- 
ratach. 

Ów tedy żarliwy zwierzchnik wyznań wydał zupełnie 
nowe przepisy o sposobie zachowywania się pobożnych 
w świątyniach pańskich, a mianowicie nakazi^i: ^aby ko- 
„biety biadały zawsze w ławkach po prawćj^ a mężczyźni 
„po lewej stronie, aby wszyscy zachowywali ciągłe mil* 
„ezenie, aby się nie witali i niezegnali pomiędzy sobą, aby 
„nikt nie wchodził do praesbitorium, aby obcych wyznań 
„ludzie tak się zachowywali po kościołach, jak katolicy 
„i t. p.** Dla wykonania tych przepisów ustanowił od- 
dzielną policyę kościelną pod nazwą Szwajcarów, których 
przystroić w oznaczoną liberyę i uzbroić w pałki z mosięż- 
nemi gałkami zaleciwszy, podniósł ich do znaczenia repre- 
zentantów władzy. Skutkiem tego ci nowo kreowani urzęd- 
nicy nabrali buty, powagi i zuchwałości, któro częstokroć 
pobudzimy ich do grubijaństwa i do nieprzyzwoitego napa- 
stowania przekraczających wydane przepisy, a ^ tąd po- 
wstawały burdy i kłótnie po domach Bożych, jakie mie- 
szały tę spokojność i znieważały świętość przybytków, dla 
utrzymania których właśnie w mowie będące przepisy wy- 
dane i wzmiankowani Szwajcarowie ustaDOwieni zostali. 

Obok tćj dbałości o poszanowanie religii zajmował 
się również rząd oświatą naszą, przed którą zamykająo 
szkoły, jednocześnie kazał nam wszystkim młodym i sta^ 
rym uczyć się języka ruskiego, którego znajomość miała 
nas doprowadzić do osiągnienia światła, jakio w cesarstwie 
jj^ńmałp. Po czterech latach wykładu nąiik w Um J^mww 



Digitized by VjOOQ IC 



236 PAMIĘTNIKI 

uznano, iż starsi urzędnicy "powinni byli już nauczyć sie 
po rusku (chociaż do szkół rozumie się nieuczęszczali) 
i rozporządzono, aby dotąd nikt do żadnego urzędowania 
lub awansu, a nawet przemianowania, przypuszczonym nie- 
była ktoby examinu ze znajomości tego języka niezłożył. 
Gdy zatem ludzie, nieznający nawet liter rossyjskich, nie- 
mogli udowodnić, że czytać i pisać po rusku umieją, za- 
chodziła przeto potrzeba ciągłego obchodzenia prawa zy- 
skiwaniem sobie właściwych poświadczeń od ustanowio- 
nych ad hoc examinatorów, którzy takowe za umówionem 
wynadgrodzeniem examinowanym wydawali. Frymarki 
podobne odbywały się poniekąd jawnie i jeden z nauczy- 
cieli zrobił układ ryczałtowy z urzędnikami pewnej wła- 
dzy, w której wcale języka ruskiego nieużywano, i zobo- 
wiązał się udzielać lekcye w tem biórze za opłatą 500 złp. 
rocKuie. Niedał on ani jednej lekcyi, dostał 500 złp. i od- 
tąd wszyscy urzędnicy tej władzy składali przed nim exa- 
mina z najpomyślniejszym skutkiem. Uznać z tąd wypada, 
że ówczasowi zwierzchnicy byli o wiele względniejszemi 
od następców swoich dla rodaków naszych, że niechcieli 
pozbawiać ich chleba i niemyśleli jeszcze o gromadnem 
gprowadzaniu na ziemię polską krajowców swoich. 

Że żydzi krajowi, a szczególniej Warszawscy, odzna- 
czali się rażącem niechlujstwem w ubiorach swoich, temu 
nikt zaprzeczyć niemógł, ale czy środki przez rząd przed- 
sięwzięte miały jedynie na celu ich poprawę i zmuszenie 
do ocbędóstwa? w ocenienie tego wdawać się nie będę 
i skonstatuję tylko fakt, to jest, zakaz mocą NUkazu uży- 
wania dotychczasowych ubiorów przez starozakonnych 
i wszelkiego odróżniania się ich od odzienia przez chrze- 
ścian przyjętego, niemniej istnienie w rzeczonym ukazie 
wyłączenia, dozwalającego zachowania za stosowną opłatą 
długich sukien i bród dla tych żydów; którzy strój ruski 
przybiorą. Z rozporządzenia tego, wymotywowanego wzglę- 
dem na nawyknienia starszych wyznawców izraela, wy- 
płynęły z jednój strony okupywania się żydów w małych 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 237 

miasteczkach burmistrzom, aby ci nienaglili ich do zmiany 
ubiorą, z drngiój szczególniejszego rodzaju maszkarada 
u tych, którzy pod pozorem stroju ruskiego pozostali przy 
dawnych długich różnokalibrowych odzieniach, oraz bro- 
dach, mających ten strój wyobrażać. 

Do tej dążności przekształcenia mieszkańców kraju 
na wzór plemion ruskich zaliczyć także należy zapewniony 
udział pierwszym w zabawach ludowych, przez drugich 
praktykowanych, i w skutku tego, zapadłe postanowienie 
rządu zaprowadzenia w Warszawie na każde święta wielka- 
nocne igrzysk publicznych dla pospólstwa na podobieństwo 
tych, jakie się w stolicy cesarstwa, jużto w tej epoce, jużto 
pierw, to jest, w końcu zapust odbywają. Fanem et cir- 
censes były pierwszemi potrzebami ludu rzymskiego, Ma- 
sinica i Kaczele były tradycyjnemi wymogami ludu ru- 
skiego; ale wprowadzone do kraju naszego igrzyska pu- 
bliczne niezgadzały się wcale ani z tradycyjną przeszłością 
naszą, ani z obyczajami gościnnego narodu polskiego, 
który nie na ulicy w wielkie święta szukał osobistej za- 
bawy, lecz we własnych domach i w rodzinnych kołach 
obchodził wspołem z krewnemi i przyjaciółmi znaczące 
pamiątki kościoła. Organizując u nas te rozrywki dla ludu, 
miano na względzie wpojenia w niego upodobania do zwy- 
czaju narodowego ruskiego i rozumiano, że on tę dbałość 
o zabawę dla niego poczyta za dobrodziejstwo rządu. Nie 
osiągnięto wszakże celu tego, bo lubo znajdowali się ama- 
torzy wdrapujący się na słup, na placu Krasińskim wko- 
pywany, to jedynie dla tego, że na nim leżało całkowite 
ubranie, zegarek i butelka wina, oraz dla tego, że ten, co 
zdołał się dostać na wierzch, stał się bohaterem szynko- 
wnianym, bo dalój lubo schodziło się dosyć tłumnie po- 
pólstwo na plac rzeczony, chustało się i jeździło karuse- 
lami, to tylko dla tego, że widziało w tem upoważnienie 
władzy do kilkodniowego próżniactwa, do jakiego wielk% 
miało skłonność, bo wszelakoż niebyło najmniejszego upo- 
dobania zwłaszcza pomiędzy porządniejszemi robotnikami 



Digitized by VjOOQIC 



238 PAMIĘTNIKI 

do tego rodzaju igrzysk cudzoziemskich. Słowem niecie- 
szono się wcale, gdy czyniono ku takowym właściwe. przy- 
gotowania i nieżałowano onych wcale, gdy wyprawianie 
ich zaprzestano, a raczej na czas niejaki przerwano. 

Naostatek do tylolicznych głoszonych łask monarszych 
dodać należy rzeczywiste świadczenie takowych wielkim 
zbrodniarzom, na karę śmierci likazanym, którzy się do 
wspaniałomyślności cesarza zawsze z jak najlepszym skut- 
kiem odwoływali, czego dowodem : iż ani jeden wyrok są- 
dowy tego rodzaju na zwyczajnych przestępców W wyko- 
nanie wprowadzonym nie został i wszyscy zyskiwali uła- 
skawienia, zmieniające karę śmierci na dożywotne ciężkie 
roboty w Syberyi. Jeden z podobnych ważniejszych epi- 
zodów wart jest przytoczenia, ile że jako naczelnie zawia- 
dujący podówczas więzieniami, byłem naocznym świadkiem 
różnych przejść tego strasznego dramatu. 

Dla powodów dotąd niedocieczonych , oddalony dla 
nałogu pijaństwa adwokat Malinowski, zamordował pre- 
zesa trybunału Warszawskiego, Brzozowskiego, we własnem 
jego mieszkaniu w obec pisarza tegoż trybunału, przedsta- 
wiającego mu referaty. Zbrodnię tę dokonał tak niespodzianie 
i tak pewną ręką, prostym wielkim nożem kucharskim, że, 
gdy przystąpiwszy z tyłu do prezesa na krześle siedzącego, 
pociągnął po gardle rzeczonym nożem, głowa nieomal zu- 
pełnie od kadłuba odłączoną została. Po spełnieniu za- 
bójstwa tego nieusiłował zbrodniarz chronić się ucieczką, 
ani odebrać sobie życia, lecz najspokojniej patrzał na 
ofiarę swoją i oczekiwał chwili przyaresztowania. Na- 
stępnie powołany do attentowania obdukcyi ciała, gdy le- 
karze dopełniający takową wyrzekli, że denat w zupełnie 
normalnym znajdował się stanie, wtedy zabójcą z naj- 
większym cynizmem wyrzekł do nich następujące słowa: 
„Obejrzyjcie dobrze serce, bo tara musi bydż pjama!" 

Przez cały czas prowadzenia inkwizycyi, sądzenia i od- 
wołania się do łaski zachowywał się Malinowski wciąż 
wwiezieniu jak najspokojniej i nieokazywał najmniejszego 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 239 

żaltt i wyrztttów sumienia. Na wszystko zimny i obo- 
jętny^ raz jeden tylko mocno się wzruszył na widok do- 
rosłego syna, którego mu przyprowadzono, aby się z nim 
pożegnał. Po uściskaniu go rzewnie zapłakał i rzuciwszy 
się twarz% na łóżko, zawołał: ,, wyprowadzić go, bo tego 
,, dłużej, znieść nie mogę.** 

Gdy wyrok, skazujący Malinowskiego na śmieć przez 
ścięcie, odesłano do Petersburga, rozumiano powszechnie, 
że zbrodnia tak oiiurzająca, bez najmniejszych powodów, 
rozmyślnie z tak zimną krwią przez oświeconego człowieka 
dokonana, nieotrzyma ułaskawienia monarszego, tymczasem 
inaczej się stało , bo dosyć spiesznie nadeszło niespodzie^ 
wane zamienienie kary śmierci na. dożywotne wysłanie do 
ciężkich robót w Syberyi z tym jedynie dodatkiem , że po- 
wyższe ułaskawienie dopiero na rusztowaniu ma bydź de- 
likwentowi ogłoszone. 

W wykonaniu zatem tej decyzyi przyprowadzono 
Malinowskiego do sądu, w głównym domu badań urzędu- 
jącego i w obec zgromadzonych więźni odczytano mu wyrok 
śmierci, oraz decyzyą cesarską do słów poniższych: „z tych 
^powodów NPan nie znalazł się skłonnym do ułaskawienia 
^^odwołującego się do łaski jego, poczem sędzia prezydujący 
spełniając sekretny rozkaz, zamiast doczytania reszty, ode- 
zwał się do skazanego: „wykonanie wyroku przez ścięcie 
,ygłowy mieczem dopełnione zostanie w dniu jutrzejszym 
^o godzinie 7-ej z rana; wzywam cię więc Malinowski, 
„abyś uczynił rachunek sumienia i pojednał się z Bogiem." 
Na te słowa nagle delikwent odrzekł: „mój rachunek sumienia 
już dawno zrobiony, a ct» jest między mną a Bogiem, to do pana 
sędziego nienależy." Rozumie się, że przerwano tę zuchwałą 
mowę zbrodniarza, aby niedawać z tego przykładu innym 
więźniom i odprowadzono go do celi właściwej, w której 
pod oddzielną strażą ostatnią noc miał spędzić. Następnie 
przywołano doń księdza kapucyna, który po kilkogodzin- 
nych usiłowaniach zdołał go zaledwo skłonić do odbycia 
spowiedzi ; czemu widocznie zadosyć uczynił nie ze skruchy 



Digitized by VjOOQ IC 



240 PAMIĘTNIKI 

i prawdziwego żalu za grzechy, lecz jedynie dla uwol-* 
nienia się od dalszych nalegań i zaspokojenia głodu; po- 
daną mu bowiem wkrótce po tem wieczerzę zjadł naj- 
smaczniój i zaraz po niej położył się i spał spokojnie do 
czwartej z rana. O tej godzinie przebudził się na bicie 
zegara na mieście, którego uderzenie policzywszy, odezwał 
się: pO! jeszcze trzy godziny I** poczem przewróciwszy się 
na drugi bok, znowu zasnął. 

Ten prawdziwie nie do pojęcia spokój trwał do 
chwili ukazania się mistrza sprawiedliwości, w pełnym 
urzędowym stroju przybranego, który stanąwszy na progu 
celi, donośnym zawołał głosem: „Malinowski chodź, już 
teraz do mnie należysz.'' Na te słowa 2erwał się on na 
łóżku, lecz spojrzawszy na czerwony ubiór kata i miecz 
jego, spiesznie do ściany się odwrócił; wezwany raz jeszcze 
do powstania, dał się spokojnie przybrać w szaty śmier- 
telne, prosząc jedynie, aby mu zbytnie rąk nie krępo- 
wano, bo przecie uciec niezamyśla, poczem zeszedł po- 
ważnym krokiem z drugiego piętra, kłaniając się na obie 
strony więźniom uszykowanym do tego pochodu, oraz że- 
gnając służbę więzienną. Następnie wsiadłszy z zawsze 
jednakim spokojem pośrodku dwóch księży kapucynów 
na wóz, otoczony żandarmami przyglądał się najobojętniój 
tłumowi ludu, wyległemu na to ciekawe dlań widowisko, 
a stanąwszy na miejscu exekucyi pewnym zupełnie kro- 
kiem wstąpił na rusztowanie i pozwolił lekarzowi więzień* 
nemu, ciągle go obserwującemu kilkakrotnie pomacać puls 
w trakcie czytania raz jeszcze wyroku , obnażania szyi 
i zawiązania oczu. Puls ten ani na chwilę zmianie nie 
uległ i bynajmniej podniesionym niebył i w całem wej- 
rzeniu delikwenta żadnej oznaki przestrachu lub wzrusze- 
nia dopatrzeć niemożna było; dopiero w ostatnim momen- 
cie, gdy sędzia prezydujący zatrzymał mistrza i, poleciw- 
szy zdjąć zasłonę z oczu skazanego , odczytał trzymaną 
do tej pory w tajemnicy resztę decyzyi cesarskiej, udaro- 
wy Wającą go życiem, wtedy Malinowski, jakoby magne- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 241 

tyczną pociągnięty siłą padł na kolana i obfitem zalawszy 
się łzami, donośny wydal krzyk: „O moje dzieci!" -^ 
Jedno zatćm tylko ojcowskie uczacie zdołało przemódć 
nad skamieniałą duszą tego wielkiego zbrodniarza! 

xvii. 

Dalsze zsitrudnienia \ działania hfioje, wypadki i zda^ 
rżenia ówczesne. 

Położenie moje urzędowe było zawsze wyjątko* 
wem ; strącony z wysokiego stanowiska^ na jakie wolą 
monarszą w n 1831 powołanym zostałem i jakie chwilowo 
zajmowałem; nieposiadałem zaufania rządu, pobiera- 
łem niższą płacę od równych, a nawet i niższych urzę- 
dników, musiałem ulegać przeciwnikom moim, znosić upo- 
korzenie od nich i ustępować pierwszeństwa młodszym od 
siebie. Lecz wszystkiemu temu poddawać się widziałem 
właściwem, ponieważ urzędowanie moje miało tę nieoce- 
nioną dla mnie zaletę, że mnie nie mieszało do żadnych 
spraw politycznych kraju i czyniło mnie poniekąd obcym 
w rządzie, bom działał jedynie w zakresie fizycznych i mo- 
ralnych cierpień ludzkich, skromnym zakresie, do którego 
rzeczone sprawy niesięgały, będąc dlań zbyt małćj wagi 
przedmiotem. W ten sposób pracując^ niewzbudzałem u rzą- 
dzących podejrzenia o niezgodne ż dążnością ich zamiary ; 
mało o mnie dbano, ale wszakże cierpiano mnie, ponieważ 
byłem potrzebnym im do spełnietiia znanych życzeń ce- 
sarza, podniesienia i udoskonalenia wszelkich instytucyi 
dobroczynnych; musiano mi choć pozornie okazywać 
względność i poważanie, bo cesarz za każdą bytnością 
swą w Warszawie publicznemi objawami przychylności 
i uznania prac moich obdarzał mnie. Jako dowód tego 
przytoczę kilka faktów, ogólnie podówczas znanych, a mia- 
nowicie: Podczas jednój z prezentacyi władz, niedo- 
strzegłszy mnie cesarz pomiędzy przedstawiającemi się^ 
zapytał o przyczynę nieobecności mojój. Innym razem 

Pftmiętaflci Fr hr. Bkftrbka; 16 



Digitized by VjOOQ IC 



242 PAMIĘTNIKI 

przeglądając listę osób do cesarskiego stołu zuproszonyeb, 
dopisał własnoręcznie w takowej nazwisko moje, wreszcie^ 
co najważniejsza, gdy przedstawiono mnie i drugiego ko- 
legę do przemianowania z radców stanu (jeszcze królestwa 
konstytucyjnego, co więcej znaczyło, niż ranga radcy stanu 
w cesarstwie,) na radców rzeczywistych, cesarz od razu 
podniósł nas obu do stopnia radców tajnych, co wielkie 
zadziwienie, ale zarazem i oburzenie j)omiędzy ruskiemi 
dignitarzami wzbudziło. 

Poszczycić się muszę rządkiem szczęściem, iż nietylko 
unikałem zarzutów i prześladowań obudwóeh stron poli- 
tycznych, ale śmiało rzec mogę, że od nich poważania 
doznawałem ; ziomkowie bowiem, nie sądzę, aby do odma- 
wiania mi go mieli powód, ponieważ anim złej sprawie 
służył, anim się płaszczył i pochlebiał; tudzież nikt usi- 
łowań moich w sprawie ludzkości potępiać niemógł; ros- 
gyjscy zaś rządcy radzi nieradzi, zniewolonemi byli po- 
wierzchownie chociaż szanować mnie, ponieważ cesarz tak 
kazał; szlachetniejsi z nich nawet nietaili się z oddawaniem 
mi sprawiedliwości jako człowiekowi, który, nie kryjąc 
się ze swoim polskim sposobem myślenia, niechce służyć 
widokom dla kraju nieprzyjaznym. 

Lubo dosyć długo nieby wałem w zamku i mało mia- 
łem styczności z namiestnikiem, to wszelakoż wiedziałem 
dobrze , że on pochwalał zakłady moje, bo je cesarz po- 
chwalał, skutkiem . przeto tego dyrektorowie główni i gu- 
bernatorowie musieli okazywać mi niejakie względy, a nawet 
popierać i wypełniać projektowane przezemnie zarządzenia, 
ponieważ takowe uznanie cesarza i namiestnika zyskiwały. 

Tym to przeto sposobem udało mi się zaprowadzić 
kilka nowych instytucyi, przekształcić i uporządkować 
kilka innych i pobudować kilka gmachów szpitalnych 
i więziennych, o czem już wyżźj szczegółowo wzmian- 
kowałem ; nadto w późniejszym czasie zdołałem wyjednać 
wydanie rozporządzeń policyjnych, mających na celu wy- 



Digitized by VjOOQIC 



FR. HR. SKARBKA. 243 

tępienie tułactwa i żebractwa, aby zakładów dobroczyiiByeh 
wliJcsegami nieprzepełniać. 

Środki, jakie w Uj mierze przedsięwzi^em, były wy- 
raŻDĆm uwłaczaDiem władzy policyi warszawskićj, a jednak 
weszły w wykonanie i to z pomyślnym skutkiem. Prze- 
konawszy się o tóm, że dozorcy policyjni dzielili się ze 
smyślonemi żebrakami hojną jałmużną^ przez nich co- 
dziennie wyłudzaną, ustanowiłem za specyalnem dozwo- 
leniem namiestnika i gubernatora osobnych ajentów, do 
służby domu przytułku i pracy należących, którzy po cy- 
wilnemu bez żadnych zewnętrznych oznak prócz blach, na 
spodniej sukni noszonych , tudzież opatrzeni w piśmienne 
upoważnienia, przytrzymywali na ulicach żebraków, mia- 
nowicie takich, którzy, ciągle opłacając się policyi, nigdy 
do rzeczonego wyżój zakładu odsełanemi niebyli. Ta po- 
mocnicza straż chwytała codziennie znaczną liczbę żebra- 
ków i włóczęgów, których albo odsełano do miejsca uro- 
dzenia lub stałego zamieszkania, albo zatrzymywano w in- 
stytucie, albo też wypuszczano za poręczeniem właścicieli 
domów, którzy składali na piśmie deklaracyę, iż zapłacą 
złp. 5, jeżeli poręczony przez nich człowiek powtórnie 
na żebractwie złapanym zostanie. Wszystko to rzuciło 
postrach paniczny między włóczęgów i oczyściło na czas 
niejaki ulice Warszawy z żebraków, dopóki nieznieśli się 
oni z sobą i niewymyślili nowego sposobu obejścia prawa, 
a głównie dopóki istnieli dozorcy, o jakich wyżój. Tym 
nowym przemysłem żebraczym, o jakim dopiero co na- 
pomniałem, było to, że cechowi majstrowie tego fachu 
wcliodzili w spółki z mniój zamożnemi, zwłaszcza staro- 
zakonnemi właścicielami domów, w których zamieszkiwali, 
odstępując im pewną część zarobku, a mianowicie, skła- 
dając im z góry owe 5 złp. jako karę naó wymierzyć się 
mogącą, w razie jeżliby schwytanemi zostali. Okup ten 
łatwo bardzo ponosić byli w stanie, zarabiając po kilka- 
naście, a nawet przebieglejsi w sposobach wzbudzenia li- 
tością po kilkadziesiąt złotych dziennie. Niedziw więc, że 

16* 



Digitized by VjOOQIC 



244 PAMIĘTNIKI 

zagrodzenie chwilowe podobnemu wyzyskiwaniu miło- 
sierdzia publicznego wywołało przeciw mnie, oraz użytym 
przezemnie kilku dawnym wiarusom b. wojska polskiego, 
grad złorzeczeń ze strony żebraków, a rodzaj oburzenia 
ze strony licznych dewotek, i że skutkiem starań tyck 
mniemanych opiekunek ludzkości nastąpiło zniesienie 
w mowie będących dozorców , ile ie im nadawano zna- 
czenie, jakiego niemieli. 

Kiezrażałem się bynajmniej ani temi przeszkodami, 
ani groźbami, jakie mi czyniono, i śmiało kroczyłem po raz 
obranój drodze. Widząc, ie dom przytułku i pracy za 
Wolskiemi rogatkami niemoże pomieścić napływu doń 
włóczęgów, powziąłem myśl otworzenia filialnego zakładu 
dla starców obojój płci w opustoszałym konwickie popi- 
jarskim w miasteczku Górze Kalwaryi w Czerskiem, którą 
to miejscowość miałem sposobność dokładnie poznać, za- 
mieszkując letnią porą w nabytej przezemnie sąsiedniej wsi 
Baniosze. Pomimo, ie zabudowania rzeczone w Górze za* 
jęte były na uiytek wojska, udało mi się otrzymać od 
namiestnika przyzwolenie na oddanie mi onych dla pro- 
jektowanego zakładu, który niebawem otworzyłem i który 
dosyć pomyślnie rozwijany do dziś dnia istnieje. 

Dla zasilenia niedostatecznych funduszów na cel po- 
wyższy postanowiłem zuiytkować skłonność ówczasową 
publiczności Warszawskiej do wszelakiego rodzaju zabaw 
na korzyść ubogich moich, i w tym zamiarze ogłosiłem 
w miesiącu marcu 1843 roku kilka poranków muzykal- 
nych w dnie niedzielne, przez same tylko damy amatorki 
i kilku amatorów dać się mianych. Jakkolwiek podjąłem 
się rzeczy, do którój, jako nieząjmujący się muzyką, mało 
byłem usposobionym i lubo musiałem przez to wyjść ze 
zwyczajnego trybu pustelniczego iycia mego, potrzebując od- 
dawać liczpe wizyty damom, które do współudziału w przed- 
sięwzięciu mojem zaprosić chciałem, udało mi się jednakie 
nadspodziewanie zgromadzić znakomite amartorskie talenta 
do wykonania prawdziwie zajmujących koncertów, a na- 



Digitized by VjOOQ IC 



PR. HR. SKARBKA. 245 

Btępnie przynęcić tak liczną publiczność , ie wielka sala 
w pałacu Paca na miodowej ulicy, jaką mi użyczono, 
wszystkich słuchaczów pomieścić niemogła. Po pierwszym 
poranku , na którym grały i śpiewały damy z wyższego 
towarzystwa, poczęły zgłaszać się do mnie inne mniej znane 
w świecie i z talentu amatorki, wprowadzając mnie przez to 
w trudne położenie^ bo bez próby na słowo niemożna było 
dowierzać artystycznemu usposobiepiu. Dzielną mi wtem 
pomocą był J. F. Dobrzyński, któremu ułożenie pro- 
gramów i dyrygowanie muzyczną częścią koncertów po- 
wierzyłem, i obadwa dokładaliśmy starań, aby uniknąć 
mierności występujących i zyskać wziętość dla poranków 
naszych, która rzeczywiście wielkie im powodzenie za- 
pewniła. Odbyło się takowych wszystkiego cztery i jeden 
z nich upamiętniony został słynną grą Liszta, który, 
goszcząc wtedy w Warszawiie, na zawdzięczenie przyjęcia, 
jakiego w niej doznał, sam ofiarował udział swój i przez to 
wielce podniósł znaczenie przedsięwzięcia mego, czysto 
dobroczynną pobudką wywołanego. Na ostatni poranek 
skomponował Dobrzyński muzykę do słów moich i kantata 
ta, wykonana przez wszystkie amartorki i amatorów śpie- 
waków, z ogólnem zajęciem słuchaną była. Po jój ukoń- 
czeniu weszli na estradę starcy obojój płci w ubogich 
swych ubiorach, z Góry Ealwaryi umyślnie sprowadzeni 
i otoczyli wieńcami z kwiatów wszystkie damy uczestniczące 
w śpiewie, co powszechne i długotrwające oklaski po- 
między tłumnie zebraną publicznością wzbudziło. Poranki 
te przyniosły zakładowi czystego dochodu około 15,000 
złp., pomimo że cena biletów była niską, bo tylko po rublu. 
Księciu Paszkiewiczowi bardzo się podobały powyższe 
poranki, z których żadnego nieopuścił i dziękował mi za 
ich urządzenie. Od tćj chwili, mogę powiedzieć, zaczął 
on okazywać mi większą sympatyą i nieszczędząc ob* 
jawów uznania za użyteczność usiłowań moich o rozwi- 
nięcie i podniesienie zakładów dobroczynnych w kraju, 
często bardzo wspólnie zemną je zwiedzał, co mi nastrę- 



Dfgitized by VjOOQ IC 



246 PAMIĘTNIKI 

czyło niejednokrotnie sposobność bądź wyjednania Jakiego 
ulepszenia dla którego z instytutów, bądź zyskania jakiego 
wsparcia, lub ułaskawienia dla którego z nieszczęśliwych. 
Niezapomnę jednćj podobnój łaski, która stała się 
dla mnie powodem wielkićj pociechy. Między więźniami 
w domu karnym w Warszawie znajdował się jeden dobrze 
wychowany i bardzo przystojny, były urzędnik kassowy, 
który za malwer^acyą^ przez lekkomyślność popełnioną, 
skazany był na lat 15 warownego więzienia i w ubiorze 
pół szarym, piU czarnym karę swoją odsiadywał. Ten 
nieszczęśliwy napisał do mnie wiersz, w którym, wystawiając 
cierpienia swe, błagał mnie, o polecenie oddzielenia go 
od zbrodniarzy, pomiędzy któremi był umieszczonym. Prze- 
znaczyłem go na posługacza w lazarecie chorych i jako 
takiego, wzorowo się prowadzącego, przedstawiłem go zwie- 
dzającemu wraz zemną więzienie namestnikowi z prośbą^ 
aby go po 9-ciu latach odcierpienia kary od dalszej uła- 
skawił, co też książę natychmiast dopełnił. Nigdy w życiu 
mojćm od nikogo niedoznałem tak wielkićj i niezachwianój 
wdzięczności, jak od wspomnionego więźnia, „panie !^ rzekł 
on do mnie, wyszedłszy z więzienia, „wyzwoliłeś mnie 
„z kajdan, teraz podaj mi sposobność, abym poczciwa pracą 
„mógł dowieść, żem był godnym twojój opieki." Święcie 
dotrzymał on danego mi słowa i na tćm właśnie zależała 
ta pociecha, jaką mi wdzięczność jego sprawiła. Umiesz- 
czony staraniem mojem w jednym z najznakomitszych za- 
kładów fabrycznych, wiernością i pilnością zjednał sobie 
nieograniczone zaufanie naczelnika swego (D. Eyansa), 
tak iż tenże prowadzenie najważniejszych interessów i sza- 
fanek znacznych funduszów mu powierzał i przy każdej 
nadarzonej sposobności dziękował mi za nieocenionego po- 
mocnika, jakiego mu nastręczyłem. Po śmierci przedstawi- 
ciela firmy rzeczonój protegowany mój zmuszonym się wi- 
dział opuścić dotychczasowe dosyć wysokie stanowisko swe 
i przesze^ z nabytą już dobrą reputacyą na rządcę wiel* 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 247 

kich dóbr, w których gorliwie pracując, w sile wieku na 
tyfas umarł. 

Również wspoioniee jeszcze muszę o iunem iyta 
razem śmiesznem zdarzeniu, jakie miałem na jedn^ z po- 
dobnych wizyt z namiestnikiem odbywanych w szpitalu ś^. 
Jana Bożego u Bonifratrów. W oddzielnym pokoju zakładu 
tego siedział spokojny i poważny obłąkany, syn obywatela 
ziemskiego, który z powodów politycznych uległ chorobie 
pomieszania zmysłów. Temu zdawało się, że jest wielkim 
Napoleonem i mieniąc się bydż tym władzcą świata, na 
łóżku jakoby na tronie z powagą monarszą przyjmował 
wszystkich odwiedzających go. Wspomniałem o nim księ- 
ciu, chciał go widzieć i gdy wszedł do izby, mój waryat 
uprzedzony widać przez służbę o obecności namiestnika 
w instytucie i olśniony widokiem osoby w bogatym mun- 
durze, orderami pokrytym, poprawiwszy się na siedzeniu 
swóm, z postawą imponującą rzekł: „Napoleon bardzo się 
,,cieszy, że ma sposobność poznać osobiście tak wielkiego 
„wodza, jak książę Paszkiewicz." Przemówienie to wi- 
docznie ucieszyło namiestnika, który uprzejmie skłonił się 
mówiącemu, a do mnie odezwał się: „widzisz pan, jak się 
„to Napoleon cieszy z tego, że mnie poznał." 

W roku 1843 zjawiło się w Warszawie dwóch osobli- 
wego rodzaju szarlatanów; jednym z nich był polak nie- 
artysta, który okazywał malowidła obce; drugim zaś tan- 
cerka, która wszystko umiała prócz tańca. 

Go do pierwszego rzecz się miała, jak następuje: 
pan de Maes, malarz francuzki, zastępując brak wyższego 
talentu malowaniem obrazów, w których przez sztuczne 
oświecenie szukał efektu uderzającego w oczy nieznawców, 
przedstawił w dosyć wielkich rozmiarach św« Magdalenę 
w jaskini, oświeconą mocnem światłem lampy. Otóż równie 
efektową kopią tego obrazu zrobił malarz polski, Tysiewicz, 
a drugi jego ziomek, nabywszy tę pracę, woził ją po 
świecie, aby łudzić publiczność i wyzyskiwać znićj łatwo 
zarobione pieniądze. Trzeba było widzieć, z jakiem wy- 



Digitized by VjOOQ IC 



248 PAMIĘTNIKI 

rachowaniem na łatwowierność ładzi spekulant ten urzą* 
dził pokój, w którym ten ósmy cud ńwiata okazywał. 
Wszystkie okna były zasłonione , prócz jednego z naj- 
świetlejszej strony, przy którym stsi ów słynny obraz 
w ramach , pąsowym axamitem obitych , otoczony zwier- 
ciadłami, w których z różnych punktów się odbijał. Przed 
obrazem była balustrada, za którą niewolno byłoprzecho- 
dzió, a to celem, by widzę z niezbyt bliska arcydzieła 
przypatrywać się mogli. Cały pokój wyłożony był gru- 
bym kobiercem, aby głośnem stąpnięciem nieprzerywać 
głębokiój omj jaka w tym tajemniczym przybytku, do 
którego tylko po kilka osób razem wpuszczano, panowała. 
Wszystko to wprowadziło w podziwienie i pewien zachwyt 
zwiedzających, pomiędzy któremi znajdowali się tacy, 
którzy koniecznie domagali się, aby mogli się dostać po 
za obraz, ze wszech stron ciemnem suknem otoczony, a tem 
samem nieprzystępny, dla przekonania się, czy też to 
przypadkiem nie żywa istota w ramy wlazła? Zdarzyło 
mi się tylokrotnie widzieć francuzów, włocbów iniemców, 
umiejących przechwalać przedmioty na widok publiczny 
przez siebie wystawiane, ale nie natrafiłem nigdy na rodaka 
równego przechwałce i Uamcę, jakim był ów właściciel 
malowanćj Magdaleny. 

Co do drugiej , to jest tancerki , była nią słynna hi- 
szpańska, Lola Montes, która samą jedynie pięknością 
oczu swoich zdołała zjednać sobie imię głośne wdwócli 
częściach świata i podnieść do najwyższćj potęgi powo- 
łanie i znaczenie zalotnicy. Nie zważając wc^e na to, 
że Warszawa zostawiła jeszcze pod wrażeniem rzeczywi- 
stego talentu znakomitej tancerki Taglioni, która w owych 
czasach na scenie naszej z jak największem powodzeniem 
występow^a, ogłosiła mniemana jćj współzawodniczka 
wyżćj wspomńiona za nader wysoką opłatą przedstawienia 
swoje w tańcach hiszpańskich. Widowisko to, szumnie zapo- 
wiedziane, odznaczyło się zrazu wspaniałą dekoracyą, pięk- 
pem ugrupowaniem figur w strojach narodowych, niby 



Digitized by VjOOQ IC 



FB. HR. SKARBKA. 249 

sławnej tancerki, oraz harmonijnym śpiewem przy gitarach, 
ale, gdy pomiędzy tern wszystkiem ukazała się ona sama, 
niebawem przekonano się, że była to najpospolitsza, co 
najwięcej ludowa tanecznica, niemająca najmniejszej zna- 
jomości sztuki chereograficznej. Rozczarowanie przeto na- 
stąpiło bardzo prędko, skutkiem tego przyjęcie ze strony 
publiczności jak najgorsze i zakaz powtórzenia widowiska 
stanowczy, a w dalszym ciągu zajście zpolicyą, uderzenie 
spisrózgą niższego jćj urzędnika i w konkluzyi z rozkazu 
wyższego wywiezienie za granicę awanturnicy. Ale po- 
nieważ znaleźli się gorliwi obrońcy prześladowanej (jak 
utrzymywali) tancerki, a raczej pięknźj kobiety i zbyt 
śmiało za nią obstawali, przeto pomieszczono w gazetach 
z natchnienia widocznie władzy artykuł poniższy : „Pomimo 
„usiłowań kilku mnićj rozsądnych protektorów, publiczność . 
„bezstronna objawiła głośno swoje niezadowolenie. Burzliwa 
„tancerka postąpiła wtedy w sposób uchybiający wszelkiej 
„przyzwoitości, a gdy posunęła zapalczywośc swą do tego 
„stopnia, iż ośmieliła się uderzyć dozorcę policyjnego, ten 
„w sposób mniój delikatny poskromił ją użyciem swej 
„ciężkićj dłoni; zwierzchność zaś widziała się zmuszoną, 
„kazać ją pod eskortą wytransportować z Warszawy z za- 
„bronieniem jej raz na zawsze powrotu do kraju tutaj- 
„szego." Ktoby to przewidział w ówczas, że ta kobieta, 
publicznie znieważona wmieście naszem, stanie się kiedyś 
ulubienicą jednego z niemieckich panujących , że lud spo- 
kojny podburzy przeciwko niemu i że przez zuchwałość, 
oraz dziwactwa swoje zasłynie nietylko w Europie , ale 
i Ameryce. 

Teraz cokolwiek o sobie: do roku 1841 byłem tedy 
prawie zupełnie zapomnianym, bo niemiałem żadnego sta* 
łego urzędu i jedynie na mocy oddzielnego wyjątkowego 
rozkazu cesarskiego zajmowałem się zakładami dobro- 
ezynnemi, pobierając tylko dawną płacę referendarza stanu, 
zatem niższą od tćj, jaką inni radcy stanu pobierali. 
Skutkiem tego, aby raz wyjść z tego anormalnego poło- 



Digitized by VjOOQ IC 



250 PAMIĘTNIKI 

żenią i bydż przynajmniej zrównanym z innemi tegoł sa* 
mego stopnia ur2ędnikami, zaniosłem w tćj mierze rekla- 
macyę do namiestnika, który przychyliwszy się do żąda- 
nia mego, rozporządził zamianowanie mnie stałym człon- 
kiem kommissyi rządowej spraw wewnętrznyełi z płacą 
właściwą, to jest, dla dyrektorów wydziałów oznaczoną. 
Odtąd przeto zacząłem znowu iść w górę, lubo powinien*^ 
bym był przewidzieć, że zwykłą koleją, jaką w życiu mo- 
jem postępowałem, dojdę do pewnćj wysokości, z której 
nagle spadnę. 

Po wielkiej katastrofie banku polskiego, z powodu 
której tak prezes, jako i wiceprezes tój instytucyi stra- 
cili posady i pod sąd oddanemi zostali, spadla także od- 
powiedzialność i na kontrolera jeneralnego, jako prezesa 
kommissyi umorzenia długu krajowego, któremu cesarz 
za bytności swej w Warszawie inne przeznaczenie dać 
kassałi polecając zarazem, aby to stanowisko mnie poru- 
czonem zostsdo. Otóż ponieważ książę Paszkiewicz oso- 
bistym był przyjacielem powszechnie zwanego Monsegneur^a 
Stasia (Grabowskiego), którego koniecznie na zajmowanćj 
przez niego posadzie kontrolera jeneralnego utrzymać pra- 
gnął, przeto celem dogodzenia woli cesarza, wyrzucającego 
mu, że mnie zostawił w zapomnieniu, mówiąc: ^przysła- 
niem wam tu Skarbka, cóżeście z nim zrobili?^ obmyślił 
dla mnie takie urzędowanie, aby względy monarchy były 
spełnione bez oddalenia protegowanego swego. Umarł 
był właśnie wówczas Czempiński, prezes towarzystwa 
ogniowego, namiestnik zatem, niewiadomo czy sam, czy 
z obcego natchnienia, postanowił wynieść dyrekcyą te- 
goż towarzystwa do znaczenia wyższój centralnój władzy 
i przysłał do mnie dyrektora kancellaryi swój przybocznej, 
Eliasiewicza, z uwiadomieniem o tym zamiarze, oraz z ofia* 
rowaniem mi stanowiska prezesa rzeczonój dyrekcyi przj 
pozostawieniu mnie przy dotychczasowych obowiązkach 
i z podniesieniem płacy o 10,000 złp» Niewiedząc nio 
TPtedy o swyż wspomnianem poleceniu cesarskiem powo- 



Digitized by VjOOQ IC 

" I 



FR. HB. SKARBKA. 251 

łania mnie na kontrolera jeneralnego królestwa, przyjąłem 
proponowaną mi przez Eliasiewicza posadę, ile, że lenie 
(osobiście mi przychylny, czego dowody do końca służby 
mi dawał, popierając zawsze, jako prawdziwie dobrze 
myślący i nieskażoną prawością odznaczający się człowiek 
wszelkie usiłowania moje, w interessic dobra kraju ło« 
żonę), zapewnił mnie, że książę powziął stanowcze posta- 
nowienie zamienienia za pomocą moją dotychczasowego 
towarzystwa ogniowego w instytueyę rządową, mającą 
łączyć w sobie wszelkie rodzaje ubezpieczenia i kassy 
oszczędności z dobroczynną dążnością zabezpieczenia ma- 
jątków prywatnych od strat losowych, a bez ciągnienia 
z tąd jakichkolwiekbądż zysków dla skarbu. W krotce 
potem polecił mi namiestnik przedstawienie projektu 
organizacyi podobnój instytucyi, co, rozumie się, ze 
skwapliwością dopełniłem, nadając jój od razu znamię 
obywatelskiej władzy, na podobieństwo towarzystwa kre- 
dytowego, ale, ponieważ to niezgadzało się z zasadami 
biurokratycznemi, od których odstąpić nie chciano, przeto 
zaledwo udało mi się przeprowadzić ustanowienie radców 
dyrekcyi, bezpłatnie obywatelskie usługi po powiatach 
spełniać mających, dla podniesienia znaczenia i ufności 
nowo powstającćj w kraju instytucyi pod nazwą dyrekcyi 
ubezpieczeń, którój prezesem postanowieniem rady admi- 
nistracyjnćj królestwa z dnia ^l]^^^^^^^"" 1842 r. zamiano- 
wanym zostałem. 

Po objęciu powyższego stanowiska starałem się nadaó 
należyty rozwój wszystkim rodzajom ubezpieczeń, a w szcze- 
gólności zająłem się zaprowadzeniem upoważnionćj pra- 
wem instytucyi, o jakiój dawno marzyłem, to jest, kassy 
oszczędności. Szło o to, aby wzbudzić doń zaufanie 
w klassie robotniczej i służącój, co było trndnem, raz dla 
tego, że niedowierzano żadnym zakładom rządowym, po- 
wtóre z powodu niepomyślnćj próby podobnćj kassy^ jesz- 
cze przed rewolucyą utworzonój^ w zamiarze podtrzymania 
kredytu listów zastawnych > a na którćj uczestnicy ów* 



Digitized by VjOOQ IC 



252 PAMIĘTNIKI 

cześni znaczne ponieśli straty, skutkiem obniżenia się 
z okazy! wypadków krajowych 1830* roku kursu rzeczo- 
nych listów. 

Pragnąc przeto działać na umysły niższych warsztw 
ludności Warszawskiej, ogłosiłem w końcu 1843 r. w imie- 
niu dyrekcyi ubezpieczeń obwieszczenie, że kassa oszczę- 
dności uroczyście otworzoną zostanie w dniu 2. Stycznia 
r. p. i dokładałem całój nsilności, aby aktowi temu nadać 
jak najdobitniejszą cechę jego ważności. Jakoż w dniu 
tym odbyło się naprzód w katedrze śgo. Jana solenne na- 
bożeństwo , podczas którego prałat Kotowski miał wy- 
mowne kazanie o dobroczynnych zamiarach i błogich skut- 
kach tój ludowój instytucyi, zachęcając wszystkich do po- 
kładania weń ufności. Z kościoła udały się tak władze, 
jako i znaczna liczba obecnych do lokalu dyrekcyi ubez- 
pieczeń na Nowolipki, ci ostatni widocznie zaciekawieni, 
co to być może ta kassa, tak zachwalana? Tam miałem 
do zgromadzonych mowę, w którćj między innemi poło- 
żyłem nacisk na nieubłagane cyfry, świadczące, ileby do 
ptwierającój się kassy odłożyć można na oszczędność 
z tego, co się codziennie przy uczęszczaniu do kilkuset 
szynków Warszawy marnotrawi. Dawno już niemiałem 
sposobności odzywania się publicznie, gdyż w ówczesnych 
czasach niebyło ani możności, ani powodu do zabierania 
w sposób powyższy głosu i nikt też prócz kaznodziei ko- 
ćcielnych żadnego niesłyszał mówcy; z tąd przemówienie 
moje mocno zajęło obecnych i jako zupełna nowość parę 
dni powszechnych rozmów w calem mieście stało się przy- 
czyną. Na zakończenie jego przywiodłem następujące 
słowa: „Niech chwila otwarcia głównćj kassy oszczędności 
„będzie godziną szczęścia dla ubogiego dziecięcia, które 
„dzisiaj o tój samój godzinie pierwszem kwileniem świat 
„powitało. Może raczycie się zgodzić ze mną na to, aby 
„pierwsza książeczka oszczędności zapisaną została na 
„imię takiego dziecka? Może nie odmówicie mu szczupłego 
„datku, który złożony w kassie naszej, dopiero za doj- 



Digitized by VjOOQ IC 



FB. HR. SKARBKA. 253 

„ściem do pełnoletności, obdarowanemu wraz z przyrosłym 
„procentem wypłacony zostanie, z tern zastrzeżeniem, ii 
ngdyby pierwszy ten uczestnik rzeczonej kassy wieku tego 
„niedożył, w takim razie puścizna jego spadnie na to 
„dziecię ubogich rodziców, które się po nim najbliźój go- 
„dżiny obecnój urodziło. Niechaj wdzięczność jednój ro- 
„dżiny pamięć dnia tego potomkom swoim do zachowania 
„przekaże." 

Powyższe wezwanie moje pożądany przyniosło skutek, 
zebrano bowiem od obecnych składki złotych 560, z któ- 
rych w 18 lat późnićj uzbierała się za pomocą składanych 
procentów summa 1005 zip., która dostała się jako posag 
córce stróża pałacu namiestnikowskiego, po kilku innych 
poprzednio zmarłych uczestnikach, a to podług listy spad- 
kobierstwa, ułożonej przez samą dyrekcyą, na mocy ścią- 
gnionych ze wszystkich parafii Warszawskich aktów uro- 
dzonych w dniu 2. stycznia 1844 r. przed południem zu- 
pełnie biednych dzieci. 

W roku 1845 ukazem cesarskim z dnia ^ Marca t. r. 
powołanym zostałem nareszcie na prezesa rady główn^ 
opiekuńczej zakładów dobroczynnych, a to pomimo usilnych 
przeciwko temu zabiegów inspektora głównego służby zdro- 
wia w. królestwie, który, jak to wyżój już nadmieniłem, so^ 
bie przypisywał wszystko to, co dla rozwoju i dobra szpi- 
tali dokonać zdołałem. 

Natomiast wszakże doznałem wielkiój niesprawiedli- 
wości ze strony rządu z powodu niewątpliwie rozmyślnego 
odmówienia mi przez heroldyę tytułu hrabiego, rodzinie 
mojej od najdawniejszych lat służącego, a w roku 1824 
na przedstawienie senatu królestwa przez samego cesarza 
mi przyznanego, co tem mocniej było rażącem, że oprócz 
zatwierdzenia imienia mego na ogólnój liście senatu, tenże 
monarcha, bądź to ustnie przy osobistych przedstawieniach 
mil się moich, bądź na piśmie we wszelkich nominacyaeb 
i urzędowych pismach, z kancellaryi cesarskićj wychodzą- 
cych, ten tytuł mi przyznawał. Skutkiem tego widziałem 



Digitized by VjOOQ IC 



254 PAMIĘTNIKI 

się zmiii^i^ooym, odwołać się w tćj mierze bezpośrednio do 
niego, a popieważ tradno było odmówić zasadności mojćj 
r^liląmaeyi, z drugi- zaś strony niewypadało odstępować 
od przepisów ogólnych, heroldyi wslsazanycfa, przeto chwy- 
eono się drogi, poniekąd polubownej, mocą którćj pod 
^^^^ ^7] Kwiatoia 1^*6 wydał cesarz imienny ukaz, przez 
który nadał ^mi i prawemu potomstwu memu w prostćj 
„linii tytuł hrabiego królestwa Polskiego, a to przez wzgląd 
„na długoletnią i gorliwą słnibę, oraz znakomite zasługi 
„przy urządzeniu zakładów dobroczynnych i więzień, nie- 
„mnićj w sprawowaniu teraźniejszych obowiązków prezesa 
„dyrekcyi i ubezpieczeń położone.^ Było to więc nadanie 
nowego tytułu, a nieuznanie starodawnego, na który znaj^ 
dowały się w metrykach koronnych dowody przez heroldyę 
iądane, rodzaj łaski bez znaczenia w obec tego, ie w kilka 
lat później jeden z członków rodziny mojój w sposób, pra- 
wem wymagany, udowodnił to, co mnie odmówionem 
zostało. 

Przed wydaniem powyźszćj decyzyi udzielił mi cesarz 
pozwolenie przyjęcia tytułu członka towarzystwa Toskań- 
skiego do poprawy moralnego więźni, którego dyplom przez 
rzeczone towarzystwo mi nadesłany zawierał tytuł mój 
rodowy, za tern potwierdzając ten dyplom, zatwierdzał tóm- 
samem to, co z drugiój strony mi odmawiał. 

Ale wróćmy się do opowiadania zdarzeń i wypadków, 
jakie nie w chronologicznym porządku, lecz w miarę, o ile 
takowe na pamięć mi przychodzą, podaję. W roku 1840 
miała Warszawa dwie nowości, które mocno ją zajmo- 
wały, to jest, ukończenie przy Zamku królewskim zjazdu 
do Wisły i otwieranie stopniowe drogi żelaznój Warszaw- 
sko- Wiedeńskiej. Skoro pierwsza stacya tój drogi do Prusz- 
kowa do użytku publicznego oddaną została, urządzono 
do niej, a póżniój do drugiej Grodziska spacerowe po- 
eiągi, któremi nmóstwo osób z upodobaniem jeździło. Mię* 
Hę^ innemi był jeden uri^ędnik sądowy, nad aktami bipo^ 
teeanemi wciąż ślęesąeyi który ani jednego dnia nieopośeił) 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 255 

robiąc tę wycieczkę tam i napowrót i innćj niechciał od- 
bywać przechadzki, utrzymając, że spacery wagonowe 
bardzo skutecznie na polepszenie stanu jego zdrowia od- 
działowywają. Na inauguracyi tśj części drogi był ksiąie 
Paszkiewicz i dawał z okazyi tćj wielkie śniadanie, o ezem 
jui wyżój wzmiankowałem, później zaś, gdy kolźj do 
Skierniewic dociągnięto , jeździł tam bardzo często juito 
na łowy do zwierzyńca, jużto na obiady przyjaciłom swoim 
wyprawiane. Po jednej z takich biesiad, jeden z ugasz- 
czanycb, wspomniony niedawno ulubieniec namiestnika, kon- 
troler jeneralny Grabowski, doznał przeciwnego od za- 
chwalanego przez owego urzędnika, codziennie exkuzye 
dla zdrowia dopełniającego, skutku, albowiem w krótkiem 
przejściu od dworca kolei do pałacu izby obrachunkowej 
apoplexyą tknięty, na ulicy ducha wyzionął. 

Rozochocone pożycie towarzystwa zamkowego i obo- 
jętność mieszkańców Warszawy na sprawy krajowe przer- 
wały wypadki roku 1846, które bądź to surowemi rozpo- 
rządzeniami władzy, bądź to dotkliwemi wrażeniami kar, 
na przestępców politycznych wymierzanych, obudziły pu- 
bliczność z jśj apatycznego odrętwienia politycznego. Pierw- 
szym wypadkiem, który zajął tę publiczność, była sprawa 
księdza Siegiennego, jeszcze roku 1844 sięgająca. Chłop 
ze wsi Krajno gubernii Radomskiej, nazwiskiem Janie, 
doniósł naczelnikowi powiatu, że do tejże wsi przybył nie- 
znajomy człowiek, który, zebrawszy pewną liczbę włościan 
w sąsiednim lesie, podburzał ich do powstania, jakie w mie- 
siącu październiku ma wybuchnąć. Był to ów ksiądz Sie- 
gienny, ezpijar, administrator parafii Chodel w Lubelskiem, 
który, obrawszy sobie miasto Kielce za główny punkt dzia- 
łania, robił z tamtąd wycieczki w różne strony, szerzył 
między mieszkańcami, zwłaszcza wiejskiego stanu, naj- 
czystsze zasady kommunistyczne, czynił im nadzieje zrów^ 
nania majątków i dla dopięcia celu tego namawiał do 
wytępienia panów i rzucenia się następnie na urzędników, 
aby całą wtodzę w kraju ogarnąć. Przy tern odczytywał 



Digitized by VjOOQ IC 



256 PAMIĘTNIKI 

im zmyśloną bullę papiezką, która odpuszczała na lat 15 
grzechy tym, którzy na głos jego, jako posłannika Ojca 
śgo., powstaną. Zdradzony przez wzmiankowanego wyiój 
Janica (który miał sobie nadaną za to od rządu na włas- 
ność posiadłość gruntową), oraz schwytany przez trzech 
urzędników (którzy za to wykrycie i pojmanie otrzymali 
ordery), Siegienny długo więziony, następnie na całe życie 
do kopalń w Syberyi zesłanym został. 

Sprawa ta nieuczyniła zbyt wielkiego wrażenia na 
mieszkańcach Warszawy ; rok 1845 zeszedł spokojnie i do- 
piero w początku następnego zaczęto się łudzić i niepokoić, 
a mianowicie jedni nadzieją nastania przyjaznych okolicz-- 
ności, mogących wpłynąć na zmianę położenia kraju, dru- 
dzy środkami ostrożności, przez rząd przedsiębranemi. Lubo 
główne knowanie spisków odbywało się w Krakowie, oraz 
w W. K. Poznańskiem , to przecież i w królestwie miał 
miejsce równie smutny, jak i nierozważny epizod pokuszeń 
tego rodzaju, pod sterem obywatela z rzeczonego księstwa 
Bronisława Dąbrowskiego, syna wiekopomnćj pamięci je- 
nerała dowowódzcy legionów polskich. On to, przybywszy 
z Poznańskiego do dóbr swoich Kuflewo w Stanisławow- 
skiem z tytułem naczelnego dowodzcy powstania na pra- 
wym brzegu Wisły, wciągnął w nie kilkunastu młodych 
ludzi i wyprawił ich na najniedorzeczniejszy napad na miasto 
Siedlce, w którym sam nie przyjął udziału, bo przekonaw- 
szy się, lubo zapóźno, o niebezpieczeństwie grożącem jemu 
samemu, jako i współtowarzyszom, chronił się ucieczką do 
księstwa, nie mając 2daje się sposobności odwiedzenia tych 
ostatnich od postanowionej wspólnie tój prawdziwie szalonej 
wyprawy. 

Skutkiem tego w oznaczonym na nią dniu, to jest, 
w nocy z dnia 21 na 22 lutego, Pantaleon Potocki, wła- 
ściciel małój majętności w Siedleckiem, oraz aplikanci są- 
dowi z Warszawy, Kociszewski i Żarski, po daremnych 
usiłowaniach skłonienia do powstania włościan ze wsiów 
Cisie i Piróg z kilku tylko przybranemi i upojonemi ludźmi 



Digitized by VjOOQIC 



PR. HR. SKARBKA. 257 

wpadli konno do Siedlec, gdzie prócz kilku inwalidów 
z byłego wojska polskiego i kilkunastu kozaków i żandar- 
mów, innój siły zbrojnój niebyło. Stanąwszy tam na rynku, 
uderzyli na odwach, i zabiwszy stojącego w nim szyld- 
wacha, wpadli do domu, w którym zebrani byli goście na 
kasyno i wezwali goszczących do połączenia się z nimi. 
Tu powstańcy dali parę strzałów jużto do żandarma, juito 
na postrach, Potocki zaś wymierzył pistolet ku naczelni- 
kowi powiatu, lecz, gdy mu spaliło na panewce, i gdy do- 
strzegł, ie nikt się nierusza, uciekł z miasta wraz z dwoma 
towarzyszami swemi, bo reszta zbuntowanych rozpierzchła 
się na wszystkie strony wraz z goszczącemi na balu. Po 
długiem błąkaniu się w sąsiednim, głębokim śniegiem po- 
krytym, lesie, na pół skościali powstańcy szukali przy- 
tułku u niejakiego Pieska włościanina, który zaraz powziął 
myśl aresztowania i dostawienia ich do najbliższej władzy, 
lecz gdy sąsiedzi jego niechcieli mu być w tern pomoc- 
nemi, wsiadł na kouia i czwałem pojechał do sąsiedniej 
wsi, ale i tu nie znalazłszy skorych do niesienia mu po- 
mocy, wrócił nazad do wsi Piroga i, wyszukawszy dwóch 
towarzyszów w osobach współwłościan Antoniego Koko- 
szki i Jana Piekarta, rzucił się na śpiących Kociszew- 
skiego i Żarskiego, rozbroiwszy ich, powiązał i pod strażą 
nadbiegłych innych chłopów trzymać kazał. Brakowało 
mu jeszcze głównego przy wodzcy, Potockiego, który schro- 
nił się był do młyna, dekarz zwanego, którego właściciel 
Jaworski pozwolił mu spokojnie usnąć, ale następnie, za- 
brawszy mu broń, w jaką był uzbrojony, dał znać wójtowi 
gminy i naczelnikowi powiatu o bytności u siebie pow- 
stańca, poleciwszy sołtysowi miejscowemu mieć chłopów 
w pogotowiu, skoro się obudzi. Piesek dowiedziawszy się 
o miejscu pobytu tego, co szukał, przybył z siedmiu chło- 
pami do owego młynarza i polecił Piekartowi, znającemu 
bliżój Potockiego, aby odezwał się do niego, prosząc 
o otworzenie mu drzwi, jako chroniącemu się przed po- 
gonią kozaków, co gdy tenże dopełnił, wtedy napastnik 

PamiętniH Pr hr. Skarbka. 17 



Digitized by VjOOQ IC 



258 PAMIĘTNIKI 

schwycił go z tyłu, rzucił na łóiko, związał i wraz 
z dwoma poprzednio ujętemi pod przewodem głównego 
kierownika Pieska i wszystkiemi współtowarzyszami do 
Siedlec odstawił. To postępowanie chłopów Podlaskich 
wychwalane było w pismach urzędowych, utrzymywano 
wszakże późnićj; że żaden z nich nieosięgnął korzyści 
z tego oburzającego czynu, ponieważ wszyscy w krotce 
pomarli, a jeden nawet przez niewiadomego sprawcę po- 
wieszonym został. 

Nierozważna i nieszczęśliwa wyprawa, o jakićj mowa, 
długo bardzo przykre czyniła wrażenie, jużto z powodu 
srogich wyroków, na sprawców jój wydanych, jużto z po- 
wodu licznych prześladowań, jakich doznali dalsi jćj uczest- 
nicy. W dniu 17 Marca 1846 r. wykonano karę śmierci 
przez powieszenia w Siedlcach na Potockim, a w Warsza- 
wie na stoku wałów cytadeli na Kociszewskim i Żarskim. 
Czterem innym wyprowadzonym pod szubienicę ogłoszono 
zmianę kary śmierci na wysłanie na czas nieograniczony 
do ciężkich robót w Syberyi, wreszcie Bronisławowi Dą- 
browskiemu skonfiskowano dobra jego kuflewskie. Prócz 
tego trzypiano w więzieniu dosyć znaczną ilość osób mnićj 
więcój skompromitowanych w tój sprawie, którym niczego 
dowieść niezdołano; swoją drogą zaś z okazyi tój zapro- 
wadzono w Warszawie różne środki ostrożności i ograni- 
czenia wolności osobistój, zwykle w stanie oblężenia uży- 
wane, a to bez względu, iż stan ten urzędownie ogłoszo- 
nym nie został. 

Słowem , długo dały się uczuć w kraju nieszczęsne 
skutki powyższych ruchów rewolucyjnych, bo nastręczały 
one słynnemu ze srogości swój prezesowi kommissyi śled- 
czój cytadelowój, jenerałowi Storożence, sposobność do 
wywierania na obywatelach i urzędnikach polskich nieta- 
jonó] nienawiści, jaką przeciw nim był przejętym; kilku- 
set z nich wysłano na Sybir, nad większą jeszcze liczbą 
rozciągnięto dozór policyjny, grożąc im sadowem poszuki- 



Digitized by VjOOQ IC 



FB. HE. SKARBKA. 269 

waniem, a to celem, by przy zdarzonej sposobności ogło- 
sić ułaskawienia tym, którzy nic winni nie byU. 

Obok tego rządowego terroryzmu objawił się także 
w t6j epoce terroryzm rewolucyonistów, za granicą prze- 
bywających, którzy miotali ohydną potwarzą i obelży wemi 
wyrazami na tych samych obywateli królestwa, których 
władza podejrzeniem swóm otaczała. Nadto nadsełano bez- 
imienne listy z groźbami i wyrzutami do wszystkich nie- 
omal polaków, wyższe stanowiska untędowe zajmujących^ 
i ja otrzymałem z Paryża podobne pismo, którego opis 
i treść jako próbę ówczasowego sposobu myślenia i dowód 
zaślepienia współziomków emigrantów przytaczam. 

W dosyć sporój kopercie znajdowały się kawałek 
czarnego sukna, zwykle na kir żałobny używanego, oraz 
ćwiartka papieru, na którćj u wierzchu narysowaną była 
tropią głowa z kościami na krzyż złożonemi, a pod nią 
godło: Memento mori, u spodu zaś wyrazy: Le jours se 
8uivent et ne ressemblefnt pas." 

Zatćm prosta niedorzeczność, która słabe i trwożliwe 
umysły daremnie dwojaką napawała obawą, to jest: raz 
spełnienia groźby, a drugi raz, pociągnienia do odpowie- 
dzialności przed władzą za niedoniesienie o odbiorze z za- 
granicy podejrzanej korrespondencyi. 

xvnL 

Podróż moja do Niemiec w roku 1846. 

Stosunki, jakie zawiązałem z filantropami Anglii, Frań- 
cyi i Niemiec, dały powód do tego, iż w roku 1846 otrzy- 
małem zaproszenie na kongres zwołany w Frankfurcie 
nad Menem, w zamiarze zbadania kwestyi organizacyi 
i zarządu więzień, a mianowicie upowszechniającego się 
podówczas systemu odosobnionego zamknięcia czyli penU 
tencyamego, od którego kongressowi rzeczonemu nadano 
odpowiednie miano: „Congrćs pónitentiaire." 



Digitized by VjOOQ IC 



260 PAMIĘTNIKI 

Prąd ogólny myśli, dążeń i wymagań ładzi, sprawami 
pospolitemi zajętych, zapowiadał już wtedy jakieś poli* 
tyczne w całój Europie wstrząśnienie. Niemcy, zwykle tak 
spokojni i praktycznem życiem zajęci, poczęli marzec 
o jedności szczepu swego i zadroszcząc Francyi i An- 
glii ich parlamentaryzmu, ubolewali nad tćm, że byli po- 
dzieleni na tyle drobnych państewek, że nie mieli jednćj 
ojczyzny i nie mogli stanowić jednego wielkiego państwa, 
w któremby jakaś powszechna reprezentacya narodowa 
nad sprawami całych Niemiec rozprawiać i czuwać mogła. 
Niezadowoleni miejscowemi konstytucyami małych dzie- 
dzin i oburzeni na rząd Duński, z powodu odmawiania 
autonomii księstwom Holsztynu i Szlezwigu, chwytali 
Niemcy wszędzie każdą sposobność do wszczynania dy- 
sput nad ogólną Niemczyzną, którą wówczas das Deutsch- 
thum zwali, a w szczególności nad koniecznością wyswo- 
bodzenia pomienionych Księstw z pod Skandynawskiej 
przemocy. To przeto dało powód do zwołania w Frank- 
furcie n. M. dwóch naraz zebrań uczonych i statystów 
różnych narodowości, przeważnie niemieckiój, to jest: 
jednego kongressem Germanistów, a drugiego Penitencya- 
mym zwanych. 

Udając się na ten ostatni kongres, w przejeździe przez 
Drezno, natrafiłem w tóm mieście na uroczysty obchód 
rocznicy zaprowadzenia konstytucyi saskiej , który, prócz 
nielicznój partyi postępowców, mało zajęcia w ogóle 
ludności tej stolicy obudził. Z wyraźną niechęcią sprząt- 
nąć musieli w przeddzień tego obchodu kramarze i prze- 
kupki kramy swoje z rynku starego miasta, bo lubo co so- 
bota to dopełniają, nie było dotąd w zwyczaju, aby raz 
drugi w tygodniu tę uprzykszoną czynność powtarzać 
mieli. Na środku tego rynku ustawiono przenośmy am- 
fiteatr z balustradą, w zielone i białe kolory narodowe 
przystrojoną i wieńcami ze świeżych roślin obwieszoną, 
pomiędzy litóremi wystrzeliwało kilka chorągwi białycłi 
i czerwonych. W dniu 4 września z rana snuło się okołi 



Digitized by VjOOQ IC 



i 



FU. II U. SKARBKA. 261 

tego amfiteatru trochę pospólstwa; później zebrało się 
nieco więcój ludzi, gdy polieya zaczęła rozdawać druko- 
wane pieśni, jakie śpiewać miano. Gwardya miejska, zło- 
żona z rzemieślników, którzy niechętnie porzucili warsztaty 
swe, aby przemienić się w żołnierzy, przybranych w długie 
granatowe surduty z białemi przepaskami na lewem ra- 
mieniu i w płaskie szakoly na głowach , uszykowała się 
w czworobok około amfiteatru. Poczem nastąpił uroczysty 
pochód wszystkich cechów z rozwiniętemi chorągwiami, 
których uczestnicy, po większój części w czarnych frakach, 
zajęli miejsce wewnątrz czworoboku wspomnionego. Za 
niemi ujrzano w krotce huczną muzykę, grającą marsza 
tryumfalnego, postępującą na przodzie licznego towarzystwa 
śpiewakach, wszystko z różnorodnego rodzaju godłami i na- 
pisami, a w liczbie tej takie, które wcale do polityki nie- 
należały, jako to: fjtenor, hass^^ i t. p., przy właściwych 
śpiewaków, pomiędzy któremi odznaczali się studenci 
dziwnie przybrani, niosący kije z wieńcami i chorągiew- 
kami. To, a raczej te towarzystwa, bo ich było kilka, 
wszedłszy na amfiteatr, odśpiewały pięć pieśni na cześć 
konstytucyi na notę więcej żałobną, niż wesołą, które naj- 
obojętnićj przez publiczność wysłuchane zostały i naj- 
mniejszego okrzyku niewzbudziły. Widocznie słuchano 
ich, bo na to się zgromadzono, ale przebrzmiały one jak 
na puszczy; poczem ktoś wstąpił na wyniesienie w am- 
fiteatrze, zdjął kapelusz i ukłoniwszy się, miał mowę, 
którą tylko bliżej stojący słyszeć mogli, a po ukończeniu 
którćj znowu kapelusz był w robocie, bo właściciel onego 
podniósł go w górę trzy razy i za każdym wykrzyknął 
wiwat ho ! ale nikt mu w tym okrzyku niezawtórował, 
tylko bębny go zagłuszyły, a był to znak do rozejścia 
się; jakoż wszyscy tym samym porządkiem, jak przyszli, 
tak i odeszli w największój ciszy i bez żadnych ozn^k 
wesołości lub zadowolenia, słowem, w kilkanaście minut 
potćm cały rynek był pustym i jakiś nieświadomy rzeczy 



Digitized by VjOOQ IC 



262 PAMIĘTNIKI 

cadzoziemiec, obok mnie stojący, zapytał sąsiada: ^czyj 
to obchód pogrzebowy?" 

Kiedy sobie przypomnę, jakie to były serdeczne ob- 
chody w stolicy naszej, jużto przy wjeździe króla saskiego , 
jako panującego nad księstwem warszawskiem , jużto 
przy ogłoszeniu kodexu Napoleona, jużto przy otwarciu 
pierwszego sejmu, i gdy te uroczystości porównywam 
z wyżej opisanym aktem odbytym w Dreźnie, pojmuję do- 
piero, że wszelkie urzędowe wezwania ludu do dawania 
oznak wesela publicznego nie mogą wzbudzić żadnego 
zapału, skoro uczucia tego ludu wezwaniu podobnemu nie 
odpowiadają. 

W dalszój podróży mojój do Frankfurtu n. M. wstą- 
piłem do Wejmaru, w którym żyła jeszcze podówczas 
wielka księżna Marya, siostra cesarza Mikołaja, a mał- 
żonka panującego wielkiego księcia wajmarskiego. Byłem 
jej osobiście znanym, ponieważ za bytności »wej w War- 
szawie zwiedzała zakłady dobroczynne, pod zawiadywaniem 
mojem zostające, i zaprosiła mnie wtedy, abym przy zda* 
rzonój sposobności niezaniedbał zwiedzić wzajemnie po- 
dobne zakłady, jój staraniem w Wajmarze utworzone. Mia- 
łem tedy zamiar spełnić to uprzejme wezwanie WKsiężnej, 
niespodziewając się wszakże, aby o niem i nazwisku mo- 
jem pamiętać miała ; zdziwienie moje przeto było wielkie, 
gdy zaledwo w parę godzin po przybyciu do Wajmaru przy- 
biegł do mnie szambelan dworu z oznajmieniem, że WEsię- 
żna, przeczytawszy nazwisko moje w liście przybyłych po- 
dróżnych, jakie sobie natychmiast przedstawiać poleca, 
zaprasza mnie, abym dziś jeszcze stawił się na obiad 
wletniem mieszkaniu księstwa. Belweder zwanem. Gdym 
się zabierał do zadosyć uczynienia życzeniu powyższemu, 
znowu nadspodziewanie o oznaczonej godzinie zjawił się 
się u mnie ó wczasowy rezydent rossyjski, który zabraw- 
szy mnie do ekwipażu swego, zawiózł do rezydencyi 
księstwa, gdzie pomimo ścisłój etykiety, na tym dworze 
przestrzeganej, jak najuprzejmiej, jako dawny znajomy, 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HU. SKARBKA. 263 

zostałem przyjętym. Wielka księżna była prawdziwą 
opatrznością stolicy swojej ; pozakładała w całem państwie 
instytucye dobroczynne i wychowawcze, jakich tylko 
uboższa ludność potrzebować mogła i wielce była rada 
temu, że ^znalazła we mnie kogoś, który jej miłosierne usi- 
łowania należycie ocenić potrafi. Zażądała przeto, abym 
się dłużej w Wąjmarze zatrzymał i dodała mi jednego 
ze szambelanów swoich, który otrzymał zlecenie, aby mnie 
po wszystkich zakładach miejscowych obwiózł; nadto za- 
prosiła mnie powtórnie na obiad dworski dnia następnego, 
celem zdania jej sprawy z wizyt odbytych ; czemu, rozumie 
się, również zadosyó uczyniłem, a co przedstawiało nie- 
jakie trudności, bo księżna miała słuch przytępiony} a nie 
lubiła, aby zbyt głośno do niój mówić. Szczęśliwie jednak 
to spełniłem i uniosłem nader miłe wspomnienie nadzwy- 
czaj przychylnego i gościnnego przyjęcia, jakiego na dwo- 
rze Wejmarskim doznałem. 

Wejmar, Atenami niemieckiemi zwany, niema nic staro- 
żytnego w budowlach swoich ; duch greckiej piękności nie 
panuje w tćm ustroniu, bo go trudno pogodzić z niekształt- 
nem miastem, oraz z zamkami książącemi, w zepsutym fran- 
cuzkim Ludwików stylu powznoszonemi. Ścisła etykieta 
i sztywna dworszczyzna, dziwnie jakoś na tym małym 
dworze odbijają w obec niemieckich domowości i oszczęd- 
ności, niemnićj przemagających zasad równości osobistej 
i praw obywatelskich. Na parekroćstotysięcy ludności 
dwór panującego jest za wielki i za zbyt gwiazdzistemi 
dworzanami i eleganckiemi damami honorowemi przepeł- 
niony. Dopóki wielka księżna, ród swój z potężnego wy- 
wodząca mocarstwa i odznaczająca się tak słynną wspa- 
niałomyślnością i tak dobroczynną dla ludu dążnością, na 
czele tego dworu stoi, dopóty on utrzymywać się może, 
lecz gdy później ten urok minie, kto wie, czy mu nie 
przyjdzie zestąpić z tego wysokiego szczebla, na jaki go 
WKsię^na wzniosła? Pewno tak będzie, bo najsławniejsi 
Niemiec poeci, których pobyt w Wąjmarze największą dla 



Digitized by VjOOQIC 



264 PAMIĘTNIE! 

tźj małej stolicy stanowi chlubę, od dawna już w grobie. 
Schiller, Gothe i Wieland dostąpili wprawdzie zaszczytu 
pomieszczenia ich szczątków obok książęcych popiołów, 
ale obecnie rzadko kto już ich groby odwiedza i żaden 
pomnik nieprzypomina ludowi ich pamięci. Domy, w któ- 
rych ci przewodcy niemieckiego rymotworstwa zamieszki- 
wali, i sprzęty, których używali, nie są należycie przechowy- 
wanemi, lecz przez pospolitych mieszkańców zajmowanemi, 
i dopiero dowiadywać się trzeba, gdzie owych świętości 
szukać wypada. Wielka księżua Marya poświęciła każdemu 
z nich w pałacu swoim oddzielny pokój, bardzo gustownemi 
freskami ozdobiony, ale lud tego niewidzi i pamięci 
wieszczów swoich uszanować niemoże. 

Frankfurt n. M. zastałem przepełniony napływem 
uczestników dwóch kongressów i nadzwyczaj ożywiony, 
a to tóm bardziój, że to była pora dorocznego walnego 
jarmarku. Mówiono wiele o przygotowaniach, jakie po* 
czyniono na przyjęcie gości ze strony miasta, które wszakże 
nie mogło zbytnie obarczać etatu wydatków swoich. Roz* 
dano wszystkim przybyłym gościom planiki grodu, ze 
wszelkiemi wiadomościami miejscowemi ; wyznaczono każ- 
demu hotel, w którym miał zamieszkiwać i utrzymywać 
się, rozumie się, własnym kosztem. W dniu rozpoczęcia obu 
kongressów uczczono członków takowych koncertem chó- 
ralnym przez towarzystwo śpiewaków, Cecilimverein zwane, 
bezpłatnie danym, w wielkiej sali, rzęsisto oświeconój i wień- 
cami otoczonej, wktórój tak było gorąco, iż kogo z tłumnie 
zebranej publiczności śpiewy nieznudziły, to ten musiał 
ustępować z sali za licznie z tego powodu uciekaj ącemi. 
Bo cóż to był za koncert, oto: w końcu sali stał jeden 
fortepian, mający zastąpić całą orkiestrę, a przy nim dy- 
rygujący, biorący tylko same akorda i dający w ten spo- 
sób takt śpiewakom obu płci, w liczbie około 100 osób 
zebranym, z których w pierwszym rzędzie siedziały kobiety, 
A w następnych mężczyźni, i w tym składzie przez kilka 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 265 

gadzin wykonywali bardzo uczone i harmonijne, lecz po- 
wątpiewam, aby kogokolwiek zachwycić mogące, śpiewy. 

W tym dniu odbyła się pierwsza przygotowawcza 
sessya Germanistów, celem jedynie sprawdzenia obecności 
przybyłych uczestników i wyboru prezesa, oraz sekretarza ; 
druga zaś główna nazajutrz. Posiedzenia te miały miejsce 
w wielkiój sali cesarzów rzymskich , w domu der Rdmer 
zwanym, przeznaczony przed wieki na korouacye cesarzy 
niemieckich, których portrety w wielkości naturalnej w chro- 
nologicznym porządku po ścianach były porozwieszane. 
Słysząc mówiących dziś w tym przybytku Germanistów, 
obstających przy niemczyznie (das Deutschthum) za na- 
rodowością i jednością szczepową, możnaby mniemać , ie 
te wizerunki dawnych cesarzy wzbudzają w nich zapał do 
centralizacyi i do panowania jednego samowładnego mo- 
narchy nad całemi Niemcami, gdy tymczasem zgromadzenie 
obradujące całkiem inną było przejęte dążnością, którój 
obecny objaw był zapowiedzią wypadków, jakie we dwa 
lata później wywiązać się miały. W tym duchu przema- 
wiali wszyscy, a między niemi i Grymm z Berlina, prezes 
kongressu, iMittermayer, professor z Heidelbergu, razem 
prezes izby niższój stanów Badeńskich, który to ostatni 
nader wymownie, ale uszczypliwie, przedstawiał różnorodności 
ustaw cywilnych krajów niemieckich, powstając przeciw 
jurystom, zabobonną wiarę wprawie rzymskiem pokłada- 
jących, czem po kilka razy pobudził śmiechy w zgroma- 
dzeniu, a w końcu liczne zyskał oklaski. Po tym ówczes- 
nym ulubieńcu liberalistów niemieckich, uganiającym się 
za popularnością, zabierało kilku innych głos, nieśmiało 
stawając w obronie potępionego prawa rzymskiego, ale na- 
gle wszystko ucichło i całe zgromadzenie rozeszło się z ude- 
rzeniem godziny pierwszej, jako zwykłej pory obiadowój 
w Frankfurcie n. N., dążąc na wspólny posiłek do hotelu 
Zum Weidenbuach. Tam w wielkiój sali przy kilku stołach, 
zwiędłemi kwiatami ilichemi potrawami zastawionych, za-' 
siadło około 150 Germanistów, odznaczających się praw- 



Digitized by 



Google 



266 PAMIĘTNIKI 

dziwie do pozazdroszczenia spokojem i apetytem do cięż- 
kich do strawienia dań. Patrząc na tych biesiadujących, 
pomyślałem sobie, coby to było, gdyby 150 Polaków 
w swobodnej chwili i przy zupełndj wolności wynurzenia 
uczuć swoich, bez wszelkiego nadzoru policyjnego, po- 
dobnie zgromadzonych znalazło się, i z rodzajem polito- 
wania poglądałem na owe skromne pólbutelki kwaśnego Mo- 
zelskiego wina, przed każdym z goszczących stojące, które 
pomimo licznych toastów w końcu obiadu jeszcze wypróż- 
nione niezostały. Nie wino przeto, lecz ogólne natchnienie 
sprawy niemczyzny wywoływało okrzyki, wiwaty i chwi- 
lowe uniesienia nad czem? i dla czego? to było tajemnicą, 
dopiero za lat dwa na jaw wyjść mającą, Welker, przy- 
wodzca opozycyi w Badeńskiem, wniósł zdrowie nieobec^ 
nych koryfeuszów opinii liberalnej w Niemczech ; ktoś inny 
obecnego poety niemieckiego Ułilanda, a ten na podzię- 
kowanie wypił zdrowie dam. Dalej jeden z radykalistów 
wniósł toast na cześć cierpliwości niemieckiej, która od 
tak dawna zniesienia cenzury oczekuje, wreszcie inny za 
zdrowie Anglika, siedzącego u stołu, z tytułu, że się wy- 
uczył po niemiecku. W końcu rozdawano zaproszenia na 
obiad, na 300 osób przez miasto Frankfurt n. N. dla ucz* 
czenia przybyłych gości dawany, w skutku czego poświę- 
cono ostatni toast temuż grodowi, wykrzykując: „Es lebe 
„das gastfreundliche Frankfurt a. M. I die siidlichste unter 
„denFreyen, die freyste unter densiidlichenStadtenl** Co 
za antyteza! co za dowcip 1 ale ten wypowiadał wszakże, 
o co zgromadzonym idzie. 

W tój samej sali nastąpiła tegoż samego dnia druga 
uroczystość na cześć tychże Germanistów o godzinie ósmej 
wieczorem, wyprawiana przez towarzystwo śpiewaków, die 
Łiedertafel zwane, z samych mężczyzn złożone i mające 
już wyraźną dążność polityczną. Gdy zaproszeni wraz 
z żonami i rodzinami swemi przybyli i przy małych sto- 
likach do kolaoyi za własne pieniądze zasiedli, uszykowali 
się śpiewacy na estradzie i jeden z nich wystąpił z mową> 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 267 

W którćj oświadczył, że Liedertafel niemogło pozostać obo- 
jętnem wśród tak narodowego zgromadzenia i ie z unie- 
sieniem niesie hołd śpiewów swoich tylu mężom uczonym, 
jednym duchem niemieckim ożywionym, jakim też prze- 
jęci s% i członkowie tegoż towarzystwa, poczem wziął do 
ręki starożytny srebrny puchar i spełnił nim zdrowie go- 
ści obojej płci. Na co prezes kongressu Grimm odpo- 
wiedział stosowną przemową i z tegoż samego pucharu 
wypił zdrowie miasta, a to wśród ciągłych okrzyków 
i brzęku kielichów całój publiczności, które dopiero ustały, 
gdy śpiewacy zaintonowali pieśń Arndta: „des Deutschen 
Yaterland", a ta najwyższy obudziwszy zapał, do nowych 
okrzyków nastręczyła sposobność. 

Obok tego tak zapalonego i hałaśliwego zgromadzenia 
Germanistów odbywał cicho i spokojnie posiedzenia swoje 
ów drugi wspomniony kongres Penitencyarny , złożony 
z 74 uczonych i urzędników, nietylko z Niemiec, ale i in- 
nych narodów, a mianowicie: Anglii, Belgii, Danii, Francyi, 
Holandyi, Szwajcaryi i Szwecyi, oraz Polski , a nawet z Ame- 
ryki przybyłych , którzy wszyscy pomimo tylu różnorodnych 
narodowości zdawali się bydź od dawna znajomemi sobie 
z powodu jednomyślności w usiłowaniach swoich o dobro 
ludzkości łożonych. Prezesem kongressu tego obrano wy- 
żój już wzmiankowanego Mittermayera z Heidelbergu i po- 
stanowiono, że rozprawy mogą mieć miejsce w trzech 
językach, to jest: niemieckim, francuzkim i angielskim. 
Pierwsze posiedzenie poświęcone zostało zdaniom sprawy 
o stanie więzień w różnych krajach, przedstawianym ko- 
leją przez członków zgromadzenia respektiwe ich miej- 
scowości, co dało sposobność kongressowi ocenienia na jakim 
stopniu stoją organizacya i zarząd tychże zakładów we 
wszystkich państwach, na kongressie reprezentowanych; 
poczem mówcy na wezwanie prezesa składali raporta przez 
siebie czytane, celem ogłoszenia onych w sprawozdaniu 
z czynności kongressu. 



Digitized by VjOOQ IC 



268 PAMIĘTNIKI 

Powyższe pojedyncze sprawozdania były bardzo zaj- 
mujące, 18 członków zgromadzenia zabierało w tćj mierze 
głosy , ' ubolewając wszyscy nad dawnem zaniedbaniem 
więzień i upatrując w systemacie pokutnym najskutecz- 
niejszy sposób przeprowadzenia tyle pożądanój reformy 
w tej ważnój części zarządu wewnętrznego. Ja odczyta- 
łem wiadomość o nowo zaprowadzonych więzieniach w kró- 
lestwie Polskiem i miałem przyjemność doznania dobrego 
przyjęcia operatu mego i podzielenia przez następnych 
mówców zdania mego, ii należałoby zacząć od założenia 
odosobnionego zamknięcia w domach badań, aby nieprze- 
konanych o przestępstwo nie narażać na schańbienie przez 
pomieszczanie ich razem z osądzonymi winowajcami. Mię- 
dzy innemi inspektor główny więzień w Wielkiej Brytanii, 
Bussel, któremu, jakto już poprzednio namieniałem, prze- 
słałem był plany budujących się więzień, oświadczył, iż 
mnie jest poniekąd winien to, że zdołał skłonić rząd swój 
do wzniesienia wzorowego celowego więzienia w Pentowill. 

Po podobnem zdaniu sprawy z obecnego stanu wię- 
zień w różnych krajach przystąpiono do dyskutowania 
kwestyi, w programie kongressu zamieszczonych, i wydano 
w końcu zebrania ogólne uchwały, które, jako pochodzące 
od obradującego ciała, żadnój władzy niemającego, nie- 
mogły bezpośrednio wpłynąć na reformę tych zakła- 
dów, Zaznaczeć tu wszakże muszę, że wspomnione 
uchwały zmierzały głównie do tego, aby zaprowadzić 
w miejsce bezwzględnego, samowolnego zamknięcia, jakie 
Ameryka północna u siebie zaprowadziła, takie odosob- 
nienie więżni, aby oni niemieli styczności między sobą 
i aby gorsi na demoralizaeyę mniój zepsutych niewpły- 
wali, tudzież aby przy tem zostawić tymże więźniom wol- 
ność widywania się z krewnemi, znajomemi i w ogóle oso- 
bami, pragnącemi się niemi opiekować, słowem, zewszyst- 
kiemi temi, którzy ich pocieszać i poprawiać mogą. 

Na jednem z końcowych posiedzeń przedstawiłem 
wniosek, aby kongress ogłosił konkursową kwestyą na za- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 269 

danie : jakieby należno zaprowadzić zmiany w prawodaw- 
stwie kamem, aby uczynić moiliwem zaprowadzenie sy- 
stematu penitencyarnego i zapewnić wszelkie korzyści, ja- 
kie z odsobnionego zamykania więżni otrzymać moina. 
Na ten wniosek odpowiedziano mi, iż kongres nieposiada 
żadnego funduszu, z któregoby mógł wyznaczeć nadgrodę 
. za najlepszą rozprawę, o jakićj wzmiankowałem, i ie z tego 
powodu pomimo uznania ważności przedmiotu konkursu 
ogłaszać nie może. Widząc, że na tej drodze nie¥7ywołam 
publicznej dyskassyi nad tak doniosłą reformą prawodaw- 
stwa karnego na zasadach potrzeb obecnćj oświaty, za- 
brałem się sam do tej pracy i napisałem rozprawę w du- 
chu wniesionej przezemnie na kongres Frankfurtski pro- 
pozycyi, przypisując ją następnemu kongressowi, w r. 1847 
odbydż się mającemu, na który pomimo otrzymanego za- 
proszenia rząd królestwa jechać mi niepozwolił, 

Sozprawę tę pod tytułem: „Idees genercdea sur la U- 
gialation płnale dans ses rapports avec lea systhne peniłer^ 
tairef* wydałem w roku 1 848 własnym nakładem w Bru- 
xelli, dedykując ją kongressowi w tem mieście odbytemu. 
Zdawało mi się, że w tćm dziełku ważne bardzo poru- 
szyłem kwestye i że ta praca moja zasługiwała przynaj- 
mniej na rozbiór i osądzenie jćj przez ludzi kompetent- 
nych; niemniej tuszyłem sobie, że mi to policzonem zo- 
stanie za niejaką zasługę, iż tćj części prawodawstwa 
leżącej odłogiem dotknąłem się. Inaczćj się wszakże stało, 
kongres Bruxel8ki wcale nie zajął się pismem mojem; 
wzburzenia polityczne, w całćj Europie w roku 1848 na- 
stało, odwiodły umysły od wszelkich badań naukowych; 
nakoniec Napoleon UL potępił bezwzględnie cały systemat 
odosobnienia i nikt w obronie jego wystąpić nieśmiał. To 
wszystko zatem wpłynęło na to, że cała praca moja 
znikła niedostrzeżona , ile że nie weszła ona wcale wpo- 
cz.et dzieł księgarskich, jako jedynie dla członków kon- 
gressu przeznaczona i rozdawnictwa tego nawet nie do- 
pełniono. 



Digitized by VjOOQ IC 



270 PAMIĘTNIKI 

Z powyższej podróży i bytności moj^j na kongressie 
w Frankfurcie n. M. złożyłem w swoim czasie odpowiedni 
raport rządowi królestwa w języku franenzkim, z powoda 
iż miał bydź przedstawionym cesarzowi| co też nastąpiło, 
a lubo prywatnie doniesiono mi, iż takowy cesarz po- 
chwalił, to przecież żadnój odpowiedzi, ani żadnego ob- 
jawu uznania za to nieotrzymałem. 

XIX. 
Wejście moj6 do rady administracyjnój. 

W czasie zajmowania się przewodniczeniem dyrekcyi 
ut)ezpieczeń i radzie głównej i opiekuńczój zakładów do- 
broczynnych , kiedym najmniej tego się spodziewał, abym 
miał wejść w obszerniejszy zawód urzędowego powołania, 
otrzymałem w dniu 20 września 1854 r. wezwanie na- 
miestnika, abym się bezwłocznie do niego stawił. Nie- 
obawiałem się żadnych zarzutów z jego strony, bo od nie- 
jakiego czasu okazywał się bydż o wiele dla mnie względ- 
niejszym, ale też przypuszczać niemogłem żadnego wynie- 
sienia w znaczeniu i godności, bo niesądziłem, aby uspo- 
sobienie księcia miało się zmienić do tego stopnia, iżby 
miał przypuścić do udziału w rządzie krajowym tego, któ- 
rego przez lat przeszło 20 za przeciwnika tegoż rządu 
poczytywał. 

Gdym przybył do niego, oświadczył mi bez ogródek, 
że dotychczasowy dyrektor główny kommissyi sprawiedli- 
wości musi bydż zmienionym, nie tak dalece dla tego, 
że się w tym wydziale dzieją nadużycia, lecz dla tego, że 
w nim wszyscy śpią; że lubo wie o tóm, iż niejestem 
z powołania prawnikiem, to wszelakoż uznając wemnie 
urzędnika sumiennego, zdolnego i posiadającego potrzebną 
energią na zwierzchnika, postanowił przedstawić mnie 
cesarzowi na rzeczonego dyrektora, a to tćm bardzićj, że 
przez to będzie mógł korzystać z doświadczenia mego 
w naradach rady administracyjnej , której miałem ex officio 



Digitized by VjOOQ IC 



FB. HR. SKARBKA. 271 

bydi członkiem. O ile mi wiadomo, do powodów, jakie 
skłoniły księcia Paszkiewicza do powołania mnie na po- 
wyższe stanowisko, zaliczano podówczas to, iź niechciał 
on mieć w radzie wzmiankowanej protegowanego przez 
jenerała Biidigiera, który podczas pełnienia zastępczo obo- 
wiązków namiestnika innego kandydata na posadę dy- 
rektora sprawiedliwości przedstawił i ie skutkiem tego 
toczyły się różne korrespondencye z Petersburgiem, obsa- 
dzenie onój zwlekające; Onufry Wyczechowski bowiem 
dostał dymissyę w końcu września, a ja nominacyę do- 
piero w listopadzie 1854 r. 

Przy opuszczaniu urzędowania w dwóch władzach, 
którym, jak to na wstępie wspomniałem, przewodniczyłem, 
doznałem nader miłój pociechy otrzymania od kolegów 
i podwładnych moich prawdziwych dowodów ich szacunku 
i przychylności; naprzód bowiem cały skład dyrekcyi 
ubezpieczeń przy poiegnaniu ofiarował mi wielki i ko- 
sztowny puchar, a raczój wazon srebrny. 

Następnie rada główna zakładów dobroczynnych wypra- 
wiła dlamnie resursie kupieckiój wielki pożegnalny obiad, 
przy którym miano mowy i wznoszono toasty, przychyl- 
nością i życzliwością tchnące. Podobne objawy w owym 
czasie niezwykłe i poniekąd zakazane, wyjątkowo tylko 
przez namiestnika dozwolone, były nader dla serca mego 
drogiemi, a w oczach publiczności podnosiło to ich wartość. 
Nowe urzędowanie moje, lubo daleko wyższe, pod 
względem znaczenia i władzy, było daleko trudniejsze 
i drażliwsze od tych, jakie dotąd piastowałem. W dy- 
rekcyi ubezpieczeń i w radzie głównój zadaniem mojóm 
było: prowadzić i udoskonalać instytucye rządowe, dobro- 
czynne zamiary na celu mające i do skutku takowe do- 
prowadzające; zarząd szpitali bowiem zapewniał ludziom 
cierpiącym i ubogim pomoc w chorobach i niedostatku; 
ubezpieczenia zaś majątków od strat losowych , chroniło 
mieszkańców od upadku. W obu tych dykasteryach miałem 
głównie do czynienia z obywatelami kraju, w przedmiotach 



Digitized by VjOOQ IC 



272 PAMIĘTNIKI 

dotyczących osobistych i majątkowych ich stosunków ; W obtt 
miałem za współpracowników tychże obywateli we wszyst- 
kich okolicach tegoż krają ; bo szpitale zawiadywano były 
przez rady opiekuńcze, z grona ich wysadzone, a sprawdzania 
ubezpieczeń i szkód poniesionych, dopełniane były przez 
radców dyrekcyi po powiatach, wyłącznie z ich liczby wy- 
bieranych. 

Jakże odmienne, powtarzam, o wiele trudniejsze, 
a mianowicie też drażliwsze było położenie moje w radzie 
administracyjno) ! Trzeba było nauczyć się przedewszyst- 
kiem obłudy, do której najmniój czułem się usposobionym, 
aby umieć potakiwać tam, gdzieby przeczyć należało; 
okazywać uśmiech zadowolenia, gdy gorycz duszę zatru- 
wała; znosić przewagę i przyznawać zalety niczem nie- 
usprawiedliwione, by módz cokolwiekbądź użytecznego 
przeprowadzić ; słowem, wypadało starannie ukrywać swój 
sposób myślenia, aby nietracić żadnej sposobności służenia 
czemkolwiek krajowi. A przytem wszystkiem, trzeba było 
narażać się na zarzuty i przekąsy opinii publicznój i ucho- 
dzić za odszczepieńca sprawy narodowćj, ponieważ pow- 
szechna niechęć ku rządowi budziła podejrzenie o złe dą- 
żności tych, którzy w nim czynny udział brali. 

Podchlebić sobie to mogę^ że wielkiem szczęściem 
było dla mnie, iż zdołałem postępować przezornie, po- 
średnią drogą pomiędzy dwoma nieprzyjacielskiemi obo- 
zami, to jest, zjednać sobie niejakie zaufanie namiestnika 
i nienarazić się zbytnie na pociski tak wielowładnej, 
a częstokroć mało względnój opinii publicznój. 

Książę Paszkiewicz, był należycie obeznanym z uspo- 
sobieniem mieszkańców i z potrzebami kraju oraz głów- 
nemi jego interessami. Niemożna mu było odmawiać by- 
strości pojęcia i łatwości w obejmowaniu przedmiotów 
wnoszonych, tudzież zdolności powzięcia szybko stano w- 
czój decyzyi w każdym z nich. Pomimo nawyknienia do 
samowolności, odwoływał się on zwykle, do zdania człon- 
ków Rady, zwłaszcza wtedy, gdy nie szło o rzecz związek 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 273 

jaki z zusddą polityczną rząda mający i nieraz ostre czy^ 
nił przymówki temu, który albo nieumiał, albo nieśmiał 
wynurzeó zdania swego, lub też oświadczał, ii przedmiot 
decyzyi namiestnika pozostawia. Podobne wyrzuty bar^ 
dzo często robił on jenerałowi Wikińskiemu, dyrektorowi 
spraw wewnętrznych, który niemógł nawet przypuścić 
tego, aby miał wyrazić inne zdanie od tego, jakie obja- 
wiał feldmarszałek, od lat tyla despotyczny zwierzchnik 
jego. Przeciwnie zaś (nazywał książę poważanie dla dy^ 
rektora głównego skarbu. Morawskiego, zdolnego i pra- 
wego urzędnika, który zawsze z wielkim taktem postępo- 
wał, udzielając opinię swą w przedmiotach takich, jakie na- 
miestnik inaczej pojmował i inaczej zadecydować zamierzył 
sobie. On to, wyznać muszę, że siedząc obok mnie, niejedno- 
krotnie trąceniem lub pociągnieniem mnie za połę munduru 
powstrzymywał uniesienia moje, gdy dostrzegł, że zamierzam 
przestąpić zakres dozwolonćj opozycyi, on mnie nauczył 
tej taktyki w obradowania, której ścisłe trzymanie się zje« 
dnało mi późnlćj ufność i względy Paszkiewicza, a to do 
tego stopnia, że wyżćj wspomniony Wikiński, który przez 
lat kilka przewodził nademną, przed poufnemi swemi ubo^ 
lewał wielce, żem wziętość jego u księcia osłabił, skut- 
kiem czego tenże obecnie więcćj na mojem, niż na jego 
polega zdaniu. 

Źe to rzeczywiście miało miejsce, przekonałem się 
raz o tem, zostawszy nagle zawezwanym na nadzwyczajne 
posiedzenie, zwołane przez namiestnika, na którem nie 
wszyscy członkowie rady administracyjnej znajdowali się. 
Byłoto w chwili , w której podczas krymskićj wojny oba- 
wiano się wkroczenia wojsk Austryackich do królestwa. 
Otóż na tem posiedzeniu uchwalono, że gdyby wojsko 
rossyjskie miało opuścić Warszawę, wtedy wszystkie wła- 
dze i kassy rządowe mają być przeprowadzone do Mo-* 
dlina, to jest, twierdzy Nowogeorgiewskiej, gdzieby się też 
wojsko przeciw nieprzyjacielowi broniło i oblegać dało. 
Trwoga ta niedhigo trwała, była jednak większą, jak óW' 

raraictniki frj4. hr. Skar^k*. 16 



Digitized by VjOOQ IC 



274 PAMIĘTNIKI 

caesne wypadki wojenne wzbudzać ją mogły. Pierwszy 
raz przypaszezony do podobnćj politycznej narady, nieza- 
bier^em wcale na niój głosu i niemógłem sobie wytió- 
maczeć, dlą czego mnie doń powołano, ale w kałdym 
razie byłto dowód niezasłużonej pod tym względem ufno- 
ści księcia. 

Obok tego rodzaju względów w ur?ędowyeh stosun- 
kach dopuszczonym zostałem do bliźszćj styczności z Pasz- 
kiewiczem, należałem bowiem do liczby tych osób, które 
on co tydzień zapraszał do siebie na zwyczajne obiady, 
aby po tóm kilka godzin przepędzić z niemi na poufnyeli 
1 wesołych rozmowach, w których nigdy o sprawach pu- 
blicznych niewspomnano. Goszczący ci zbierali się wje- 
dnćj z mniejszyoh sal zamkowych i przy cygarach roz- 
prawiali z księciem z taką zażyłością, do jakiój w urzę- 
dowych spotkaniach przyzwyczajonymi nie bylL Na ta- 
kich przeto poufnych zebraniach ustępował w Paszkiewi- 
czu człowiek dumy i przemocy miejsce człowiekowi go- 
ścinnemu, uprzejmemu i wesołemu. Lubił on żartować 
i przysłuchiwać się opowiadaniom i dowcipom gości swo- 
ich, pomiędzy któremi pod tym względym odznaczał się 
Henryk Rzewuski, ów jenialny pisarz, który w epoce owej, 
w krytycznem znajdując się położeniu majątkowem i po- 
trzebując łaski księcia, przymusowo przyjął na siebie rolę 
trefnisia, silącego się bawić pana swego. 

Na jednem z podobnych tygodniowych zebrań mia- 
łem raz sposobność sam na sam rozmawiać z Paszkiewi« 
czem o przeszłości mojój i o powodach długiego niepo- 
rozumienia, jakie między nim a mną zachodziło^ i gdy mu 
wyznałem, że całe postępowanie moje upoważnione było 
przez cesarza Mikołaja, który w roku 1831 oświadczył 
mi w Petersburgu, iż dJa tego mianował mnie członkiem 
rządu tymczasowego królestwa, że byłem dobrym Pola- 
kiem, i gdy dodałem, że to wyrzeczenie monarchy wywo- 
łane zostało zbyt śmiałem może wyznaniem mojem przed 
nim, iż poświęciłem ci^ą zdolność moją usłudze kraju. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 275 

zamiast powiedzieć, żem j% poświęcił służbie Cesarza, na 
to Paszkiewicz odrzekł mi bez wahania: 9,Nie, to niebyło 
y^ani źle, ani za śmiało, mówiłeś Pan tak, jak uczciwy 
jjCzłoWiek mówić powinien.** 

Zdziwiłem si$ wielce, słysząc powyższą pocłiwałę ob- 
jawu uczucia narodowego z ust namiestnika, który miał 
zlecenie przytłumiania takowego i który przez ciąg lat 
tylu miał mnie w podejrzeniu i nielubił mnie właśnie dla 
tego, żem się z uczuciami podobnemi nietaił. Ten szcze* 
gólny przeto zwrot myśli u Paszkiewicza nietylko zosta- 
wał w związku ze względami, jakiemi od czasu wejścia 
mego do składu rady administracyjno) okazywał, ale nadto, 
00 ważniejsza, utwierdzał wiadomość przez poufnych jego 
wtedy głoszoną,^ iż marzył oń podówczas o zrobieniu cze- 
goś takiego dla kraju, coby mu przychylność Polaków 
zjednać mogło* Lecz było to już za późno, bo niechęć 
powszechna za zbyt była zakorzenioną, a kres życia jego 
za bliski, aby mógł myśleć o zatarciu śladów poprzedniego 
postępowania swego. 

W końcu roku 1855 zapadł książę na ciężką chorobę, 
o której wyleczeniu wszyscy lekarze zwątpili. Trzymał 
on się długo, zajmując się sprawami kraju i prezydigąo 
w radzie administracyjnej, pomimo, że czuł się mocno sła- 
bym ; widać zatem było, jak boleśnem mu było wypusz- 
czanie z rąk najwyższój władzy. W końcu choroba prze- 
mogła nad silną wolą jego i przeznaczenie losu skazało 
go na ciągłe dręczące męczarnie, rak bowiem żołądkowy 
toczył go zwolna i okrutnie, poczem przy nieustających 
cierpieniach nastąpiło długie konanie, jakoby doczesne 
odpokutowywanie za srogie obchodzenie się z bliżniemi. 
Mówiono, że w ostatnich chwilach przed utraceniem przy- 
tomności miał mieć Paszkiewicz okropne widzenie, to jest, 
że w strasznych marzeniach maligny zdawało mu się, że 
stoi przed śmiertelnem łożem jego matka Zawiszy, która 
przed dwudziestu kilku laty, u nóg jego włóczyła się, bła- 
gając ocalenia życia jedynemu synowi, i wówczas przez 

18* 



Digitized by VjOOQ IC 



276 PAMIĘTNIKI 

niego nogą odepchniętą została. Widmo to niechciało 
ustąpić z przed oczu umierającego i ciągle miał wyrzekać, 
ile ono udręczenia mu sprawia. 

Przed śmiercią namiestnika nastręczyła się ważna 
kwestya, kto ma go zastępować w zarządzie cywilnym 
kraju? Jenerał Bildiger powołany na dowodzcę gwardyi 
cesarskich w Petersburgu ; urząd gubernatora wojennego 
Warszawy niebył obsadzonym i stanowisko to zajmował 
czasowo komendant miasta niemogący zasiadać w radzie 
administracyjnej; podobnież jak i tymczasowy zastępca 
feldmarszałka, w części wojskowćj, to jest, p. o. naczel- 
nego dowodzcy czynnćj armii, jenerał Sumaroków, a to 
z powodu, iż organizacya rzeczonej rady przepisywała, iż 
zastępstwo prezydującego w niej sprawować tylko może 
gubernator wojenny Warszawy, lub najstarszy z rangi i no* 
minacyi jej członeL W tym stanie rzeczy przyszedł roz- 
kaz cesarski z Petersburga, polecający jenerałowi Kra- 
sińskiemu Wincentemu, rzeczywiście najdawniej, bo od 
roku 1832, zaliczonemu do składu rady, lubo nigdy w niej 
nie zasiadującemu i żadnego udziału w zarządzie kraju 
niemającemu, objęcia po księciu Paszkiewiczu tegoż za- 
rządu. 

Nominacya ta obudziła niczem nieusprawiedliwione 
nadzieje zupełnćj zmiany zasad rządu przez oddanie wła- 
dzy namiestniczej w ręce Polaka. Sam Krasiński łudził 
się tą otuchą i zabrał się całemi siłami i najlepszemi chę- 
ciami do sprawowania poruczonych mu tak niespodzia- 
nie obowiązków. Odstąpił zupełnie od partyi rossyjskićj, 
reprezentowanej przez pozostałą kamaryllę Paszkiewicza. 
Niezważał na groźby i podstępy figur ruskich, które mu 
szkodzić mogły, a najmniej na jedną z nich, niecierpianą 
przez Paszkiewicza, to jest, Muchanowa, kuratora okręgu 
naukowego warszawskiego, który, będąc osobistym przyja- 
cielem księcia Gorczakowa, wiedziid dobrze o tóm, że nie kto 
inny, ale on będzie przyszłym namiestnikiem ; uznał przeto 
i^jstosownićjszem, ukryć się w cieniu, ażeby niezadługo 



Digitized by VjOOQ IC 



■i^am 



FB. HR. SKARBKA. 277 

W całym blasku nowego znaczenia wystąpić jawnie tak 
przeciw Krasińskiemu, jako i tym, którzy pod nim powa- 
żyli się, myśleć i działać w duchu polskim. 

Do liczby tych ostatnich należałem i ja, jako główny 
winowajca w oczach Muchanowa, ponieważ, od dawna zo- 
stając w przyjacielskich stosunkach z Krasińskim, korzy- 
stałem z zaufania, jakie we mnie pokładał, aby go utrzy- 
mywać w narodowój dążności, którój objaw za krótkich 
rządów jego rzuciło na ostatnie chwile życia jego nieza- 
tarty odblask patryotycznych uczuć, jakiemi za młodych 
lat swoich był przejęty. 

Cały styczeń. 1856 roku zeszedł na tem łudzeniu się 
naszem zwodniczemi nadziejami i na odgrywaniu roli po- 
laków, rządzących sami sobą. Zaślepieni niedostrzegaliśmy 
nawet tego, jak ludzie wpływowi, mianowicie rossyjscy 
urzędnicy, z urąganiem poglądali na daremne usiłowania 
nasze i udawali uprzejmych i uległych, pewnemi będąc, 
że nas niezadługo znowu dumą i przemocą swoją poni- 
żać będą. 

Zdarzyło się w tym czasie, że na jedno z posiedzeń 
rady xtdminastracyjnój zebrali się sami tylko członkowie 
polscy, zwróciłem przeto na to uwagg i zbyt jawnie się 
tćm ucieszyłem. Dalej, na ogólnem zebraniu senatu pod 
prezydencyą Krasińskiego, gdy naczelny prokurator miał 
się zabrać do czytania po rusku jednego z przedmiotów 
narady, jak to zwykł był czynić, wniosłem, że, ponieważ 
pomiędzy obecnemi nie znajduje się ani jeden senator, 
któryby po polsku nieumiał, a że ten przedmiot poprze- 
dnio już przez właściwego referenta po polsku został wnie- 
sionym, zatem niezachodzi potrzeba tracenia czasu i czyta- 
nia go raz drugi po rusku. Obie te okoliczności nieuszły 
baczności stróżów naszych, którzy niezaniedbali onych za- 
pisać na karb grzechów moich politycznych, za któro 
w swoim czasie odpokutować miałem. 

W dniu 1 lutego 1856 r. umarł książę Paszkiewicz. 
Im większą była w wyższych sferach radość pozbycia się 



Digitized by VjOOQ IC 



278 PAMIĘTNIKI 

człowieka; który wyraźnie jai zawadzał d>yorowi i licz- 
nym przeciwnikom donośnością, zaciągniętych względem 
niego zobowiązań, i niemożnością usunięcia go z wysokiego 
stanowiska, jakie zajmował, tćm większą bydż musiała 
żałoba publiczna^ jaką w uroczystych obchodach i zasz- 
czytach pośmiertnych przed światem objawić należało. 
Skutkiem tego z chwilą zgonu namiestnika zamknięto tea* 
tra warszawskie na dni dziewięć i przez tyleż dni naka- 
zano całemu wojsku nosić żałobę. Zwłoki zmarłego wy« 
stawiono na widok publiczny w kaplicy zamkowej i usta- 
nowiono przy nich straż honorową, przez jenerałów i wyi- 
szych urzędników cywilnych wykonywaną. Wybrany od- 
dzielny komitet przepisał i drukiem ogłosił program po- 
grzebu, na który przybyła z Wiednia deputacya z wojska 
Austryackiego dla oddania czci zgasłemu, jako felmarszał- 
kowi tychże wojsk. Exportacya ciała odbyła się z jak 
największą okazałością; 27 orderów i tr^y buławy feld- 
marszałkowskie niesiono przed trumną, za którą postę- 
powali wszyscy dignitarze i urzędnicy wszech władz kra- 
jowych pieszo pomimo nader nieprzyjaznej pory i to dłuż- 
szą drogą, bo przez plac saski, wierzbową, plac teatralny, 
senatorską i miodową do cerkwi na długiej ulicy, w któ- 
rej odprawiono solenne nabożeństwo żałobne. Nazajutrz 
miał miejsce drugi ol)chód uroczysty wywiezienia zwłok 
do Iwangrodu, gdzie na wieczny spoczynek złożone zo« 
stały. 

Zastępcze sprawowanie obowiązków naczelnika służby 
cywilnój w królestwie przez jenerała Krasińskiego skoń- 
czyło się z godziną śmierci Paszkiewicza , w tym samym 
bowiem dniu książę GorczakoW zamianowanym został lia- 
miestnikiem. Wiadomość ta niebawem rozeszła się po 
Warszawie i najsmutniejsze wywarła wrażenie, od razu 
bowiem rozwiane zostały owe błogie nadzieje, o jakich 
wyżój namieniłem i tern samem znikła wszelka otucbai 
jaką się i naród i sam Krasiński daremnie przez czas 
niejaki łudził Otrzymai ten ostatni później pismo cesar^ 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 279 

skie, uanające położone zasługi jego w gptawo:waniu trud- 
nyoh obowiąssków „przy nadwątlonych już siłach" i wy- 
nurzające mu zadowolenie monarsze f^z^ zupełne odpowie- 
dzenie zaufaniu, w nim położonemu,'' ale objaw ten, małą 
był dlań pociechą w obeo doznanego zawodu w pozbawie- 
niu go wysokiego stanowiska, na którem pragnął oddać 
ziomkom niezaprzeczone usługi i zyskać sobie przychyl- 
niejszą opinią publiczną, która od dawna mu niesprzyjała. 

Co do mnie 9 przewidywałem^ jaka będzie dążność 
nowego namiestnika, i ani na chwilę nie łudziłem się my- 
ślą, abyśmy przestać mieli bydź rządzonemi jako lud pod- 
bity i znienawidzony, bo miałem na pamięci małą oko- 
liczność z przeszłości, na którćj opierałem mniemanie inoje, 
a ta była następującą: Przed kilku laty, kiedy Gorcza- 
kow był gubernatorem wojennym, zostawałem z nim w ciąg- 
łćj styczności z powodu żebraków warszawskich, których 
sprzątanie ź ulic i pomieszczanie w zakładach, pod zawia- 
dywaniem mojem zostających, do atrybucyi jego, jako gu- 
bernatora, należało. Otóż na jednem z posiedzeń komitetu, 
pod prezydencyą jego w tym przedmiocie ustanowionego, 
gdy dyrektor kancellaryi gubernatorskiej rozpoczął czy- 
tanie jakiegoś raportu w języku polskim, nagle przerwał 
mu książę to czytanie i zawołał z gniewem: „Qu*est ce 
que Yous lisez la? mais laissez donc cette sacrće languel" 
Ten tak nieprzyzwoity wybuch niechęci, w obec kilku nas 
Polaków objawiony, wzbudził We mnie od razu przeko- 
nanie, że Gorczakow był nieprzebłaganym nieprzyjacielem 
naszym i że tern samem rządy jego nierokują nam żad- 
nej nadziei p<^pszenia« 

Przybył on do Warszawy niebawem, to jest, łącznie 
z ogłoszeniem w pismach publicznych nominacyi swej i za- 
raz nazajutrz przyjmował w zamku wszystkie władze kra- 
jowe, do których przemówił w języku francuzkim, oświad- 
czając, ii się za nader szczęśliwego poczytuje, zostawszy 
Wol% l^Pana powołanym do rządzenia naczelnie krajem, 
w którym już od lat trzydziestu urzędował. Ale przy tern 



Digitized by VjOOQ IC 



280 PAMIĘTNIKI 

niewynarzył iadnego przychylnego ucsucia dla mieszkań- 
ców tego kraju y niewyrzekł ani jednego, choćby nieszcze- 
rego, [słowa, któreby jakie takie nadzieje w rządzonych 
obudzić mogło. Jedynie wspomniał chlubnie ,,0 Polakach^ 
pod dowództwem jego służących, która^ się w kampanii 
krymskićj odznaczyli, widocznie dla tego, aby okazać, że 
ci Polacy tylko przez zupełne poświęcenie się usługom 
Cesarza na względy zasłużeć sobie mogą i skończył mowę 
swą również widocznie obłudnem zapewnieniem, że wszel- 
kich dokładać będzie starań, aby ukoić żal powszechny po 
stracie znakomitego męża, którego niedawny zgon opła- 
kujemy i że ma to silne przekonanie, iż Cesarz zawsze 
będzie zadowolony z gorliwości i ścisłości, z jakiemi służba 
Monarchy w tym tu kraju spełnianą będzie. 

Byli tacy, którzy w powyższem przemówieniu nowego 
namiestnika jakąś dobrą wróżbę upatrywali , a to z po* 
wodów, raz, iż je wygłosił we francuzkim, a nie ruskim 
języku, jak to dawniój zwykł był czynić, powtóre, że 
wspominał o polakach, którzy się wostatniój wojnie od- 
znaczyli, kiedy dotąd w urzędowój mowie przyjętem było, 
że niemasz polaków, tylko są poddani z królestwa pol- 
skiego ; ci jednak, co bliżej znali księcia, pojmowali praw- 
dziwe słów jego znaczenie i nieprzypuszczali tego, aby on 
miał bydż w czemkolwiek przychylnym narodowości naszój. 

W końcu marca 1856 r. ogłoszono manifest cesarski 
o zamiarze zawarcia pokoju z mocarstwami sprzymierzę- 
nemi, w skutek czego nadszedł niespodziewany rozkaz 
z Petersburga rozpuszczenia pobranych już z królestwa 
i zgromadzonych w Warszawie rekrutów. Była to praw- 
dziwa łaska i wielkie dobrodziejstwo dla kraju, które 
ogólną wzbudziły wdzięczność i lubo tak wracający do 
domów spisowi, jako i wszyscy mieszkańcy kraju nieznali 
pobudek tego postanowienia monarchy, to przecież błogo* 
sławili go i nawzajem zapowiadali sobie nastanie lepszych 
czasów. 



Digitized by VjOOQIC 



FR. HR. SKARBKA. 281 

Gdy ogłoszono traktat pokojn, w dnia 30 marca t. r. 
w Paryża zawarty, napróino szakano w nim jakiejkolwiek- 
bądż wzmianki o Polsce i smacono się powszechnie tćm 
zupełnem zapomnieniem o nas. Mówiono wszakże, że na- 
legano ze strony Francyi na pełnomocnika Rossyi, hr. 
Orłowa, aby starał się skłonić monarcłię swego do uwzględ- 
nienia praw narodu polskiego; ale że ten prosił, aby nie- 
tykano tego przedmiotu, ponieważ cesarz ma najlepsze 
chęci dla polaków i że więcćj dla nich z własnego nat- 
chnienia uczyni, niż pod obcym w tej mierze naciskiem. 

Na dragą połowę maja t. r. zapowiedziano przybycie 
cesarza do Warszawy, przy ozem rozsiewano rozmaite 
wieści o ważnych zmianach, jakie na korzyść kraju zajść 
mają. Lada błachostka do podobnych nadziei podbudzała, 
i tak, zmarły WKsiąże Konstanty miał w Belwederskim 
pałacu obrazki, przedstawiające oficerów i żołnierzy wojska 
polsitiego; otóż utrzymywano, że przed obecnie spodzie- 
wanym zjazdem monarchy wszystkie te obrazki przysłano 
napowrót z Petersburga i kazano je porozwieszać na ścia- 
nach w mieszkaniu, jakie w rzeczonym pałacu dla niego 
przysposobiano ; ztąd wnioski o nieochybnym zamiarze 
przywrócenia armii polskićj, którem łatwowierni wiarę 
dawali. 

Marszałkowie gubemialni szlachty i liczni obywatele 
ziemscy z całego kraju stawili się w Warszawie przed 
dniem 22 maja, jako terminem, na wjazd doń cesarza 
oznaczonym. Jan hr. Jezierski, marszałek lubelski, pow- 
ziął myśl wyjechania do Mińska, jako miasteczka do ro- 
dziny jego należącego, celem powitania tamże monarchy 
i przemówienia doń z wynurzeniem uczać, życzeń i na- 
dziei narodu. Trzymając się drogi legalnćj, uważał Je- 
zierski potrzebę uprzedzenia o tym zamiarze swoim na- 
miestnika, co gdy dopełnił, otrzymał najsurowszy zakaz 
od księcia Gorczakowa, któremu widocznie szło o to, aby 
niedopuścić nikogo do cesarza, zanim on sam ci^ego 
stanu rzeczy według planów swoich mu nie przedstawi, 



Digitized by VjOOQ IC 



282 PAMICTNIKI 

prócz bowiem wzbronienia Jezterskiemu wystąpienia przed 
monarchą polecił pólurzędownie rozgłaszać^ ie nikomu nie 
będzie wolno do cesarza przemawiać. 

Między innemi przywołał Gorezaków i mnie do ga- 
binetu swego iy zamknąwszy drzwi, wszczął zemną nastę- 
pującą rozmowę: 

— Pan wiesz zapewne ^ ie hrabia Jezierski pisał 
do mnie list? 

— Słyszałem o tćm, ale niewiem, o co chodziło* 

— Chciał on mieć mowę do cesarza, czego mu wzbro- 
niłem, bo trzeba panu wiedzieć, ie prócz mnie jednego 
nikt inny nie może przemawiać do NPana. 

— Cóż mnie to obchodzi i dla czegoi WKMość mi 
to oświadczasz? 

— Bo mi powiedziano, ie pan chcesz także mieć 
mowę do cesarza? 

— Ja! jako członek rady administracyjni j niepowa- 
iyłbym się mówić z własnego natchnienia, ale, gdybym 
został zagadniętym przez NPana, powiedziałbym mu to^ 
coby mi sumienie nakazało. Zresztą z jakiego powodu 
miałbym mieć mowę do cesarza? 

— Tak zwyczajnie jako piękny mówca (comme beau 
parleur), ale uprzedzam pana, abyś nie ważył się za- 
bierać głosu do NPana, bo lubo, jak mnie pan znasz, 
jestem spokojnym i nie łatwo się unoszę, to przecież po- 
trafię okazać energię, gdy tego zajdzie potrzeba. 

— Nie pojmuję prawdziwie powodu, dla którego 
mnie WKMość to objawiasz, bo mi nawet przez myśl nie 
przes2^o to, o co mnie posądzasz. 

— Dobrze więc, ale zawsze niech to panu służy za 
przestrogę i proszę pana, abyś powiedział wszystkim 
swoim (aux ydtres), aby nikt z nick nie ważył się prze^ 
mawiać do cesarza. 

Ta dziwna rozmowa objaśniła mnie o ogólnyełi z»- 
miataeh i o ssezegóiowem usposobieniu dla mnie Oorczft* 
kowa; wiedział on bowiem , że po tylu latach cierpienia 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 283 

moina było lada czem zaspokoić polaków, którzy, uprze- 
dzeni o łagodnym charakterze cesarza, spodziewali się, łe 
po ojcowska z niemi postąpi i gotowiby byli, za jakie 
takie swobody zapomnieć dawne urazy i krzywdy. Oba*- 
wiał się przeto, aby monarcha nieokazał się za zbyt do- 
brym dla nich i nie uczynił im jakiego przyrzeczenia, któ- 
reby się z nieprzyjaznemi własnemi jego widokami nie 
zgadzało. Dlatego niechciał pozwolić nikomu mówić do 
cesarza, aby nieskierować myśli jego na inną drogę nad 
tę, po którćj on go kierować usiłował. Co do mnie wie- 
działem dobrze o tóm, ie mnie Gk)rczaków nie lubi i ie 
mnie ma w podejrzeniu o nieprzychylność dla rządu, ale 
nie domyślałem się tego, aby mnie miał poczytywać za 
jakiegoś naczelnika stronnictwa, skoro mi zaleciła abym 
^t<H>im* powiedział, że nikomu do cesarza odzywać 8ic nie 
jest wolno. 

Wdoiu oznaczonym, a wyżej już wspomnionym, o go- 
dzinie 11-ćj z wieczora odbył cesarz wjazd swój, rzecz 
można, tryumfalny przez rzęsisto oświecone ulioe War- 
szawy i wśród głośnych okrzyków ludu, po obu stronach 
krakowskiego] przedmieścia i nowego świata tłumnie na- 
gromadzonego, stanął w pałacu Belwederskiim , w którym 
nazajutrz przyjmował naczelne władze krajowe. 

Na przedstawieniu tóm po przyjęcia tychże władz 
i wyższego duchowieństwa przeszedł cesarz do sali, 
w którćj zebrani byli marszałkowie i deputaci sdachty, 
oraz obywatele tak ziemscy, jako i miasta Warszawy 
i tam wypowiedział pamiętną mowę, z którćj słowa: „że, 
„co ojciec jego uczynił, było dobrem, że panowanie jego 
„będzie tylko przedłużeniem panowania rodzica, że zaleca 
„poddanym swoim w królestwie wyrzec się wszelkich ma- 
„rzeń, wreszcie że potrafi bydż srogim, gdy tego zajdzie 
„potrzeba;^ nąjbołeśnićj wszystkich dotknęły i najsmut- 
mejsze w eałem mieście wywarły wrażenie; pomimo tego 
niepodobna było nkirczestniozeić przygotowanym na pj^y- 



Digitized by VjOOQ IC 



284 PAMIĘTNIKI 

jcete monarchy uroczystościom i balom, które z otuchą 
lepszćj przyszłości zraza nrządzaDO. 

Wprawdzie zwątpialość, jaka ogarnąć mnsiala zrażone 
umysły, chwilowo nasunęła myśl okazania monarsze na 
balu obywatelskim ogólnego rozżalenia, ale dobroduszność 
staropolska, a przytem mniemanie, że przykre wyrażenie, 
zawarte w przemówienia cesarskiem, nie z serca jego, lecz 
z natchnienia nieprzychylnego nam namiestnika pochodziły, 
niebawem przemogły i skutkiem tego tak przy wejścia 
do sal balowych w pałacu namiestników, jako i podczas 
całej tej świetnej uczty przyjmowano cesarza i siostrę 
jego, WKsiężną Olgę, z właściwą nam uprzejmością i gościn- 
nością, które poczytać można było za dowód pojednania 
się narodu z królem swoim. Objaw ten najbardziej zwo- 
dniczą przybrał postać w chwili, gdy monarcha wszedł 
podczas kolacyi do sali, w której sama prawie tylko 
szlaehta stoły zajmowała, i gdy biesiadujący, zagrzani wi- 
nem, z pewnem uniesieniem zdrowie jego spełnili. 

Powyższe dobre wrażenie nie było długo trwałem 
skutkiem usiłowań otaczających cesarza osób, które zdo- 
łały skłonić go do ponowienia na przyjęciu nazajutrz 
zgromadzonych w Belwederze obywateli podobnych prawie 
oświadczeń, jakie na pierwszem przedstawieniu wygłosił, 
bo, labo podziękował zebranym za piękny bal dla niego 
dany, który nie wyjdzie nigdy z jego pamięci, to przecież 
powtórzył, że powinni szczerze i niezmiennie przy ścisłem 
połączenia się z Bossyą obstawać i raz na zawsze wyrzec 
się marzeń o niepodległości, które nigdy ziścić się nie 
mogą, że dotrzyma to wszystko krajowi, co ojciec jego 
przyrzekł, ale niczego nie zmieni, że dał już amnestyę 
i każdorazowo skłonnym będzie do ułaskawienia, ale 
zarazem w razach potrzeby okaże, że umie bydż surowym. 
Po tych uroczystościach Warszawskich powrócili 
obywatele ziemscy do domów swoich z zawiedzionemi na- 
dziejami, za czem poszło, iż w krotce rozniosło się po 
całym kraju głuche szemranie na tak stanowcze wyrze- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA, 285 

czenie się dobrych chęci monarchy dla narodowości na- 
szej. Rozpowiadano sobio nawzajem wrażenia dni smnt- 
nyfeh wśród świetnych uczt ubiegłych, pochwalano tych, 
którzy od udziału w nich usunęli się, a ganiono tych, 
którzy lekkomyślnie i zbyt żywo zabawy te dzielili. Wy- 
myślano przytem różne dowcipy do okoliczności stosowne, 
pomiędzy któremi jeden dosyć trafnym przytoczę, a mia- 
nowicie : Gdy na wsi pytano jednego z obywateli, co ce- 
sarz mówił do szlachty, tenże miał odpowiedzieć: „nie 
wiele co zrozumiałem, bo nieumiem po francuzku, ale na 
własne uszy słyszałem, jak powiedział: „nie róbcie breweryi, 
bo ja mam Sybir.'' Słowa te odnosiły się do wyrażenia 
cesarskiego: „point de reveries, car je saurai sóvir." 

W tćm miejscu namienić muszę , że była jedna oko- 
liczność, która niewątpliwie na usposobienie i postępo- 
wanie cesarza wpłynęła, to jest, choroba i śmierć ministra 
sekretarza stanu Turkuła, który, przeziębiwszy się w po- 
dróży z Petersburga do Warszawy, w Suwałkach tak 
mocno zachorował, iż musiał się tam zatrzymać i lubo 
przywieziony do tego ostatniego miasta, w kilka dni po- 
tem życie w niem zakończył. Otóż mąż ten stanu, jak- 
kolwiek ulegał wpływowi dworu i dążności rossyjskićj, 
to wszelakoż miał zawsze na względzie chęć pojednania 
ziomków z rządem i byłby dołożył wszelkich starań, aby 
odwieść cesarza od przemawiania i postępowania w spo- 
sób tak drażniący i pojednanie ta niweczący. 

Stosownie do zapowiedzenia cesarskiego nie zaszły 
żadne zmiany w zasadach rządu i jedynie osoby w skła- 
dzie jego tćj zmianie uległy, mianowicie Gorczaków zmie- 
nił otoczenie czyli kamaryllę swoją, która mnićj była 
chciwa, a więcój wykształcona od Paszkiewiczowskiej, ale 
kto wie, czy nie bardziój nam nieprzyjazna. Jednym 
z niej pierw usuniętych był generał Wikiński, dyrektor 
główny kommissyi spraw wewnętrznych, bo miejsce to 
było potzebne dla radcy tajnego Muchanowa, głównego 
powiernika i osobistego przyjaciela księcia, który dotąd 



Digitized by VjOOQ IC 



286 PAMIĘTNIKI 

sprawował tylko obowiązki kuratora okręgu naukowego 
warszawskiego i do rady administracyJDÓj nienależał 
i który po wyjściu Wikinskiego te wszystkie stanowiska 
zajął. W ogólności ile byli widzianemi ci wszyscy, którzy 
posiadali względy i łaski Paszkiewicza, a jeieli nie było 
powodów do leh odd^enia, to cierpiano ich tylko z wy- 
raźną nieclłęcią. 

. Krasińskiego usunięto po prostu z widowni politycz- 
nój i raz tylko dozwolono mu jeszcze przedstawiać wy- 
soką godność dworską, przeznaczając go do trzymania 
miecza cesarskiego podczas koronacyi, o którój niżój. 
Otrzymał wprawdzie dziękczynne pismo monarsze i ko- 
sztowny podarunek, ale te były tylko osłodą niełaski, 
w którą popadł za sposób, w jaki spełniał ehwilowo obo- 
wiązki naczelnika słuiby cywilnój w królestwie. Odniósł 
on wszakie za życia jeszcze tę pociechę, ii doznawał 
szczerój przychylności od tych, którzy mu dawniój nietylko 
niesprzyjali, ale go ostro potępiali, a po śmierci mogła 
znowu rodzina jego cieszyć się tą pociechą, ie obrzęd 
pogrzebowy zmarłego przy nadzwyczajnym napływie 
i udziale ludności warszawskiej odprawionym został. 

Koronacya Cesarza, na dzień 7 września 1856 r. za- 
powiedziana i w Moskwie odbydź się miana, zajmowała 
długo Warszawę, juito spodziewanemi z tój ol^azyi ła- 
jkami monarszemi dla kraju naszego, juito uroczystemi 
obchodami, jakie w tym ^mym dniu i w mieście naszem 
wyprawionemi bydż miały. Nowo mianowany gubernator 
wojenny Warszawy, jenerał Paniutyn, zastępował namiest- 
nika, na koronaeyę do M<Mskwy powołanego. Był to jeden 
a najuczciwszych i najłagodniejszych zwierzchników na^ 
szych, który pomimo urzędownie zalecanćj nienawiści prze* 
ciwko Polakom niemógł się oprzeć jakiejś serdeeznój przy- 
chylności ku nim, lubo skrywanej, lecz pomimowolnie na 
jaw wychodzącój^ On to przyjmował i ugoszczał obywa- 
teli i publiczność war8zawdB% w czasie uroczystości koro- 
nacyjhyeh> w mieśeie naszem odby wanyehy on mieszał się 



Digitized by VjOOQIC 



FB. HR. SKARBKA. 287 

poufale z ludem na nczcie dlań wypramaaćj i skutkiem 
tego doznał najzasłuieuszego uznania otwartój upirzejmości^ 
jaką każdemu okazywał. Podczas bezpłatnego widowiska 
w wielkim teatrze znajdowałem się razem z nim w loży 
namiestnikowskiej, „spojrzyj panna górny amfiteatr", rzeki 
on do mnie, ,,tam siedzą goście moi, poczciwi ludzie, któ* 
„rych bardzo lubię, zaprosiłem ich z żonami i dziećmi, po- 
„sławszy im bilety wejścia.** Na to zagadnienie spojrza- 
łem na miejsce mi wskazane i z aadziwieniem, a razem 
prawdziwą radością, dostrzegłem cały amfiteatr zajęty aa-- 
memi slaremi inwalidami byłego wojska polskiego, z ro^ 
dżinami swemi> widowiskiem rozkoszająeemi się. 

W sam dzień koronacyi odbywały się uroczysteści 
w Warszawie, podług programu jednocześnie podobne, jak 
w Moskwie, do czego telegraf wszelkie wiadomości do* 
starczał. Kabożeństwa odprawione zostały tak w soborze, 
jako i we wszystkich świątyniaeh innych wyznańw Na 
płaeu ujazdowskłai przygotowano 200 stołów nafcrytyeli 
i zastawionych róinego rodzaju jadłem, pom^iędzy któremi 
piętrzyły się jelenie i daniele upieczone, rozebrane i zręcsi^ 
nie w całość złożone. Obok stały beczki z piwem i mio« 
dem, a na stołach karafki z wódką, po za niemi zaś wznie^ 
i^one były trzy wielkie trybuny bardzo ozdobie napełnione, 
gośćmi wyższego towarzystwa. 

Za danym znakiem przez gubernatora Faniutyna wpusz- 
czono w oki-ąg, urządzony na powyższą ueztę tłumnie zgro* 
madzony lud, który zamiast zjedzenia i wypicia w miejse« 
tego, co było dlań przeznaczonem, w oksk mgnieniu roz- 
chwytuj: i zabrał to wszystko, tak iż po upłyyrie kilku- 
nastu załedwia minut niepozostało żadnego śladu nietylko 
obfitej zastawy, ale nawet nakrycia i stołów, i widać było^ 
na oalym placu ujazdowskim ludzi uciekającycli) i unosz%* 
cych do domów zdobycz swoją, która dla wiehi zamiast 
potraw i trunków składała się z samych desek i nóg od 
rozebranych stołów, oraz beczek, które ehciwsi do dna 
wysączali. Nastąpiły potem zwykłe igrzyska które krótko 



Digitized by VjOOQIC 



288 PAMIĘTNIKI 

trwały i mało zajmowały nieliczną }ni publiczność pozo- 
stałą na placu, to jest tę, która nic z uczty zdobyć nie* 
zdołała. 

Na głównych ulicach miasta ganki i okna przystro- 
jone były kobiercami, a w wieczór miała miejsce wielka 
illnminacya, pośród którój widziano gdzieniegdzie prze* 
zrocza, do okoliczności zastosowane. Słowem, wszystko 
udało się jak najlepiej i żadna nieprzjchylna manifestacya 
nieprzerwała spokojności, co dowodziło, ie ogół, a zwła* 
szcza ludzie nieświadomi istotnego położenia rzeczy, zaj- 
mując się chwilą obecną, zapomniał o przeszłości i nie- 
myślał wcale o przyszłości dla tego, że podówczas nie- 
było jeszcze zupełnego rozczarowania. 

W skutku manifestu cesarskiego, poprzednio ogłoszo* 
nego, ułaskawioną została dosyć znaczna liczba wychodź- 
ców politycznych z lat 1827 i 1831, którzy pojedynczo po- 
wracali do kraju. Dziwiono się powszechnie, że pomiędzy 
niemi znajdował się także jeden z głównych przywodzców 
rewolucyi listopadowej, to jest. Piotr Wysocki, z którym 
się z wielką względnością obchodzono. W liście podciąg- 
niętych pod tę amnestyę dopatrzeć niemożna było żad- 
nego nazwiska znakomitego i wielbionego w kraju, bo tacy 
albo zostali z nićj wyłączeni, albo sami z ułaskawienia ko- 
rzystać nie chcieli. Po odbyciu koronaeyi ogłoszono drugi 
manifest, zapewniający zwyczajne w podobnych okolicz- 
nościach łaski monarsze, a mianowicie zniesienie lub zmniej- 
szenie kar prostym winowajcom, też kary po więzieniach 
odeierpiającym, i umorzenie zaległych podatków skarbo- 
wych i kar exekucyjnych, z tego powodu narosłych. Ta 
ostatnia ulga była poniekąd nagrodą za niespełnienie obo- 
wiązków względem rządu, skutkiem czego żadnego do- 
brego nieuczyniła wrażenia w kraju, zwłaszcza pomiędzy 
obywatelami ziemskiemi, którzy innego rodzaju łaski ocze- 
kiwać mieli tyti^. 

Naostatek do rzędu nagród, udzielonych wtćj epoce, 
zaliczano ustanowienie i rozdanie medalu krymskiego nie- 



Digitized by VjOOQ IC ^ ; 

I 



Fil. HR. SKARBKA. 289 

tylko wojskowym i urzędnikom, ale nawet głowom rodzin 
obywatelskich i różnego powołania ludziom, którzy chyba 
dla tego takowy otrzymali, że żyli podczas tój wojny* 
W każdym razie rozdawnictwo rzeczonego medalu po- 
lakom stanowiło nowe dla& podrażnienie, boć niemógł on 
bydż żadną dla nich miłą pamiątką wojny, która, po-^ 
myślnie dla państw zachodnich zakończona, nie potrafiła 
wszakże skłonić tychże mocarstw do przemówienia i po« 
parcia sprawy narodowćj naszej. 

XX. 
Wyjście moje ze służby rządowej. 

Z chwilą objęcia przez księcia Gorczakowa stanowiska 
namiestnika królestwa przewidywałem zaraz, że niezdo-* 
łam utrzymać się długo w służbie rządowej { ciążyły bo- 
wiem na mnie ważne zarzuty, dla których nowy namiestnik 
niemógł bydż mi przychylnym, a mianowicie, ja nie taiłem 
się nigdy z postępowaniem mojem w duchu narodowym ; 
on zaś, wiadomem było , iż był zawziętym nieprzyjacielem 
tego ducha I w ogóle polaków ; nadto chciał się pozbyć 
każdego, kto był dobrze widzianym przez zmarłego swego 
poprzednika; a że książę Paszkiewicz w końcu rządów 
swoich pokładał wemnie zaufanie, przeto już to samo 
potępiać mnie musiało^ W szczególności znancmi były 
księciu Gorczakowi dążności moje, jakie okazywałem 
w czasie sprawowania obowiązków namiestnika , przez 
jenerała Krasińskiego; oraz musiał znaleźć w papierach, 
po tymże pozostałych, raport, jaki przygotowałem w imie- 
nin jego o stanie kraju dla cesarza, lubo raport ten rąk 
tegoż niedoszedŁ Wreszcie tajnem Gorczakowi nie było, 
żo na posiedzeniach rady administracyjnej objawiałem 
zawsze otwarcie zdanie moje, które wielekroć razy niC'' 
było zgodnem ze zdaniem kolegów, mianowicie też Mucha« 
nowa, skutkiem czego uchodziłem w ich oczach za burzliwego 
i ciągle w oppozycyi stawającego, a tóm samem byłem 

raaifteiia ft. kr. Skarbka, 19 



Digitized by VjOOQ IC 



290 PAMIĘTNIKI 

zawadą dla tego ostatniego, który. Jak kaidy posiadający 
zaufanie nacMloika rząda, ebciał, aby jedynie adanie jego 
za nieomylne nznawanem było. 

Ksiąie Gorczaków pod ka£dym niemnal względem 
różnił się zapełnię od księcia Paszkiewicza. Oba byli 
jawnemi przeciwnikami samoistnońci polskićj, ale ostatni 
pomimo surowego karcenia polaków, bądi niepizychyłnycb 
rządowi, l)ądź występiO^^y^^b przeciw niemu, nietylko 
nienalegał na to, aby królestwo wcielonem zostało do ce- 
sarstwa, ale jak najmocniój sprzeciwiał się temu z oso- 
bistych widoków swoich; pierwszy zaś nienawidził po- 
laków jako ludzi pogardzanego plemienia, lubo niedo- 
znawał z ich strony żadnego oporu, a tóm samom niemiał 
potrzeby prześladowania ich, czego rzeczywiście osobfście, 
podołmie jak poprzednik, nie czynił, lecz ciągle choć da- 
leką drogą zmierzał do poniżania ich i wynarodowiania. 
Słowem, gdyby Gorczaków był miał popuszczone wodze, 
podobnie jak Paszkiewicz, byłby daleko zaszedł w zagła- 
dzeniu wszelkich śladów autonomii naszćj, bo, powtarzam, 
tamten więcej gnębił krajowców, ten ich bardziój poniżał 
i wzgardą pokrywał. 

Gorczaków, będąc sam prawego sposobu myślenia, 
dobierał do rządu ludzi więcój wykształconych, a mniój 
do spi-zedajności skłonnych, jak Paszkiewicz: ale niedo- 
puszczal do zażyłości i zaufania swego żadnego polaka, 
zrossyan zaś, do rady swój powołanych, na jednym z nich 
tylko polegał i jawnie onemuż dał się powodować. 

Gorczaków niemi^ ani bystrego pojęcia, ani szybkiej 
decyzyi Paszkiewicza, ale był mniej samowolnym i więcój 
trzymał się obowiązujących przepisów, bardzo drobia- 
zgowo rozbierając interessa; co wielce utrudniało po- 
wzięcie stanowczego w nich zdania i bardzo często zda- 
rzało się, że przedmiot, zawieszony na posiedzeniu rady 
administracyjnój w decyzyi, dopiero po tejże sessyi, w ga- 
binecie namiestnika za natchnieniem Muchanowa osta- 
tecznie załatwionym został. Zdarzało się nawet, że pod 



Digitized by VjOOQ IC 



PR. HB. SKARBKA. 291 

wpływem tego doradsey zdanie, które namiestnik na po*- 
siedzenia stanowczo objawił, znpełnie zmienionem i na- 
stępnie z prost przeciwną decyzyą do protokółu rady za« 
pisanem było. 

Gorczaków niepowodował się nigdy tak, jak jego po- 
przednik, osobistemi widokami , nie nagradzał nad miarę 
ulubieńców swoich i pod tym względem postępowanie jego 
było szlachetne i dalekie od pobudek interessu własnego. 
Nie był ani za porywczym, ani nieanosił się łatwo 
gniewem , ale w całej jego postawie i obejściu się można 
było poznać człowieka, ukrywającego starannie swój spo- 
sób myćlenia, oraz przywięzującego małe znaczenie do 
natchnień serca , przytem gotowego okazać się z zimną 
krwią l)ardzo surowym, gdyby tego zachodziła potrzeba. 

Jedyny powiernik i doradzca Gorczakowa, Muchanów, 
był to dymissyonowany pułkownik wojsk rossyjskich, 
który z powodu zajmowania się niegdy piśmiennictwem 
uchodził za uczonego i jako taki umieszcznym został po 
roku 1832 w wydziale wychowania publicznego. Ożeniony 
z córką ministra Mostowskiego, owdowiałą baronową Mo- 
renhejm, posiadający w Polsce dobra ziemskie, w posagu 
z nią otrzymane, mienił się bydź obywatelem kraju i na 
pół polakiem, lubo zawziętszego od niego nie mieli oni 
nieprzyjaciela. Był to człowiek atletycznój postaci, su- 
rowój twarzy, ze spojrzeniem malującem surowość, dumę 
i obłudę, z ogładą światową, z pogardliwem obejściem się 
ze wszystkiemi, których miał za niższych i nieprzychyl- 
nych sobie. Powierzchowność jego najdobitniój znamie- 
nowała złość i gwałtowność, jakich niezaparty dał dowód, 
rażąc śmiertelnie laską biednego stróża za to jedynie, że 
mu dosyć prędko powracającemu w nocy do domu bramy 
nieotworzył. 

Ukrywał on starannie tę namiętną skłonność i umiał 
nawet łasić się w tencżas, kiedy miał drapnąć, lub ukąsić. 
Nieposiadał żądzy podłój chciwości i sprzedajności , ale 
miał nienasyconą chciwość władzy i znaczenia. Zawziętość 

19* 



Digitized by VjOOQ IC 



292 PAMIĘTNIKI 

jego przeciw polakom nieobjawiała się aui prześladowaniem 
jednostek, ani dokuczaniem im cielesnem, lub materyalnem, 
leczjdąiyła do zgubienia ich duchowo przez znikezemnie- 
nie umysłowo młodego pokolenia, a mianowicie, stępienie 
zdolności i pojęcia młodzieży t>ezowocownem zabijaniem 
czasu w szkołach publicznych. Obok tego nieznosił on 
ludzi z niepodległem zdaniem, a tern mnićj takich, którzy 
śmieli okazywać miłość kraju, lab których o patryotyzm 
posądzał. Lubo miał trudność w zrozumiałem wysłowienia 
się wszystkiemi językami, jakie posiadał dokładnie , prze- 
mawiał zwykle z sarkazmem do tych, których chciał oma- 
mić w istotnym zamiarze swoim, lub pragnął dotknąć po- 
niżeniem. Nieidąc w tój mierze za przykładem 6or- 
czakowa, popierał on całemi siłami zauszników i służalców 
swoich; a między innemi powynosił na wyższe urzędy 
wszystkich tych , którzy mu byli pomocnemi w zatarciu 
śladu zabójstwa stróża pałacowego, o jakiem wyżój wspom- 
niałem, przez przypisywanie śmierci tegoż uderzeniu apo- 
plektycznemu , a nie silniój ręce naczelnika wychowania 
publicznego. 

Wyłączne poleganie na zdaniu Muchanowa wpro- 
wadziło księcia Oorczakowa na błędną drogę i utrzymało 
go w tern przekonaniu, że polakami jedynie środkami 
przemocy rządzić można, że im żadnych praw i swobód 
przyznawać nienależy, i że potrzeba łożyć wszelkie usiło- 
wania o to , aby panujący monarcha nieodstąpił nigdy od 
polityki zmarłego rodzica swego. Skutkiem tego żadnej 
wątpliwości ulegać nie może, że Gorczaków i Muchanów 
byli głównemi sprawcami nieszczęść, jakie następnie kraj 
nasz dotknęły. 

Znając sposób myślenia i dążność tych dwóch rząd- 
ców kraju, musiałem z dotkliwym wstrętem i obłudną 
ostrożnością brać udział w czynnościach rady administra- 
cyjnćj, ale wyznaję, że nieumiałem powściągnąć nawyk- 
nienia do otwartego wynurzenia wzajem mego sposobu 
myślenia i zdania^ ilekroć razy ich dążność przybierała 



Digitized by VjOOQ IC 



Fli. II R. SKARBKA. 293 

sskodliwy dla krają charakter. Za tćm poszła Łradność 
unikni^nia starcia z Mnchanowem, którego zdanie we 
wszystkich interessach, ogółu kraju dotycz^ych się, było 
eawsze szkodliwą stronę maj%cem. 

Pierwsze zajście między nami nastąpiło z okazy i 
rozkazu cesarskiego, aby przywrócić moc obowiązu- 
jącą konkordatowi, niegdy z dworem rzymskim za- 
wartemu, mianowicie w przedmiocie władzy, biskupom 
dyeoezalnym przysługiwać mającej. Do owego czasu 
rząd nieobsadzał tychże biskupstw i powierzał zarząd 
dyecezyami administratorom, wybranym z pomiędzy wyż- 
szych duchownych, na których uległość władzy świeckiej 
liczeć można było. Cesarz polecił, zakommunikować radzie 
administracyjnej naszej zdanie rady państwa o sposobie 
wprowadzenia wykonania przepisów konkordatu, tyczących 
sądzenia i instancyi spraw rozwodowych; mnie zaś, jako 
dyrektorowi głównemu kommissyi sprawiedliwości, poru- 
czono redakcyą projektu do ukazu wedle powołanego 
wyżej zdania rady państwa. Przygotowany przezemnie 
w tej mierze projekt Muchanow otrzymawszy, czyli za- 
brawszy sam do opinii swej, uczynił uwagę, że w po- 
wodacli do nowego prawa nienależy powoływać się na 
konkordat w roku 1818, aby nieprzypominać zaniedbania 
onego i że wypada pododawać w Icażdym artykule, gdzie 
jest mowa o biskupie, wyraz „lub administrator dyecezyi.^ 
W skutek tych uwag namiestnik polecił mi przerobić pro- 
jekt mój w zastos(twaniu się do nich, na co odpowie- 
działem i podałem do protokółu posiedzenia, że rozkazu 
tego wykonać niemogę, bo niemam prawa zmieniania 
wyrazów, użytych w oświadczeniu rady państwa, które 
otrzymało najwyższe zatwierdzenie. Czułem bowiem do- 
brze że dodatek, wprowadzony przez Mnchanowa, zmierzał 
do tego, aby pozostawić zarząd dyecezyi w rękach do- 
tychczasowych administratorów, powolnych władzy świe- 
ekiój. Opozycya moja powyższa wywołała na posiedzeniu 
rady pomiędzy nami żyWy spór, który, wytoczywszy się 



Digitized by VjOOQ IC 



294 PAMIĘTNIKI 

przed cesarza, i»rzez tegoż na korzyść moj% rozstrzygnię- 
tym został. Ztąd inde irae i największa zawziętość Mn- 
chanowa na mnie, bo uwaiał za nie małe upokorzenie 
dla i^ebie, ii poprawki jego, w projekcie wzmiankowanym 
zrobione, odrzucone zostały i że zdanie członka rady, po- 
laka, potwierdzonem było przez cesarza. 

W krotce potem doznał on drugiego upokorzenia, tym 
razem więcej znaczącego, bo ze strony samego monarchy, 
a to z powodu wniesienia na radę administracyjną wniosku 
odrzucenia przedstawionego sobie projektu wystawienia 
pomnika w Częstochowie na cześć Kordeckiego, który to 
wniosek przy czytaniu protokółu właściwego posiedzenia 
tejże rady cesarz również niesankcyonował, przywodząc, 
że myśl uwiecznienia pomnikiem chlubnćj obrony Często- 
chowy podoba mu się, i że skutkiem tego dozwala na 
wzniesienie zamierzonego posągu Eordeckiemu. Ta skłon- 
ność cesarza do okazania poszanowania dla historycznych 
chlubnych wypadków polski do żywego dotkła Mucłia- 
nowa i wielce nad tern cierpiał, że musiał zająć się wy- 
stawieniem w mowie będącego pomnika; ale znalazł spo- 
sób wywarcia swej zemsty w tój mierze , a mianowicie, 
zamiast ogłosić konkurs na to dzieło, powierzył wyko- 
nanie onego młodemu rzeźbiarzowi, który, stosownie do 
otrzymanćj instrukcyi, w kilka dni przygotował model po- 
sągu mnicha, któremu tylko z pod habitu wyglądała twarz 
bez żadnego wyrazu tak, że jedynie z napisu, na postu- 
mencie umieszczonego, dowiedzieć się można było, że to 
ma bydź posąg księdza bohatera. 

Nie długo, po dwóch wyiój przywiedzionych wypad- 
kach wynalazł Muchanów nowy sposób dokuczenia mi przez 
zniweczenie projektu mego wystawienia nowego szpitala 
Św. Ducha w Warszawie, dawniej już wygotowanego i przez 
poprzedniego namiestnika, Paszkiewicza, zatwierdzonego. 
Przedstawił on, że plac na rogu ulic leszna i żelaznój, na 
ten zakład zakupiony, jest niedogodny i szczupły, a plan pod 
każdym względem zły i nieodpowiedni; zaproponował przeto 



Digitized by VjOOQ IC 



FE. HR. SKARBKA. 295 

natomiast wznieść szpital pomieniooy podłag plama* przesę 
siebie zrobionego, na ulicy elektoralnej, na placu po zburzeć 
się znających domów, przez komorę celn% najmowanych, 
których wartość po ich sprzedaży, (a dawano za nie 
r. 75,000) przez cesarza na budowę nowego szpitala zo- 
stała zaofiarowaną. Na ten wniosek łatwo mi było od- 
powiedzieć, że zamiar Muchanowa był pod wszęlkiemi 
względami szkodliwym i niekorzystnym, albowiem wpro- 
wadzał lecznicę publiczną w ścieśnioną i zaludnioną część 
miasta i marnotrawił ogromną summę, ze sprzedaży do- 
mów osiągnąć się mogącą, na to tylko, aby na płaca po 
nich pozostawić szpital, pod który plac już jest zaku- 
piony. Te zarzuty moje trafiły do przekonania księcia 
Gorczakowa, który tym razem odrzucił na ppsiediieniu 
propozycyę swego ulubieńca; kazał sprzedać domy po 
komorze i budować szpital na placu obranym, alp podług 
planu jego, a nie mego. Ta decyzya do protokółu po- 
siedzenia rady, widać rozmyślnie, nie została zapisaną 
i antagonista mój, korzystając z wyjazdu mego do wód 
zagranicznych, postarał się o jej unieważnienie i przepro- 
wadzenie projektu całkowitego swego, który, wciągnięty 
pod moją nieobecność do protokółu, wraz % nim przez 
cesarza zatwierdzonym i następnie w wykonanie wprowa- 
dzonym został. 

Od czasu zajść moich zMuchanowem z powodu jużto 
ukazu o biskupach, jużto szpitala św. Ducha, postanowił 
tenże, coute (^ue coute , pozbyć się mnie z rady admini- 
stracyjnej i upatrywał skwapliwie okoliczności, któraby 
mu podała sposobność do wykonania tego zamiaru; tę 
upragnioną sposobność ja sam mu nastręczyłem przez 
usiłowanie moje zaprowadzenia tymczasowej szkoły prawa 
przy kommissyi sprawiedliwości. Bzecz ta tak się miała: 

Wszystka młodzież, która z patentami szkólnemi sta- 
rała się o przyjęcie na aplikacyę sądową, była tak nie- 
udolną 9 powodu zupełnego braku naukowego usposobienia^ 
Iż przewidywać mki^lo^ że zajdzie niedługo niedostatek 



Digitized by VjOOQ IC 



296 PAMIĘTNIKI 

ludzi nawet do najniższych posad sądowniczych. Dla 
zaradzenia temn umyśliłem zaprowadzić w samćj kommissyi 
bezpłatne kursą prawne, wykładane przez biegłych praw- 
ników , którzy zupełnie bezinteressownie pomoc swą mi 
ofiarowali. Dla ui>iknienia napływu obcych słuchaczów 
i podejrzliwej kontroli władzy szkólnćj i policyi zamie- 
rzyłem dopuszczać do uczęszczania na kursą powyisze 
samych tylko aplikantów i młodszych urzędników sądo- 
wych, z wyłączeniem wszelkiego rodzaju innych słuchaczy. 
Projekt ten znalazł poparcie tak u ministra Turkuła, jako 
i ministra oświecenia cesarstwa, któremu to ostatniemu 
przedstawiłem takowy osobiście za bytności jego w War- 
szawie; ale natrafił na silniejszą opozycyę ze strony Mn* 
chanowa, jako kuratora okręgu naukowego warszaw- 
skiego, który zniweczył zamiar mój i zamiast onego, bez 
poprzedniego zniesienia się zemną i l>ez przedstawienia 
myśli swćj na posiedzeniu rady administracyjny, zapro* 
jektował dodanie 8-ćj klassy do kaidego gimnazyum, 
wktórój miano dla uczniów kończących szkoły, wykładać 
naukę prawa. 

Projekt powyższy, wprost od namiestnika do Peters- 
burga przesłany, otrzymał najwyższe zatwierdzenie z upo- 
ważnieniem wprowadzenia go w wykonanie sposobem 
próby na lat trzy. 

Po otrzymaniu tój najwyższej decyzyi wezwał mnie 
Mttchanów, )ako dyrektora sprawiedliwości, o wyznaczenie 
z pomiędzy młodych urzędników sądowych, którzy pokoń- 
czyli kursą w uniwersytetach cesarstwa, nauczycieli prawa 
do tych klass dodatkowych. ' Spełniłem to wezwanie, ale 
przytóm uczyniłem uwagę nad bezskutecznością podobnego 
sposobu nauczania prawa, oświadczając, że gdy nowy 
plan ma bydź tylko na próbę zaprowadzonym, przeto 
czuć się będę w obowiązku zrobić nad nim spostrzeżenia. 

Skoro tylko Muehanów odebrał tę odpowiedź moją, 
wielce się ucieszył, że ma w ręku pismo, które posłuży do 
przedstawienia mnie cesarzowi jako buntownika z powodu. 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 297 

ii ośmieliłem się czyDić rozporządzeniu, przez monarchę 
fiankcyonowanemu, zarzuty, w których on zdołał npatrzeć 
dowód ubliżenia NPanu. Bezwłocznie przeto odniósł się 
w tej mierze do księcia Gorczakowa, który, podzielając za- 
patrywania się jego, polecił przygotować stosowne przed- 
stawienie przy dołączeniu doń pisma mego, żądając usu- 
nięcia mnie z rady administracyjnej. Raport ten zabrał 
z sobą do Petersburga i za przybyciem tamie osobiście 
przedstawił cesarzowi potrzebę oddalenia mnie z urzędu 
dyrektora głównego sprawiedliwości i mianowania w miejsce 
moje senatora Drzewieckiego, dając do zmiany tej za po* 
wód jakoby gwałtowną odezwę, jaką napisałem do ku- 
ratora okręgu naukowego , naganiającą zaprowadzenie 
ósmych klass przy gimnazyach, jui przez cesarza zatwier- 
dzonych. 

Gdy minister sekretarz stanu stawił się po powyiszem 
przedstawieniu Gorczakowa przed cesarzem, tenie wi- 
docznie rozdrażniony, zapytał go: „Czy widziałeś księcia 
Gorczakowa? powiedział ei zapewne, ie wolą moją jest 
usunąć Skarbka z rady administracyjnej i kommissyi spra- 
wiedliwości, a mianować w miejsce jego Drzewieckiego." 
Zdziwiony takiem zagadnięciem go Tymowski, chciał 
uczynić uwagę, lecz cesarz przerwał mu i rzekł z niejakiem 
uniesieniem: „powinienbym go zupełnie oddalić i jedynie 
przez wzgląd na dawne zasługi zezwalam na to , aby po- 
został w służbie jako prezes w heroldyi, z tóm wyrażnem 
zastrzeżeniem, ie nie będzie członkiem rady „admini- 
stracyjnej" i, podając mu papier, dodał, oto jest „zuchwale 
pismo, które powaiył napisać się do kuratora naukowego ; 
przygotuj niezwłocznie projekt do ukazu stosownie do 
woli mojej." 

Przerażony minister, mój szkolny przyjaciel, prze^ 
czytawszy rzeczone pismo, z niewymównem zadziwieniem 
przekonał się , że niebyło w niem ani jednego wyrażenia^ 
któreby za gwałtowne lub buntownicze poczytać można 
było i powziął następnie wiadomość, ie cesarz nieezytał 



Digitized by VjOOQ IC 



298 PAMIĘTNIKI 

wcale tego pisma , tylko, wierząc słowom Gorczakowai 
wydał decyzyę tchnącą najdotykalniejszą niesprawiedli* 
wością i bezzasadnym gniewem. Ale] poczciwy dworak 
minister niemiał dosyć odwagi, wyjawić otwarcie prawdy 
cesarzowi i spełniając ślepo rozkaz jego, na następne po- 
słachanie przyniósł projekt do ukazu, który cesarz pod- 
pisując, okazał się tak źle przeciw mnie uprzedzonym 
i zagniewanym, że zapytał, a czy jest w nim wzmianka, 
ie Skarbek nie ma należeć do składu rady administra- 
cyjnej? a gdy Tymowski oświadczył, ii to się samo przez 
się rozumie, bo według ostatnićj organizacyi heroldyi 
prezes jćj niezasiada w radzie, dodał cesarz: |,ale ja 
chcę, aby to było wyrażonem w rozkazie, jaki napiszesz 
do Gorczakowa.** 

Ukaz ten został przesłany telegrafem do Warszawy 
i natychmiast z największą bezwzględnością wykonanym, 
następca mój bowiem, przybywszy niespodzianie do kom- 
missyi sprawiedliwości, sam się zainstalował, po czem 
wydał uwiadomienie do wszystkich władz o objęciu|przez 
siebie urzędowania i polecił niewykonywać żadnych roz- 
porządzeń i żądań moich, słowem, postąpił sobie tak, 
jakby szło o to, aby powstrzymać nadużycia występnego 
urzędnika. 

Ponieważ podobne oddalenie moje ze służby było prostą 
degradacyą, bo posada prezesa heroldyi była niższą od po- 
sady dyrektora głównego, zwłaszcza zwyUuczeniem z rady 
administracyjnej, i ponieważ postąpienie zemną, natchnione 
nienawiścią osobistą, było prostem poniżeniem dla mnie, 
przeto niewahałem się ani chwili z odmówieniem przy- 
jęcia nominacyi na prezesa heroldyi i bezwłocznie tele- 
grafem zażądałem zupełnego uwolnienia od służby. Na 
podanie to moje nadszedł również w krotce telegram 
z dnia 18 marca 1858 r., zawiadamiający namiestnika 
w słowach : „że NPan najwyżej zezwolić raczył na zu- 
^pełne uwolnienie prezesa heroldyi, tajnego radcy br« 
„Skarbka, od służby z dozwoleoiea wyjednania mu pensyi 



Digitized by VjOOQ IC 



•^^ 



FR. HR. SKARBKA. 299 

^emerytalnćj w zwykłym parządku na zasadzie obowią- 
^zujących przepisów/ co znaczyło, że żadnej zgoła łaski 
za przeszło czterdziestoletnią służbę spodziewać się nie- 
miałem i że pobierać będę tylko pensyę już wysłużoną 
i przyznaną mi, której odebrać mi niemożna było, Nie- 
wspomniano nawet o dozwoleniu noszenia munduru wy^ 
służonego, czego wprawdzie nieżądałem^ ale co żadnemu 
uwolnionemu urzędnikowi odmawianem niebywa. 

Skutkiem tej dymissyi straciłem 16000 złp. do- 
datkowej rocznej płacy i mieszkanie bezpłatne w pałacu 
rządowym, co wraz z przywiązanemi do tego dogodno-' 
ściami razem 25000 złp. czyniło ubytku w rocznych do- 
cłiodach moich. Straciłćm więc materyalnie dużo, ale zy- 
skałem pod względem moralnym o wiele więcej, bo zo- 
stawiłem dzieciom moim to przekonanie, że ojciec ich 
nigdy w życiu swem dla pieniężnych zysków dobrego 
imienia na skalanie nienaraził. 

XXI. 
Powrót mój do prac naukowych. 

Po raz drugi w życiu mojóm zapadła przegradza- 
jąca zasłona między przeszłością a przysłością moją; po 
raz drugi trzeba mi było zmienić zupełnie powołanie 
i zajęcie moje. Po roku 1831 musiałem się wyrzec ka- 
tedry w uniwersytecie i czynnego udziału w towarzystwie 
przyjaciół nauk, a poświęcić się usłudze ludzkońci; w roku 
zaś 1858 musiałem usunąć się zupełnie od życia publicz- 
nego i oddać się wyłącznie piśmiennictwu, które odtąd 
stanowić miało jedyne zajęcie, jedyną pociechę i sposób 
utarzymania umysłu w ciągłej czynności, bez której nie- 
byłbym mógł znieść próżniackiego życia, jakie mi rząd po 
40-letniem urzędowaniu przeznaczył. 

Do zmiany położenia mego przyłączyły się jeszcze 
smutne okoliczności rodzinne, które zatruły domowe po- 
życie moje. W roku 1853 stradłem 13-toIetoiego syna, 



Digitized by VjOOQ IC 



300 PAMIĘTNIKI 

pełnego nadziei i najlepszych przymiotów ; śmierć ta, tyle 
dla mnie bolesna, wywarła szkodliwy wpływ na stan zdro- 
wia matki jego, skutkiem czego niemogłem odtąd mie- 
szkać na wsi i musiałem pędzić w Warszawie najsmut- 
niejszy żywot, niezapewniający mi już owego cichego 
szczęścia domowego, jakie zawsze tak wysoko ceniłem. 
Z tych powodów nieupatry wałem już żadnej przyjemności 
w zebraniach i rozrywkach towarayskich , bo z usposo- 
bienia mego nie mogłem się poddać zwyczajom i wyma- 
ganiom eleganckiego świata, zwłaszcza od chwili utraty 
tego znaczenia, które nie wartość osobista, ale stanowisko 
urzędowe nadaje. Lubo bowiem opinia publiczna zwykła 
nagradzać nieraz niesprawiedliwości, przez władzę niewin- 
nym wyrządzone, to przecież nieidzie za tćm, aby czło- 
wiek, z wysokiego stanowiska niezasłużenie strącony, nie- 
miał co chwila natrafiać na upokorzenie i na lekceważenia 
ze strony ludzi, niemogących się oprzeć urokowi, jaki na 
nich dostojeństwa i bogactwo wywierają; że zaś niepo- 
siadałem ani jednych, ani drugiego, musiałem przeto na 
każdym prawie kroku ustępować z nicości powstałym 
dignitarzom i dumnym z zarobów swoich dorobkowiczom. 
Jedyną pociechę stanowiła dla mnie wiadomość, że 
nietylko w całym kraju, a mianowicie obywatelstwie, było 
powszechne oburzenie na niesprawiedliwość mi wyrzą- 
dzoną, lecz nawet w wyższych sferach urzędniczych i to- 
warzyskich w Petersburgu powstawano mocno na to , że 
bez żadnego słusznego powodu i bez przekonania się 
o tóm, jakie były pobudki nieprzyjaciół moich, strącono 
mnie z wysokiego stanowiska, jakie jedynie drogą zasługi 
osiągnąłem; na ziemiach naszych utyskiwano nad tćm ze 
względów patryotycznych , bo upatrywano w oddaleniu 
mojóm z rady administracyjnej królestwa niewątpliwy za- 
miar pozbycia się żywiołu narodowego, jaki sam jeden 
prawie wniój przedstawiałem, oraz widoczną dążność ob- 
sadzenia stanowisk rządzących samemi tylko rossyanami 
lub krajowcami ślepo władzy uległemi ; w cesarstwie zaś 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. UR. SKARBKA. 801 

sarkarli wyisi urzędnicy, na podobne samowolne postą- 
pienie z dobrze zasłażonym dostojnikiem, bo równa nie- 
sprawiedliwość im samym zagrażała. 

Wyznać muszę otwarcie, ie miłość własna łudziła 
mnie czas niejaki, i że skutkiem jej podszeptów mnie- 
małem, iż doznam od współobywateli moich dotykalniej- 
szćj, a raczćj jawniejszej przychylności; słowem, że nie- 
żałując ani na chwilę straconego znaczenia urzędowego, 
marzyłem o tóm, że opinia publiczna wynadgrodzi mnie 
nietylko cichem przyznaniem zasług moich, dla dobra kraju 
położonych, ale i słusznem ocenieniem wartości prac moich 
naukowych. Inaczój wszakże się okazało, bo lubo użytecznie 
pracowałem w piśmiennictwie narodowem, niedoznałem 
przecież podobnego sympatycznego przyjęcia, jakiego in- 
nym autorom nieszczędzono ; i odtąd z mniejszem jak 
dawniój powodzeniem w literackim świecie występowałem, 
pocieszając się jedynie nadzieją , że kiedyś, a mianowicie 
po śmierci mojćj, sprawiedliwa potomność nieodmówi mi 
uznania usiłowań tnoich, na polu piśmiennictwa w ostatnich 
latach życia mego łożonych. 

Niepowodzenia te nieodstręczały mnie bynajmniej od 
dalszćj pracy umysłowćj i po wyrzeczeniu się wszelkiego 
udziału w rządzie kraju poświęciłóm się jćj wyłącznie 
z większą jeszcze gorliwością , a mianowicie zająłem się 
przejrzeniem dawnych rękopism moich i wydawnictwem 
z nich ^ które przy cenzurze tak bezwzględnej, jak nasza^ 
drukowanemi bydź mogły. 

Między innemi miałem od dawna przygotowany ręko- 
pism Dziejów Księstwa Warszawskiego, nad którym długo 
pracowałem; zdawało mi się, że to dzieło historyczne 
z czasów, poprzedzających panowanie rossyjskie nad kra- 
jem naszym, powinnoby otrzymać pozwolenie drukowania 
go w Warszawie i oddałem takowe do cenzury. Ale nie 
pomniałem na to, że cenzura ta zależała ostatecznie od 
Muchanowa, który gotów był dokuczeć mi jeszcze w tćm 
jednćm, w ezćm mnie mógł dosięgnąć; jakoż niepominął 



Digitized by VjOOQ IC 



302 PAMIĘTNIKI 

on i tej sposobności i pomimo przychylnego zdania star- 
szego cenzura, zabronił drukowanie dziej<)v7 księstwa. Po 
długiem trzymaniu onycli w biórze cenzury, ów przedsta- 
wiciel takowej odniósł mi dzieło moje z oświadczeniem, 
ie jako polak życzyłby sobie bardzo , aby ono jak naj- 
prędzej w świat puszozonem bydż mogło, ale jako cenzor 
przewiduje, że to niebędzie mogło nastąpić, jest bowiem 
przekonanym, że się nigdy niezgodzę na opuszczenie, lub 
zmodyfikowanie tego, co z wyższego rozkazu wrękopiśmie 
moim zakreślić musiał, ponieważ to właśnie stanowi za- 
letę pisma i zawiera ważne a zajmujące spostrzeżenia nad 
wpływem, jaki utworzenie Księstwa Warszawskiego na 
narodowość polską wywarło. 

Jakoż przejrzawszy rękopism rzeczony, znalazłem 
w nim nietylko pojedyncze ustępy, ale esAe stronnice po- 
dwójnie zakreślone, jedne czerwonym, a drugie niebieskim 
atramentem. Pierwsze wskazywały miejsca, które cenzura 
bezwarunkowo wykreślić zamyśla , drugie zaś te, które po 
pewnem zmodyfikowaniu pozostawione bydż mogą. Ro- 
zumie się, że ani na te opuszczenia, ani na te zmiany 
zgodzió się niemogłem; oświadczyłem przeto otwarcie 
przybyłemu domnie cenzorowi , że dzieło moje wydam za 
granicą, choćby zakazanem bydż miało w kraju. Jedno 
i drugie spełnionem zostało, dzieje bowiem księstwa wy- 
dał J. E. Żnpański w Poznaniu , cenzura zaś warszawska 
zabroniła ich sprzedaży w królestwie, ale pomimo tego 
znalazły się one wkrótce w rękach wielu, bo miały za 
sobą urok zakazanego owocu. 

Doznałem prawdziwój pociechy z przyjęcia pracy po- 
wyższej przez ziomków i z przyjemnością czytałem kilka 
recenzyi onój, wyszłych za granicą , lubo niektóre z nich 
uważałem za mniój słuszne, a mianowicie tę, którą umie- 
ściły wiadomości polskie w Paryżu ; wszystkie bowiem od- 
dawały sprawiedliwość dążności polskiój i sumienności 
w spisywaniu dziejów tój ważnćj epoki narodu naszego. 
W królestwie niewolno było w pismach pablicz&ych 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 303 

miejscowych uczynić nawet wzmianki o wyjściu dzieła 
powyższego, a tóm mniej ogłosić jakikolwiek rozbiór i kry- 
tykę onego. 

Pomyślniej mi poszło w cenzurze z rękopismem nauki 
gospodarstwa narodowego, który od czasów uniwersyteckich 
czekał na ogłoszenie drukiem. Wspomniałem już wyżej, 
iż po wydaniu pierwszego dzieła mego w tym przedmiocie 
w roku 1820 przerobiłem je następnie zupełnie i prócz 
tego napisałem w języku francuzkim nowe pod tytułem : 
TTieorie des richesses sociales, które w roku 1829 wyszło 
w Paryżu. Otóż to drugie dzieło, podług którego wykła- 
dałem tę naukę w ostatnich latach istnienia warszawskiego 
uniwersytetu, niebyło do owego czasu drukowane w ję- 
zyku polskim i dla tego postanowiłem zająć się jego wy- 
daniem, mając za sobą powagę -krytyki francuskich i wło- 
skich ekonomistów, którzy przyznawali zalety i użyteczność 
temu dziełu. Cenzura nie mogła znaleść nic do wykre- 
ślenia w czystćj teoryi gospodarstwa narodowego i dała 
swe pozwolenie na jej druk; ogłosiłem przeto to wyda- 
wnictwo i dla zapewnienia sobie jego upowszechnienia 
uprosiłem znajomych w różnych okolicach kraju do zbie- 
rania nań prenumeraty, tusząc sobie błędnie , że z powodu 
okazywanego mi współuczucia, o jakiem wyżćj już wzmian- 
kowałem, dzieło to wielki odbyt znałeść powinno. Otóż 
skutek nieodpowiedział wcale oczekiwaniu memu i zyski 
wydawnictwa powyższego okazały się bydź nader skrom- 
nemi, bo większą część exemplarzy odstąpić musiał^n 
księgarzom za połowę ceny, trzeci zaś tom, zawierający 
gospodarstwo narodowe stosowane, unikając zawodu dozna- 
nego z pierwBzemi dwoma tomami, zbyłem wrękopiśmie 
za nikczemne honorarium. 

Jeszcze w roku 1831 , w czasie przymusowego mego 
pobytu w cesarstwie, o czćm na właściwem miejsca już 
wspomniałem, osładzałem sobie przykre chwile poniekąd 
na wygnania pędzone, pracami naukow^ni i napisałem 
w Białymstoku i w Grodnie pierwsze mytti do rozprawy 



Digitized by VjOOQ IC 



304 PAMIĘTNIKI 

o moralności obywaleUkiej. Odszukałem przeto to pismo 
i od roku 1857 zajmowałem się wypracowaniem w języku 
francuskim dziełka pod tytułem: Essai de morale cwigue, 
które w roku 1861 wydałem własnym kosztem w Bru- 
xelli. — Niedoszło rąk moich żadne krytyczne sprawo- 
zdanie, o powyższej pracy w pismach zagranicznych za- 
mieszczone; w kraju zaś nikt o nićj nie wspomniał, bo 
cenzura warszawska, niemogąc się doczekać wtój mierze 
opinii cenzury petersburgskiej , niedozwoliła ogłosić wia- 
domości i krytyki o tern pisemku i tylko przez szpary 
patrzała na sprzedaż onego w księgarniach warszawskich. 

Jedno tylko prywatne, ale bardzo pochlebne ocenienie 
powyższej rozprawy otrzymałem z nieiniec, a to zokazyi 
ofiarowania jednego jćj exemplarza Kobettowi Mohl, pro- 
fessorowi uniwersytetu w Heidelburgu, znanemu publi- 
cyście, który wjednem z pism swoich wyraził zadziwienie, 
że nikt dotąd niezajmował się monografią moralności pu- 
blicznćj. Skutkiem tego przesłałem temu uczonemu pracę 
moją w tym przedmiocie, prosząc, aby mi udzielił otwarte 
zdanie o nićj, i odebrałem od niego odpowiedź nastę- 
pującą, którą wdosłownem przepoisz czeniu zamieszczam: 

„Otrzymanie zajmującego pisma pańskiego było dla- 
mnie bardzo miłą niespodzianką. W nowoczesnych nauko- 
wych pracach mało jest przedmiotów bardziej zajmujących 
od usiłowań o ustalenie zasad moralności politycznćj. Te 
tyle dotąd zaniedbane badania potrzebują teraz może wię- 
cej, jak kiedykolwiek, sumiennego opracowania, a nie wiele 
było nadziei, aby się kto tym przedmiotom zajął. Filo- 
zofowie i teologowie mało wiedzą, o co tu chodzi; publi- 
cyści zaś rozumieją, że wszystko spełnili, co należało, gdy 
się tylko prawami zajmowali. Mój głos niemoże zapewne 
wpływać na dalsze piśmiennicze zamiary pana, ale pozwól, 
abym cię wraz z wielu innemi zachęcił i wezwał do tego, 
ażebyś ten pierwszy rzut tak ważnych myśli twoich w ob- 
Bzerne dzieło zamienił. Eto tak jak pan, jest zarazem 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 305 

uczonym człowiekiem stanu i wyższego towarzystwa, ten 
tylko może wykonać to piękne zadanie." 

„Pozwalasz pan , abym mu oświadczył zdanie moje 
o piśmie s|v^ojem, wyznaję więc szczerze^ że przeczytałem 
ono z największem zajęciem i że podzielam w zupełności 
zasady i zdania jego. Rozdziały 2, 3 i 4*) zadziwiły 
mnie i ucieszyły, bo musiałem przyznać, że wnicłi jest 
mowa o rzeczacli, które oczywiście do tego przedmiotu 
należą, a które dotąd zupełnie uwagi mojćj uszły. Za- 
kres moralności politycznej staje się przez to obszerniej- 
szym, a system nauki dokładniejszym. Dwie tylko uwagi 
uczynię, to jest: naprzód, życzyłbym był sobie znaleźć 
w piśmie pańskiem, o ile się to da uskutecznić, rozprawę 
o moralnych obowiązkach monarchów, lecz domyślam się, 
że stosunki i okoliczności mogą stanąć na przeszkodzie 
w dopełnieniu braku tego. Powtóre, prosiłbym pana, abyś 
zechciał dojrzale rozważyć, czy uczucie słuszności (Veqaite) 
może, jak to pan utrzymujesz, służyć za główną podstawę 
moralności publicznej i czyliby nienależało odszukać waż^ 
niejszej i ściślejszej zasady tej nauki w obowiązkach 
i uczuciach moralnych człowieka. Jeżeli się nie mylę, 
to pan sam w dalsssym cięgu pisma swego uznajesz nie- 
dostateczność samej zasady słuszności, czego najlepszym 
jest dowodem piękne zakończenie całego dzieła.** 

„Niech mi wolno będzie wynurzyć panu, ile rad jestem 
temu, że mogłem wejść w osobiste stosunki z mężem, któ- 
remu oddawna poświęciłem poważanie moje i prosić go, 
abyś wierzył w szacunek, jakim dlań jestem przejęty.** 

Idąc za powyższą radą Roberta Mohl wziąłem się na 
nowo do opracowania dzieła już ogłoszonego i przygoto- 
wałem drugie wydanie, a raczej nowe dzieło pod ty tulem j 
Traite de morale puhliąue, które do Paryża odesłałem. 



*) W rozdziałach tych wyliczam tradycye, błędy opinii i mal-« 
tzenia polityczne, które przeszkadzają ustaleniu zasad morał* 
ności publiczno). 

Pamiętniki Fryd* hr. Skarbka. 20 



Digitized by VjOOQ IC 



30G PAMIĘTNIKI 

Następnie powziąłem był zamiar napisania dalszych 
części wielkiego dzieła o gospodarstwie narodowem, ale 
niepowodzenie, jakiego doznałem przy wydawnictwie pier- 
wotnem onego, odstręczyło mnie od tego tak, ii porzu- 
ciłem rozpoczętą już pracę o gospodarstwie narodowem, 
uważanem pod względem przemysłu i handlu i jąłem się 
do daleko ważniejszej dla kraju, to jest, do skreślenia hi- 
storyi królestwa polskiego konstytucyjnego. 

Do historyi tćj miałem materiały w pismach czaso- 
wych i w postanowieniach rządu, które mogłem ocenić 
według własnego mego przekonania, bo się patrzałem na 
wypadki, jakie miałem opisywać, wnioski zaś, jakie za- 
mierzyłem czynić nad zobopolnemi błędami rządu i rządzo- 
nycb, poparte były powagą klęsk i cierpień narodowych, 
w ciągu dwudziestu kilku lat doznanych. Prócz tego za- 
sięgałem wiadomości od ludzi, którzy epokę tę w czyn- 
ności obywatelskiej strawili i ze stanowiska swego przy- 
czynom wypadków bliżój przypatrywać się mogli. Wresz- 
cie, posiadałem ważne dokumenta, jako to: list cesarza 
Alexandra I, do księcia Czartoryskiego przed zajęciem 
Warszawy pisany, oraz originalne raporta Nowosilcowa, 
cesarzowi składane, które w dniu 29 listopada 1830 r. 
znalezione zostały w kancellaryi jego. 

Była to znowu nader trudna i mozolna praca, którą 
przy pomocy Bożój szczęśliwie w lat parę dokonałem, bez 
nadziei możności ogłoszenia jej za życia mego drukiem, 
dla tego przedwcześnie porozumiałem się w tej mierze 
z nakładcą pierwszej części, to jest, dziejów księstwa, 
i. K, Żupańskim w Poznaniu. Nadto dla większego upo- 
wszechnienia dzieła tego poświęcałem wolne chwile na 
przekładzie onego na język francuzki, co również wykoń- 
czyłem, podobnie jak dalszy ciąg, o jakim niżej będzie 
mow^, pozostawiając odleglejszój potomności zrobienie 
z nieb użytku, jeśli to za właściwe i pożyteczne dla kraju 
uzna^ 



V 



Digitized by CaOOSlC 



Fil. nu. SKARBKA. 307 

Przewiduję, że gdy dzieło moje wyjdzie na świat, 
znajdą się tacy, którzy uczynią mi zarzut, iż w historyi 
tej nie objąłem opisu rewolucyi listopadowej. Otóż co 
do tego objaśniam, że następujące pobudki skłoniły mnie 
do nietykania tej nieszczęśliwej epoki wyuzdanćj, powiem, 
wolności naszej. W przekonaniu mojem rewolucya listo- 
padowa była prawdziwem nieszczęściem dla kraju, bo 
przerwała powolny, lecz pewny postęp narodu w zawodzie 
oświaty i pomyślności, aby nas wtrącić w otchłań klęsk 
i prześladowań. Dowiodła ona na nowo, że siła oręża, 
niezrównane męztwo wojska (jakiem się odznaczało pol- 
skie) i poświęcenia bez granic obywateli, niczego dokonać 
niezdolają, jeśli niema wyższego jeniuszu, któryby siłami 
i duchem narodu kierować umiał. Nieznajdując się w kraju 
w czasie, gdy ten nieszczęśliwy dramat polityczny odgry- 
wał się, musiałbym albo przepisywać obce opisy, podów- 
czas przesadą i uprzedzeniem nacechowane, albo przyta- 
czać i godzić z sobą różne zdania ziomków, którzy pa- 
trzeli na te wypadki, albo wreszcie napisać rzecz nie- 
zgodną, powtarzam, z mojem przekonaniem , czyli raczej, 
prawdę mówiąc, narazić się na wyrzuty i pociski (jakie 
i tak niewątpliwie mnie dotkną) licznych stronników tej 
rewolucyi. 

Dla tych przeto przyczyn pominąłem zupełnie ten 
okres dziejów naszych i natomiast zabrałem się po skoń- 
czeniu historyi królestwa do rewolucyi listopadowej, do 
spisywania wypadków, a raczej prześladowań naszych, 
poczynając od roku 1832 aż dc ostatnich czasów, który cti 
byłem świadkiem i obustronnym uczestnikiem, albowiem 
z urzędu należałem do składu rządu i z bliska patrzałem 
na ludzi i środki, przeciw nam używane, sercem zaś na- 
leżałem do ciemiężonych obywateli, których cierpienia całą 
duszą dzieliłem. A lubo bardzo mało mogłem przynieść 
im pomocy, to przynajmniej miałem sposobność poznać 
bliżój ciemiężycieli, aby późniój wypowiedzieć nieubłaganą 
prawdę o wszystkiem, co tój smutnej epoki dotyczy. 

20* 



Digitized by VjOOQ IC 



308 PAMIĘTNIKI 

Obok powyższych prac większego znaczenia zajmo- 
wałem się takie pismami mńićj poważnej treści, jakie 
uważałem za umysłową rozrywkę, uprzyjemniającą mi do- 
syć smutne pożycie moje. 

Pomiędzy rękopismami memi miałem od dawna małe 
powiastki, ściągające się do nowoczesnycli wypadków kra- 
jowych, które pisałem z tą dążnością, aby utrzymywać 
i ożywiać pamięć cłdubnych pojedynczych zdarzeń, a tern 
samem obudzać w czytających uczucia narodowe. Długo 
nieśmiałem ogłosić drukiem tych pisemek, bo przewidy- 
wałem, że ich cenzura nieprzepuści, ale nareszcie na- 
deszła była chwila pomimowolnego zwolnienia jej srogości, 
z czego korzystając, w roku 1861 wydałem w Poznaniu 
moje JFbwiastki polskie, które o tyle miały dosyć wielkie 
powodzenie, o ile pismo lekkiej treści w tak ważnych oko- 
licznościach krajowych znaleźć mogło. 

Pisafem także ciągle komedye w mniemaniu, że one 
znajdą równie dobre przyjęcie, jak dawniejsze, i nawet 
łudziłem się myślą, że większą jeszcze wzbudzą sympatyę 
w publiczności skutkiem prześladowania, jakiego autor 
ze strony rządu doznawał, co się gdzieindziej dziać zwy- 
kło; ale inaczej się stało, napisałem jedną po drugiej 
trzy komedye, z których żadna niedoczekala się w ciągu 
lat siedmiu przedstawienia, pomimo że były dozwolone 
przez cenzurę i przyjęte przez dyrekcyą teatrów. Komu 
winę tego przypisać należało, niewiem i na karb obojęt- 
ności publiczności, niedopominającój się o utwory orygi- 
nalne, włożyć ją muszę. ^ Komedyami, o których wyżej 
mówię, były: Lekarstwo^ jednoaktowa sztuczka, którą na- 
stępnie wierszem przerobiłem; Urzędniczka ^ dwuaktowa 
proza, mająca cel moralny, to jest, powstawanie przeciw 
żonom urzędników, które się dają wciągnąć w sprzedaj- 
ność dla dogodzenia swej próżności ; wreszcie Zacny czło- 
wiek w trzech aktach wierszem, przedstawiająca niegod- 
nego człowieka, który zdołał zdobyć sobie reputacyę ucz- 
ciwego. 



Digitized by VjOOQ IC 



^J 



FR. HR. SKARBKA. 309 

XXII. 
Czasy trwogi i terroryzmu. — Zakońozenie. 

Kiedym się już był poddał przeznaczeniu memu i zno- 
sił cierpliwie poniżenie urzędowe i zapomnienie ziomków, 
a poprzestawał jedynie na pociechacliy jakie mi dzieci 
moje przynosiły, nieprzeczuwałęm tego, że nadzwyczajne 
wypadki polityczne zakłócą spokojność moją i zatrują 
ciężkiemi zgryzotami to szczęście domowe, w którem dni 
życia mego ostatek spędzić spodziewałem się. 

Wzbudzone przez wpływ zachodu żądze polityczne 
i niczem nieusprawiedliwione nadzieje wprowadziły po- 
między rodaków to przekonanie, że pomimo słabości na- 
szej niepowinniśmy zostać bezczynnemi wśród ogólnego 
rucłiu ludowego, który się począł objawiać w Europie, 
a popierany był przez cesarza Francuzów, ogłaszającego 
się za naczelnika demokracyi pod zasłoną samowładnćj 
władzy i uznającego ważność prawa powszechnego gło- 
sowania, jakiego potrzebował do własnego wyniesienia, 
a którego przewagę mógł siłą powściągnąć, gdyby się 
grożnem dlań stać miało. 

Po trzydziestu kilku latach uciemiężenia zdawało się 
nam, że i my możemy odwołać się do praw ludowych, wy- 
stąpić przeciwko samowolności tłoczącej nas władzy i oka- 
zać Europie, żeśmy nieulegli zupełnie pod uciskiem, tak 
długo na nas wywieranym, słowem, że żyjemy jeszcze 
z całą siłą ducha narodowego i że zdolni jesteśmy po- 
pierać wymagania oswobodzonych ludów. 

Gdy z razu o jawnym oporze i o użyciu siły mate- 
ryalnej nikt nawet niemarzył, postanowiło stronnictwo 
ruchu w Polsce występować z demonstracyamł politycz- 
nemi, aby drażnić rząd krajowy, a okazać obcym, że go- 
towemi jesteśmy do działania, gdy takowego od ns^ żą- 
dać będą. Koniec roku 1860 i początek 1861 były za- 
powiedzią nieszczęść, jakie w nieodległćj przyszłości do- 
tknąć nas miały. 



Digitized by VjOOQ IC 



310 PAMIĘTNIKI 

Jakkolwiek trwożyły i zasmucały mnie wielce te 
objawy ducha rewolucyjnego, wyznać przecież muszę otwar- 
cie, że z początku uległem złudzeniu temu, iż państwa za- 
chodu domagać się będą powrócenia nam praw narodo- 
wych i że czas niejaki trwałem w tem złudzeniu, patrząc 
z zadziwieniem, jak rząd rossyjski, tak surowj w postę- 
powaniu swojem, okazywał się pobłażliwym względem de- 
monstracyi krajowych i gdy po wywarciu pierwszej sro- 
gości nad wzburzonym, lecz bezbronnym ludem, zaląkł się 
i złożył na chwilę władzę swoją w ręce jego. 

Kiedy chwiejny w postępowaniu swem namiestnik 
Gorczaków wszedł na drogę porozumień i dozwolił umiar- 
kowanym obywatelom kraju, wynurzeć w adressie do ce- 
sarza dolegliwości i żądania narodu, niepodzielałem zda- 
nia redaktorów tego adressu względem tego, co w nim 
wypowiedzieć należało i niezostawszy ani pytanym, ani 
mając sposobności wynurzenia sposobu zapatrywania się 
mego w tej mierze, niepodpisałem rzeczonego adressu, po- 
mimo że z takim naciskiem i z taką groźbą potępienia 
nalegano na to, aby nikt od podpisu tego nieuchylał się. 

Wedle mniemania mego niedosyć było w podanym 
adressie objawić w ogólnych wyrazach utyskiwania na- 
rodu z powodu doznawanych upokorzeń i prześladowań, 
tudzież z powodu braku organów, przez które żale i ży- 
czenia jego do tronu dochodzićby mogły, ale wypadało 
śmiało i otwarcie wynurzeć monarsze, że źródło złego 
i przeszkoda wzajemnej przychylności pomiędzy rządem 
a rządzonemi leży w dążności władzców i ich podwład- 
nych ruskich, w królestwie osadzonych, mających jedynie 
własny interess osobisty na celu, aby przedstawiać ciągle 
cesarzowi Polaków jako niepoprawnych burzycieli dla 
utrzymywania w tym kraju rządu samowolnego i pod za- 
słoną onego dokonywania uciemiężeń i zdzierstw. Tego 
będąc przekonania, napisałem w tym duchu, lecz w bardzo 
umiarkowanej formie, projekt do adressu, który złożyłem 
kilku przyjaciołom moim, ale ci osądzili, że praca moja 



{ 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HU. SKARBKA. 311 

była daremną (i niepodali go nawet do wiadomości tych, 
którzy wysłany adress do Petersburga, uchwalili), w czem 
o ile póżnićj przeświadczyłem się, zupełną mieli słuszność, 
bo podobne przedstawienie, tchnące szczerą chęcią pojed- 
nania narodu z tronem, żadnego pożądanego owocu nie- 
byłoby przyniosło. 

Ponieważ główną zasadą postępowania mego w życiu 
publicznem było zawsze to, aby nieulegać ani żadnej prze- 
mocy, ani narzuconój przez jakąbądż stronę opinii, gdy 
takowa z sumieniem i osobistem przekonaniem mojem nie 
zgadzała się, przeto własnowolnie stawiwszy się na sta- 
nowisku takiem, że niemógłem mieć żadnego udziału tak 
w rządzie ówczasowym, jako i w naradach umiarkowa- 
nych obywateli, usiłujących napróżno powstrzymać pow- 
stańcze ruchy, z tych powodów przez cały ciąg trwania 
tej nieszczęsnej walki namiętności ludowych z przemocą 
władzy skazany byłem na zupełną bezczynność i udrę- 
czenia moralne. 

Gdy w skutkn przyznanych koncessyi utworzono nową 
radę stanu królestwa, przybył do mnie Płatonów z oświad- 
czeniem, że cesarz postanowił przywrócić mnie do służby 
i powołać do składu tejże rady ; na to niespodziewane za- 
gadnienie niedałem zaraz odpowiedzi i prosiłem o dni 
parę namysłu, po upływie których przybyłemu powtórnie 
ministrowi objawiłem otwarcie i bez ogródki, że pod tym 
tylko warunkiem przyjmę propozycyę i wejdę do rady 
stanu, jeśli w nićj będę mógł spełniać obowiązki w sposób 
taki, jaki mi niegdy wskazał cesarz Mikołaj, gdy mnie 
powołał na członka rządu tymczasowego królestwa, to jest 
tak, „jak na dobrego Polaka przystoi." Na to odparł 
Płatonów, że rzeczywiście wiadomem jest to, iż zmarły 
monarcha miał na chwilę myśl taką, ale później od niój 
odstąpił i że to mnie bynajmniej nieupoważnia do kła- 
dzenia obecnemu panującemu warunków w przyjęciu po- 
sady, przez niego ofiarowanćj, nalegał przeto minister o za- 
dosyćuczynienie temu życzeniu bez żadnych restrykcyi, 



Digitized by VjOOQ IC 



312 PAMIĘTNIKI 

W skutku czego dla przekonania go, źe postanowienie moje 
jest niewzruszone, doręczyłem mu odpowiedź moją na piś« 
mie w języku francuzkim osnowy następującej: 

„Raczyłeś mnie JWPan zawiadomić, że zamiarem 
NPana jest powołać mnie napowrót do służby czynnćj 
w stopniu członka rady stanu królestwa. Niczego bardzićj 
niepragnę nad to, abym mógł jeszcze służyć krajowi 
memu i dowieść NPanu, że zawsze stai^ałem się uspra-* 
wiedliwić pamiętne słowa, jakie do mnie w Bogu spoczy- 
wający poprzednik jego wyrzekł w roku 1831, powołując 
mnie na członka rządu tymczasowego rzeczonego króle- 
stwa, słowa poniższe: „Powinieneś pracować nad tem, aby 
powrócić krajowi dobrobyt utracony, wiem, że jesteś do- 
brym polakiem i właśnie dla tego wybrałem cię, że nim 
jesteś." Przez ciąg lat blisko trzydziestu święcie wypeł- 
niałem zobowiązania, jakie zmarły monarcha na mnie wło- 
żył i niezboczyłem ani razu z drogi powinności, jaką mi 
wytknąć raczył, niemogę przeto dzisiaj zejść z tej tak 
chlubnej dla mnie kolei i skutkiem tego znajduję się 
w konieczności oświadczenia, że o tyle tylko mogę wlejść 
na powrót do służby, o ile obowiązki, jakie mi pełnić 
wypadnie, dozwolą mi postępować tak, jak na dobrego 
Polaka przystoi. Posada członka rady nastręcza mi mało 
sposobności do wykonywania w sposób powyższy posłan- 
nictwa mego względem cesarza i kraju, dopóki większość 
głosów w tejże radzie będzie przy urzędnikach płatnych 
i osobach, nieznających ani potrzeb, ani życzeń narodu, 
tudzież dopóki żaden Polak niebędzie miał udziału watry- 
bucyach i czynnościach prezydującego w takowej. W ciągu 
401etniój służby mojej dowiodłem, śmiem sobie pochlebiać, 
że nigdy ani ambicya, ani chęć wywyższenia mną niepo- 
wodowały i że nigdy o nic niestarałem się i niedopra- 
szałem się. Obecnie wszelakoż, wiedziony dobrem kraju 
i rządu, oświadczam, iż dla tych pobudek niemogę wejść 
do składu rady stanu inaczej, jak w charakterze jój wice- 
prezesa, a tem samem posady prostego członka przyjąć 



Digitized by VjOOQ IC 



FU. HR. SKARBKA. S13 

nie mogę, bo jako taki przedstawiałbym tylko jedno na- 
zwisko i jedno wotum, jako zaś wiceprezes wyobrażałbym 
stanowisko ważne dla rządu, a pożądane dla kraju. ^ 

Odpowiedź ta niemogła się podobać ani w Peters- 
burgur, ani w Warszawie, gdzie margrabia Wielopolski był 
już ogarnął wielowładną władzę, której z nikim innym 
podzielać niechciał. Dla tego spełzła na niczem propo* 
zycya, przez Płatonowa mi uczyniona, również myśl z razu 
powzięta przez Wielopolskiego, powierzenia mi jednego 
z dyrektorstw głównych, od jakiej następnie odstąpił i ze- 
rwał zemną zupełnie wszelkia stosunki. Wytrwałości mo- 
jej w raz powziętem postanowieniu nieprzyjmowania udziału 
w radzie stanu winienem był później ocalenie, gdy terro- 
ryzm opinii publicznej zmusił innycłi członków tejże rady 
od wystąpienia z niej i gdy z powodu tego ciężko na wy- 
gnaniu odpokutowali. 

Pomimo tak stanowczego i tak zle przez władzę przy- 
jętego oświadczenia mego, wyżej wzmiankowanego, byłem 
raz jeszcze przedmiofem obłudnego kuszenia mnie do wró- 
cenia do służby rządowej. Hrabia Lambert, który po nie- 
udolnym generale Suchozanecie przybył do Warszawy jako 
namiestnik cesarski z najobszerniejszem pełnomocnictwem 
do uśmierzenia rucłlów rewolucyjnych, objawił był przez 
poufnych swoich najprzychylniejsze dla kraju zamiary 
ukończenia trwającej walki drogą pojednania, kiedy rze- 
czywiście miał na widoku uśmierzenie takowej siłą broni 
i samowolnością. Przybrał on powierzchowność uprzejmą 
i wysłowienie obłudne, wzbudzające zaufanie, głosił zda- 
nia liberalne^ słowem, użył bardzo zręcznie podstępnych 
środków skłonienia ludzi wpływowych do niebezpiecznego 
zwierzenia się mu z myślami swemi, za co wkrótce* nie- 
którzy z nich z kraju wy wiezionemi zostali. 

Powoływał on wielu do siebie, przyjmował ich od- 
dzielnie, rozmawiał z niemi sam na sam i wszystkich nie- 
mal olśnął łagodną uprzejmością swoją, a w kilka dni po 
tćm zarządził wykonanie gwałtów i srogości, które do razu 



Digitized by VjOOQ IC 



314 PAMIĘTNIKI 

kilkuset ludzi w ofiary prześladowania zamieniły, lecz przy^ 
tern pomocnika jego, gubernatora, natychmiastową, a jego 
samego późniejszą śmiercią ukarały. 

W parę dni po przyjeździe swym do Warszawy przy- 
słał on do mnie jenerała Paulucci, prosząc o stawiennictwo 
w pałaca Belwederskim, w którym zrazu zamieszkał. Przy- 
bywszy tam, widziałem redaktorów gazet i kilka znajo- 
mych mi osób, przesuwających się przedemną pojedynczo 
do jego gabinetu i napowrót, a wszyscy wychodzili od 
niego ułudzeni i uwiedzeni tą dobrocią, pod którą ukry- 
wał on pociski, przeciw nim wymierzone. 

Gdy przyszła na mnie kolej, oświadczył mi hr. Lam- 
bert, że go martwią i niepokoją nietylko ruchy uliczne 
i tajne działania demokratów, ale nadto postawa, jaką 
przybrało duchowieństwo , skutkiem czego jest w niemo- 
żności stawiania w obronie religii katolickiej, której sam 
jest wyznawcą — że miał prawo spodziewać się ze strony 
tegoż duchowieństwa większej przychylności, skoro sam 
pierwszy, czego żaden namiestnik dotąd nieuczynił, od- 
wiedził, a tem samem uszanował arcybiskupa. Dalej, co 
do powszechnego nieukontentowania ludności polskiój mó- 
wił, że Polacy powinniby mieć wzgląd na trudne poło- 
żenie cesarza, który, jak zaręczał, ma najlepsze względem 
Polski zamiary, lecz w tej mierze z wielką oględnością po- 
stępować musi, bo ma za sobą Eossyę, od której ani zbyt 
wielkich ustępstw wymagać, ani zbytniem sprzyjaniem 
Polsce zniechęcać jej niemożna. Na to odpowiedziałem na- 
miestnikowi, widocznie oczekującemu na objaw myśli mo- 
jej w tej mierze , że lubo przyznaję potrzebę uwzględnienia 
trudności położenia KPana, to przecież przypuszczać nie- 
mogę, aby większość wciągnionych w ruchy rewolucyjne 
ludzi była w stanie pojmować podobne stosunki i znaleźć 
w nich pobudki do odstąpienia od żądań swoich. 

Od sprawy ogólnej przechodząc do osoby mojój, ob- 
jawił mi hr. Lambert, że cesarzowi było bardzo przykro 
dowiedzieć się, że niechciałem wejść do składu rady stanu. 



Digitized by VjOOQ IC 



FK. HR. SKARBKA. 315 

Ka to znowu odezwałem się i wyłuszczyłem mu powody 
moje uchylenia się od tego urzędowania, oświadczając 
otwarcie , że dla dobrze myślącego Polaka niepodobieństwem 
jest dzisiaj należeć do władzy, niemającej w sobie żywiołu 
obywatelskiego, przez wybory doń wprowadzonego , i po- 
zostającej pod przemożnym wpływem sekretarza stanu 
i kończąc mój wywód tem, że Polacy mieli dotąd trzy 
organizaeye polityczne (w tern miejscu zauważyłem, że słu- 
chając mnie, liczy Lambert na palcach), to jest, konsty- 
tucyę w roku 1815, statut organiczny w roku 1832, wreszcie 
teraźniejsze prawa. 

— „Te ostatnie", odrzekł, „są po większej części oparte 
na statucie roku 1832, który także zaprowadził radę stanu.** 

— Tak jest, odparłem, ale statut obok tego, ustanowił 
stany prowincyonalne, nad dobrem kraju czuwać i obra- 
dować mające; dzisiajsza zaś rada stanu, mając razem 
atrybucye władzy i doradczej i prawodawczej, niezaspakaja 
potrzeby udziału kraju pod tym ostatnim zwłaszcza wzglę- 
dem , bo niejest złożoną z radców wybranych przez oby- 
wateli, lecz z urzędników lub osób, przez rząd powołanych, 
którzy tak myślą i tak głosują, jak im rząd nakazuje. 

— „A jednak opierano się po większej części na wy- 
borach obywatelskich, powołując do rady stanu członków 
władz towarzystwa kredytowego ziemskiego, wybranych 
przez stowarzyszonych." 

— Bydź to może, ale wybór do jednej służby nie 
daje żadnej rękojmi reprezentowania w radzie stanu inte- 
ressów ogólnych kraju, bo bardzo dobry prezes dyrekcyi 
szczegółowej towarzystwa może bydź bardzo złym radcą 
stanu. 

Po tych słowach, wzajemnie wymienionych, zwrócił 
namiestnik uwagę moją, że rozwinięcia i ulepszenia tych 
pierwszych instytucyi spodziewać się wypada po cesarzu^ 
którego osobisty sposób myślenia stanowi najlepszą rę- 
kojmię większej względności, niż ojca jego. 

Następnie pytał mnie, coby teraz czynić należało. 



Digitized by VjOOQ IC 



316 PAMIĘTNIKI 

Nadać, rzekłem, większy wpływ i większą powagę 
umiarkowanej i oświeceńszćj części narodu, która straciła 
zupełnie znaczenie swoje przez długoletnie poniżanie jćj 
w epoce rządów Paszkiewicza i Storożenki, a w ostatnich 
czasach przez zniesienie towarzystwa rolniczego. 

— Nieodpowiadając mi na to, zapytał mnie znowu, 
czómby moina uspokoić tymczasowo burzliwe massy. 

— Niczem innem, ozwałem się, jak tćm , że dla mass 
potrzeba widocznych oznak autonomii, której kraj domaga 
się i dlatego ku temu służyćby mogło dorazowe przy-* 
wrócenie kolorów narodowych na słupach, haryerach i po^ 
rzezach. 

— Źadnój również i na to nieudzieliwszy odpowiedzi, 
ponowił jeszcze namiestnik naleganie swe, abym przyjął 
czynne stanowisko w rządzie, na co znowu oświadczyłem; 
nieodmawiam służenia władzy, lecz pod warunkiem uzy- 
skania pełnego jój zaufania; dalój, że choćbym niemiał 
zajmować żadnćj pozycyi urzędowej, to gotów jestem 
i będę zawsze do niesienia mu pomocy radą i doświad- 
czeniem ; wreszcie dodałem , że gdyby konieczną wolą jego 
było umieścić mnie u steru rządu, w takim razie najwła- 
ściwszemby było, powołanie mnie napowrót do składu 
rady administracyjnej bez wydziału. 

Po przeszło godzinnćj podobnćj rozmowie, gdym się 
zabierał do oddalenia się, wynurzył mi jeszcze hr. Lam- 
bert obawę swą z powodu nadchodzącego obchodu ro- 
cznicy urodzin cesarskich i rzekł jakoby poufnie: „kaza- 
łem usunąć wojsko z ulic i bardzobym bolał, gdybym 
miał bydź przymuszonym przyzwać je napowrót i użyć 
siły zbrojnćj przeciw ludowi. Niekażę wcale urządzać 
illuminacyi.'' Na tych słowach skończyło się posłuchanie, 
po którem odprowadził mnie przez trzy pokoje, puszczając 
przed sobą i najuprzejroićj u drzwi wychodowych żegnając. 

Wyznać muszę szczerze, że i mnie uwiodła tak prze- 
biegle udana szlachetność i uprzejmość, pod któremi Lam- 
bert potrafił ukryć srogie i podstępne swe zamiary; szczę- 



Digitized by VjOOQ IC 



FR. HR. SKARBKA. 317 

ściem, że mój sposób myślenia był zupełnie przeciwny 
ruchom istniejącym i że w tera wszystkiem, com mu za 
zbyt może otwarcie powiedział, nic nie było takiego, coby 
mnie o dążność powstańczą posądzać pozwalało; inaczój 
niewątpliwie byłbym padł ofiarą zawziętości jego. Mó- 
wiłem bowiem głównie o sposobach uspokojenia umysłów 
i pojednania ludu z rządem i dla poparcia tego nieco pó- 
źniej podałem mu na piśmie myśli moje, jakby ten cel 
osiągnąć można było, bo przypuszczałem dobrodusznie, iż 
on cel podobny położył sobie za zadanie. 

Otóż w tem piśmie, opierając się na instytucyi nowych 
rad powiatowych i gubernialnych, proponowałem namiest- 
nikowi, aby polecił wybrać z każdej rady powiatowej po 
dwóch delegowanych jej członków, którzyby się zebrali 
w Warszawie i utworzyli czasowe koUegium do dawania 
rządowi opinii swej o urządzeniach, wydać się mianych, 
a to sposobem czysto doradczym, bez prawa głosowania 
za lub przeciw przedstawianym projektom, zastrzegając dla 
rządu zupełną wolność uwzględnienia lub odrzucenia po- 
dobnych opinii. Proponowałem dalej, drugą radę oby- 
watelską, złożoną z członków rad gubernialnych i miasta 
Warszawy, starszych wiekiem, po dwóch z każdej gubernii, 
któraby w drugiej instancyi rozpatrywała tak projekta rzą- 
dowe, jako i zdania o nich, przez delegowanych z rad po- 
wiatowych wyrzekane i w tej mierze opinie swe bez ża- 
dnej stanowczej decyzyi objawiała. 

Niebył to sposób ostatecznie rostrzygający kwestye, 
między rządem a rządzonemi wyrodzone, lecz był to śro- 
dek powściągnienia namiętnego rozjątrzenia umysłów, przy- 
tem zyskania na czasie, wreszcie dojścia do pewnego 
uspokojenia zagorzałych, czyli usunięcia ich, że tak rzekę, 
z linii bojowej i postawienia na ich miejsce mniej zapa- 
lonych, celem, by pierwszych zwolna na umiarkowańszych 
zamienić. Utworzenie bowiem podobnych dwóch rad oby- 
watelskich mogło było uchodzić za pewien rodzaj re- 
prezentacyi narodowej, której samo zaprowadzenie mo* 



Digitized by VjOOQ IC 



318 PAMIĘTNIKI 

gło było powstrzymać ruchy rewolucyjne, przynajmniej 
do czasu ukończenia narad z rządem, a tern samem 
możeby to do jakiegoś porozumienia było doprowadziło. 
Projekt powyższy, którego kopją dla pamięci złożyłem 
radcy sekretarzowi stanu Karnickiemu, niemógł osiągnąć 
żadnego skutku, bo Lambertowi nieszło wcale oto, aby 
pogodzić Polaków z rządem, Wielopolski zaś niebylby 
nigdy dopuścił, aby myśl obca, nie przez niego samego 
powzięta, przez władzę przyjętą bydź miała. 

W krotce rzeczywiste dążności Lamberta wyszły na- 
jaw i okazały, czem był ów pełen udanćj łagodności 
i przychylności posłannik monarszy ; ja w szczególności po 
oświadczeniach poważania i wynurzonej grzeczności, jakich 
mi nieskąpił, doznałem nader srogiego z jego strony po- 
stąpienia z młodszym synem moim, którego za przyłożenie 
się do sprowadzenia demonstracyi kościelnej w Mokotowie, 
do jakiej natchnionym został przez dwie damy z są- 
siedztwa, osadził w cytadelli i po trzechmiesięcznem ba- 
daniu do wojska odesłać rozporządził. Szczęściem dla 
niego i mnie zrozpaczonego ojca, iż miejsce Lamberta 
zajął jenerał Liiders, do którego udawszy się, za przyło- 
żeniem się Płatonowa, zdołałem uprosić zamianę tego 
ciężkiego wyroku na osadzenie w fortecy Modlina, w której 
za to i inne następne urojone przewinienie 6-ciomiesięczną 
karę w podziemnych lochach warowni odcierpiał. 

Kiedy margrabia Wielopolski targnął się razem jaw- 
nie na opinię publiczną, a skrycie na obalenie przemocy 
rossyjskiej, kiedy sam jeden stanął do tój podwójnćj 
walili i odepchnął od siebie wszystkich dobrze myślących 
i umiarkowanych ziomków, a niezdołał owładnąć tych, 
których bydż może w dobrym zamiarze chciał podejść 
i opanować, natenczas nastał w całym kraju taki odmęt 
polityczny, iż zaginął w nim ślad prawdziwie patryotycz. 
nej dążności i jedności obywatelskiej. Walczące z sobą 
strony używały zobopolnie gwałtu i podstępu, aby wza- 
jemnie się niweczyć i na wszystkich, niechcących przyj- 



Digitized by VjOOQ IC 
gg^ 



FR. Uli. SKAll 319 

mować udziału w tśj walce, rozpoarroryzm, odbie- 
rający każdemu własną wolę i zący go w ślepe 
narzędzie przemocy, jakiej przez j ulegać musiał. 
Podwójny ten terroryzm rozpościeDgólnie, z jednój 
strony prawy, jak go zwano, rząd, zbrojnej oparty, 
karał nietylko za objawy, ale i z^zenia sprzyjania 
rucłiom i sprawie ogólnej ; z drugi^ąd, mieniący się 
narodowym, groził śmiercią za wanie rozkazów 
i przychylność, okazywaną dla właastowanej przez 
namiestnika i Wielopolskiego, sp< groźby te pod 
okiem tej władzy. Niebyło sposgścia z tego bez- 
droża, ani uniknienia prześladow;, że się tak wy- 
rażę, wojujących stron, które zob trzymały liczne 
zastępy śledzących i donoszących jpkach i słowach 
ludzi niewinnych i ciągłą trwogą ech. Trzeba było 
starannie ukrywać swój sposób lia pod obłudną 
przychylnością ku temu, który b, groził i pewniej 
mógł dosięgnąć; trzeba było podiększą tajemnicą 
wypełniać wymagania jednej stroniazywać gotowość 
spełnienia rozkazu drugiej. Ani myło myśleć o tćm, 
aby się znalazł przeważny i w>nad obawę mąż 
stanu, któryby ośmielił się stanędzy gnębiącemł, 
podwójnemi władzami i wyrzec, coobra Polski, a za- 
razem Eossyi samój czynić wypad- 

Słowem, przeżyliśmy trzy dłmta w tym stanie 
najcięższego niewolnictwa i bezwłai osobistych prze- 
konań naszych, widzieliśmy przed uajjawniejszy upa- 
dek kraju, a niemogliśmy ani przediąść czegokolwiek- 
bądź, aby upadek ten odwrócić, jydż pewnemi, że 
sami siebie od zagłady uchronić pcoy 

Tu przerywamy dalsze opowia autora, które za- 
kończą on opisem losu, jaki spoikaiów jego w skutku 
przyjętego przez nich udziału w ostd zaburzeniach kra- 
jowych, a w szczególności ustępem nćijący^' 

Niemógłem nigdy przewidzieć , że obadwaj sy- 
nowie moi za przewinienia polityj więzionemi będą 



Digitized by VjOOQ IC 



320 |miętniki 

w tym domu badań >viaku), który ja kiedyś dla pod- 
sądnych zbrodniarz^l^udowałem, 

i uważamy wiapm, uzupełnić niniejsze pamiętniki, 
pobieźnem wspomnij o schyłku sądziwych dni piszą- 
cego takowe i o ostatTmosłudze, jaką mu ziomkowie oddali. 
Od początku rckmB datował się początek choroby jego, 
na którą zapadł w j^ie stycznia t, r, iw trakcie której 
w dniu 21 t m. napt ostatnią wolę swoje, zniszczywszy 
poprzednio przygotoi^. Lubo z tej słabości niezadługo 
się wyleczył, to przed od tej chwili zaczął okazywać ro- 
dzaj jakiegoś niepoką skuikiem którego e podwójną gorli- 
wością zabrał się dopcy, juito regulując interessa własne, 
juźto poi^ządkując g^ dzieła swe, jużto wreszcie objeż- 
dżając całą rodzinę, j^by w przewidywaniu poniekąd nie^ 
dalekiego zgonu swe0 

Przez miesiąc s^eń do połowy września bawił u star- 
szego syna swego w E^ach, gdzie nader czynnie zajmował 
się przerobieniem i u^nieniem wydanych przez J. K. Zu- 
pańskiego w PoznanĄo r. 1860 „Dziejów księztwa War- 
szawskiego*^, które to ianie w zupełności wykonał, pragnąc, 
aby ta druga edycyĄak najrychlej świat ujrzeb mogła* 
Poczem przeniósł si^ córki swej w Sochaczewskie, lecz 
tam dręczony wciąż tpokojem, o jakim wyżśj była mowa, 
niedługo gościł i cie'ś}cy w dniu 23 września powrócił 
do Warszawy, przewłszy się tam od kwartału do nowego 
mieszkania w pałacuiamoyskich na zielonym placu, 

W miesiąc póin^ dotkni^ym został nagle groźnym ata- 
kiem apoplektycznym,$ którego jednak szczęśliwie wyprowa^ 
dzonym został, lecz t^ na długo, gdyż w pierwszych dniach 
listopada okazał się $ród gorszego jeszcze złego, to jest, roz-^ 
winął się antraks, k^ pomimo dwukrotnie Idegle dokona- 
nych w dniach 15 l&Z t m. operacyi, w dniu 25 U m. 
o 4 godzinie z rana ftzeciął pasmo dni jego. 

Pojednany wczefie z Bogiem objawił wyraźną wolą 
złożenia zwłok swoicttna Powązkach, a to bez żadnych oka- 
żałości i uystawy, t0zież bez żadnSj mowy pogrzebowSj. 



^Digitized by VjOOQIC 



■^ 



FR. HR. SKARBKA, 321 

,,NajmiUjhy mi hyto*^ dodał „gdyby po prostu trumną moją 
na miejsce wiecznego spoczynku eanieśli stuiący i włościanie 
moi, któremi za żyda się opiekowałem. Stało się temu za- 
dosyć z tą jedynie różnicą, ie nie sami tylko włościanie ocho- 
czo na obrzęd pogreeboioy przybyli, ale i młodzież akade^ 
micka tudziet artyści dramatyczni, wreszcie szronem siwizny 
pokryci datcni uczniowie zmarłego! Po odbytem w dniu 
27. listopada 1866 r. w kościele śgo. Krzyża nabożeństwie 
żałobnem, przy nader licznem zebraniu wszech stanów lud- 
ności ponieśli do grobu z tegoż kościoła aż na sam cmen- 
tarz ostatnie szczątki człowieka, który 75letni żywot swój na 
tdj ziemi, śmiało rzec możemy, z zaparciem się własnego do- 
bra usłudze kraju i ziomków poświęcili 



Czcionkami M. Marsa wPozDanlu. 

21 



Digitized by VjOOQ IC 



Niektóre nakłady księgami JT. HZ. ^tJLp&A'* 
sk:ieg'0 w Poznaniu. 

(Dzieła oznaczone * s^ komisowe lub w wi§ksz6j ilości nabyte). 

Bodzantowicz K. S. Boje polskie i przygody żołnierskie. 
Poznań. 1871. 4 m. 50 fen. 

— Zawsze oni. Obrazki spółczesne 18. wieka w Polsce od 
konfederacyi Barskiej aż do legionów polskich we Wło- 
szech przez Kajetana SaflFczyńskiego z iliastracyarai Kos- 
saka (40. kilka) i epigrafami W. Pola nigdzie niedrako- 
wanemi i portretem na miedzi rytowanym : SuflFczyńskiego 
i Pola; 1875. 3 tomy in 4to. 90 m. 

BolesławitaB. Dziadunio. Obrazki naszych czasów 1869. 

6 ni. 

— Dziecię starego miasta. Obrazek współczesny naryso- 
wany z natury. 1863. 4 ni. 50 fen. 

— My i oni. Obrazek współczesny narysowany z natury. 
1865. 4 m. 50 fen. 

— Szpieg. Obrazek współczesny narysowany z natury. 1864. 

4 ra. 50 fen. 

— Tułacze. . Opowiadania historyczne. Tom L Treść: 1. 
księga: Prolog: Po Barze. Rok 1771. 2. księga: Konfederaci 
3. księga: Częstochowa. 4. księga: Tnłactwo. 5. księga: 
Ameryka. 6. księga: Trenton - Savanna. 1868. 6 m. 

— Tom II. zawiera: Po Maciejowicach, księga 1.: Powrót 
księga 2.: 1791 rok. księga 3.: W kraju i na obczyźnie, 
księga 4.: Jeszcze Polska nie zginęła, księga 5.: Rycerze 
ducha, księga 6.: San Domingo. 1868. 6 m. 

— Tom III. zawiera: Po roku 1830: księga 1.: Twarze się 
mienia; księga 2.: Noc 29 Listopada; księga 3.: Niedole 
i niewole; księga 4.: Tułacze dzieje; księga 4.: Na pa- 
ryzkim bruku; księga 6.: Ostatnia włóczęga. 1870. 6 m. 

— Tułacze. Tom IV. wyjdzie wciągu roku 1878. 

— Z roku 1866 rachunki. 1867. 6 m. 

— Z roku 1867 rachunki. 2 tomy. 1868. 18 m. 

— Z roku 1868 rachunki. 1869. 12 m. 

— Z roku 1869 rachunki. 1870. 9 m. 

— Żyd. Obrazy współczesne. 3 tomy. 1865. 13 m. 50 fen. 
Ghociszewski Józef. Dzieje Narodu Polskiego dla ludu 

Polskiego i młodzieży. Wydanie czwarte-ozdobione licznemi 

obrazkami. 1878. 80 fen. 

Chwile wolne Gabryeli. Tom I. 1845. 4 m. 50 fen. 



Digitized by VjOOQIC 



Cybulski W. Odczyty o poezyi polskiój w pierwszej po- 
lowie Xix. wieku, przekład z niemieckiego Franciszka 
Dobrowolskiego, 2 t. w jednym, 1870. 9 m. 

Czapski hr. M, Historya powszechną konia w trzech to- 
mach, wydanie wytworne. 1875. 36 m. 

— Atlas składający się z 75 rycin, przedstawiający różne 
rasy koni i odmiany ich, ozdobiony portretem autora na 
miedzi rytym przez prof. Jaroczyńskiego. 1876. 75 m. 

Dante Alighieri. Boska komedya — przekład Antoniego 
Stanisławskiego. 1870. 12 m. 

Dzieduszycki Maurycy Hr. Pieśń o dziejach polskich 
Poznań 1872. 1 m. 

Dzieje panowania Augusta IL od śmierci J^tna III. do 
chwili wstąpienia Karola XIL na ziemię polską. 18064 9m. 

Falkowski Jul. Na chwilę Carem. Dramat w 5. aktach 
i 8 obrazach. Wzięty zhistoryi PoUki i Rosyi (1603 do 
1606). Poznań 1875. . 5 m. 

— Obrazy z życia kilku ostatnich pokoleń w Polsce. Po- 
znań 1877. 6 m. 

Fontana Julian. Astronomia ludowa. (Wydanie Towa- 
rzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego). 1869. 3 m. 

Gird wojń Michał. Anatomia pszczoły z wielu bardzo rycinami. 
Praca ta w rękopisie zjednała sobie uznanie na wystawie 
powszechnej Wiedeńskiej, Warszawskiej i Krakowskiej. 
Do tego dzieła dodaje się rozprawa śp. Maryana hr. Czap- 
skiego pod tytułem : Nieco o pszczole, z powodu anatomii 
pszczoły Girdwojnia. 1875. 6 m. 

Gruszczyński S. O Mickiewiczu ze stanowisku narodo- 
wego. Wojna Chocimska V/acława Potockiego. Dwie 
prelekcye miane w Kółku Towarzyskiem wr. 1858 i 1859. 
1863. I m. 

— O znaczeniu Myszeidy Ignacego Krasickiego. 1863. Im. 
Jęło wiek i Alexander. Moje w^spomnienia. Wydanie drugie. 

Poznań 1877. 7 m. 50 fen. 

*Kajsiewłcz X. Hieronim. Kazanie o siedmiu boleściach 
Matki Najśw. Na dochód domu miłosierdzia w Gostyniu. 
1855. 1 m. 50 fen. 

♦— Mowa pogi-zebowa na cześć ś. p. Michała Lewickiego, 
zmarłego 14 stycznia r. b. w Uniejowie wGalicyi, miana 
dnia 17. marca 1858. 75 fen. 

Karłowicz Jan. Wyprawa kijowska Bolesława Wielkiego. 
1872. 1 m. 

Kazimierz zTruskowa czyli pierwszy i ostatni litewski 
powstaniec przez Bonawenturę z Kochano wa. 1874. 5 m. 

Kraszewski J. I. Pamiętnik anegdotyczny z czasów Sta- 
nisława Augusta. 1867. 8 m. 
-*- Polska w czasie trzech rozbiorów 1772 — 1799. Studya 
do historyi ducha i obyczaju. 3 tomy. Poznań 1 873—75. 33 m. 



Digitized by VjOOQ IC 



Kraszewski, J. I. Program polski 1872. Myśli o za- 
daniu narodowera. Poznań 1872. 1 m. 

KremerJózef. Grecy a starożytna i jćj sztuka, zwłaszcza 
rzeźba. Streszczenie wykładów mianycli przez autora 
w szkole sztuk pięknych w Krakowie , w półroczu zimo- 
wem 1866/7. 1868. 5 m. 

Krzyżacy i Polska. Wspomnienie liistoryczne przez S. 
. 1845. 2 m. 25 fen. 

KrzyżtoporAdam. O urządzeniu stosunków rolniczycłi 
w Polsce. 1859. 9 m. 

Książka, na której się modliła Św. Jadwiga. Wydanie wtóre 
z obszernym wywodem Stanisława Motty, z podobiznami 
i w oprawie oryginalnej, w jakiej był rękopis. 7 m. 50 fen. 
broszurowany egzemplarz kosztuje tylko 4 m. 50 fen. 

Lelewel J. Album rytownika polskiego. Album d'un gra- 
veur polonais. .1854. 45 m. 

Libelt Karol. Dzieła: filozoficzne wlejSeryi 6cio tomo- 
wój zawierają: 

Tora I. zawiera: Krytykę rozumu czyli przejście do filo- 
zofii słowiańskiój. Tom II. i III. System uranictwa. 
Tom IV. Estetykę. Część ogólną. Tom V. i VL Estetykę, 
czyli piękno natury. Wszystkich tomów cena wynosi 36 m. 

Liber geneseos illustris familiae Scbidloviciae 1531. (Po- 
nowne wydanie 1848.) 17 m. 50 fen. 

Liske Ksaw. Dr. fil. Studya z dziejów wieku XVL 1867. 

6 m. 

Litwa pod względem prześladowania w niej kościoła, kato- 
lickiego od roku 1863 do 1872. Wydanie Biblioteki Pol- 
skiój w Paryżu. Poznań 1872. 3 m. 

Łukaszewicz Józef Krótki historyczno-statystyczny opis 
miast i wsi w dzisiejszym powiecie krotoszyńskim od naj- 
dawniejszych czasów aż do roku 1794. Obwód Koby- 
liński. Obwód Borecki i Krotoszyński. 1870/5. 2 tomy. 
Z portretem autora. 13 m. 50 fen. 

Mickiewicz A. Literatura słowiańska, wykładana w ko- 
legium francuzkiem, tłomaczenie Feliksa Wrotnowskiego. 
Wydanie trzecie nowo poprawione 4 tomy. 1865. Wy- 
danie in 8vo. 15 m. Wydanie w 12ce. 10 m. 

Mochnacki Maurycy. Dzieła. Wydanie jedynie prawne, 
ogłoszone z wiedzą matki autora Maryi Mochnackićj. 5 tom. 
Z portretem autora i pomnikiem jego na miedzi. 1863. 18 m. 
Dla kupujących pojedyncze tomy: 

Tom I. Listy do matki pisane. 7 m. 50 fen. 

Tom II. i III. Dzieje powstania 1830 do 1831 r. 9 m. 

Tom IV. Pisma rozmaite. 5 m. 

Tom V. O literaturze polskiej. 2 m. 50 fen. 



Digitized by VjOOQ IC 



Digitized by VjOOQ IC 



Digitized by VjOOQIC